<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081</id><updated>2012-03-04T00:20:57.161+01:00</updated><category term='Czas wojny'/><category term='Kod nieśmiertelności'/><category term='Erin Brockovich'/><category term='Cudowne dziecko'/><category term='Listy do M.'/><category term='Żelazna dama'/><category term='Mr. Nobody'/><category term='Trzy minuty. 21:37'/><category term='Szpieg'/><category term='Contagion - Epidemia strachu'/><category term='Larry Crowne - uśmiech losu'/><category term='Spadkobiercy'/><category term='Szefowie wrogowie'/><category term='Mała matura 1947'/><category term='Wyjście przez sklep z pamiątkami'/><category term='Samotny mężczyzna'/><category term='Hanna'/><category term='Zła kobieta'/><category term='Dziewczyna z tatuażem'/><category term='Horton słyszy Ktosia'/><category term='Skóra w której żyję'/><category term='Dług'/><category term='Hadewijch'/><category term='Idy marcowe'/><category term='Sprawa Kramerów'/><category term='Podwójne życie'/><category term='Bezsenność'/><category term='Musimy porozmawiać o Kevinie'/><category term='Sherlock Holmes: Gra cieni'/><category term='Medium'/><category term='Artysta'/><category term='Dom z piasku i mgły'/><category term='Hugo i jego wynalazek'/><category term='Człowiek na krawędzi'/><category term='Zamiana ciał'/><category term='Drive'/><category term='Służące'/><category term='Nie czas na łzy'/><category term='Rzeź'/><category term='Malowany welon'/><category term='Drzewo życia'/><category term='Colombiana'/><category term='Big love'/><category term='Dziennik zakrapiany rumem'/><category term='Essential killing'/><category term='O północy w Paryżu'/><category term='Rain Man'/><category term='Co gryzie Gilberta Grape&apos;a?'/><category term='Moneyball'/><category term='Woda dla słoni'/><category term='Królestwo zwierząt'/><category term='Intrygant'/><title type='text'>Apetyt na film - blog filmowy</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>55</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-5991972024994858666</id><published>2012-03-03T18:23:00.000+01:00</published><updated>2012-03-03T18:23:38.532+01:00</updated><title type='text'>Mój tydzień z Marilyn (My Week with Marilyn, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/10/31/571031/7426954.3.jpg?l=1327205277000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/10/31/571031/7426954.3.jpg?l=1327205277000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Simon Curtis&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Adrian Hodges&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA, Wielka Brytania&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: biograficzny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój tydzień z Marilyn przypadł na gorący, przedoscarowy czas. Właściwie nie był to tydzień, a zaledwie półtoragodzinna próba kupienia przeze mnie czaru Marylin Monroe i przekonania się, czy Michelle Williams jest zagrożeniem dla Meryl Streep w wyścigu po statuetkę. Wypadło fatalnie i to wcale nie ja zostałam znokautowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film Curtisa opowiada - odkrycie roku - tydzień z życia Marilyn Monroe. A ten spędziła ona na planie (a raczej trochę na planie, a trochę w sypialni) filmu "Książę i aktoreczka", którego zdjęcia odbywały się w Londynie. Marilyn jest już w tym czasie celebrytką jak się patrzy i ewidentnie gwiazdorzy - tu jej się nie chce, tu coś przeżywa, tam ma daleko głębsze potrzeby niż odgrywanie jakiejś głupiej roli, a jeszcze dalej po prostu za dużo poćpała i nie ma siły wstać z łóżka. W międzyczasie jednak udowadnia, że nie bez kozery stała się ikoną kina i swoją grą zachwyca zarówno swojego filmowego partnera i reżysera filmu Laurence'a Oliviera (Kenneth Branagh), jak i całą ekipę filmową. W tym młodziutkiego asystenta reżysera, Colina (Eddie Redmayne), który dla Marilyn zupełnie traci głowę. Mimo ostrzeżeń, jakie padają z ust jej byłych kochanków, Colin pozwala Marilyn owinąć się wokół palca i staje się jej kolejną zabawką i przytulanką na pocieszenie, dokładnie na jeden tydzień. Historia jest opowieścią z najważniejszego, zdaje się, tygodnia jego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć w tym jednym zaledwie epizodzie z bogatego życia Monroe udało się twórcom ukazać jej specyficzną osobowość i wskazać na dominujące jej cechy, cała ta historia w ogóle nie porywa. Jak to możliwe, skoro Marilyn Monroe była absolutną gwiazdą i do dziś uważana jest za ikonę kina, legendę i jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet wieków? Być może wpływ na to miały konsekwencje wybiórczości fabuły/biografii - zdjęcia do "Księcia i aktoreczki" nie były zbyt interesujące, a zaplanowanie akcji w jednej niemal przestrzeni dawało wrażenie tłamszenia całej ekipy i widzów w porządnym kwasie. Może też chodziło o perspektywę narracyjną - Colin Clark to totalny półgłowek, który o Marilyn opowiada z zachwytem i apoteozą, ewidentnie podkreślając, że nic mądrego z tego romansu nie wyniósł. Możliwe, że nie popisali się aktorzy - Williams była wprawdzie bardzo dobra (choć nie rzucająca na kolana) i to o nią tu głównie chodziło, ale cała reszta wypadła tak paskudnie, że nawet dobrze podrobiona Marilyn przestawała zachwycać. Branagh, który przecież - do jasnej - jest dobrym aktorem, tu odrzucał. Redmayne to jakaś porażka: nie dość, że irytuje każdym ruchem, to jeszcze te jego wydęte usta - dziżas. O pozostałych nawet nie ma co mówić, bo ich role były czterdziestoplanowe, nawet nie było się jak porządnie przypaCZeć. Może...&amp;nbsp; może i wszystko to jednocześnie? Jakby nie było, wyszło fatalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym zostawiła Was z myślą, że Curtis przedobrzył albo że coś zaniedbał. Wręcz przeciwnie. Marilyn, którą oglądamy, nie odbiega zupełnie od tej legendy, którą wszyscy znamy: jej nastroje zmieniają się z chwili na chwili, ma ogromny dar oczarowywania ludzi, czasem jest bezbronna, delikatna i bezradna jak dziecko, czasem dosadnie przypomina, że ma świadomość swojej kobiecości i seksualności i nie waha się tego używać, bywa ofiarą, ale też doskonale zdaje sobie sprawę, że świat, który sobie wokół siebie stworzyła jest toksyczny i zabija ją samą. Autodestrukcja czy dramat samotności? No właśnie, sami oceńcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardziej niż to wszystko zainteresował mnie spór Marilyn i Oliviera dotyczący gry aktorskiej (pozdrowienia dla mojej koleżanki-teatrolożki, że się tak feministycznie wyrażę). Słówko wyjaśnienia, bo o tym w filmie nie mówią. Rzecz rozchodzi się o szkołę, z której wyszła aktorka. Lee Strasberg - jej mentor - opierał się w dużej mierze na metodzie Stanisławskiego - systemie, stworzonym przez rosyjskiego reżysera, którego głównym hasłem było "przeżywanie". Chodziło o jak najbardziej realistyczne, psychologiczne odgrywanie roli, wczucie się w postać, zrozumienie jej emocji, motywów, osobowości, niemal utożsamienie się z nią dzięki sięgnięciu po własne doświadczenia i przeżycia - wszystko po to, by gra była jak najbardziej prawdziwa. W taki właśnie sposób pracuje Marilyn - jej ociąganie się z odegraniem sceny nie zawsze jest fanaberią, ale wiąże się ściśle z niemożnością zrozumienia postaci, którą ma zagrać. Dlatego Monroe pyta, docieka, próbuje i zmienia, bo wciąż coś jej nie pasuje, wciąż coś jest nie tak, wciąż jeszcze nie zdążyła do końca rozpracować postaci. Olivier natomiast nie musi niczego przepracowywać - aktorstwo to gra, to sztuczność, to niebycie sobą, to zwykła praca, którą się zostawia na planie i wraca się do swojego prywatnego życia, które na plan zdjęciowy nie ma dostępu, bo i po co. To są dwie różne szkoły i dwa punkty widzenia nie do pogodzenia. Problem tylko w tym, że fakt, iż Marilyn swoim "przeżywaniem" zdobyła serca całego świata, wcale nie oznacza, że ta metoda jest idealna i sprawdza się w każdym przypadku. I w tym właśnie cała zabawa - żeby różnymi drogami dotrzeć do tego samego celu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obojętnie podchodzącym zarówno do postaci Marilyn Monroe, jak i wielkich reform teatru, ten film nie jest do niczego potrzebny. Nie znajdą w nim ani interesującej fabuły, ani oszałamiających kreacji. Ot, kolejne półtora rodziny, które można poświęcić na ciekawsze zajęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-5991972024994858666?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/5991972024994858666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/03/moj-tydzien-z-marilyn-my-week-with.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5991972024994858666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5991972024994858666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/03/moj-tydzien-z-marilyn-my-week-with.html' title='Mój tydzień z Marilyn (My Week with Marilyn, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-4187251648944045518</id><published>2012-03-01T20:29:00.000+01:00</published><updated>2012-03-01T20:29:15.214+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik zakrapiany rumem'/><title type='text'>Dziennik zakrapiany rumem (The Rum Diary, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/97/24/119724/7420441.3.jpg?l=1324439384000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/97/24/119724/7420441.3.jpg?l=1324439384000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Bruce Robinson&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Bruce Robinson&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw strasznie chciałam "Dziennik..." zobaczyć. No bo, wiadomo, Depp. Potem naoglądałam się zwiastunów i naczytałam biografii Thompsona, której wariacją jest fabuła filmu, i trochę mi się odechciało. No ale Depp, więc nie może być źle. I pudło. Było fatalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paul Kemp (Johnny Depp) przyjeżdża do Portoryko jako polecony pracownik. Plan jest taki: oderwie się trochę od stresującego molochu, jakim jest Nowy Jork, odetchnie świeżym, nadmorskim powietrzem, popracuje w spokoju, może nawet porzuci kieliszek na rzecz mniej uzależniających i degenerujących używek. Kiedy jednak, będąc już na miejscu, orientuje się w portorykańskich realiach i atmosferze panującej w pracy i przychodzi mu pomieszkiwać z dość trzeźwo jak na zwykle nietrzeźwego patrzącego na życie kolegą i pracującym w redakcji w trybie bardzo zdalnym odjechanym ćpunem, domyśla się, że z planu nici. I trochę machinalnie, trochę nawet z przyjemnością, poddaje się tej karaibskiej demoralizacji. A kiedy film zaczyna się urywać, nikt już nie wie, co właściwie się wydarzyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łącznie z widzami - dodać by warto. Cała fabuła bowiem toczy się wokół ostro zakrapianych (nie tylko rumem) imprez, szlajaniu się Paula i Boba (Michael Rispoli) po mieście, jakichś mało poważnych spotkań biznesowych z Sandersonem (Aaron Eckhart), na które obaj panowie trafiają z przypadku i nie do końca wiedzą, w czym tkwią. Jest też kobieta i wątek quasi-miłosny, a jakże - ani jednak dama (Amber Heard), ani koślawe jej uwodzenie w wykonaniu Paula niczym nie porywa, jest naciągane i służy, nieudanie zresztą, chyba tylko zachowania wierności prawdziwej historii (Hunter Thompson ożenił się z Chenault). Deppowi od dawna bardzo zależało na zekranizowaniu losów Thompsona, z którym znał się osobiście, ale żeby tak od razu na siłę? Kto dał na to pieniądze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie jest w całej tej historii coś głębokiego, jakieś ludzkie dramaty, jakieś celnie ujęte realia czy coś - nie wiem, ja tego swoim małym mózgiem nie ogarnęłam. Było nudno i przydługawo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-4187251648944045518?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/4187251648944045518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/03/dziennik-zakrapiany-rumem-rum-diary.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4187251648944045518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4187251648944045518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/03/dziennik-zakrapiany-rumem-rum-diary.html' title='Dziennik zakrapiany rumem (The Rum Diary, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-6745181166047985629</id><published>2012-02-27T06:45:00.003+01:00</published><updated>2012-02-27T15:12:05.519+01:00</updated><title type='text'>Crazy, stupid... Oscars 2012</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://iamjammed.com/wp-content/uploads/2012/01/84th-Academy-Awards.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://iamjammed.com/wp-content/uploads/2012/01/84th-Academy-Awards.jpg" width="320" /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/a&gt;Zaczęło się groźnie od dwóch nagród dla "Hugo". Scorsese, któremu towarzyszyła córka (w końcu to dla niej nakręcił "Hugo"), cieszył się jak chochlik, ale na szczęście potem było już dużo lepiej. W sensie że nikt nie zgarnął większości statuetek. Choć całość jednak, niestety, do bólu przewidywalna. Sprawdziły się praktycznie wszystkie typowania, łącznie z absolutnym triumfem "Artysty", który ma już na swoim koncie z 90 nominacji w najróżniejszych kategoriach do nagród z całego świata. Moje strzały okazały się słuszne za wyjątkiem dwóch kategorii, o których za chwilę.&amp;nbsp; Właśnie widnieje, wcale nie czuję się śpiąca, więc uraczę Was swoimi refleksjami na temat tego, na oglądanie czego zarwałam noc. Słyszę entuzjazm? Here we go.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;1:30&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Na początku mamy studio Canal+, a w nim Kamila Mikurdę, który ma wszystko ślicznie wynotowane na karteczce i bardzo musi dokończyć każdą swoją, rzadko mądrą, myśl; oraz Michała Oleszczyka, którego słucha się niezwykle przyjemnie, bo facet rozumny i bystry jest. Potem połączenie z Holiłut, do którego oddelegowano ubiegłoroczną prowadzącą studio, obciachową Agnieszkę Egeman, która na tle wzgórza macha łapką i wygląda w tych swoich czarnych jak smoła okularach przeciwsłonecznych [sic!] jak turystka, która wygrała na loterii wycieczkę do Los Angeles. Jest, jak zwykle, żenująca i jej monolog powinni ocenzurować od A do Z. I jeszcze tłumacz - znów pan Piasecki, który sprawia, że pragnie się oglądać galę w oryginale... Na szczęście szybko na czerwonym dywanie pojawiają się real stars, mamy przegląd sukni, biżuterii i partnerów; Clooney, jak zwykle, czaruje, cały czas pokazują Brangelinę - siedzą w pierwszym rzędzie i, trzeba im przyznać, wyglądają wspaniale...ale przejdźmy do rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;2:30&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Galę otwiera Morgan Freeman i plecie androny o magii kina, nuda. Następnie wpada Billy Crystal - witany niemal fanfarami jest z siebie widocznie zadowolony, że wrócił i że jednak jest niezastąpiony. Prezentuje filmik ze swoim udziałem, w którym otrzymujemy mix nie tylko oscarowych filmów ubiegłego roku (filmik, poza trzema pierwszymi gagami, marniutki, dużo gorszy od tego, w którym w ubiegłym roku wystąpili Hathaway i Franco). Przez całą ceremonię dwoi się i troi, ale jego żarty są nieznośnie drażniące, a puenty - nawet jeśli zdarzą się celne, to niszczone są najgorszą z możliwych u komika przywar: Crystal śmieje się z własnych dowcipów i tym samym staje się cieniem dawnego siebie. Żenujące.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3:00&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Pierwsze statuetki - za zdjęcia i scenografię - lądują z rąk Toma Hanksa u twórców "Hugo". Następne - za kostiumy i charakteryzację - wręczają Jennifer Lopez i Cameron Diaz - kolejno "Artyście" i "Żelaznej damie". Bez niespodzianek, choć oglądając zdjęcia z filmów nominowanych za charakteryzację stwierdzam, że jednak wszystkie trzy filmy zasłużyły w pełni na tę nagrodę.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3:10&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Nadchodzi najważniejsza "narodowa" nagroda. Na scenie moja ukochana Sandra Bullock. Jestem pewna, że wygra "Rozstanie", ale jednak serce bije mi trochę mocniej, gdy na ekranie pojawiają się kadry z "W ciemności". Jednak "Rozstanie".&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3:15&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I znów miło, bo statuetkę idzie wręczać Christian Bale - i to w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa. Jessica Chastain wygląda cudownie, ale nie ma wątpliwości, że Oscar powędruje do jej koleżanki z planu. No i rzeczywiście. Octavia Spencer otrzymuje owacje na stojąco, sama ledwo wdrapuje się po schodkach i drży ze wzruszenia. Mówi: "Nie wiem, co mówię. Dziękuję całemu światu. Przepraszam. Dziękuję". Super.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3:30&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tina Fey i Bradley Cooper wręczają statuetki za montaż. Najpierw ten czysty &lt;i&gt;editing&lt;/i&gt;. Pierwsza niespodzianka - Oscar wędruje do "Dziewczyny z tatuażem". Nie typowałam w tej kategorii, ale pewnie bym nie trafiła. Bardzo to miłe. Na scenę wychodzą dwa typki, nie bardzo kumają, o co chodzi, po standardowych podziękowaniach jeden z nich mówi: "Nie mogę w to uwierzyć. Chodźmy stąd, jesteśmy tylko montażystami". Nagrody za dźwięk i montaż dźwięku zgarnia "Hugo".&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3:45&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Teraz nudna (bo nieznana) kategoria najlepszy dokumentalny film pełnometrażowy. Oscara dla "Undefeated" wręczają bielusieńka Gwyneth Paltrow i Robert Downey Jr., który jak zwykle robi sobie jaja i na odgrywane oburzenie koleżanki, że świruje z rozbrajającą szczerością odpowiada: "Zrezygnowałem z roli w "Spadkobiercach", żeby się do tego przygotować".&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3:50&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Chris Rock wręcza Oscara za najlepszy film animowany. Wygrywa "Rango".&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:00&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Efekty specjalne. Mimo czaderskich pono "Transformersów" i nielubianego przez Akademię "Harry'ego", statuetka (wręczana przez Bena Stillera i Emmę Stone) leci do "Hugo".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:05&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Wracamy do ciekawych nominacji: tym razem za najlepszą męską rolę drugoplanową. Oscara z ręki pięknie wyglądającej Melissy Leo zdobywa spodziewanie Christopher Plummer. Sydow wygląda bardzo staro, Nolte również - jest nie do poznania, za to Branagh prezentuje się dużo lepiej niż gdy partnerował Marilyn.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:15&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Muzyka! Niestety, Shore musi tym razem obejść się smakiem. Statuetkę odbiera Bource za "Artystę". Nagrodę wręczają Penelope Cruz i Owen-dziwny nos-Wilson. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:20&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I od razu piosenka - naturalnie, wygrywają Muppety. A hałasu przy okazji wręczania narobili Will Farell i Zach Galifianakis. Szkoda, że nie było wykonań zaledwie dwóch nominowanych piosenek na żywo. W zamian za to co chwilę pojawiają się filmiki z historii kina oraz zmontowane luźne wypowiedzi aktorów o filmie i grze aktorskiej w ogóle.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:30&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Crystal zapowiada, że na scenę za chwilę wejdzie "oryginalna dziewczyna z tatuażem". Do mikrofonu podchodzi nie kto inny jak boska Angelina Jolie. Nagradza statuetką scenarzystów. I tu dwie niespodzianki, jedyne kategorie, które źle wytypowałam. Oscara za scenariusz oryginalny odbiera (a właściwie nie odbiera, bo od kilku lat regularnie na tego typu ceremoniach się nie pojawia) Woody Allen za "O północy w Paryżu", a nie "Hugo". Najlepszy scenariusz adaptowany to wcale nie "Artysta", a "Spadkobiercy" - i to jest, zdaje się, jedyna statuetka dla tego filmu.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:45&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I znów nudnawe, nikomu nic nie mówiące kategorie: krótkometrażowy film dokumentalny, animowany oraz aktorski. Statuetki dla, odpowiednio, "Saving Face", "&lt;link href="file:///C:%5CProfile%5CPaula%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face {font-family:Wingdings; panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; mso-font-charset:2; mso-generic-font-family:auto; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}a:link, span.MsoHyperlink {color:blue; text-decoration:underline; text-underline:single;}a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed {color:purple; text-decoration:underline; text-underline:single;}@page Section1 {size:612.0pt 792.0pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;} /* List Definitions */ @list l0 {mso-list-id:1652173333; mso-list-template-ids:1357254122;}@list l0:level1 {mso-level-number-format:bullet; mso-level-text:; mso-level-tab-stop:36.0pt; mso-level-number-position:left; text-indent:-18.0pt; mso-ansi-font-size:10.0pt; font-family:Symbol;}ol {margin-bottom:0cm;}ul {margin-bottom:0cm;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;The Fantastic Flying      Books of Mr. Morris Lessmore" i "The Shore", wręczają panny z "Druhen".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;4:55&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Docieramy do najważniejszych kategorii. Oscara za reżyserię wręcza Michael Douglas. Statuetka ląduje w rękach Hazanaviciusa i już teraz wiemy, który film okaże się według Akademii najlepszy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;5:20&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Ale oglądamy dalej po to, żeby zobaczyć, jak znów zatriumfuje niemy film, tym razem w kategorii najlepszy aktor. Oscara Juanowi Dujardinowi wręcza ślicznie wyglądająca Natalie Portman. Dujardin czaruje nas swoim uśmiechem i odstawia kroki z finałowego tańca z filmu. Rozkoszne. Bardzo mnie cieszy ta nagroda.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;5:30&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Przerwy coraz dłuższe. Są, jak zwykle, wspomnienia - sylwetki zmarłych w ubiegłym roku ludzi kina, jest ckliwa piosenka, chwila ciszy, no i wracamy do gry. Najciekawsza kategoria: aktorka pierwszoplanowa. Meryl jest wspominana cały wieczór, miłe słowa mówi do niej i Billy, i Colin Firth, który wręcza statuetkę w tej kategorii, wciąż mówi się o jej 17 nominacjach i tylko 3 statuetkach, ale czy da radę Williams i Davis? Ależ oczywiście. Mimo przewidywań Meryl Streep jest zszokowana i autentycznie wzruszona. Cała sala wstaje i gotuje jej owacje na stojąco, wszyscy są ewidentnie zadowoleni, że - wreeeeeszcie - jej się udało. Bardzo fajnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;5:40&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;I ostatnia kategoria, dosłownie sprzed chwili, najlepszy film. Bez zbędnych ceregieli Tom Cruise uroczyście wręcza Oscara Thomasowi Langmannowi, producentowi "Artysty". I bardzo dobrze. Wszyscy się cieszą, na scenę przyczłapała nawet psinka z filmu - w galowym stroju (w muszce). Extra.&lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Ceremonia obeszła się bez niespodzianek, nagrody od ogarniętych nostalgią za dawnymi czasami magicznego kina sztywniaków z Akademii poleciały do pewniaków, prowadzący był do bani, nikt nie przeklnął i nie pokazał tyłka... Może za rok będzie ciekawiej? W końcu do gry wkracza Nolan...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-6745181166047985629?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/6745181166047985629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/crazy-stupid-oscars-2012.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6745181166047985629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6745181166047985629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/crazy-stupid-oscars-2012.html' title='Crazy, stupid... Oscars 2012'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-856906609695231034</id><published>2012-02-25T16:42:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T17:45:12.769+01:00</updated><title type='text'>Moje przedoscarowe wariacje tu tałsent tłelf</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://collider.com/wp-content/uploads/oscars-statues-image-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="208" src="http://collider.com/wp-content/uploads/oscars-statues-image-1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wahałam się długo, czy dzielić się z Wami swoimi refleksjami na temat tegorocznego rozdania Oscarów. Bo, po pierwsze, mogę o tym gadać godzinami. Bo, po drugie, to, co ja sobie myślę i kogo doceniam, a kim pogardzam, nie ma żadnego znaczenia dla zbawienia świata. I bo po trzecie - jakoś tak głupio nie trafić. Ale że z natury mam dużo do powiedzenia i ciężko mi dyskutować z samą sobą, pozwolę sobie uprzykrzyć Wam trochę życie i zmusić do lektury poniższego. Nie wyrokowałam nic wcześniej z prostego powodu - nie lubię mówić o czymś, czego nie znam, a przez długi czas nie widziałam wszystkich nominowanych filmów. Z tego też względu do szewskiej pasji doprowadzały mnie wszelkie rankingi i sondy, których wyniki są jasne jak słońce - wygrywają produkcje, które mogliśmy zobaczyć, a na szarym końcu są te, których premiera się odwleka, albo których dystrybucją u nas w ogóle nikt się nie zajął. Na tę chwilę udało mi się obejrzeć praktycznie wszystkie filmy, których rzecz dotyczy. Typy dotyczą tylko kilku, najbardziej mnie interesujących kategorii. Będę przeszczęśliwa, jeśli podczas ceremonii zdarzą się takie niespodzianki jak ubiegłoroczna wygrana Melissy Leo za rolę w "Fighterze" (która utarła nosa absolutnej faworytce - Helenie Bonham Carter za rolę w "Jak zostać królem"). Nawet bym sobie życzyła, żeby moje typy się nie sprawdziły, bo tylko wtedy cała ta gala będzie dobrą zabawą. No to lecim. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY FILM&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Artysta"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: "Artysta"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI&lt;/b&gt;: "Drive", "Dziewczyna z tatuażem"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Na początek ukłon w stronę polskich dystrybutorów, do których wreszcie dotarło, że warto kupić filmy, uważane za faworytów w wyścigu po najważniejsze nagrody filmowe. Naturalnie, dotarło późno i ta zwłoka jest widoczna w odstępie czasowym między premierą światową a polską, ale i tak jest lepiej niż w ubiegłym roku, gdy oscarowe filmy pojawiały się u nas w okresie od marca do maja. Wszystkie filmy za wyjątkiem "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" mogliśmy więc już zobaczyć. Mamy więc np. dwa filmy o kinie - "Artystę" i "Hugo", dwa filmy skierowane do młodszej publiczności - "Hugo" i "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" (może to taka rekompensata za brak nominacji dla filmu animowanego?), dwa filmy, których akcja dzieje się w Paryżu - "Hugo" i "O północy w Paryżu", jedną zaledwie komedię - "O północy w Paryżu". Dużym zaskoczeniem jest obecność "Drzewa życia", który przez wielu krytyków został potraktowany jako czyste szaleństwo obłąkanego filozoficznie i religijnie Malicka - film nie wygra z racji nasycenia motywami biblijnymi i metafizycznymi, ale miło, że wpadł. Największą konkurencją dla "Artysty" jest, zdaje się, "Hugo". Osobiście, gdyby nie było "Artysty" postawiłabym pewnie na "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" - niestety takie filmy, jak i "Służące" na przykład, nie wygrywają.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: Jean Dujardin ("Artysta")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: Jean Dujardin ("Artysta")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI&lt;/b&gt;: Leonardo DiCaprio ("J. Edgar"), Michael Fassbander ("Wstyd"), Ryan Gosling ("Drive")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nominacje w tej kategorii bardzo mnie zawiodły. Spodziewałam się naprawdę zaciętej walki, a dostałam bezkonkurencyjnego Dujardina i aktorów, których bardzo lubię, ale którzy z tymi swoimi marnymi rolami zostają daleko w tyle. Wyjątek stanowi - będziecie zaskoczeni - Demian Bichir (kojarzony może z roli Fidela Castro w obu częściach "Che"), który w nieznanym&amp;nbsp; u nas filmie "Lepsze życie" zagrał meksykańskiego imigranta, walczącego o przetrwanie dla siebie i swojego syna. Niesamowita rola, dzięki której Bichir plasuje się tuż za Dujardinem. Brad Pitt naprawdę zasłużył na Oscara, ale na pewno nie za tę rolę (już lepsza byłaby nominacja za "Drzewo życia"). George Clooney ustawiany jest w kolejce do Oscara tuż za Dujardinem, a przecież wcale nie powala na kolana. On i Gary Oldman zabrali miejsca DiCaprio i Fassbanderowi. Wstyd, doprawdy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: Christopher Plummer ("Debiutanci")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: Max von Sydow ("Strasznie głośno, niesamowicie blisko") lub Nick Nolte ("Wojownik")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI&lt;/b&gt;: Ben Kingsley ("Hugo i jego wynalazek"), Christoph Waltz ("Rzeź"), &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kiedyś żartowano, że wystarczy rozebrać się na ekranie, żeby dostać Oscara. Dziś wystarczy, zdaje się, zagrać homoseksualistę i koniecznie pocałować filmowego partnera, by mieć statuetkę. Niczego bowiem innego Plummer w "Debiutantach" nie nabroił. W ogóle nie rozumiem, dlaczego ten film się tu znalazł - przecież jego premiera odbyła się we wrześniu 2010 roku... Na dużo większą uwagę Akademii zasłużyli Sydow i Nolte - to oni powinni się ścigać po wygraną. Miejsce Plummera i Hilla ("Moneyball") powinni za to zająć wspomniani Kingsley i Waltz. Wtedy by się działo, co?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: Meryl Streep ("Żelazna dama")) lub Michelle Williams ("Mój tydzień z Marilyn")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINNA WYGRAĆ&lt;/b&gt;: Tilda Swinton ("Musimy porozmawiać o Kevinie"), która została &lt;u&gt;haniebnie&lt;/u&gt; zignorowana; a poważnie: Glenn Close ("Albert Nobbs")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;NIEWYBACZALNIE POMINIĘTA&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tilda Swinton ("Musimy porozmawiać o Kevinie")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Każdego roku nie cierpię tej kategorii coraz bardziej. Gościnnie występują w niej aktorki, które - każda, co do jednej - zasługują na wygraną, i to najczęściej nie tylko za tę jedną, wybraną rolę, ale w ogóle za całokształt twórczości. Ogromny niesmak wzbudza brak nominacji dla genialnej Tildy Swinton, której miejsce - niesłuszne - zajęła Viola Davis ("Służące"); cieszy docenienie Rooney Mary ("Dziewczyna z tatuażem") - jej wygrana byłaby świetną sprawą, ale w takim gronie, niestety, nie ma szans. Ostateczna walka rozegra się pomiędzy Streep i Williams, choć ja bym chętnie tu jeszcze widziała fantastyczną Glenn Close. Obie zagrały role kobiet, które na trwałe zapisały się w historii; Streep to klasa sama w sobie i Akademia może przymknąć oko na niedostatki filmu i nagrodzić ją w połowie za rolę, w połowie za całokształt; Williams co roku depcze po piętach wygranym, no i zagrała ulubienicę Ameryki - to ma olbrzymie znaczenie. Wybór będzie trudny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: Octavia Spencer ("Służące")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINNA WYGRAĆ&lt;/b&gt;: Berenice Bejo ("Artysta")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I druga nieprzyjemna kategoria, w której 4 na 5 nominacji jest godna uwagi. Mamy dwie aktorki z jednego podwórka, przy czym osobiście wolałabym Jessicę Chastain ("Służące") niż Spencer, choć jej Minnie rzeczywiście była świetna. Niesamowita była też Janet McTeer ("Albert Nobbs"), która wraz z Glenn Close powinna dostać jakąś odrębną statuetkę za to, co zrobiła ze swoją postacią. &lt;/span&gt;Bejo jest z kolei urocza i świeża, miło byłoby, gdyby wygrała, naprawdę. Nominację dla Melissy McCarthy żal komentować, tak jak żal wzbudza istnienie największego gniotu minionego roku - "Druhen", na wspomnienie których jest mi po prostu niedobrze.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Artysta"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: "Artysta" lub "O północy w Paryżu"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Oryginalnych scenariuszy ostatnimi czasy jest jak na lekarstwo. Dalece częściej twórcy sięgają po sprawdzone fabuły bestsellerów i przenoszą je na ekran. Na tym tle "Artysta" i "O północy w Paryżu" wypadają niezwykle, przenosząc nas - oryginalnie - w magiczny świat, który został nam za plecami. Wygra "Artysta", jako że ta kategoria jest sprzężona z kilkoma innymi, w których wygrywa ten sam, najlepszy niby, film.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Hugo i jego wynalazek"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Hugo i jego wynalazek"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI&lt;/b&gt;: "Drive", "Albert Nobbs", "Dziewczyna z tatuażem", "Skóra, w której żyję"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że historia Hugo Cabreta należy do całkiem przyjemnych, to walka o statuetkę powinna rozegrać się między filmami, które w ogóle nie znalazły się wśród nominowanych. Mowa naturalnie o niezwykle klimatycznym "Drive", świetnej adaptacji Larssonowskiej "Dziewczyny z tatuażem", "Albercie Nobbsie", historii tylko z pozoru mało wybuchowej i odbiegającej nieco od pierwowzoru ("Tarantuli") "Skóry, w której żyję", która - to też przykre - została pominięta w wyścigu filmów nieanglojęzycznych.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY REŻYSER&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: Michel Hazanavicius ("Artysta") lub Martin Scorsese ("Hugo i jego wynalazek")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; Michel Hazanavicius ("Artysta")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Absolutnie powierzchowna analiza wyborów Akademii z ostatnich kilku lat daje pewność, że statuetkę dla najlepszego reżysera zgarnie gość, który podpisuje się pod najlepszym filmem. Tym samym ogłoszenie zwycięzcy w tej kategorii zaoszczędza jakieś pół godziny (co o godzinie 5:30, gdy ogłaszane są wyniki w najciekawszych kategoriach, jest dość istotną spraą) - wiesz, że wygrywa Hazanavicius albo Scorsese, tym samym masz jak w banku, że najlepszym filmem okaże się, odpowiednio, "Artysta" lub "Hugo". Bez niespodzianek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZA MUZYKA ORYGINALNA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: Howard Shore ("Hugo i jego wynalazek") lub Ludovic Bource ("Artysta")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Howard Shore ("Hugo i jego wynalazek")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;NIEWYBACZALNIE POMINIĘCI&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Cliff Martinez&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; ("Drive"),&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; Trent Reznor i Atticus Ross&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; ("Dziewczyna z tatuażem")&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ubiegłoroczna wygrana "Social Network" w tej kategorii zepsuła ładny schemat zgarniania kilku statuetek przez jeden film - w końcu najlepszą produkcją okazał się "Jak zostać królem". Stąd brak pewności co do wygranej muzyki z "Artysty", która jest piękna i która gra w filmie pierwsze skrzypce i zdecydowanie powinna być doceniona. Powinna, gdyby nie to, że nominowany jest Howard Shore. Przypomnijmy, że Shore dotychczas do Oscara nominowany był dwa razy. Pierwsza nominacja - "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia" = Oscar. Druga nominacja - "Władca Pierścieni: Powrót króla" = Oscar. Trzecia nominacja - "Hugo" = daj Panie Boże Oscar. "Czas wojny" i "Szpieg" zabrały miejsca genialnej muzyce z "Drive" i niezwykłym, dobijającym, gdy słucha się ich w oderwaniu od filmu, kompozycjom z "Dziewczyny z tatuażem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZA PIOSENKA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Man or Muppet" ("Muppety")&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&amp;nbsp;"Real in Rio" ("Rio)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Żelazna dama"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Albert Nobbs"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZA SCENOGRAFIA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Hugo i jego wynalazek"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Hugo i jego wynalazek"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZE ZDJĘCIA&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Hugo i jego wynalazek"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Drzewo życia"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY DŹWIĘK&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Hugo i jego wynalazek"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Hugo i jego wynalazek"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;WYGRA&lt;/b&gt;: "Hugo i jego wynalazek"&lt;span id="goog_1078984566"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1078984567"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;POWINIEN WYGRAĆ&lt;/b&gt;: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Drive"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Za kilkanaście godzin okaże się, na ile moje typy się sprawdziły. A tymczasem zapraszam do dyskusji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-856906609695231034?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/856906609695231034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/moje-przedoscarowe-wariacje-tu-tasent.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/856906609695231034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/856906609695231034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/moje-przedoscarowe-wariacje-tu-tasent.html' title='Moje przedoscarowe wariacje tu tałsent tłelf'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-4413384558881699484</id><published>2012-02-24T18:29:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T19:03:27.041+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hugo i jego wynalazek'/><title type='text'>Hugo i jego wynalazek (Hugo, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/an/867323/31688.$.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/an/867323/31688.$.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Martin Scorsese&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: John Logan&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: przygodowy&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Hugo i jego wynalazek" to bardzo ładny film. Jest tu trochę życiowej mądrości, trochę smutku, żalu i tragedii, trochę śmiechu i nieskomplikowanego komizmu; jest też całkiem sporo pięknych zdjęć i trójwymiarowych efektów, które świetnie się odnajdują w tej baśniowej konwencji. A mimo to czegoś mi w filmie Scorsese zabrakło.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Hugo Cabret (&lt;/span&gt;Asa Butterfield)&lt;span style="font-size: small;"&gt; jest sierotą i mieszka na paryskim dworcu. Konkretnie w samym centrum wielkiej machiny zegarowej, do której dostać się można przez dziury, kratki i inne kryjówki. Na co dzień zajmuje się trzema rzeczami: nastawia i oliwi dworcowe zegary (to zadanie zlecił mu wuj-pijaczyna, który wziął Hugo pod opiekę i... więcej się nie pojawił), ucieka przed okrutnym dworcowym inspektorem (&lt;/span&gt;Sacha Baron Cohen)&lt;span style="font-size: small;"&gt;, którego życiowym celem jest łapanie "bezpańskich" dzieci i lokowanie ich w sierocińcach; i próbuje naprawić tajemniczego robota. Ten ostatni cel właśnie najbardziej zaprząta jego głowę najbardziej i prowadzi do małego sklepiku z zabawkami, w którym pracuje Papa Jurek (&lt;/span&gt;Ben Kingsley)&lt;span style="font-size: small;"&gt; - niezbyt przyjaźnie nastawiony do chłopca mężczyzna, o którym prawda wkrótce wyjdzie na jaw. W odkrywaniu tajemnic pomaga chłopcu chrześnica sprzedawcy - Isabelle (&lt;/span&gt;Chloë Grace Moretz).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutna historia Hugo jest tu pretekstem do przedstawienia jeszcze smutniejszej opowieści o Georgesie&amp;nbsp; Mélièsie - jednym z pionierów kina, twórcy kilkuset filmów i autorze wielu rozwiązań filmowych, które na długo zagościły w repertuarze środków produkcji kina. Mamy więc okazję zobaczyć, jak pracowano nad filmem na początku XX wieku, jakie były tego efekty, czym dla twórców kina właściwie było &lt;i&gt;making movies&lt;/i&gt;. To intrygujące, mocno z naszego punktu widzenia (odbiorców technologii 3D choćby) infantylne i dość zabawne projekty, które ówcześnie były absolutnie nowatorskie i pożądane. Znów więc złote lata kina, znów kino w kinie, znów gwiazdy, których blask ugasił bieg dziejów. Akademia kocha takie historie - nie dziwi więc zupełnie liczba nominacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brakuje jednej - dla Bena Kingsleya w kategorii aktor drugoplanowy. Niesamowita twarz, która potrafi pokazać tak wiele skrajnych emocji i postura, której mimo swej pozornej niezgrabności i mizerności, udaje się odtworzyć maksimum treści. Nie widziałam jeszcze wielu filmów Kingsleya, ostatnio chyba "Dom z piasku i mgły" - i do dziś mam przed oczami desperację, upór i surowość, które jako pułkownik Behrani nosił na twarzy przez cały film. W "Hugo" jest absolutnie wspaniały; takie role aż chce się oglądać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fantastycznego smaku dodaje historii muzyka Howarda Shore'a, autora świetnie rozpoznawalnych kompozycji do całej trylogii "Władcy Pierścieni" i kilkudziesięciu innych filmów, który ma wyjątkowe szczęście bycia docenianym w odpowiednim czasie. Liczę, że i tym razem Akademia nie zawiedzie i odda statuetkę temu, który najbardziej na nią zasłużył. Bo muzyka w "Hugo" jest magiczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze słowo o zdjęciach: scena w bibliotece, gdy nieruchome obrazy zmieniają się w kadry i koniec przemowy&amp;nbsp; Mélièsa, który zastyga z papierosem w ustach, by... no właśnie, to trzeba zobaczyć - mistrzostwo świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Same superlatywy, a przecież wcale nie zostałam przez Scorsese zaczarowana. Mimo ładnej historii, możliwości zapoznania się z tymi, którzy postawili fundament pod współczesne kino, rewelacyjnych zdjęć i cudnej scenografii, pięknie zrobionego filmu w ogóle, "Hugo" nie rozłożył mnie na łopatki, trudno mi było przebrnąć przez początek, a i później oglądało się to po prostu w porządku, bez fajerwerków, bez ekscytacji, bez szeroko otwartych oczu. Być może jako laik w temacie historii kinematografii i technik produkcji filmu nie mam prawa docenić filmu tak, jak on na to zasługuje. Być może nawet odgaduję, gdzie tkwi mistrzostwo tej formy, ale nie umiem tego nazwać. Wiem tylko, że czegoś tu po prostu zabrakło. Czego? Zabijcie mnie, ale nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Tak, ale nie popełniajcie mojego błędu, nastawiając się na film rzucający na kolana. To nie to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-4413384558881699484?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/4413384558881699484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/hugo-i-jego-wynalazek-hugo-2011.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4413384558881699484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4413384558881699484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/hugo-i-jego-wynalazek-hugo-2011.html' title='Hugo i jego wynalazek (Hugo, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1484402967487136977</id><published>2012-02-23T21:02:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T22:17:14.637+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Żelazna dama'/><title type='text'>Żelazna dama (The Iron Lady, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/42/51/584251/7423301.3.jpg?l=1325822396000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/42/51/584251/7423301.3.jpg?l=1325822396000" width="233" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Phyllida Lloyd&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Abi Morgan&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: Francja, Wielka Brytania&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: biograficzny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ukrywam, że miałam ogromne opory, żeby w ogóle "Żelazną damę" oglądać. Nasłuchałam się na temat filmu tylu niemiłych rzeczy, że było mi naprawdę przykro podczas lektury pofilmowych wrażeń. Nastawiałam się na rewelacyjnie opowiedzianą biografię, która przecież sama z siebie jest niezwykle ciekawa. I jeszcze moja ukochana Streep. A tu w UK burza (głos w sprawie filmu zabrał ponoć nawet premier), krytycy zniesmaczeni, recenzje miażdżące. Nie wróżyło to dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma sensu pisać, o czym jest ten film, bo należałoby tu w telegraficznym skrócie przedstawić biografię Margaret Thatcher. Film przedstawia wybrane, w odczuciu twórców najważniejsze etapy i wydarzenia zawodowej ścieżki i, szczątkowo, prywatnej sfery życia byłej premier. Jest więc moment decyzji o zaangażowaniu się w politykę i motywy, kierujące młodą Margaret, są pierwsze wybory i próby zaistnienia w parlamencie pełnym mężczyzn, później wspinanie się na szczyt, objęcie fotela premiera i cała garść problemów polityczno-gospodarczych, które spadają na nią jako szefa rządu w tym trudnym dla Europy czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość oparta jest na retrospekcjach schorowanej i mocno już podstarzałej Thatcher. Dobry, choć oklepany pomysł, ale już jego realizacja - tragiczna. Wszystko byłoby dobrze, gdyby starość rzeczywiście potraktowana była jako pretekst do snucia refleksji na temat minionej sławy, wspomnień, odczuwania satysfakcji bądź żalu, wstydu za to, co nie wyszło. Niestety, Thatcher-staruszka wydała się Phyllidzie Lloyd dużo bardziej interesującą osobą niż Thatcher-wybitny polityk. Dlatego sceny, ukazujące starą kobietę, której coś się przypomina, która z czymś się zmaga, która toczy dyskusje ze zmarłym mężem, dominują i przysłaniają sens całej historii. Jest ich zdecydowanie za dużo i nie o to w tym wszystkim powinno chodzić.&amp;nbsp; Można było przecież wyjść od takiej retrospekcji, wrócić do staruszki na chwilę gdzieś w środku filmu i skończyć go sceną dymisji Thatcher, gdy ta otwiera drzwi i oświetlają ją flesze fotoreporterów. Byłoby ładnie, logicznie, spójnie, mądrze. A tak? Aż się prosi powiedzieć: "Phyllido Lloyd, nie idźcie tą drogą...".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wcale nie byłabym zawiedziona oskubaniem politycznej historii z polityki właśnie na rzecz świetnego portretu psychologicznego osoby uwikłanej w te wszystkie procesy polityczno-społeczne, gdyby tylko było to zrobione z sensem, a nie pobieżnie, wybiórczo i obraźliwie. Studium demencji starczej, jak się często w recenzjach nazywa "Żelazną damę", jest zdecydowanie dobrym pomysłem na film, ale nie na przykładzie Bogu ducha winnej Thatcher, która zasłużyła na coś więcej niż pokazanie jej w szlafroku, setkach zmarszczek i podczas halucynacji. To szalenie krzywdzący brak wnikliwości i rozwagi podczas tworzenia scenariusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Meryl Streep wypadła, jak to ona, fantastycznie. Zrobiła, co było w jej mocy, by uczynić ten film znośnym. Zarówno efekty pracy nad wymową (ten akcent!), jak i mową ciała, która - pono - u Thatcher była bardzo charakterystyczna, są bardzo widoczne i dobre. Charakteryzacja wspaniała, szczególnie w zakresie odmładzania mocno już przecież dojrzałej Streep, choć to postarzanie wypadło - porównując ją z dzisiejszą Thatcher - dużo bardziej przekonująco. Nie udało jednak ani Streep, ani wdzięcznemu Jimowi Broadbentowi (w roli męża Margaret), którego bardzo lubię i z nostalgią wspominam po ciepłym i bardzo kojącym w całym swym obyczajowym dramatyzmie "Kolejnym roku" , uratować tego filmu. Smutne jak nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Z przykrością znów - nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1484402967487136977?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1484402967487136977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/zelazna-dama-iron-lady-2011.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1484402967487136977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1484402967487136977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/zelazna-dama-iron-lady-2011.html' title='Żelazna dama (The Iron Lady, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-4228219076864774815</id><published>2012-02-22T19:45:00.001+01:00</published><updated>2012-02-25T22:17:09.063+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Big love'/><title type='text'>Big love (2012)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/87/10/628710/7419638.3.jpg?l=1324022827000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/87/10/628710/7419638.3.jpg?l=1324022827000" width="218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Barbara Białowąs&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Barbara Białowąs&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Polska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z dedykacją dla Magdy, która jest współwinna temu, co nas dnia wczorajszego w kinie spotkało.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zacznę od wyjaśnień. Ogromnie spodobał mi się zwiastun filmu. Ładnie zmontowany, z wpadającą w ucho muzyką i przyciągającą wzrok Hamkało - zapowiadało się nieźle, więc pomyśleliśmy: czemu nie? W całym tym zamieszaniu zapomnieliśmy, że na polskie filmy do kina chodzi się, gdy są wyreżyserowane przez nazwiska, po których można spodziewać się czegoś tak trudnego, jak dobrego. Idąc na inne, trzeba za to wziąć odpowiedzialność. A my się skusiliśmy mimo to. No i masz babo placek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Emilia (Aleksandra Hamkało) ma 15 lat i przechodzi nastoletni bunt. Chce zabawy, szalonej miłości i życia do utraty tchu. To wszystko daje jej Maciek (Antoni Pawlicki), starszy od niej biochemik, o którym niewiele więcej wiadomo. Dziewczyna chłonie miłość wszystkimi zmysłami, wyprowadza się z domu i żyje w szalonym tempie. Kiedy spełnia się jedno z jej największych marzeń - dostaje się na muzykologię i zakłada własny zespół, to szalone życie zaczyna się trochę rozmijać z planami Maćka. Pojawia się obustronna agresja,&amp;nbsp; kłamstwo, a wszystko prowadzi do tragedii. Dlaczego?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z góry uprzedzam: nie łudźcie się, że otrzymacie odpowiedź. I ten brak zaspokojenia ciekawości - albo raczej ułożenia historii w logiczną całość - wcale tu nie cieszy, jak to się zdarza w wielu filmach, które zostawiają widza z większą liczbą pytań, niż udzielonych odpowiedzi. Kluczowe puzzle w tej opowieści po prostu się gdzieś zawieruszyły. Ważniejsze były silące się na górnolotność płaskie metafory w postaci detali (mandarynki, krew, kolory) i pojawiające się na chwilę i nie wiadomo po co postaci niż uspójnienie fabuły. W efekcie otrzymujemy historię nieszczęśliwej miłości, trochę golizny, cieszące oko nastolatka sceny pseudo-erotyczne, miniwandalizm, imprezy, alkohol i dragi. I nic poza tym. Pawlicki jest totalnie drewniany, Hamkało drażniąca, choć trzeba przyznać, że się dziewucha napracowała, bo poziom ekspresji osiągnęła całkiem przyzwoity. Ale co z tego, skoro materiał, nad którym przyszło jej pracować nie dawał cienia szansy na wspięcie się choćby na najniższy ze znośnych poziomów. No bo co tu miało właściwie ciekawić i szokować? Wulgaryzmy, których używano dobre kilka lat temu? Schematy imprez, o których scenarzystka przeczytała w mądrych opracowaniach o "dzisiejszej młodzieży"? Czy seks - jak słusznie zauważył kolega z filmwebu - rodem z listów do "Bravo"? Zabrakło tu świeżości, tego naszego dzisiaj, który oglądamy jednym okiem, a któremu nie mamy czasu się przyjrzeć, więc chcielibyśmy dostać go w jakiejś skondensowanej, zjadliwej formie. Do tego dźwięk - jak to w polskim kinie: dramatyczny, dialogi tak ciche, że trzeba wytężać ucho, żeby coś usłyszeć, tylko po to, żeby za chwilę rozsadzało bębenki muzyką, zagłuszającą słowa. Scenografia miejscami do bólu kiczowata. Wszystko to razem tworzy papkę, która pozostawia jedynie niesmak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdzieś w komunikacji między dystrybutorem a kinem zabrakło jednej informacji: film można oglądać od 15. roku życia, ale nie dodali górnej granicy - do 18. roku życia. Może rzeczywiście dla młodzieży jest w tym coś pociągającego - w końcu to taki durny wiek buntów, pierwszych poważnych (także nieszczęśliwych) miłości, próbowania używek, palącej potrzeby zaspokojenia ciekawości (i nie tylko) na terenie seksualności. Ja chyba jestem trochę za stara na takie klimaty. Ledwo wysiedziałam. Tyle tylko dobrego, że trafiliśmy na jakąś ogarniętą publiczność - gimnazjum chyba jeszcze w szkole siedziało, więc obeszło się bez durnych chichotów, a miny ludzi po seansie nie odbiegały znacząco od naszych wrażeń. Aj, szkoda więcej gadać, naprawdę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zamiast filmu polecam&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; lekturę bardzo trafnej i świetnie napisanej &lt;a href="http://www.filmweb.pl/reviews/Trzeba+zabi%C4%87+t%C4%99+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-12447#komentarze" target="_blank"&gt;recenzji Walkiewicza&lt;/a&gt; i, koniecznie, komentarzy pod nią. Jad, jaki płynie z tych wypowiedzi w kierunku niezbyt pochlebie wypowiadającego się na temat filmu recenzenta, daje jasno do zrozumienia, do kogo ten film jest kierowany. Pozwolę sobie zacytować (pisownia oryginalna):&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;BIG LOVE to film który wyzwala niesamowite emocje !!! Wydaje się brutalny, niesmaczny i prosty...a jest dokładnie odwrotnie. Ukazuje bardzo trudne UCZUCIA, proces dojrzewania,amplitudę miłości, zbrukanie i toksyczne, niszczące emocje.Poszukiwanie i niemożność wyzwolenia się z namiętności i miłości. Jest NAPRAWDĘ BARDZO DOBRY i tylko totalny baran( osoba niewrażliwa) może go skrytykować. Doskonała obsada aktorska - młodzi aktorzy poradzili sobie wspaniale z tak trudnymi rolami.GRATULUJĘ REŻYSERCE i uważam,że film powinien być obsypany nagrodami !!! Zdecydowanie powinien go obejrzeć każdy licealista i rodzice nastolatków.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I jeszcze jedna wypowiedź, bo nie mogę się oprzeć: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Przykro mi, że życie tylu ludzi jak i recenzenta musi być tak płytkie, że w kontraście z fikcją filmową znowu odbiorcy nie są w stanie poradzić sobie by właściwie odczytać pewne rzeczy, więc nie zostaje nic innego jak obrażać to czego się nie zna i tym samym nazywać płytkim.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Okazuje się więc, że my - wyrośnięta młodzież i wyżej - nie mamy pojęcia o miłości, nigdy czegoś takiego nie przeżyliśmy i po prostu nie rozumiemy tego piękna, które powstało między Emilią i Maciejem. Żebyście nie mieli, kochani, wątpliwości - nastolatkowie posiedli tę tajemną wiedzę. Niech więc do "Big love" pała w nich ta big love, a my skupmy się na czymś bardziej wartościowym, czekając, aż nasi młodsi koledzy za lat kilka z nostalgią wspomną błędy młodości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Pozwolę sobie posłużyć się komentarzem Magdy, która na moje pytanie, co myśli o filmie, odrzekła ze znudzoną miną: &lt;i&gt;Chodźmy już stąd&lt;/i&gt;. Broń Was więc Panie Boże.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-4228219076864774815?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/4228219076864774815/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/big-love-2012.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4228219076864774815'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4228219076864774815'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/big-love-2012.html' title='Big love (2012)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-8130054773625250947</id><published>2012-02-20T11:38:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T22:17:04.919+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Spadkobiercy'/><title type='text'>Spadkobiercy (The Descendants, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/71/89/537189/7427740.3.jpg?l=1327417901000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/71/89/537189/7427740.3.jpg?l=1327417901000" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Alexander Payne&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: &lt;/span&gt;Nat Faxon, Jim Rash, &lt;span style="font-size: small;"&gt;Alexander Payne&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zastanawiałam się, czy jest sens o "Spadkobiercach" w ogóle pisać. Raz, że koleżanki napisały już o nich sporo, dwa, że sama niewiele mam do dodania i powiedzenia, trzy - kurczę, no nie zrobił film na mnie większego wrażenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Matt King (George Clooney) dostał kubłem wody prosto w twarz. Do tej pory zajmował się na zmianę pracą i negocjacjami z potencjalnymi kupcami przepięknego i całkiem sporego obszaru hawajskiej ziemi, którego właścicielami jest jego rodzina. Na nim, jako decydencie, spoczywa dokonanie ostatecznego wyboru. Wszystko zdaje się już być na finiszu, gdy do Matta docierają informacje, burzące nie tylko dotychczasowe analizy, ale i życie. Chodzi o jego żonę, Elizabeth, która po nieszczęśliwym wypadku na motorówce leży w śpiączce. I dwie córki - jedną zbyt małą, żeby cokolwiek rozumieć i drugą zbyt dużą, by nie rozumieć. Matt odkrywa coś, na co nie ma wpływu, o co nawet nie tylko nie może żony zapytać, ale i o co jakoś głupio się na niej wyładować - przecież umiera. Trudne decyzje, jeszcze trudniejsze emocje i, może najtrudniejsze układanie życia rodzinnego mimo wszystko - to czeka faceta, któremu do tej pory z rodziną było trochę nie po drodze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Prawdziwe życie, hm? Może i tak, może i prawdziwe, ale nie moje i pozostawiające mnie zupełnie obojętną. To, co spotyka Matta Kinga jest smutne - gość jest wziętym prawnikiem, mężem i ojcem (nieważne, że trochę niepełnosprawnym), ma kupę kasy i piękną ziemię, której sprzedaż pozwoliłaby mu leżeć do góry brzuchem do końca swoich dni. I nagle żona wywija taki numer - właściwie nawet podwójny. Nie dość, że trzeba przeorganizować codzienność, przedefiniować priorytety, to jeszcze utrzymać emocje na wodzy i zrobić przyspieszony kurs bycia ojcem. No za dużo trochę jak na biegającego w hawajskiej koszuli i klapkach faceta w średnim wieku. Córki też trochę nie bardzo - mała ewidentnie całej tej sytuacji nie ogarnia, duża ma do obojga rodziców mnóstwo żalu o wszystko i choć kipi od pretensji, w obliczu rodzinnej tragedii łamie się w pół. Dobrze, że Payne przeplata ten dramat humorem - to zasługa przede wszystkim scenografii, kostiumów i wdzięcznej rólki Nicka Krausego (występuje jako Sid) - bo nie dałoby się tego przełknąć w całości. A i tak są "Spadkobiercy" filmem dość ciężkostrawnym - nie dość, że mocno przydługawy, to jeszcze akcji z prawdziwego zdarzenia jak na lekarstwo. Wszystko to jakieś nijakie, zupełnie nie porywające i nie zapraszające do bliższej znajomości. Jakby aktorzy przywłaszczyli sobie już wszystkie te trudne emocje i dla widzów już nic nie zostało. Trochę mi "Spadkobiercy" przypominają film, notabene, również z główną rolą Clooneya, "W chmurach" (także niskobudżetowy, czyli, dla laików, film wyprodukowany za mniej niż 20 mln zielonych). Tam też mieliśmy do czynienia z fajnym materiałem na opowieść, historią z potencjałem, która jednak snuta była w tak nieznośnym tempie, że nie pozostawiała po sobie na dłuższą metę żadnego wrażenia - niby wszystko w porządku, ale o fajerwerkach zapomnij. I ten film, dwa lata temu, także znalazł się w wyścigu po Oscary. O co tu chodzi?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jeszcze krótko o Clooney'u, który w ubiegłym roku troszkę się napracował - bo raz, że wyreżyserował "Idy marcowe", dwa sam w nich zagrał, do tego jeszcze ci "Spadkobiercy", a - żeby zarobić na chleb (bo trudno takimi niszowymi filmami zgarnąć miliardy) - reklamy kawy, w której główną rolę odgrywa wcale nie kawa, ale nasz ulubiony klunejowy uśmiech nr 42. Wreszcie dostał George rolę, jak zauważono już przede mną, która odkrywa go nieco od wizerunku elegancika w skrojonym garniturze, wylakierowanych, idealnie przystrzyżonych włosach i wybielonych zębach. Matt jest podstarzałym facetem, o wypłowiałej, rozczochranej czuprynie, który biega jak kaczka, prawie potykając się o swoje hawajskie klapeczki. Miła odmiana, doprawdy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pewnie film dotyka - jak prawią Mądrzy Recenzenci - fundamentalnych kwestii, szuka odpowiedzi na kluczowe pytania człowieczeństwa, a twórcy bawią się nastrojem, oferując tragikomizm. Bla bla. Co z tego. No bo jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Kurczę, no nie. Chyba, że chcecie koniecznie zobaczyć wszystkie tegoroczne nominacje do Oscarów, ale i tu radziłabym poczekać na DVD; po kinie możecie być mocno rozczarowani i wkurzeni, że z portfela ubyły dwie dychy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-8130054773625250947?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/8130054773625250947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/spadkobiercy-descendants-2012.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8130054773625250947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8130054773625250947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/spadkobiercy-descendants-2012.html' title='Spadkobiercy (The Descendants, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1744640395973401632</id><published>2012-02-15T22:31:00.001+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:59.438+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czas wojny'/><title type='text'>Czas wojny (War Horse, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/45/56/554556/7422792.3.jpg?l=1325675738000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/45/56/554556/7422792.3.jpg?l=1325675738000" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reżyseria: Steven Spielberg&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;scenariusz: Richard Curtis, Lee Hall&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;produkcja: USA &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat wojenny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje ostatnie filmowe wybory dały mi jasno do zrozumienia, że nie powinnam się nastawiać, w żaden sposób. Bo albo spodziewam się nie wiadomo czego i okazuje się, że jest naprawdę kiepsko, albo myślę o najgorszym, a zastaję coś całkiem interesującego. Jak "Czas wojny" na przykład. Zbierałam się na ten film i się zebrać nie mogłam, a każda kolejna miażdżąca go recenzja jeszcze bardziej mnie zniechęcała. No bo, proszę Was, koń? A jednak wcale nie było tak źle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joey'ego nie ma w obsadzie, bo jest koniem (dyskryminacja, a co!) - nie przeszkadza to jednak Spielbergowi uczynić go głównym bohaterem dramatu. Jest więc Joey koniem pięknym, cudownym - jak nazywają go ci, którym przyszło się nim zajmować - który ma szczęście spotkać na swojej drodze ludzi o dobrym sercu, którzy potrafią się nim zająć i uczynić go jeszcze silniejszym i mądrzejszym niż jest z natury. Najpierw jest więc młodziutki Albert (Jeremy Irvine), potem mężny żołnierz (oficer, porucznik?), jeszcze później dwóch młodzieńców, śliczna panienka i jeszcze jeden wojskowy, który trzyma pieczę nad zwierzętami w złej armii. Złej, czyli niemieckiej, bo Joey spotyka się też twarzą w twarz z wojną - I i światową. Tę, na którą tak bardzo chce wyruszyć jego pierwszy właściciel, marząc bardziej o odnalezieniu ukochanego konia niż zwycięstwie. Uda się? Przeżyją? Wrócą? O tym, między innymi, u Spielberga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U mnie króciutko, bo też nie ma specjalnie nad czym się rozwodzić. To Spielberg, prawda? Może przyzwyczaił nas do do żonglowania fantastyką i efektownych scenariuszy, ale przecież podzielił się z nami też niezwykle poruszającymi historiami (choćby w "Szeregowcu Ryanie" czy "Terminalu"). W "Czasie wojny", a raczej "Koniu wojennym", bo tak z oryginału powinien być przełożony tytuł filmu (pozdrawiamy dystrybutorów, którzy pozwalają autorom polskich tytułów puścić wodze fantazji), wrócił Spielberg do chwytania za serce. Jest więc piękny, rozumny koń, który sporo w życiu przeszedł i na którego przenoszą twórcy cechę, nadawaną zwykle najbliższym czworonogom (wierność); jest wiele ludzi dobrego serca, których poziom wrażliwości jest zaskakująco wysoki (zbyt zaskakująco i zbyt wysoki); jest kilka zupełnie odrębnych wycinków biografii młodych osób, w których beztroskę z brudnymi buciorami weszła wojna; jest wreszcie ona sama - wojna - niby w tle, niby nie najważniejsza, ale mająca wpływ na wszystko i wszystkich. I to wszystko ani się jakoś specjalnie nie dłuży, ani nie denerwuje - to po prostu ładna historia, którą się dobrze ogląda. Jest, naturalnie, kilka mankamentów: historia i wojna pokazane są bardzo wąsko, w czarno-białych barwach - są dobrzy, szlachetni i wrażliwi Anglicy, a z drugiej strony źli, okrutni, nieludzcy Niemcy; sceny ekspresji Joey'a wypadają niekiedy tak nienaturalnie, że aż prosi się pozdrowić z tego miejsca panów od efektów, bo trochę się przy tym napracowali; postaci mogłyby być nieco głębiej narysowane, choć akurat tu jestem w stanie zrozumieć politykę twórców - głównym bohaterem jest tu koń, gdybyśmy chcieli zagłębić się w psychologię postaci czas trwania filmu pozostawiałby wiele do życzenia. No jest tego trochę, ale nie rzuca się to w oczy tak, żeby film stał się nie do zniesienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czym "Czas wojny" miał w dorobku Spielberga (i dla niego samego) być. Może to chwila jakiejś zadumy nad lekturą (film jest adaptacją powieści), w której zobaczono potencjał; może to chęć ulokowania pieniędzy w projekt nieco spokojniejszy niż dotychczas, bardziej familijny; może jeszcze co innego, nie wiem. Wiem, że materiał, nad którym pracuje wielu cenionych twórców, jak Curtis (scenarzysta kultowych romansideł - "Notting hill" i "Love actually", które może nie wznoszą go na wyżyny twórczości, ale z pewnością są dowodem na niezwykłą zdolność do kondensacji treści i ocieplania historią serc), Kamiński (autor zdjęć) i Williams (muzyka), jest wart uwagi. Mimo tego, że ten film zdecydowanie pozostanie jednym z ich słabszych projektów - zdjęcia Kamińskiego są piękne, ale niekiedy rażą sztucznością (choćby finałowa scena), a Williams został jakby trochę stłumiony i przez większą część kompozycji bazuje na jednym motywie. Ale mnie i tak się podobało. Zresztą, ja jestem tylko małą wrażliwą dziewczynką, która kiedyś wzruszała się przy co drugim odcinku "Na dobre i na złe". O czy my więc tu rozmawiamy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Na bardzo spokojny, długi i nieco może nostalgiczny wieczór - tak. Spragnionym wrażeń i efektów, którzy nie szukają w kinie porywów serca - nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1744640395973401632?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1744640395973401632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/czas-wojny-war-horse-2011.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1744640395973401632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1744640395973401632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/czas-wojny-war-horse-2011.html' title='Czas wojny (War Horse, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-6798872364837560388</id><published>2012-02-13T01:03:00.001+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:54.568+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Artysta'/><title type='text'>Artysta (The Artist, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/99/52/589952/7429974.3.jpg?l=1328415467000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/99/52/589952/7429974.3.jpg?l=1328415467000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Michel Hazanavicius&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Michel Hazanavicius&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: Francja, Belgia&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: melodramat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy pierwszy raz usłyszałam o "Artyście" pomyślałam brzydko: "wtf?". Nie dość, że od miesięcy uważany był za faworyta w wyścigu po najważniejsze nagrody filmowe, to jeszcze w Polsce o nim, jak zwykle, nikt nie słyszał. Mało tego - to niemy, czarno-biały film, bez dialogów, w nienormalnym formacie, z niezbyt znanymi, francuskimi (sic!) aktorami i równie mało znanym i równie francuskim reżyserem. Nie wróżyło to niczego dobrego, nie sądzicie? Obejrzeć, jasna sprawa, chciałam, choćby po to, żeby przekonać się - ale nie za co te nominacje, ale dlaczego za coś tak dziwnego i nieciekawego. Jakie było więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że - powtórzmy - niemy, czarno-biały film bez dialogów może pokazać historię, która nie tylko zainteresuje, ale i rozśmieszy, wzruszy, porwie i, koniec końców, zachwyci. I to w dobie trójwymiaru i haj definiszyn. Szok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;George Valentin (Jean Dujardin) jest gwiazdą niemego kina. Co tam gwiazdą, gwiazdorem! Jest wspaniałym aktorem, duszą filmów, pupilkiem producentów i właścicieli kin, ulubieńcem dziennikarzy. Publiczność go kocha, i to z wzajemnością, którą George umie okazać - co chwilę sypie dowcipami, wykonuje kabaretowe wyczyny ze swoim psem, kłania się bez końca, tu się uśmiecha, tam kokietuje - gwiadorzy jak nie wiem, świetnie się z tym czuje i... ma do tego prawo. Ale jest koniec lat 30.,&amp;nbsp; świat filmu stoi u progu ogromnej rewolucji - oto kino, które nie mówi, zaczyna wydawać z siebie dźwięk. "To ma być przyszłość kina?" - pyta retorycznie George, nie mogąc powstrzymać się od spazmatycznego śmiechu. A jednak. Gwiazda gaśnie, George'a Valentina czekają trudne chwile, które zaważą na jego życiu. Równolegle oglądamy, jak młodziutka Peppy Miller (Bérénice Bejo) próbuje dać się poznać wspaniałemu światu filmu. Pomaga jej w tym nie kto inny jak George właśnie - i choć między tymi dwojga ewidentnie jest coś na rzeczy, nikt nie ma tu czasu na miłostki. George odchodzi, a jego miejsce zajmuje Peppy - nowa gwiazda kina, którą wszyscy kochają nie tylko dlatego, że jest urocza. Ona mówi. Dokładnie tak jak nowe kino. A to się teraz sprzedaje i to się teraz kocha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"The world is talking now. People want new faces, talking faces" - te słowa, które wypowiada do George'a producent Al (John Goodman), a które padały nagminnie 80 lat temu wcale nie utraciły na aktualności. Kino mówi, od dawna. Mówienie jest fajne, mówienie dużo mówi, o filmie, o aktorstwie, o scenariuszu, o wszystkim. Po co milczeć, po co komplikować odbiór, który i tak nieraz bywa trudny? A jednak Michel Hazanavicius jakiś sens w tym zobaczył i przekroczył swoje wyobrażenia o pokazaniu, po raz kolejny już w historii filmu, rewolucji kina. Powtarzanie, że to niemy, czarno-biały film bez dialogów, nie jest tylko lakonicznym opisem "Artysty" - to słowa, które są wielkim zdumieniem współczesnego kina, że dziś ktoś nie tyle wpadł na pomysł zrobienia filmu z wykorzystaniem takiej techniki (mając do dyspozycji o taaakie możliwości), ale i zrobił ten film i, kurczę, zrobił to z wielką klasą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama historia to typowy melodramat - jest on, jest ona, jest nutka dramatyzmu, oczywisty finał - czyli wszystko to, co wystarcza, by oglądało się przyjemnie i bez pośpiechu. To nie opowieść jednak przyciąga uwagę, ona jest tylko pretekstem dla ukazania ogromnej pracy całego sztabu ludzi z "Artystą" związanych: od aktorów poczynając, przez scenarzystów, kompozytorów, operatorów, na charakteryzacji i ludziach pracujących w postprodukcji kończąc. Dujardin i Bejo stworzyli przeuroczą filmową parę: on kradnie absolutnie każdą scenę, ona stanowi dla niego wyjątkowe tło, oboje uzupełniają się tak, jakby już od dawna znali się na wylot (co jest, zresztą, możliwe, bo z Hazanaviciusem związani są oboje od jakiegoś czasu).&amp;nbsp; Bardzo udane role drugoplanowe - Jamesa Cromwella jako Cliftona i Johna Goodmana w roli Ala Zimmera dodatkowo ubarwiają grę tego duetu. Zdjęcia, praca kamery i montaż - czego taki laik jak ja praktycznie nie ma prawa zauważyć - naprawdę robią wrażenie. Muzyka gra tu pierwsze... skrzypce - jest jednym z głównych bohaterów: to ona prowadzi za rękę przez całą historię, pozwala rozpoznać emocje postaci i znakomicie uzupełnia obraz. To zadziwiające, jak kontekst wszystko zmienia - gdy słuchałam tych utworów przed seansem, jakoś ten soundtrack nie przypadł mi do gustu. Owszem, kilka kompozycji rzeczywiście było ciekawych, ale całość nie pozostawiała po sobie większego śladu. A tu taka niespodzianka. I wszystko to zasługa zredukowania napisów do minimum (a i te, gdy się już pojawiają, zakrywają obraz i nie pozwalają, by jakikolwiek kadr umknął uwadze), które nie rozpraszają i pozwalają rozkoszować się obrazem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 nominacji do Oscarów i naprawdę realne szanse na godną walkę. Cieszy, że Akademia doceniła dokładnie to, co warte tu uwagi. Na razie bardzo po cichu i bardzo wstępnie (po braku nominacji dla Tildy Swinton niczego już w kontekście Oscarów nie jestem pewna...) uważam, że Dujardin nie tylko na statuetkę zasłużył, ale i powinien bez dwóch zdań ją dostać. Nie tylko dlatego, że konkurenci ze swoimi marnymi rolami mogliby mu stopy całować. Ale o moich oscarowych typach jeszcze będzie, tu się tylko zachwycamy i dywagujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Zdając sobie sprawę z tego, że nie każdemu się spodoba - absolutnie tak. Nie uprzedzajcie się, to naprawdę warto zobaczyć choćby z uwagi na oryginalność podejścia. Mnie "Artysta" uwiódł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-6798872364837560388?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/6798872364837560388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/artysta-artist-2011.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6798872364837560388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6798872364837560388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/artysta-artist-2011.html' title='Artysta (The Artist, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-3598545029335218803</id><published>2012-02-03T14:35:00.001+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:50.363+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Idy marcowe'/><title type='text'>Idy marcowe (The Ides of March, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/00/29/530029/7425031.3.jpg?l=1326360425000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/00/29/530029/7425031.3.jpg?l=1326360425000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: George Clooney&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: George Clooney, Grant Heslov, Beau Willimon&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat polityczny&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bardzo ładny tytuł. Dawno nie słyszałam, żeby ktoś&amp;nbsp; tak mądrze zajrzał do historii, wyjął wydarzenie, obejrzał z każdej strony i jego nazwę przeszczepił do nowego zjawiska. I ta polska okładka - oklepana jak pieron, ale jednak bardzo estetyczna. Do tego Ryan Gosling i zapowiadało się naprawdę ekscytująco. Szkoda, że na zapowiadaniu się skończyło...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Stephen Myers (Ryan Gosling) jest&amp;nbsp; specjalistą od PR, pracuje przy kampanii prezydenckiej gubernatora Mike'a Morrisa (George Clooney). Jest świetny w te klocki, więc wraz ze swymi dwoma szefami - Morrisem i szefem sztabu Paulem (Philip Seymour Hoffman) mają duże oczekiwania i wierzą w zwycięstwo nad rywalem. Tylko nie wszystko idzie tak, jak iść powinno. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze albo kobietę. W tym przypadku nieświadomą sprawczynią zamieszania staje się piękna stażystka Molly (Evan Rachel Wood), z którą romansuje Myers. Myers zresztą romansuje także z innymi, niekoniecznie stojącymi po tej samej stronie barykady, graczami. I niekoniecznie wychodzi mu to na dobre. W ostatecznym rozrachunku, gdy gra toczy się o być albo nie być prezydentury, kampanii i pozycji w niej rozedrganego emocjonalnie PR-owca, do głosu dochodzą najdziksze instynkty. Czy w ten sposób można zostać prezydentem?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odpowiadać nie będę, powiem za to krótko o bohaterach i wcielających się w ich role aktorach, bo na nic więcej, właściwie, nie warto tu zwracać szczególnej uwagi - ot, polityczna rozgrywka, jakieś konszachty, jakieś strategie, jakieś intrygi - phi, codzienność, by rzekł. Mamy więc Stephena - młodego, atrakcyjnego, inteligentnego speca od wizerunku, który jest tą rolą tak przejęty, że nie do końca umie ukryć swój niepokój i niezdrowe podekscytowanie. Nie umie panować nad emocjami, zwykle działa pod ich wpływem i później musi się grubo tłumaczyć z tego, co się z tego powodu narobiło. Staje przed trudnymi decyzjami, których się boi, na których rozważenie nie poświęca zbyt wiele czasu, na które w ogóle nie jest gotowy. Dlatego popełnia kardynalne błędy, za które przyjdzie mu ponieść (zbyt) wysoką cenę i dlatego czuje się, mimo całej pompy kampanii, mocno niedopasowany. Tragiczna, iście tragiczna postać. Gosling zagrał ją po prostu normalnie. Pewnie to moja wina, ale naprawdę nie potrafiłam przeskoczyć swoich oczekiwań wobec niego po "Drivie" i zupełnie nie mogłam się zresztą z "Drive'a" podczas oglądania "Id marcowych" otrząsnąć. Wskutek tego na Myersa patrzyłam tymi samymi oczami, które jak magnes przyciągał tajemniczy driver i do tej pory nie rozumiem, czym niby ta idowo-marcowa kreacja była lepsza od tamtej. Clooney, szczęśliwie, zajął się bardziej reżyserką niż aktorstwem, bo Morris, którego gra, pojawia się na ekranie zdecydowanie rzadziej niż Myers-Gosling. I tu także nic specjalnego - Myers to elegancik, godny reprezentant narodu, który ma na swoim koncie grzeszki i brudy, ale to wszystko nieważne, bo jest silny i dobrze przygotowany do politycznej walki. Clooney jak Clooney - przystojny, z klasą, uśmiechem numer 42, którym rzuca sobie pod stopy całe rzesze kobiet - pięknie, ale to już było. Role pozostałych postaci nie są zbyt znaczące, są tylko tłem i niezbyt nawet zajmującym odniesieniem do gier Myersa i Morrisa, tak więc zarówno Wood, jak i Seymour nie mieli szans rozwinąć swoich aktorskich skrzydeł.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdzieś czytałam, że scenariusz tego, opartego na sztuce teatralnej, filmu przeleżał w szufladzie Clooneya kilka lat. Najpierw zapożyczył historię od autora dramatu, który sam pono był takim specem od PR jak Myers i opowieść oparł o własne doświadczenia. A potem, gdy zdjęcia miały ruszyć, wygrał Obama - historia w minorowym nastroju nie pasowała do szału zwycięstwa i oczekiwanych rewolucyjnych zmian. Teraz, gdy Obama staje się - jako kolejny prezydent, który narobił więcej bałaganu niż porządku - mniej lubiany i coraz bardziej krytykowany, atmosfera zdawała się być zdecydowanie dla filmu pomyślniejsza. Jest więc historia, ale co z tego właściwie wynika? Nic nowego, nic, czego byśmy już nie widzieli w wielu, często o wiele lepszych odsłonach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? I tak, i nie. Jeśli się zdecydujecie, zobaczycie to, czego można oczekiwać po dramacie politycznym: gierek, intryg oraz smaku porażki i zwycięstwa jednocześnie, w różnych wymiarach. Jeśli zaś odpuścicie, nie stracicie zbyt wiele. Tym bardziej, że "Idy marcowe" nominowane są do Oscara tylko w jednej kategorii - za pożyczoną opowieść.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-3598545029335218803?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/3598545029335218803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/idy-marcowe-ides-of-march-2011.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3598545029335218803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3598545029335218803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/idy-marcowe-ides-of-march-2011.html' title='Idy marcowe (The Ides of March, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-468888121093230767</id><published>2012-02-01T22:01:00.001+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:45.621+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Człowiek na krawędzi'/><title type='text'>Człowiek na krawędzi (Man on a Ledge, 2012)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/03/53/280353/7420870.3.jpg?l=1324632959000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/03/53/280353/7420870.3.jpg?l=1324632959000" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Asger Leth&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Pablo F. Fenjves&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: thriller, sensacja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska premiera jeden dzień po światowej - nie do wiary, co? "Człowiek na krawędzi" nie był moim celem w fantastycznie zapowiadającym się filmowo lutym ("Idy marcowe", "Róża", "Mój tydzień z Marilyn", "Hugo i jego wynalazek", "Żelazna dama", "Big love", "Spadkobiercy", "Artysta", "Wstyd"), kiedy to niechybnie zbankrutuję. Ale jako że wpadła okazja - mój kochany mąż znów się postarzał, za co życzyć mu z tego miejsca pragnę, oczywiście, jak najlepiej, dziękując za wsparcie w prowadzeniu bloga i wierne czytanie każdego nędznego wpisu - skorzystaliśmy. Wrażenia? Mieszane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się teraz, co napisać, żeby nie popełnić tego błędu, co a) twórcy trailera, b) copywriter, którego dziełem jest hasło reklamowe filmu, c) autorzy opisów filmu, jakie znaleźć można w sieci, czyli podać na tacy złączone puzzle, opowiedzieć fabułę, a przynajmniej jej najważniejsze elementy i pozostawić biednego widza jak sierotkę na posprzątanym placu boju. Spróbujmy więc tak: Nick Cassidy (Sam Worthington) stoi sobie na 21. piętrze eleganckiego hotelu. Naturalnie, szybko zostaje zauważony przez przechodniów - tych przybywa dość szybka, do gapiów dołącza policja, straż, karetka, przyjeżdżają negocjatorzy, dziennikarze, cała ta szopka.&amp;nbsp; Tu niby chce skoczyć, tu chce konkretnej agentki, tam gdzieś się rozgląda, a jeszcze gdzieś z kim się porozumiewa. Ludzie na dole czekają, negocjacje w toku, napięcie rośnie... show must go on. Skoczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiecuję wam, że dowiecie się szybciej niż film się na dobre rozkręci. Wszystko jest tu bowiem trochę na niby, trochę jak z bajki, trochę nierealne i trochę też absurdalne. Wiecie, taka konwencja pod roboczą nazwą "omc", czyli "o mało co". Bo wszystko tu się dzieje/udaje w ostatniej chwili, na styczek, ledwiuteńko, tak żebyś zdążył spiąć mięśnie i się trochę spocił z wrażenia, choć i tak wiesz, co będzie za chwilę i jak to się skończy. Dobrze, że - jak już ktoś przede mną mądrze zauważył - reżyser nie pozostawia nam za dużo czasu na myślenie, jak to wszystko jest możliwe i gdzie ja to już widziałem, bo twórcy nie wyszliby na tym najlepiej, a film nie dostarczyłby ani nam rozrywki, ani im pieniędzy. A tak jest akcja, bardzo nawet wartka, zbudowana tylko i wyłącznie na ładnie stopniowanym napięciu, dominująca i spychająca gdzieś w okolice 4. piętra wszystkie dialogi i całe niemal aktorstwo. Jest tu parę fajnych twarzy, ale ani role nie porywają, ani aktorzy nie skupiają na sobie większej uwagi. Wyjątkiem jest tu tylko zjawiskowa (fizycznie przede wszystkim) bliżej nikomu nieznana Genesis Rodriguez. Sam Worthington? No tak, dużo go tu i, no tak, wygląda obleśnie, za co pomysłodawcy tygodniowego, rudego zarostu i "puciek" na przystojnej twarzy Sama powinni widzów serdecznie przeprosić. Trzeba przyznać, że chłopak miał stalowe nerwy, wywijając tam na górze w tę i we w tę - a że rzeczywiście tam stał wiem z jakiegoś mądrego tekstu, z "Filmu" chyba. Dość zresztą ciekawie o tym opowiadał: na przykład, że z racji konieczności zamknięcia ruchliwych przecznic starali się te zdjęcia sprawnie nakręcić, więc stał na tym wieżowcu dość długo, i że gdy tak stał, to mu naprawdę różne dziwne rzeczy przychodziły do głowy, że zastanawiał się parę razy, czy nie skoczyć, że na takiej wysokości nie myśli się w ogóle o tym, czy ma się lęk wysokości, czy nie, ale wchodzi się na jakiś poziom abstrakcji, mimo że jest się przymocowanym linkami i zabezpieczeniami. I belive him - wystarczyło, że spojrzałam wraz z kamerą z perspektywy tego 21. piętra i już mi się kręciło w głowie, a co dopiero tam stać... Brr, przerażające. No więc Sam Worthington, mimo iż wyglądał szkaradnie, był całkiem do przyjęcia. Cała reszta - z Elizabeth Banks i Edem Harissem na czele - była dość mdła, nie przyciągająca uwagi bardziej niż skarbiec, którego w obsadzie zabrakło, a który robi największe wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo więc tu absurdu, dużo niespójności, dużo nierealnych zwrotów akcji, ale - hellou - to przecież tylko film. Jest za to trochę zabawy perspektywą (góra - dół) i historii "z kamerą wśród ludzi", znaczy gapiów - to było ciekawe. A kilka naprawdę niezłych żartów sprawiło, że "Człowieka na krawędzi" (tudzież na parapecie) dało się oglądać, mimo przewidywalności fabuły i niezbyt efektownej gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Chyba tak, ale raczej na nudny wieczór przed telewizorem niż wyjście w te syberyjskie mrozy do kina, w którym - jak to my - możecie mieć szczęście spotkać dwie zajebiście rozbawione paczki gimnazjalistów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-468888121093230767?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/468888121093230767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/czowiek-na-krawedzi-man-on-ledge-2012.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/468888121093230767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/468888121093230767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/02/czowiek-na-krawedzi-man-on-ledge-2012.html' title='Człowiek na krawędzi (Man on a Ledge, 2012)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-2482068402891842521</id><published>2012-01-27T00:01:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:20.765+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dług'/><title type='text'>Dług (The Debt, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/12/77/491277/7398787.3.jpg?l=1317285294000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/12/77/491277/7398787.3.jpg?l=1317285294000" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: John Madden&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: &lt;/span&gt;Peter Straughan, Matthew Vaughn, Jane Goldman&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: thriller&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W dzisiejszym odcinku wystąpią gościnnie moi rodzice i brat, których serdecznie z tego miejsca, naturalnie, pozdrawiam. Ilekroć przyjeżdżam do rodzinnego domu, mam w zanadrzu kilka dobrych tytułów, które proponuję tacie. Tata jest w tym temacie dość oporny - trzeba mu film włączyć, posadzić przed telewizorem, bo inaczej znajdzie tysiąc pięćset rzeczy do zrobienia w domu, zamiast rozrywki i odpoczynku. Taki już cudowny jest, nic nie zrobisz. Co innego mama, ona jest super, otwarta na nowości, zawsze z entuzjazmem podchodząca do rodzinnych seansów, chętnie obejrzy, ale - wiadomo - najlepiej jeśli z mężem. Zgrać to wszystko to nie lada sztuka. Tym razem przypadkowo nie zabrałam ze sobą niczego nowego, co już zdążyliśmy z mężem obejrzeć. Miałam więc do zaproponowania nieoczekiwanie nie broniącemu się przed seansem tacie i bratu, który również przyjechał na weekend do domu, tylko jakieś starocie i kilka tytułów, które nic mi nie mówiły. Jak "Dług" na przykład. Zupełnie nie wiedziałam, o czym jest ten film. Ale zobaczyłam w obsadzie Jessicę Chastain, którą coraz lepiej poznaję - wystarczyło. Efekt? Całkiem interesująca i wciągająca akcja. No i zakochałam się w Jessice Chastain, na amen.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rachel Singer (Hellen Mirren), David Peretz (&lt;/span&gt;Ciarán Hinds) i Stephan Gold (Tom Wilkinson) są zasłużonymi obywatelami Izraela. Są dojrzali, swoje w życiu przeszli, ale nie wyglądają na szczęśliwych i zrelaksowanych emeryturą staruszków. A to dlatego, że historia ich akcji, w której brali udział jako młodzi agenci Mossadu, za którą są tak szanowani, kryje tajemnice, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Nie powinny, ale - jak się domyślamy - ujrzeć muszą, bo noszenie bolesnego sekretu przez -dzieścia lat grozi poważnymi, psychicznymi konsekwencjami. Co takiego zaszło między młodymi Rachel (Jessica Chastain), Davidem (Sam Worthington) i Stephanem (Marton Csokas), że wszystko się tak pogmatwało? Kim jest Dieter Vogel (Jesper Christensen) i co właściwie ma z Mossadem wspólnego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na te pytania odpowiedź znajdziecie w filmie. Ja krótko o fabule i, tradycyjnie, aktorstwie. Sama historia jest, zdaje się, wariacją na temat działalności doktora Mengele. Rzecz dzieje się w RFN, jest problem granic, problem nowej rzeczywistości społecznej, w której czkawką odbijają się wielkie katastrofy ludzkości sprzed kilku- czy kilkunastu lat, są też zbrodniarze, próbujący wieść po cichu życie posłusznego obywatela i są też ofiary, domagające się zemsty. Agenci Mossadu, których zadaniem jest odnalezienie jednego z katów, nie zajmują się jednak tylko i wyłącznie tym, co do nich należy. Uwikłani w grę emocji i namiętności tworzą dziwny trójkąt, w którym królują niedopowiedzenia i w którym jak na dłoni widać niestabilność działań i emocji. Bo to właśnie brak umiejętności panowania nad emocjami jest ich podstawowym problemem, który rzutuje na finał historii. To może się wydawać nieco dziwne: świetnie wyszkoleni agenci giną pod naporem poruszeń i uniesień. I można tym samym zarzucić twórcom brak konsekwencji: misternie ułożony plan zakłócany jest przez idiotyczne niedopatrzenie, a jego realizatorzy podkładają się, robią dokładnie to, czego robić nie powinni, czego chce przeciwnik (a przecież to konwencja horroru, kojarzycie motyw - ofiara uciekając przed mordercą wpada wprost w jego ramiona, łazi po ciemku po wielkim, pustym domu, nadeptuje na pękającą z trzaskiem gałąź itepe). Popełniają błąd za błędem, nie próbują się kamuflować, wprost oddają zwycięstwo walkowerem. Bez sensu. Nie dziwne, że kończy się to tak, jak się kończy. I że to w nich tkwi przez całe lata, aż wreszcie dopada i zgniata. Ale dobrze, możemy potraktować to wszystko jako położenie akcentu na dramat jednostki i emocje, które biorą górę w sprawach, które powinny być ich pozbawione. Finał wbija w fotel - niestety, z niedowierzania, że można tak głupio zakończyć dość dobrą opowieść. Zostajesz pozbawiony złudzeń, że masz jakiegokolwiek prawo do powiedzenia czegokolwiek w tym filmie. Przed twoimi oczami zostaje postawiona wielgachna kropka nad i, w dodatku koślawo i innym kolorom, niepasującym do tego, co było wcześniej. Na siłę i bez pomyślunku. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, że od całej tej nielogicznej fabuły odwraca uwagę dobre aktorstwo. Zwłaszcza w wykonaniu pań. Hellen Mirren w roli dojrzałej Rachel przykuwa uwagę, jest interesująca i na tyle dominująca, że usuwa daleko w cień Hindsa i Wilkinsona. Ci zresztą są dość przeciętni, ale można to zrzucić na karb mało znaczących ról - bohaterowie w wersji old mają zdecydowanie mniejszą rolę do odegrania. Co innego, gdy byli młodsi. Nie dość, że ponętniejsi (ach, ten Sam Worthington...), to jeszcze dużo mniej jednoznaczni i mogący popisać się większą gamą umiejętności. Csokasa nie za bardzo znam, trudno mi więc go oceniać w kontekście poprzednich ról. Tu miał szczęście trafić na impulsywnego, dominującego aktora, dość umiejętnie wykorzystującego chwilę, który chowa głowę w piasek i jest pomysłodawcą gry pozorów. Worthington z kolei gra postać zamkniętą w sobie, apatyczną, w której może i drzemią jakieś emocje, ale nie mają one za bardzo siły na ekspozycję. Jest to, naturalnie, uwarunkowane przykrymi doświadczeniami, nie mniej jednak szkoda, że odbiera to tym samym aktorowi możliwość wykazania się - na większe emocje stać Davida dopiero w wieku dojrzałym, gdy Worthington przemienia się w Hindsa. Ale nie ukrywam, że nawet tak nieprzystępnego Sama wolę dużo bardziej niż niebieskiego stworka, latającego po drzewach i ratującego Pandorę. Jeszcze Jesper Christensem - w roli doktor Bernhardta był bardzo przekonujący, świetnie oddał wyrachowanie swojego bohatera. Jego rozmowy z pozostałą trójką należą do najlepszych scen filmu. I na deser Jessica. Po raz pierwszy oglądałam ją w "Drzewie życia". Nie zawojowała tam przestrzeni, bo co może rudowłosa aktorka, której twarz mało kto kojarzy, gdy gra u boku takich mocarzy jak Sean Penn i Brad Pitt? No właśnie. Mimo to ciekawi, jest zapamiętywalna, pozostawia po sobie jakąś mgiełkę świeżości. Wraca w "Służących", i to wraca w wielkim stylu. Któż nie polubił fantastycznej Celii Foote, pogubionej, poranionej, a przy tym przebojowej, naturalnej i ujmująco nieporadnej pani domu, udowadniającej czarnoskórym służącym, że w nowobogackich domach mieszkają też ludzie? W "Długu" Jessica jest numerem jeden, nikt się z nią nie równa. Jej postać jest rozchwiana emocjonalnie, może i uformowana pod względem fizycznym, ale kompletnie zaniedbana pod względem przygotowania do radzenia sobie ze skrajnymi emocjami - a tych przecież tu nie brakuje. Gra Jessici Chastain hipnotyzuje i czyni ten film znośnym. Czekam niecierpliwie na "Take Shelter" i "Coriolanusa", których jeszcze nie widziałam, i następne role, których będzie wiele, bo&amp;nbsp; Jessica - jak rzeczą Mądrzy Recenzenci - jest jedną z przedstawicielek nowego pokolenia Holiłudu i ma potencjał. Oj, ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Tak, ale bez jakiejś szczególnej ekscytacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-2482068402891842521?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/2482068402891842521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/dug-debt-2010.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2482068402891842521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2482068402891842521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/dug-debt-2010.html' title='Dług (The Debt, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-3886706925345263973</id><published>2012-01-23T12:14:00.003+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:14.381+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rzeź'/><title type='text'>Rzeź (Carnage, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://klient.stopklatka.pl/dat/img/8c67404a01041db.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://klient.stopklatka.pl/dat/img/8c67404a01041db.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Roman Polański&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Roman Polański, Yasmina Reza&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Francja, Hiszpania, Niemcy, Polska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Znowu popiszę się ignorancją: nie znam za specjalnie twórczości Polańskiego. Widziałam zaledwie kilka z jego filmów, raczej tych nowszych (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Autor widmo" był znakomity) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;niż starszych, powstałych w latach świetności i dobrej kondycji psychicznej Polańskiego. Nie umiem powiedzieć, dlaczego się Polańskiego ceni, czym jest ten cały "Polanski's touch" (ale zaraz poczytam mądry artykuł na stopklatce, to się dowiem), ani odkryć nawet kilku elementów, dla których jego filmy są takie wyjątkowe. Bo jak zachwyca, jak nie zachwyca, prawda? Na "Rzeź" się specjalnie nie nastawiałam. No, może tylko zdenerwowała mnie obecność Jodie Foster w obsadzie, coś jakbym czuła, że to nie wróży "Rzezi" najlepiej. Jak się okazuje, miałam rację, ale nie tylko Jodie nabruździła, nie tylko...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nancy (Kate Winslet) i Alana (Christoph Waltz) Cowanów poznajemy w salonie państwa Longstreetów. Penelope (Jodie Foster) i Michael (John C. Reilly) zaprosili ich, by wyjaśnić głupią sprawę: otóż syn pierwszych uderzył syna drugich. Chłopcy mają po 11 lat, pewnie już nie pamiętają całego zajścia, ale dorośli decydują się załatwić rzecz na poziomie, nie cofając się przed odpowiedzialnością. Cowanowie mają to wszystko, szczerze mówiąc, w dupie - Nancy uśmiecha się przepraszająco i chwilę podtrzymuje sztywną rozmowę, Alan niespecjalnie jest w ogóle tym zainteresowany, załatwiając w towarzystwie sprawy służbowe, oboje obiecują opłacenie kosztów leczenia i w ogóle wszystko, czego chcą Longstreetowie, byle już wyjść i zapomnieć o zajściu. Ale Longstreetom się nie spieszy. Podając coraz to nowe aspekty wydarzenia (i nie tylko) prowokują Cowanów do głupiej dyskusji i uruchamiają całą machinę uprzedzeń i oskarżeń, doprowadzając wszystkich do złości, histerii, agresji i dziwacznego upojenia, nie tylko alkoholowego.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Miało być, podobno, tak śmiesznie, że brzuch rozboli. Było tylko trochę zabawnie, i to zaledwie momentami - właściwie jedynie wówczas, gdy w grę wchodził Waltz, bo to on trzymał i prowadził cały film. "Rzeź" jest adaptacją sztuki teatralnej - przestrzeń jest tu mocno ograniczona, rzecz dzieje się niemalże w jednym pomieszczeniu, (niezbyt filmowy, za to werystyczny i dość tym samym ciekawy zabieg umieszczenia akcji w czasie rzeczywistym i niepokuszenie się o montaż i szybkie kadry), cała uwaga skupia się na aktorach, a akcja opiera się na dialogach. A te, owszem, są dość ciekawe, bo dotykają absurdu i pozwalają zetrzeć się ze sobą skrajnie różnym osobowościom, ale żeby od razu pękać ze śmiechu, to już nie bardzo. Raczej uśmiechniesz się lekko pod nosem, prychniesz "pff", pomyślisz: "o jaa", wydasz może jakiś odgłos jedynie przy bardzo skąpo podawanym komizmie sytuacyjnym, i tyle. O ścianę rozbić taki humor. Jest w tej całej "komedii" dużo dramatu, dużo przykrych emocji i nieporadności w ich okazywaniu, jest też ogromna potrzeba budowania relacji, których albo nie ma, albo są, ale mocno niepełnosprawne. Jakieś refleksje, smutne, bo smutne, można więc z całej tej historii wyłuskać. Ale to nie jest zasługa Polańskiego, tylko Rezy, przecież.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Skoro aktorzy są tu tak ważni, nie sposób nie wspomnieć o tych wspaniałych nazwiskach, które Polański, z łatwością sądzę, dla "Rzezi" pozyskał. Żeby nie psuć sobie nastroju, zacznę od Waltza, którego - niesłusznie, jak się okazuje - zaszufladkowałam przy okazji "Wody dla słoni" do aktorów, grających w jeden i ten sam sposób we wszystkich filmach z jednego gatunku (mowa oczywiście o powtarzaniu genialnej kreacji Hansa Landy z "Bękartów wojny"). Może jest w tym ciągle trochę racji, nie mniej jednak miło było zobaczyć go w roli komediowej, i to dobrze napisanej. Alan jest absolutnie oderwany i zdystansowany do wszystkiego, co zabiera mu cenny czas i emocje. Nie pokazuje po sobie zbyt wiele, nie skrywa uczuć, ale stać go właściwie tylko na drwiący uśmieszek i ironiczne spostrzeżenia na ogólne tematy. Waltz świetnie się w tej osobowości odnajduje - ogląda się go z przyjemnością i czeka, aż odłoży telefon i pokaże, że można zagrać naprawdę dobrze. Jego filmowa partnerka - Nancy - jest tykającą bombą. Początkowo próbuje zachować pozory, jest miła i życzliwa, ale od razu daje się też poznać jako kobieta, na którą spadło zbyt dużo - nie szanuje męża, bo i nie ma ku temu powodów - faceta nie ma pewnie cały czas w domu, na jej głowie praca, dom, dziecko. Dusi więc w sobie żale, aż w końcu je z siebie wylewa (dosłownie) i wybucha. Kate Winslet jest w tym wszystkim trochę drewniana, trochę...hm...taka jak zawsze? Kto zna Winslet i kto ją często ogląda, ten chyba ogarnia, o czym mówię - ma w sobie coś takiego, co czyni ją w pewnym stopniu podobną w większości kreacji. Nie że jest złą aktorką, ale trochę jakby wycofaną, jakby nie do końca utożsamiającą się z graną postacią, chcącą pozostawić w tym wszystkim trochę Kate (wyjątkiem jest rola w "Lektorze"). Przykro mi, że tak mówię, bo wiem, że wiele osób Winslet niezwykle ceni. Ale cieszę się też, że trochę się jednak powściągam w mocniejszej krytyce, bo właśnie jestem na etapie oglądania "Mildred Pierce" - miniserialu, w którym gra główną, nagradzaną szeroko rolę; i bardzo mi się i serial, i Kate w nim podoba. John C. Reilly w roli Michaela dwoi i się troi od samego początku. Jest aktywny od pierwszych dialogów i właściwie nie ustaje w zabieganiu o uwagę. Często ostatnio na Reilly'ego trafiam, oglądam go w bardzo różnych rolach i muszę powiedzieć, że na razie niczym mnie nie zawiódł. Także tu tryska energią, a sarkazm w jego wykonaniu jest bezbłędny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ale co z tego. Co z tego, że fantastyczny Waltz, że bardzo starająca się Winslet i dwojący się i trojący Reilly. Co z tego, skoro Jodie Foster niszczy wszystko. Ok, nie ukrywam, że baby nie lubię, ale żeby zagrać tak kiepsko, to nie wiedziałam, że tak można. Jodie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dokonała rzezi w "Rzezi". &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pamiętam recenzję - znów się muszę doń odwołać - &lt;a href="http://quentinho.blox.pl/2012/01/Rzez.html"&gt;Quentinho&lt;/a&gt; i jego rozczarowanie Foster. Bałam się, że będę musiała to przeżyć i musiałam, niestety, z tymi lękami sobie jakoś podczas oglądania poradzić. Zaczęło się niewinnie. Nawet mi się wypsnęło do małżonka, że "ej, nie jest tak tragicznie". Niedługo jednak przyszło mi się cieszyć. Foster dała popis totalnie przykrej gry aktorskiej. Była sztuczna i żałosna. Scena wybuchu histerycznego śmiechu obu pań obnaża jej aktorstwo do naga - była na pierwszym planie, jak na dłoni było widać, jaka jest nienaturalna. Penelope, którą gra, jest histeryczką - przed aktorką stało więc zadanie pokazania gry pozorów i stopniowo uwalnianej żółci, mnóstwo interesujących emocji. Foster wypruwała sobie żyły (to naprawdę widać), żeby dać radę. Nie dała.&amp;nbsp; Całość doprawdy żenująca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Fascynujące, ile można napisać o tak niedobrym filmie. Tak, niedobrym, cokolwiek mówią krytycy. Dobrze, że trwał tylko godzinę dziewiętnaście.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-3886706925345263973?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/3886706925345263973/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/rzez-carnage-2012.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3886706925345263973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3886706925345263973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/rzez-carnage-2012.html' title='Rzeź (Carnage, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1230763652416528617</id><published>2012-01-21T22:12:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:10.305+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziewczyna z tatuażem'/><title type='text'>Dziewczyna z tatuażem (The Girl with the Dragon Tattoo, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/56/37/565637/7415108.3.jpg?l=1322568770000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/56/37/565637/7415108.3.jpg?l=1322568770000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: David Fincher&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: &lt;/span&gt;Steven Zaillian&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: Niemcy, Szwecja, USA, Wielka Brytania&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: kryminał&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Zgrzeszyłam. I to dwukrotnie. Po pierwsze, nie przeczytałam Larssona przed pójściem do kina. Nie, że nie chciałam - trochę tak wyszło, trochę za późno się obudziłam i trochę ciężko o czas na czytanie lektur nie związanych z literaturoznawczą pracą magisterską i mocnym osadzeniu się w XIX wieku. Pozbawiłam się, w każdym razie, wspaniałej wycieczki do zimnej Skandynawii z wyobraźni równie zimnego Larssona i, tym samym, pobudzenia swojej własnej fantazji; tyle może dobrego, że to oszczędziło mi pewnych rozczarowań dotyczących wyglądu postaci i miejsc, które to projekcje są najlepsze wtedy, gdy własne. Po drugie, nie widziałam przed Fincherem szwedzkiej adaptacji Millenium - zubożyłam się więc o porównanie do bardzo dobrych ponoć produkcji i skazałam się na odnoszenie się po odpokutowaniu (czyli nadrobieniu lektury i filmów) zawsze do jednej tylko Fincherowskiej wersji; i to na wieki wieków amen. Czy będę tego żałowała, stwierdzę dopiero, gdy oczyszczę sumienie, dziś więc - z pozycji laika w temacie twórczości Larrsona - o tym, co namodził Fincher.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Mikael Blomkvist (Daniel Craig) jest dziennikarzem śledczym i właśnie przegrał proces o zniesławienie. Niefortunnie i niesłusznie, ale to dla opinii publicznej nie ma znaczenia - zdaje się być skończony. Ktoś jednak ma Mikaela i jego umiejętności na oku i chce wykorzystać w rozwikłaniu rodzinnej tajemnicy. Henrik Vanger (Christopher Plummer), bo o nim mowa, jako senior rodu nie cieszy się szczególną sympatią członków rodziny, ale nie przeszkadza mu to powierzyć Mikaelowi kłopotu w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, co stało się z jego ukochaną 16-letnią wnuczką Harriet, która w latach 60. zaginęła i, najprawdopodobniej, została zamordowana. W odnalezieniu mordercy pomaga Mikaelowi Lisbeth Salander (Rooney Mara) - ekscentryczna hakerka w stylu punk, której przeszłość raczej nie upływała pod znakiem różowych sukienek i kochającej rodziny. Ulokowani w rodzinnej miejscowości Szwedów, otoczeni domami skłóconych członków rodziny Vanger, stawiają czoła zagadce i swym namiętnościom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinnam tu rozpocząć serię porównań - najpierw do książki, później do szwedzkiej adaptacji. Ale, jak wiemy, jestem grzesznicą, w związku z tym następne słowa padną ze słowa zupełnego laika i widza, który najzwyczajniej w świecie poszedł na reklamowany długo i dużo film reżysera, którego - jak deklaruje w odpowiedniej zakładce - dość ceni. Mimo braku znajomości pierwowzoru miałam duże oczekiwania. Przede wszystkim wobec niezwykle intrygującej Rooney. I pomyśleć, że wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim jest, ba!, że w ogóle jest, istnieje ktoś taki jak Lisbeth Salander - postać absolutnie unikatowa i hipnotyzująca, która podczas lektury musi poruszać najdrobniejsze zakamarki wyobraźni. Przed twórcami stało trudne zadanie: nie pójść na skróty, nie zniszczyć do szczętu wyobrażeń, nie zawieść zbyt mocno oczekiwań, nie tylko nie pozbawić, ale uwydatnić to, co jest w niej najbardziej osobliwe i co czyni ją tak bardzo inną, nietypową, oryginalną. Charakteryzatorzy odwalili tu kawał dobrej roboty, ale i Rooney pokazała, że wyzwanie podejmuje i ma zamiar wyjść z tego z klasą. Uwielbiam postaci skrajne, postaci, z którymi charakteryzacja ma szansę stworzyć coś niebanalnego (może dlatego tak cenię te kreacje Deppa, których stworzenie wymaga przeproszenia się ze sztuką), postaci przerysowane, ale nieszablonowe, niejednoznaczne, nie czarno-białe, których nie da się przypisać do jednej kategorii i zamknąć w pudełku pt. "zinterpretowane". Barwa głosu, wyraz twarzy, spojrzenie, jej styl bycia - wszystko właściwie pociąga do tego stopnia, że chce się jeszcze. I jeszcze będzie, jak dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Danielu Craigu wiele powiedzieć nie można. Jest jednym z tych aktorów, którzy ani specjalnie nie przeszkadzają, ani też nie wprowadzają w zachwyt. Po prostu są, robią swoje i odchodzą; bez większych emocji. Dużo więcej dobrych słów należy się drugoplanowym aktorom - przede wszystkim &lt;span style="font-size: small;"&gt;Stellanowi Skarsgårdowi (Martin Vanger), którego znam i lubię od dawna, ale także Joely Richardson (Anita Vanger) i Robin Wright (Erika Berger).&lt;/span&gt; Bardzo przywoite aktorstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama intryga nie jest, zdaje się, najwyższych lotów. Ale ja nie czytuję namiętnie kryminałów, jestem więc dobrym odbiorcą tego typu historii: tu czegoś nie zrozumiem, tu dam się złapać i wyprowadzić w pole, tam coś zauważę i mam trochę satysfakcji, że jednak nie jestem debilem, ot, zagadka. Dużo lepiej musi się to jednak czytać, bo ogrom detali, zdjęć, nazwisk i znaków w towarzystwie napisów do filmu jest nie do ogarnięcia. Całość podana jest jednak w tak atrakcyjny sposób, że to, co najważniejsze jest zrozumiałe, a o to chyba chodzi. Zabrakło może trochę zaangażowania w przedstawieniu relacji Lisbeth i Mikaela, która - z tego, co wyczytałam - w książce nabiera dość wyraźnych cech niezdrowej fascynacji. Pewnie Fincher chciał po prostu dobrze opowiedzieć historię i zaprosić widza do rozwiązania zagadki, a czas nie pozwolił na wchodzenie zbyt mocno w psychologię relacji i osobowości, a szkoda, bo warto. Brakuje w tym wszystkim skandynawskiego klimatu, chłodu Północy, dystansu, który odzwierciedlają nie bohaterowie, a sceneria. Ale to są już sprawy, które zaspokajają wyższe potrzeby obcowania z czymś dopracowanym do perfekcji pod każdym względem. To, co jest, w zupełności wystarcza, by przykuć i elektryzować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze muzyka. Intro - jak już zauważył mój blogowy kolega &lt;a href="http://quentinho.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1"&gt;Quentinho&lt;/a&gt; - powala na kolana, robi niesamowitego smaka na film i od początku buduje napięcie. Ostre brzmienia są tak ciężkie jak atmosfera i aura całej opowieści. To bardzo dobre kompozycje, bardzo dobre wybory i bardzo dobry pomysł na nominację do Oscara, którą za dni trzy mam nadzieję ujrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponad dwie i pół godziny dobrej akcji, której mogłoby być zdecydowanie więcej, gdyby przeciętny odbiorca kasowej produkcji był w stanie wytrzymać bez sikania dłużej. A tak starcza akurat na zjedzenie dużego popcornu, wypicie litrowej coli i niezsikanie się. Perfekcyjne, rzec by można, wyczucie czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1230763652416528617?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1230763652416528617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/dziewczyna-z-tatuazem-girl-with-dragon.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1230763652416528617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1230763652416528617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/dziewczyna-z-tatuazem-girl-with-dragon.html' title='Dziewczyna z tatuażem (The Girl with the Dragon Tattoo, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-232968514586318433</id><published>2012-01-14T14:21:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T22:16:03.001+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Musimy porozmawiać o Kevinie'/><title type='text'>Musimy porozmawiać o Kevinie (We Need to Talk About Kevin, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/58/02/485802/7417279.3.jpg?l=1323316251000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/58/02/485802/7417279.3.jpg?l=1323316251000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Lynne Ramsay&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Lynne Ramsay, Rory Kinnear&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA, Wielka Brytania&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat psychologiczny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znoszę Tildy Swinton. Wiedziałam o tym na długo przed seansem i wiem to także po nim. Od momentu, gdy zobaczyłam zwiastun filmu, czekałam na tę historię trochę oniemiała, w lekkim osłupieniu, może nawet otępieniu. Bo raz, że to był pierwszy od dawna trailer nie streszczający filmu i nie pokazujący najlepszych jego fragmentów, za to bardzo intrygujący, magnetyzujący i przerażający jednocześnie, a dwa, że ona, Tilda właśnie. Chuda jak patyk, przezroczysta jak kryształ, brzydka jak noc. Tak, jest odpychająca i mdła, ale jeśli tak wątpliwymi atrybutami można zagrać tak przejmująco, to ja pozwolę sobie nadal jej nie znosić, ale mając do niej ogromny szacunek za tę rolę i nadzieję, że poznanie jej innych, dalekich od - uwaga popularne słowo - blockbusterowych kreacji, przyniesie większą skruchę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eva Khatchadourian (Tilda Swinton) jest matką. Nie chciała nią być. Wolała nadal tańczyć w deszczu w swoim małym, hiszpańskim raju i być roztrzepanym, nieco romantycznym lekkoduchem, jak na młode lata przystało. Ale pojawił się Kevin (Ezra Miller), który nie tylko odebrał jej szczęście, ale też zmienił jej życie w piekło, rozdzierając serce na milion atomów. Bo Kevin to wcielone zło. To dzieciak, którym masz ochotę rzucić o ścianę jak piłeczką, a potem włożyć do pralki i odwirować. To dzieciak, który nie jest złośliwy - bo to zbyt małe słowo - a doszczętnie zły, okrutny, zdolny do okazania największej ignorancji i największej agresji, na jaką go stać. To dzieciak, który doskonale zdaje sobie sprawę z twoich słabości i nie waha się tego wykorzystać, doprowadzając cię do skrajnych emocji i wyzwalając w tobie bestię. Eva nie raz się nią stała, choć na co dzień starała się być przykładną, nadzwyczaj cierpliwą matką, topiącą swe smutki w kieliszku wina i szukającą zrozumienia i oparcia w partnerze - Franklinie (John C. Reilly), który nie ma prawa pojąć, jak wygląda macierzyństwo Evy z prostej przyczyny - w jego obecności Kevin jest aniołem. Taka gnida. Kevin rośnie, rośnie też tkwiące w nim zło. Aż w końcu wybucha, oblewając swą gorącą lawą nie tylko zdruzgotaną matkę, ale i cały ich świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw nie wiadomo, o co chodzi. Jest trochę obrazków rozbawionej Hiszpanii, jest ona i nieuzasadniony, jak się wydaje, atak wandalizmu, jest trochę pojedynczych klatek retrospekcji. Układanka, którą serwuje nam Lynne Ramsay nie jest jednak jedną z tych wspaniałych konstrukcji, których stworzenie daje nam satysfakcję i które w ogóle da się w pełni złożyć. Wiele elementów brakuje, prawie wszystkie z ocalałych są brudne i poobgryzane, nieliczne tylko zachowały swoje kształty i barwy, sąsiadując jednak z kalectwem nie mają szans scalić się w idealny wzór. Im bliżej nieuchronnego odkrycia klucza całej tej zagadki, tym większe przerażenie i niechęć - bo czy prawda może być taka straszna, a zło tak bardzo złe? Ramsay - za Lionel Shriver, autorką powieści, na bazie której powstał film - z niezwykłą szczerością pokazuje, że może, a nawet więcej, że to bywa, że tak się dzieje, na mniejszą czy większą skalę. Bez względu na całe dobro, które przygląda się temu z ogródka naprzeciw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eva jest swoim macierzyństwem zniszczona. Depresja poporodowa przy jej przeżyciach wygląda jak hipochondryczna mrzonka. To już nie rozczarowanie i zmęczenie, to nie rozpacz i bezradność, to niezwykle smutne, dołujące, miażdżące poczucie wyjałowienia. Jej oczy nie mają dna, na twarzy maluje się pustka, nawet ruchy są jakieś pokraczne, mdłe, bez życia. Jest totalnie wyautowana, pozornie zdystansowana i nienormalnie powściągliwa - aż dziw bierze, że ten wulkan frustracji nie wybucha. Szczególnie, gdy całe miasto wytyka ją palcami i patrzy jak na morderczynię, gdy zrzuca na nią winę za to, co zrobił jej syn. Eva pokutuje z pokorną miną, jakby rzeczywiście winną była. Czy jednak matczyna miłość dociera do kresu, ma granice? Ramsay daje nieco pokrętną, ale dość precyzyjną odpowiedź, która, mimo pozornej oczywistości, zaskakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko nie jest takie czarno-białe, na jakie wygląda. Ofiara myli się z katem, role się odwracają, schematy wzięte są w nawias, a widz zostaje wystawiony na próbę, sprowokowany do wystawienia jednoznacznej oceny, do wpadnięcia w pułapkę sądzenia czegoś, o czym nie ma pojęcia. Taka zasadzka dla tych, którzy lubią szufladkować, definiować, wpisywać wszystko w określone kategorie. I to odwieczne pytanie: unde malum? skąd to zło?, na które odpowiedź wciąż jest gdzieś poza zasięgiem naszego umysłu. To gra, w którą - mimo psychicznych szkód, bo film siedzi w głowie jak demon na długo po seansie (należę do tych dewiantów, którzy lubią tę niewygodę) - warto zagrać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dosłownie przed chwilą natknęłam się w najnowszym "Newsweeku" na krótki wywiad z Tildą Swinton. Wywiad, nawiasem mówiąc, z serii tych, nad którymi powinien być napis: nie czytać, redaktor jest kretynem. Bo jak inaczej nazwać dziennikarza, który w pierwszym pytaniu do rozmówcy zawiera najobleśniejszy i najbrutalniejszy spoiler, podając nieświadomemu czytelnikowi klucz do całej historii, i to przed premierą? Żenada jak stąd do morza. Szczęśliwie mi pan Kwiatkowski filmu nie zniszczył, skończyło się więc tylko na kilku bluzgach w powietrze, ale nie o tym chciałam. Tilda w wywiadzie tym odpowiadając na pytanie o to, jak radziła sobie grając niemal non stop - jest bowiem obecna w zdecydowanej większości scen, trochę chyba z kokieterią mówi, że wspaniale, bo... nie potrafi grać epizodów. Nie umie wstrzelić się w ten jeden, wyjątkowy moment w całej historii, jedną scenę w całym filmie, w taki sposób, by nie tylko zostać zapamiętaną jako dobra aktorka, ale też jak najlepiej oddać emocje i osobowość granej postaci. Co innego, gdy jesteś na ekranie cały czas. Wtedy możesz sobie pozwolić na lepsze i gorsze momenty, bo jest cię tak dużo, że nikt nie zauważy chwili słabości. Pewnie coś pokręciłam, ale sens mniej więcej oddałam. Bardzo to zabawne i mądre było. Spodobało mi się. Gra więc Tilda Evę w sposób obłędny. Nie wydaje z siebie wielu krzyków, nie trzęsie się z emocji, nie musi właściwie mówić, by przekazać wszystko, co w niej siedzii. Kompletny minimalizm formy, a treść tylko na tym zyskuje. Nie wiem, kto będzie nominowany do Oscara za pierwszoplanową rolę w kategorii najlepsza aktorka prócz niej, ale na oślep stawiam na nią. No bo proszę was, ona miażdży. Całą nieznośną sobą przywierca do fotela i, choć boli, to jest wspaniałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro już o wywiadach mowa, czytałam też rozmowę Dagmary Romanowskiej z Ezrą Millerem - filmowym Kevinem. Trudno po jednym wywiadzie wyrokować, czy jest on diabelnie [sic!] inteligentnym nastolatkiem i wyjątkowo jak na swój wiek świadomym artystycznie aktorem, ale pozostaje po takim spotkaniu miłe wrażenie, że ma się do czynienia z młodym człowiekiem, który wie, czego szuka, w czym jest dobry i jak to mądrze wykorzystać. Trochę to może pokręcone, że świetnie odnajduje się w rolach młodych psycholi uwikłanych w patologiczne relacje i osadzonych w takim też kontekście, ale zrozumiałe, że dla niespełna 20-letniego chłopaka jest to wyzwanie. To jest też niezwykłe, że nieznany szerszej publiczności gość kolejny kolejny raz debiutuje i to z takim hukiem, że musiałby wcielić się w rolę filmowego Biebera, żeby otrząsnąć nas z (złego?) uroku, który rzuca. A przecież nie wierzymy, że to zrobi. Jeszcze przy okazji Kevina warto zauważyć to, na co wskazuje w rozmowie sam Ezra - Kevin to nie tylko Ezra Miller, Kevin to także, a może przede wszystkim Jasper Newell (jak się dowiadujemy "autor" TEGO spojrzenia), czyli kilkuletni Kevin i Rock Duer - Kevin w wersji mini. Wszyscy trzej tworzą tę demoniczną postać, współdziałają i nakładają na nią kolejne warstwy obłędu. Trzeba o tym pamiętać, bo nam się często wydaje, że bohater z retrospekcji to ktoś zupełnie poza, taki pół-aktor, niegodny uwagi. A przecież nie, przecież to nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest kino dla wszystkich. Nie każdy ma ochotę czegoś się domyślać, coś czytać podwójnie, a jeszcze co inne obdzierać ze znaczeń, które nadaje im pierwsze wrażenie. To - jak mówią mądre recenzje - kino artystyczne, w którym ważny jest każdy mały obraz, każdy detal i każdy kolor. To sztuka jest, tylko na dużym ekranie. I tak chyba trzeba to odbierać. Dla mnie była to fascynująca wycieczka w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej psychiki, mimo grozy i nieznośnego napięcia gdzieś w okolicach mózgu. Rzekłby pompatycznie: lubię to. I chcę więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam umiaru w myśleniu o tym filmie. Nie umiem przestać go interpretować i pruć szwy, które udało mi się nałożyć na to, co już ustaliłam. Nie chcę przestawać. Życzę wam tego samego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Tak. Choćby dla przekonania się, czy to kino jest dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-232968514586318433?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/232968514586318433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/musimy-porozmawiac-o-kevinie-we-need-to.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/232968514586318433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/232968514586318433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/musimy-porozmawiac-o-kevinie-we-need-to.html' title='Musimy porozmawiać o Kevinie (We Need to Talk About Kevin, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-9114119121862453873</id><published>2012-01-11T00:12:00.003+01:00</published><updated>2012-02-25T22:15:53.662+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erin Brockovich'/><title type='text'>Erin Brockovich (2000)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://s11.allstarpics.net/images/orig/5/7/57pcfbkzfh3qp7f3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://s11.allstarpics.net/images/orig/5/7/57pcfbkzfh3qp7f3.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Steven Soderbergh&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Susannah Grant&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dwunasty rok mija, odkąd Julia Roberts rzuciła jeden z największych czarów, jakie miała w swojej tajemniczej mocy. Czar, który nie tylko umożliwił jej nadać wyjątkowej, faktycznie chodzącej po naszym świecie Erin Brockovich, asystentce prawników i aktywistki społecznej, a całkiem prywatnie zdesperowanej matce trojga dzieci, wspaniałego temperamentu, ale i przyniósł zasłużonego Oscara. Wciąż, tym samym, główkuję nad pytaniem, co ta kobieta w sobie ma, że uwodzi i zjednuje fanów dla niemal każdego filmu, w którym występuje? Nie wiem, ale niech robi to nadal, bo wychodzi jej to świetnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Erin Brockovich ma w życiu pecha: dwa razy wybrała niewłaściwego faceta, rozwody pozbawiły ją męskiego wsparcia i udziału w wychowywaniu trójki dzieci, nie ma wykształcenia, a jej wybuchowy temperament i ekstrawagancki styl ubierania nie pomaga jej w utrzymaniu pracy i przyjaciół. Do tego właśnie jakiś idiota stuknął w jej auto, jadąc na czerwonym, zmuszając ją tym samym do założenia kołnierza i tracenia pieniędzy, których nie ma, na adwokata. Bez pracy, z rachunkiem za prawnika (który, notabene, nie popisał się) i wyjeżdżającą z miasta nianią, Erin podejmuje walkę o przetrwanie. Nie tracąc czasu na użalanie się nad sobą puka do drzwi Eda Masry'ego (Albert Finney) - prawnika, wiodącego spokojne, dostatnie życie, dbającego o to, by praca (a szczególnie dobór spraw) nie przysparzała mu większych kłopotów. Naturalnie, dla Erin w swojej kancelarii miejsca nie widzi. Główna zainteresowana - wręcz przeciwnie. Papierkowa robota może i jest nudna, ale wnikliwa i niezwykle zdolna Erin nie tylko nie jest znużona, ale i wśród akt odnajduje pewne nieścisłości, które szef, na odczep się, pozwala jej zbadać. Erin odkrywa jeden z największych skandali korporacyjnych w USA - pewien wielki koncern doprowadził do zanieczyszczenia wody w pobliskim miasteczku i, jakby tego było mało, próbował zamydlić oczy dziwnie często chorującym mieszkańcom, opłacając ich leczenie. Erin może nie jest wzorowym prawnikiem (nigdy zresztą nie chciała nim być), ale życzliwością i umiejętnością zjednuje sobie zaufanie mieszkańców, a ostrym językiem i pracowitością wyprowadza w pole przeciwników, którzy ani myślą o wypłacaniu odszkodowania. Wcale nie idzie gładko. W sąsiedztwie pojawił się fantastyczny facet George (Aaron Eckhart), dla którego Erin nie ma zbtyt dużo czasu i który ostatecznie wolałby zabawiać się z Erin, nie z jej dziećmi... Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, prawda?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ten przydługawy opis to, wierzcie, tylko mały procent całej tej historii. Historii, która zdumiewa, oburza, przeraża i, to już w odniesieniu do samej osoby Erin, niejednokrotnie bawi. Może nie jest śmieszne to, w jakiej sytuacji życiowej się znalazła, ale sposób, w jaki się w niej odnajduje, jest ujmujący, kipi od dystansu i dobrego humoru - nawet jeśli wypływa on ze złości i frustracji. Powtórzę: Roberts owiała postać Erin Brockovich tajemniczą prostotą, przed którą truchleją najtwardsi i która zdobywa tych najbardziej zaciętych i najgłębiej swoją wrażliwość chowających. Tło nie liczy się prawie zupełnie. Finney i Eckhart grają ładnie, ale są daleko w tyle, praktycznie nie występuję w pojedynkę, mają rację bytu tylko w odniesieniu do Roberts i w jej towarzystwie. Swoimi krótkimi spódniczkami i głębokimi dekoltami rzuciła Julia w kąt idealne marynarki prawników, staromodne kostiumy niechętnych jej koleżanek z pracy, nawet szaloną w tym całym skrojonym na miarę świecie prawa skórę i furę pana niani. Wszystko i wszystkich zawojowała. I dobrze, że tak się stało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To nie jest zbyt skomplikowany film. Nie trzyma w napięciu, nie serwuje nagłych zwrotów akcji, nie mówi, że jest kolorowo i że wszyscy wygrywają. Życie. Dla kogo nudne, tego szkoda.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Bardzo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-9114119121862453873?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/9114119121862453873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/erin-brockovich-2000.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9114119121862453873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9114119121862453873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/erin-brockovich-2000.html' title='Erin Brockovich (2000)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-5637346626410061681</id><published>2012-01-06T00:21:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T22:15:48.012+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moneyball'/><title type='text'>Moneyball (2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/08/38/490838/7415109.3.jpg?l=1322568900000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/08/38/490838/7415109.3.jpg?l=1322568900000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Bennett Miller&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Aaron Sorkin, Steven Zaillian&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat biograficzny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film o baseballu, i to oparty na faktach, nie jest może najlepszym wyborem na babski wieczór. I też nie pretenduje do miana ulubionej produkcji piękniejszej części publiczności. Film o baseballu, który jest obok futbolu narodowym sportem Amerykanów, podany w przystępnej laikowi wersji, trafi w tego, który szuka dreszczyku emocji, ekscytacji, napięcia, euforii z wygranej, rozczarowania z porażki, a przy okazji jest w stanie z dystansem spojrzeć na liczbę zer na czeku, od której dostałby zawrotów głowy, tylko po to, by pozostać wiernym sobie. Bo inaczej nie zrozumie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Billy Beane (Brad Pitt) jest menadżerem zespołu &lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Oakland Athletics, &lt;/span&gt;który nie radzi sobie w sezonowych rozgrywkach najlepiej. Najsłabszą jednak stroną grupy nie są kiepscy zawodnicy, ale budżet - blokujący intratne transfery, jedyną nadzieję na awans, i taktyka - tradycyjna, oparta na wykazach sukcesów i porażek graczy, a więc ich wartości (także materialnej). Billy zaczyna powoli rozumieć, że kluczem do wygranej jest zmiana myślenia o baseballu. A jak myśleć się o baseballu powinno podpowiada mu młody, fajtłapowato wyglądający absolwent Yale - Pete (Jonah Hill). Okazuje się, że wystarczy trochę liczb, statystyk i programu komputerowego, sprawnie wskazujący graczy, którzy zarobią dla zespołu najwięcej punktów. Przepis na sukces? Zapewne. Problem tylko, że Billy w toku wdrażania nowego planu napotyka na opór - trenera, mediów i... budżetu, oczywiście. Czy parę obliczeń, geniusz w roli asystenta i determinacja menadżera wystarczą, by zmiażdżyć największych? Zobaczcie sami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś jest w tym filmie, że ja, dziewczynka, oglądałam go z zainteresowaniem. Zgaduję, że chodzi o życie - że to obok, że to działo się naprawdę, że to nie bajka, że nawet jeśli zakończenie jest szczęśliwe, to okupione wieloma porażkami i stratami. W postaci zawodników choćby. Jako że jestem sportową ignorantką, nie rozumiem i nie czuję zasad, rządzących tym światem, zawsze mnie oburzały transfery tych biednych sportowców. Dziś grasz tu, twoi szefowie za twoimi plecami wymieniają się tobą, jutro więc zmieniasz barwy i zaczynasz robić swoje gdzie indziej, proste. A przecież gdzież to sprzedawać tak człowieka - dobra, za kasę, której na oczy nie widziałam i pewnie nie zobaczę - no ale sam fakt instrumentalnego traktowania tych biedaków (choć sami też mają z tego ładnych "parę" groszy...)... Tak, zdecydowanie jestem dziewczyną. Nic na to nie poradzę, że mi wszystkich zawsze szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy "Moneyball" jest odkryciem roku i zasługuje na wzięcie udziału w wyścigu po Oscary? Zabijcie mnie, ale nie wiem. Scenariusz jest adaptowany - wiadomo, najpierw było życie, potem ktoś napisał książkę, a później zrobili z tego scenariusz. Nie byle kto, zresztą się tego podjął: Sorkin w ubiegłym roku zgarnął statuetkę za napisanie "The Social Network", a Zaillian to symbol takich klasyków jak "Lista Schindlera", "Hannibal", "Tłumaczka" czy "Wszyscy ludzie króla" (a przed nami jeszcze "Dziewczyna z tatuażem"). Skoro za robotę brali się fachowcy, nie mogło być źle. Mimo więc, że cała historia nie jest specjalnie upraszczana i gnieciona w głupiej godzinie czterdzieści, a trwa modne ostatnio dwie godziny z hakiem, nie dłuży się w ogóle. Jak na moje laickie oko z montażem też sobie nieźle poradzono. A obsada? Cóż. Jest Brad Pitt - wciąż dobry, wciąż na fali, ale jednak nie dość hipnotyzujący - nie robi tak wielkiego wrażenia jak choćby w niedawnym "Drzewie życia" czy "Bękartach wojny", gdzie wzniósł się chyba na wyżyny swoich możliwości, kompletnie wykorzystując wizję Tarantino. Mimo to jest przekonujący - gra postać tragiczną, której własne trudne doświadczenia, rozczarowania i żale rzutują na postrzeganie sportu i pracy i, jak domyślamy się, na życie prywatne również. Jest zarozumiały, nie umie rozmawiać z zawodnikami, ale to wszystko nie dlatego, że jest wyrachowanym hunterem; jego zachowanie determinuje walka z własnymi słabościami. I to wszystko przekazuje bez zbędnej paplaniny. Jest też Philip Seymour Hoffman, który również ma dobrą passę - dwa hiciory jednego roku, których nie pomijają żadne prognozy wielkich nagród, to dobry wynik. W "Moneyball" gra milczącego, twardo stąpającego po ziemi trenera, którego opór przed rewolucyjnymi zmianami jest uzasadniony nie tylko przywiązaniem do baseballowego status quo, ale i zawodowymi doświadczeniami i strachem o jutro. Jonah Hill wreszcie miał szansę pokazać coś więcej niż wygłupy w durnych komedyjkach; to jednak, że jego gra pozostawia ciepłe, bardzo pozytywne wspomnienie to także zasługa bohatera - dobrego, mądrego, uczciwego, szczerego i rozbrajająco, ale tylko z pozoru nieporadnego. I to wszystko.&amp;nbsp; Tu chodzi tak samo o sport i jego filozofię, jak i ludzi, którzy je tworzą. Jedno bez drugiego nie istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Tak. To wciągająca historia, a czy nie o to nam często chodzi, gdy sięgamy po coś, co na chwilę przeniesie nas w nie-nasz świat?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-5637346626410061681?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/5637346626410061681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/moneyball-2011.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5637346626410061681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5637346626410061681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/moneyball-2011.html' title='Moneyball (2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-8614988081085703552</id><published>2012-01-02T15:08:00.005+01:00</published><updated>2012-02-25T22:15:23.437+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sherlock Holmes: Gra cieni'/><title type='text'>Sherlock Holmes: Gra cieni (Sherlock Holmes: A Game of Shadows, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/68/64/556864/7417108.3.jpg?l=1323164537000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/68/64/556864/7417108.3.jpg?l=1323164537000" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Guy Ritchie&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: &lt;/span&gt;Michele Mulroney, Kieran Mulroney&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: kryminał przygodowy&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nie, nic nie spiraciłam. Na premierach, fakt, nadal nie bywam, ale na pokazach przedpremierowych, jeśli jest okazja... czemu nie? Gdzieś po świętach znudzona przeglądałam repertuar naszej lubelskiej sieciówki, ucieszyłam się nawet, że w Nowy Rok czynne, bo może by na coś pójść zamiast uprawiać mierną wersję kac domi, i aż przetarłam oczy ze zdumienia, gdy zobaczyłam Sherlocka. No bo jak to, skoro premiera dopiero w czwartek? A tak to.&amp;nbsp; Czem prędzej się więc wybraliśmy i tym samym zaliczyliśmy pierwszy film w nowym, apokaliptycznym roku świetnie zapowiadających się produkcji. Choć pierwsza część przygód angielskiego detektywa w reżyserii Guya Ritchie nie powaliła mnie na kolana i nie pałałam zbytnim entuzjazmem na myśl o kolejnej, pomyślałam, że to świetny filmowy początek nowego roku. I na myśleniu się, szczęśliwie, nie skończyło.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Sherlock Holmes (Robert Downey Jr) podejmuje kolejne wyzwanie: tym razem przychodzi mu zmierzyć się z genialnym, niezwykle precyzyjnym i wyrachowanym złoczyńcą - profesorem Jamesem Moriarty (Jared Harris). W europejskiej (trasa przebiega bowiem przez Francję, Niemcy i Szwajcarię) pogoni za rozwiązaniem zagadki, detektywowi towarzyszy tradycyjnie ustatkowany już dr John Watson (Jude Law) oraz&amp;nbsp; Simza (Noomi Rapace), nieznajoma o cygańskiej urodzie, której udziałowi w całej intrydze przyświęcają bardzo osobiste pobudki. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Świetna intryga, dużo smakowitych zagadek i zwroty akcji, wyskakujące z każdego rogu i zaskakujące nawet najbardziej czujnego tropiciela przygód Holmes'a - tego dostarczył nam Doyle. Dwóch geniuszy depcze sobie po piętach, co rusz jeden prawie ma drugiego w garści, po czym okazuje się, że to tylko zmydlanie oczu sobie i widzom. I najfajniejsze w tym wszystkim jest, oczywiście, gonienie, a nie złapanie króliczka. Ritchie z kolegami scenarzystami zdaje się dobrze w wyobraźnię i intencję Doyle'a wniknął. Jest dużo bijatyki, mnóstwo detali, poczynając od skurczu mięśnia twarzy i maleńkiej blizny za uchem, aż po niepozorne gadżety, które raz pokazane na pewno odnajdą właściwe znaczenie, są piękne kobiety, których towarzystwo zawsze musi się na coś Sherlockowi przydać, jest dużo chwytu slow motion, który daje widzowi okazję do przyjrzenia się bliżej temu, czego by za chiny ludowe nie wyłapał gołym okiem, jest wreszcie dużo dobrego humoru, którego głównym autorem (i podmiotem) jest rozbrajająco szczery i czarująco nieporadny emocjonalnie Holmes.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nie widziałam i nie wiem, czy zobaczę lepszą rolę Roberta Downeya Jr. Jako Sherlock jest obłędny. Jude Law vel Watson dorównuje mu grą i tworzy kreację, która na długo przyćmi wszystkie jego role. Poza tym bez odkryć na ich miarę. Rapace, młoda, szwedzka aktorka, o której wcześniej nie słyszałam (trzeba, zdaje się, nadrobić trylogię Larrsona, bo, oglądając zdjęcia aktorki z planu, jest co oglądać), bardzo mi się spodobała, dużo bardziej, bym rzekła nawet, niż Rachel McAdams, której rólka była w tej części mocno epizodyczna. I jeszcze Jared Harris jako cyniczny i pewny siebie Moriarty - odpychający, nieznośny, nie wzbudzający sympatii, a więc zadanie odrobione na piątkę. Nie było źle, w związku z tym.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Last but not least - Zimmer. Mogłabym oglądać ten film z zamkniętymi oczami, jedynie słuchając jego kompozycji. Co tu dużo gadać - majstersztyk. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Pewnie. To bardzo fajna, zabawna i wciągająca przygoda, w sam raz na jesienny styczeń.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-8614988081085703552?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/8614988081085703552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/sherlock-holmes-gra-cieni-sherlock.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8614988081085703552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8614988081085703552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2012/01/sherlock-holmes-gra-cieni-sherlock.html' title='Sherlock Holmes: Gra cieni (Sherlock Holmes: A Game of Shadows, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-2127549281938166537</id><published>2011-12-29T23:14:00.003+01:00</published><updated>2012-02-25T22:15:13.022+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='O północy w Paryżu'/><title type='text'>O północy w Paryżu (Midnight in Paris, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/25/09/562509/7395170.3.jpg?l=1315918832000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/25/09/562509/7395170.3.jpg?l=1315918832000" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Woody Allen&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Woody Allen&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Hiszpania, USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia romantyczna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Setny film w tym roku - okazja specjalna, specjalny powinien być więc wybór. Najlepiej coś może nie tyle gwarantującego dobrze spędzony wieczór, ale choćby dający nadzieję na coś przyjemnego. Padło na Allena, bo - choć naprawdę, wiecie przecież, nie za bardzo z Woody'm się jeszcze lubię - podejrzewałam, że tym razem może być inaczej. Intuicja okazała się dobra, bo mój wieczór (niezupełnie o północy) w Paryżu Allena okazał się niezwykle klimatyczny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A o klimat nie trzeba było się przecież martwić - w końcu to Paryż i to lat 20. ubiegłego wieku. Ale wcześniej jest całkiem współcześnie. Gil (Owen Wilson) jest pisarzem. A raczej próbuje nim być. Bardzo chce napisać świetną powieść, ale wciąż brakuje mu weny, a jeśli już ją znajdzie, cała historia jest technicznie nieporadna, ewidentnie brakuje jej tego "czegoś". W poszukiwaniu natchnienia wybiera się wraz ze swoją narzeczoną Inez (Rachel McAdams) oraz jej rodzicami do Paryża - miasta artystów i sztuki - ale i tu muz szukać na próżno. Chyba że o północy, w okolicy niepozornych schodów, tuż przed ulicą, którą przejeżdżają taksówki, najlepiej będąc nieco pod wpływem. W taki właśnie sposób Gil trafia do świata, który zna tylko z książek - tam poznaje swoich mistrzów, a także muzę, której blask przyćmiewa każdą potrzebę, tym bardziej napisania głupiej książki. Granica między fikcją a rzeczywistością? Nie odnotowano.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bawi się więc Allen konwencją i do tej zabawy zaprasza widzów - chcesz, to wejdź ze mną w nadrealną przestrzeń, pozwól mi dać ci materiał do fantazji zastępczej i posmakować ukochanego wczoraj, w którym z pewnością byłoby ci lepiej i piękniej niż dziś. Bo czyż choć jeden raz nie zapragnąłeś żyć w innych czasach niż żyjesz? gdy było/będzie łatwiej w tym, w czym teraz jest ci tak trudno? Ja zapragnęłam. Dalej czasem pragnę, choć zdaję sobie sprawę, jakie to złudne - zawsze wydawało nam się i zawsze nam się będzie wydawać, że trawa za płotem (czasopłotem?) albo może raczej pratrawa (jakkolwiek absurdalnie to brzmi) z pewnością była bardziej zielona niż&amp;nbsp; nasza teraz. I choć nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie, każda epoka tęskni za tym, czego nie odnajduje w swoim teraz. Kłopot tylko w tym, że jedynym rozsądnym wyjściem z tego ambarasu jest pozostawienie tej tęsknoty w sferze marzeń. Gil to zrozumiał, nie pojęła tego jednak piękna Adriana (Marion Cotillard), wypełniająca swoje miejsca niedookreślenia nie tym, co odnajduje, ale tym, co wydaje się jej, że odnajdzie. Naiwność? Raczej smutna realizacja ogromnej potrzeby bycia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bohaterowie Allena są jak zwykle piękni, zmysłowi i intrygujący. Gil to bezradny facet, którego potrzeby i aspiracje są tłamszone przez histeryczną, złośliwą i zdecydowanie dominującą Inez. Ich związek tworzą właściwie cztery osoby - więź Inez z rodzicami jest tak silna, że żadna decyzja nie może być podjęta bez ich udziału. Nic dziwnego, że Gil tęskni za czymś mniej dosłownym, czymś, co pachnie tajemnicą, czymś, co mógłby dookreślić i sam znaleźć to, czego szuka, a czego jeszcze nie rozumie. To wszystko ma Adriana, to wszystko znajduje w spotykanych w kawiarniach artystach i mentorach. Świetnie też swoje zadania spełnili aktorzy. Rzekłabym: może za wyjątkiem Rachel McAdams, ale w gruncie rzeczy to nie ona sama była nieudana, tylko jej bohaterka, Inez, irytowała do tego stopnia, że chciało się Rachel z ekranu po prostu wygonić. Marion Cottillard, która nie wzbudza we mnie na co dzień szczególnych emocji, absolutnie mnie oczarowała swoją zmysłowością i kokieterią. Kathy Bates wyśmienicie wcieliła się w postać Gerdtrudy Stein, bardzo przyjemnie oglądało się też Alison Pill w roli Zeldy Fitzgerald, a Owen Wilson... Owen Wilson przeszedł moje oczekiwania. Normalnie nie zwracający na siebie uwagi aktor, grający postaci trochę zagubione, ale zawsze lekkie, ciepłe, rodzinne, pozytywne, tutaj uczynił z tych cech atuty. Sceptycznie podchodziłam do jego udziału w tym filmie, ze zdziwieniem przyjęłam informację o nominacji do Złotych Globów za kreację aktorską w komedii/musicalu, a tu taka niespodzianka. Miło było, naprawdę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Szkoda tylko, wielka szkoda, że człowiek nie wie na temat paryskiej bohemy tamtego czasu tyle, ile by chciał wiedzieć. Się zna jakieś pojedyncze nazwiska, się coś tam wie, się coś tam słyszało, ale wciąż się tyle nie rozumie, nie chwyta, nie czuje. Za to dla koneserów szeroko pojętej sztuki początku wieku to wspaniała uczta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Trochę oto wszystko sentymentalne i trochę też nierealne, magiczne, ale czyż nie o to chodziło? To Allen, to nie jest do końca na serio, mimo poważnego, trochę może tylko ironicznego, przekazu.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Ciężko mi w to uwierzyć - patrz moja wizytówka po prawej stronie - ale naprawdę tak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-2127549281938166537?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/2127549281938166537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/o-ponocy-w-paryzu-midnight-in-paris.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2127549281938166537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2127549281938166537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/o-ponocy-w-paryzu-midnight-in-paris.html' title='O północy w Paryżu (Midnight in Paris, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-811768492454316282</id><published>2011-12-20T21:00:00.006+01:00</published><updated>2012-02-25T22:15:00.267+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szpieg'/><title type='text'>Szpieg (Tinker, Tailor, Soldier, Spy, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/59/16/575916/7420847.3.jpg?l=1324613321000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/59/16/575916/7420847.3.jpg?l=1324613321000" width="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Tomas Alfredson&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: &lt;/span&gt;Bridget O'Connor, Peter Straughan&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Wielka Brytania, Niemcy, Francja&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: szpiegowski thriller akcji (?)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Dwugodzinny orgazm&lt;/i&gt; - brzmi zachęcająco, prawda? Tak też się z mężem nastawiliśmy po przeczytaniu filmwebowskich komentarzy, gdy wybieraliśmy się do kina z biletami jako mężowym prezent mikołajkowym w ręce. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odkładam te bazgroły już ze dwa tygodnie, c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;zy więc orgazm był tak nieziemski, że do dziś nie mogę się pozbierać? Hm. Not realy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tutaj zwykle pojawia się krótki opis fabuły, mający choćby w minimalnym stopniu przybliżyć, o czym film właściwie jest. I, wierzcie mi, pojawiłby się, gdyby nie to, że jak ostatni imbecyl niewiele z tej historii zrozumiałam. Raz, że gdzieś tam się kilka razy powyłączałam, dwa, że dziewczyna przede mną rozpraszała mnie świecącym ekranem telefonu, trzy, że nie starałam się jakoś mocno w rzecz wciągać, skoro sama nie wyciągnęła po mnie łapsk wystarczająco skutecznie, by mnie zaintrygować. Kiedy więc po wyjściu z sali zaczęliśmy z mężem rozmawiać o "Szpiegu", okazało się, że nie dość, że źle zinterpretowałam połowę scen, to jeszcze, koniec końców, pomieszałam bohaterów. Trochę wstyd, ale chyba większym byłoby pisanie o czymś, o czym nie ma się dużo mądrego do powiedzenia i zachwycanie nad arcydzielnością czegoś, co arcydziełem, w moim mniemaniu, wcale nie jest.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Cała historia pochodzi, jak wyczytałam, z powieści &lt;/span&gt;Johna Le Carrégo. I, niech będzie, pokrótce: George Smiley (Gary Oldman), jako doświadczony agent brytyjskiej służby wywiadowczej, otrzymuje zadanie rozszyfrowania kreta - podwójnego agenta, członka tego samego wywiadu, sprzedającego najtajniejsze o nim informacje zainteresowanym (i dobrze za to płacącym). Żeby nie spalić, zakończę na lakonicznym stwierdzeniu, że odpowiedź na pytanie, kto jest be, zaskakuje nie tylko Smileya...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje pierwsze i niemalże jedyne wrażenie, przewijające się przez całe dwie godziny: jakie to wszystko brzydkie. Brzydkie miasta, brzydcy ludzie, brzydkie interesy,&amp;nbsp; uczynki, intrygi. Celowo, z pewnością, to wszystko odpycha, odciąga od wszystkiego, co nie jest celem akcji i misji Smileya. Nawet kobiety, które zliczyć się da na palcach jednej ręki (nie biorąc pod uwagę tła), nie grzeszą urodą, a jeśli nawet, to jakoś brakuje im czaru. Tak to wszystko wyszło Alfredsonowi: szare, powolne i dalekie od podniet. Ale może o to chodziło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aktorzy? No są. Nawet dość znani - choćby Oldman, Jones, Hurt i Firth. Wszyscy wcielający się w role poważnych mężczyzn, poważnie zajmujących się poważnymi sprawami i zupełnie niepoważnie dających się wplątać w coś, do czego nie do końca są przekonani. Wyszło przekonująco. Chociaż tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Mój mąż twierdzi, że faceci powinni być zainteresowani. Czuj(e)cie się zachęceni?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-811768492454316282?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/811768492454316282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/szpieg-tinker-tailor-soldier-spy-2011.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/811768492454316282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/811768492454316282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/szpieg-tinker-tailor-soldier-spy-2011.html' title='Szpieg (Tinker, Tailor, Soldier, Spy, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1145793987790070218</id><published>2011-12-18T17:06:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T22:14:56.494+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Contagion - Epidemia strachu'/><title type='text'>Contagion - Epidemia strachu (Contagion, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/98/95/559895/7393364.3.jpg?l=1315213942000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/98/95/559895/7393364.3.jpg?l=1315213942000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;reżyseria: Steven Soderbergh&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;scenariusz: Scott Z. Burns&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;produkcja: USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;gatunek: thriller&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Winslet, Cottillard, Damon, Paltrow, Law. Gdy tylko zobaczyłam, kilka już miesięcy temu, te nazwiska, od razu wiedziałam, że muszę "Contagion" zobaczyć. Im dalej w las, tym bardziej byłam skonsternowana. Raz, bo temat wielkiej epidemii, wskutek której ginie jakaś część świata, a jego reszta jest poważnie zagrożona. trochę już przebrzmiał. Dwa, bo Soderbergh - o nim już było przy okazji wybitnie nieudanego "Intryganta" - gość, który raz wspina się na wyżyny swoich możliwości, żeby za drugim razem zaliczyć poważny upadek z tej wysokości. Nie wiedziałam więc, co tu się właściwie wydarzy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A wydarzyło się dużo - przynajmniej w zakresie fabuły. Beth Emhoff (Gwyneth Paltrow) wraca ze spotkania służbowego z Hongkongu. Nie sama. Wraca z wirusem, który zabija ją, jej sąsiadów, prawie całe miasto, pół kraju i kawał świata. Sztab naukowców, goniony przez rząd, próbuje dociec, co to za śmiercionośny śmieć tak odważnie poczyna sobie z ludźmi i jak znaleźć nań skuteczne lekarstwo i przed nim się ochronić. Badania prowadzi m.in. Erin Mears (Kate Winslet), Ellis Cheever (Laurence Fishburne) i Leonora Orantes (Marion Cotillard). Przyjdzie im nie tylko odpowiedzieć na pytania, dlaczego niektórzy są na wirus odporni (np. mąż "przypadku 0" - Mitch Emhoff (Matt Damon), ale także zmierzyć się z siejącym w sieci panikę blogerem (Jude Law) i własnymi lękami. Uda się?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chciałabym bardzo nie odpowiadać na to pytanie, ale - choć pokrętnie - muszę. No bo czy kiedyś się nie udało? Pokażcie mi filmowy armagedon, w którym wygrało zło, pokażcie mi apokalipsę, która byłaby prawdziwym końcem tego świata, pokażcie mi epidemię, wskutek której zginęli absolutnie wszyscy ludzie i nie uchował się żaden bohater, opracowujący jakąś cudowną szczepionkę (wybacz, Will). Pokażcie mi to, a ja Wam udowodnię, że to nieprawda. Że człowiek zawsze pozostawia sobie furtkę, by zawrócić, by zacząć wszystko od początku. Jest w nas, ludziach, ogromna potrzeba bycia gdzieś, pragnienie konkretu, czucia rzeczywistości, choćby byłą wykreowana. Nie znosimy niedookreślenia, zawieszenia w próżni, chwiania się. Usilnie szukamy&amp;nbsp; kategorii, w które moglibyśmy się wpisać, świata, który moglibyśmy przyjąć za swój, życia, którym moglibyśmy żyć. Byle by. No więc właśnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba jednak trochę mnie "Contagion" zawiódł. Mówię "chyba", bo - błąd? - nie zdefiniowałam sobie oczekiwań wobec filmu, nie wiedziałam więc, czego się spodziewać, czego chcieć, by zaspokoić apetyt. Tylko te nazwiska. Więc dobrze, niech będą nazwiska. Paltrow była okropna - nie tylko dlatego, że jako chora wyglądała fatalnie, ale głównie dlatego, że po zniszczeniu moich wyobrażeń na temat Sylvii Plath (w filmie "Sylvia"), jestem do niej zwyczajnie uprzedzona. Damon - o, Soderberghu, dlaczego znowu ciągniesz go ze sobą na dno?! - wyszedł kompletnie zdziadziały; Winslet nie pozostawiła po sobie nawet mgiełki zapachu czegoś wyrazistego; Cotillard było zdecydowanie zbyt mało, by zapadła w pamięć. Jedynie Law pokazał coś więcej, ale jego bohater był tak irytujący, że, koniec końców, i tego nie bardzo dało się oglądać. Nie mówię, że było fatalnie na całej linii. Było po prostu trochę mdławo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość tworzyła układankę różnych zdarzeń, dochodzeń i prób wyjaśnienia, gdzie był początek tego bałaganu. Odpowiedź, naturalnie, uzyskujemy - w bardzo zgrabny zresztą sposób - w ostatnich sekundach filmu. I chyba tylko ten niespełna minutowy montaż, zamykający film, był wart uwagi. Reszta, mimo napięcia, mimo trwającej cały czas akcji, mimo nieprzyzwyczajania kamery do jednej sytuacji, była jakaś taka niedopasowana. Czy coś z tego wszystkiego w nas zostaje?&amp;nbsp; Nie wiem, ja niczego nowego się nie dowiedziałam. Od dawna mam obsesję (taka mała nerwica natręctw) na punkcie nie dotykania ust rękoma, które przed chwilą wiozłam w autobusie miejskim czy brałam ze sobą gdziekolwiek, gdzie bywają ludzie i co zintensyfikowało się, gdy pewnego razu w krakowskim tramwaju zobaczyłam, jak średnio uroczy i mocno podchmielony pan wydmuchał sobie nos w gołą rękę, po czym tę samą dłonią złapał zamaszyście uchwyt przy drzwiach. Może więc kogoś ruszyło, że warto zwracać uwagę na zachowanie higieny nawet w najmniej istotnych sytuacjach. Chwała twórcom, jeśli tak się stało, ale - szczerze? - nie wierzę, że jesteśmy w stanie pozbyć się na większą skalę czegoś, co jest wpisane w nasz genom, czegoś absolutnie niekontrolowanego i naturalnego - odruchów. Można być bardziej wyczulonym, można przez jakiś czas - na fali przerażenia czy paniki - zwracać szczególną uwagę na to, by nie dotykać za często twarzy, by nie rozsiewać zarazków, by nie jeść wystawionych w publicznym miejscu orzeszków, by nie oblizywać paluchów, gdy wcześniej dotykaliśmy głupiej klamki czy barierki. Można, wszystko można. Ale w imię czego? Żyjemy, w powietrzu nie krąży śmiertelny wirus i dopóki nie dowiemy się, że w istocie coś nas zaraz może zabić - albo lepiej - dopóki nie ujrzymy pod nogami trupów naszych sąsiadów, nic nas nie wystraszy. Jesteśmy ludźmi, nie? Nic nas nie zabije. Ta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Niekoniecznie. Nie wydaje mi się, żebyście - tracąc swój cenny czas - wynieśli z "Contagionu" cokolwiek dobrego i nowego. Chyba że jesteście nastawieni jedynie na dobrze sprzedaną historię o masowej panice i walce o przetrwanie, która nie wymaga zbytniego wysilania umysłu w celu jej zrozumienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1145793987790070218?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1145793987790070218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/contagion-epidemia-strachu-contagion.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1145793987790070218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1145793987790070218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/contagion-epidemia-strachu-contagion.html' title='Contagion - Epidemia strachu (Contagion, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-5368494959843972938</id><published>2011-12-16T00:17:00.007+01:00</published><updated>2012-02-25T22:14:46.648+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Drive'/><title type='text'>Drive (2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/97/46/399746/7392537.3.jpg?l=1314866818000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/97/46/399746/7392537.3.jpg?l=1314866818000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Nicolas Winding Refn&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Hossein Amini&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: akcja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Choć naczytałam się sporo recenzji, siadając do "Drive'a", nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, skąd wziął się główny bohater, dlaczego robi to, co robi, gdzie właściwie zmierza. Z tymi pytaniami, niestety, pozostałam. Ale poza pewnymi brakami w "Drivie" jest coś dziwnego, coś magnetyzującego. Chyba wiem co, ale pomału.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bezimienny driver (Ryan Gosling) pracuje jako kaskader i mechanik samochodowy. Jego domeną są, jak nietrudno się domyśleć, samochody. Swoją pasję realizuje jednak w jeszcze inny, dość nietypowy sposób - nocami robi za kierowcę gangsterów. Nie bierze udziału w samej akcji, nie interesuje się, w czym właściwie rzecz. Jest dla nich przez 5 minut - ani chwili przed, ani chwili po - wtedy muszą radzić sobie sami. Potrzeba adrenaliny czy kuriozalnie pojmowane pomagierstwo? Może to i to. I jeszcze bycie real hero - ale to zarezerwowane jest już tylko dla jednej osoby. Irene (Carey Mulligan) jest uroczą sąsiadką, która samotnie wychowuje synka (mężuś wolny czas spędza w więzieniu). Między driverem i Irene rodzi się, naturalnie, uczucie, którego rozkwit przerywa pan mąż i jego zawikłane sprawy, w które driver (bez)interesownie się angażuje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po jaką cholerę? Nie wiadomo. W ogóle mało wiadomo. Nie wiadomo, kim driver do końca jest, skąd się wziął, czy i jaką ma właściwie przeszłość, co skłoniło go do podjęcia takiej, a nie innej pracy, w jakim celu to wszystko i do czego zmierza. Nie wiadomo, co driver myśli, bo mówi niewiele, co czuje, bo emocje na twarzy pojawiają mu się dość rzadko i tylko przy okazji Irene. No nic nie wiadomo. Czy to wkurza? Trochę. Ale nie tak bardzo, gdy się zrozumie, że driver po prostu taki jest - nieco tajemniczy, ale w gruncie rzeczy świadomy swoich potrzeb i oczekiwań, nieco może zbyt spokojny, wręcz anemiczny, ale to może tylko pomaga drzemiącej w nim mocy herosa nie rozlać się lawą na biednych potrzebujących złych. Do czasu jednak. Bo w driverze siedzi kawał drania, bezlitosnego i żądnego krwi. Właśnie dzięki takiej konstrukcji głównego bohatera "Drive" nie jest zwykłym filmem akcji. Bo że akcji jest dużo i że jest szybko, i że jest krew, i że jest bez litości, to jasne. Tyle że to wszystko jest jakby przepłukane w chłodzie i opanowaniu drivera, a to sprawia, że cała akcja zamiast buchać w nas gorącym oddechem raczej delikatnie podszczypuje i muska, zostawiając tylko wrażenie dotyku czegoś mocnego, czegoś dziwnego, co z jednej strony dziwi, z drugiej intryguje, przyciąga, nie pozwala odejść. Nie driver, nie Irene, nie Gosling i nie Mulligan, ale właśnie ten klimat pełnej finezji akcji tak przyciąga.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odejść nie pozwala też muzyka (autorstwa Cliffa Martineza), która już niemal dorobiła się w sieci miana jednego z najlepszych soundtracków tego roku. Magnetyczna, podkręcająca napięcie i świetnie dopełniająca zabawę w kontrast zmysłowości z brudem rabunków, intryg i zemsty. A najsmaczniejsze są dźwięki otwierające ("Night call" Kavinsky &amp;amp; Lovefoxxx) i zamykające ("Real hero" College feat. Electric Youth) film. Ależ to wpada w ucho!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Aktorstwa specjalnie oceniać nie ma po co. Mulligan jest raczej bezpłciowa, Gosling dostał po prostu dobrze napisaną rolę (postać pochodzi zresztą z powieści &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jamesa Sallisa o tym tytule), którą dobrze zagrał, a o pozytywną krytykę raczej martwić się nie powinien, jako że ten rok był dla niego wyjątkowo płodny. Jest jeszcze Albert Brooks, który w ogóle nie przykuł mojej uwagi, za to otrzymał świeżutką nominację do Złotego Globa za rolę drugoplanową. Nie jestem przekonana, naprawdę. Uwagę moją bardziej zaprząta reżyser "Drive'a" - Refn - który spodobał mi się już na filmwebowskim zdjęciu. Jest Duńczykiem, a kino w wydaniu skandynawskim jest zawsze czymś świeżym, czymś trochę zdystansowanym, ale bardzo wyważonym. Będziemy się przyglądać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Nie wszystkim. Raczej jedynie tym, którzy są gotowi wraz z Refnem łamać konwencje i mieć z tego parę nowych doznań, do których jeszcze przez jakiś czas po seansie nie będę przekonani.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-5368494959843972938?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/5368494959843972938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/drive-2011.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5368494959843972938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5368494959843972938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/drive-2011.html' title='Drive (2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-6730216352979638847</id><published>2011-12-13T00:10:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T22:28:55.090+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Skóra w której żyję'/><title type='text'>Skóra, w której żyję (La piel que habito, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/56/20/485620/7403939.3.jpg?l=1319254572000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/56/20/485620/7403939.3.jpg?l=1319254572000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;Pedro Almodóvar&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: &lt;/span&gt;Pedro Almodóvar&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: Hiszpania&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Skóra, w której żyjemy, nie zawsze bywa tą, w której czujemy się dobrze i jesteśmy sobą&lt;/i&gt; - te słowa, od których rozpoczęła zapis swoich wrażeń na temat najnowszego filmu Almodóvara &lt;a href="http://babkafilmowa.blogspot.com/"&gt;Babka filmowa&lt;/a&gt;, dźwięczały w mojej głowie od tygodni. Nie przestały ani podczas seansu, ani po nim. Niby banalne, a do bólu prawdziwe - nie tylko w kontekście fabuły, ale życia w ogóle. Na "Skórę..." czekałam od kiedy tylko dowiedziałam się, że Almodóvar jest gotowy zaserwować nowe danie ze swojego szalonego, obrazoburczego, a przy tym zmysłowego i bardzo klimatycznego kina. Nie udało mi się jej zobaczyć w pierwszym kinowym rzucie, udało się za to teraz. Miałam w sobie wielkie oczekiwanie i wielką nadzieję na coś przejmującego i uroczo dziwacznego. Absolutnie się nie zawiodłam.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Trudno jest powiedzieć, o czym jest "Skóra, w której żyję", nie zdradzając z pozoru nieistotnych elementów fabuły, które tak fajnie jest odkrywać samemu. Mamy Roberta (Antonio Banderas) - wysokiej klasy chirurga plastycznego, którego praca nie kończy się jednak na realizacji męskich fanaberii, czyli zmienianiu rozmiarów kobiecego biustu. Robert nie jest ani szczęśliwy (dramaty rodzinne), ani zdrowy psychicznie/etycznie (prowadzone badania i wybór ścieżki zawodowej). Mamy też Verę (Elena Anaya) - jego nietypową pacjentkę, której historia, wyłaniająca się na naszych oczach, mrozi krew w żyłach. Jest też Marilia (Marisa Paredes) - służąca, która w dzieje rodziny Ledgardów jest zaangażowana dużo bardziej niż na służbę domową przystało. I Tygrys (Roberto Álamo), o którym nie powiem nic, bo sam w sobie mówi najwięcej. Wszyscy są nie tylko bohaterami opowieści Almodóvara, ale przede wszystkim &lt;span class="filmDescrBg act dataBox" property="v:summary"&gt;Thierry'ego Jonqueta i jego powieści "Tarantula", którą &lt;/span&gt;Almodóvar zaadaptował.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Kiedy tylko dowiedziałam się, o czym mniej więcej jest "Skóra...", jak z automatu pojawiła się w mojej głowie paralela. Kilka lat temu czytałam jeden z thrillerów Grahama Mastertona - brytyjskiego prozaika, w którego pełnych krwi, seksu i zemsty horrorach zaczytywałam się jeszcze jako nastolatka - "Wizerunek zła" (więcej mówi może oryginalny tytuł: "Picture of evil"). To historia rodziny Grayów (skojarzenie z Dorianem Grayem nie jest przypadkowe), którzy obarczeni są klątwą pewnego starego obrazu, portretującego ich familię. Dopóki obraz żyje, oni są nieśmiertelni. Wskutek różnych jednak wydarzeń ich ciało nie bardzo wyrabia na zakrętach czasu, w związku z czym potrzebują je przykryć czymś, co stwarzałoby pozory normalnego życia i wyglądu. Skórą na przykład. Procedurę "odskórowywania" przypadkowych osób Masterton opisuje z chirurgiczną precyzją. Mniej więcej taką, jaka jest domeną Roberta Ledgarda właśnie. Wtedy, podczas lektury "Wizerunku...", moja wyobraźnia pracowała na tak wysokich obrotach, że z wypiekami na twarzy wyglądałam (i wyglądam do tej pory) ekranizacji książki. Byłam okropnie ciekawa, jak to można pokazać, a przy tym pewna, że będzie to coś niesamowitego. U Almodóvara nie ma wprawdzie klątwy, galerii sztuki, ani seksu z gnijącą pięknością, ale z Mastertonem łączą go trzy rzeczy: silna motywacja, szaleńcze uczucie i artyzm ludzkiego ciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mnie ucieszyło - nie wiem właściwie, dlaczego tak bardzo, co najmniej, jakbym spodziewała się fabularnego bałaganu - że jest konkretna, mająca swój początek i koniec, historia. Że jest "teraz", którego niewiadoma intryguje, że są retrospekcje, które pozwalają teraźniejszość zrozumieć, że jest mniej lub bardziej przewidywalny finał. Lubię czasem być przez reżysera prowadzona za rękę. Nie zawsze, wiadomo. Czasem fajnie tak pozaglądać w zakamarki fabuły, skorzystać z furtki, jaką twórcy zostawili dla własnej wyobraźni i potrzeby odkrywania nowych rzeczywistości. Ale akurat z Almodóvarem jest inaczej. Też nie zawsze, ale najczęściej jednak lubię, gdy prowadzi mnie w te speluny, ciemne uliczki, pełne alfonsów, prostytutek i transwestytów, domy, w których z bliska popatrzeć mogę w obrzydliwe twarze pedofilów, gwałcicieli czy opętanych obsesją i sprawiających wrażenie zwyczajnych ludzi potworów. Taka filmowa fantazja zastępcza. Fantazja w cudzysłowie, bo - jasna sprawa - ani mi się marzy o brataniu się z takowymi typami, chodzi raczej o stworzenie możliwości skonfrontowania się z pewnymi schematami, z którymi wciąż nie dajemy sobie rady. Tak więc bardzo ten porządek był fajny, bardzo mi potrzebny. I to dozowanie napięcia, ale nie po to, by później storpedować, ale po to, by widz na sekundy przed znaczącą sceną, domyślił się, co tu się za chwilę wydarzy i pozostał w niemym olśnieniu przez czas jej trwania. Ciekawe to wszystko, że mimo przejrzystości fabuły, udało się Almodóvarowi wzbudzić we mnie pytania i - to było najlepsze - tak wciągnąć mnie w pozorny spokój akcji, że zupełnie szkoda mi było czasu na wybieganie naprzód i pytanie o finał. A finał przecież był, mówią, że typowy, ale czy normalne, ludzkie to od razu typowe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Elena Anaya nazywana jest szumnie nową muzą Almodóvara. Dlaczego? Jest zaledwie rok młodsza od Penélope Cruz, grała dopiero w jednym głośnym filmie reżysera ("Porozmawiaj z nią"), jest od Cruz zupełnie inna pod wieloma względami. Po co tak szufladkować? Bo Very nie gra, ciężarna podczas kręcenia zdjęć do filmu, Cruz, od razu trzeba szukać jej zastępstwa? Nie bronię Cruz, nie zachwyca mnie jej uroda, nie zawsze porywa mnie swą grą, nie żywię w stosunku do niej żadnych skrajnych emocji, ale ekspresji odmówić jej nie można i Almodóvar dosknale o tym wie. Może więc dlatego właśnie Anaya, której posągowa piękność i równie posągowy spokój, niezwykle płynnie przechodzący w przeróżne emocje (szczególnie ich pełne są oczy), nie Cruz, której - przyznajmy szczerze - wyrazistość pulsuje w każdej żyłce jej ciała, została wybrana do roli Very. Poza tym było dobrze. Banderas i Marisa Paredes to starzy wyjadacze kina Almodóvara, jak zwykle na swój sposób piękni i wysublimowani, a Roberto Álamo... Roberto Álamo po prostu trzeba zobaczyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka Alberto Iglesiasa jest cudownym dopełnieniem wyrafinowanej i, również, wyrachowanej opowieści o akcie (s)tworzenia, ludzkim demiurgu, w którym płynie krew tragicznego szaleńca,&amp;nbsp; makabrycznej ingerencji w naturę, pełnej zmysłowości walceo własną tożsamość. Piękne kompozycje Iglesiasa czasem ulatuję w toku akcji. U Almodóvara mają szansę stać się jednym z bohaterów. I wykorzystują ją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłabym długo, bo wiele we mnie ciepłych uczuć i z jednej strony zaspokojonych, z drugiej wołających o jeszcze potrzeb. Ale lepiej obejrzeć. Nie dla wszystkich to film. Wiemy zresztą od dawna, że - będę to powtarzać jak mantra - Almodóvara się kocha albo nienawidzi, Almodóvar zachwyca lub obrzydza, a może nawet Almodóvar i zachwyca, i obrzydza, i właśnie dlatego tak zapiera dech...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? O, tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-6730216352979638847?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/6730216352979638847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/skora-w-ktorej-zyje-la-piel-que-habito.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6730216352979638847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6730216352979638847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/skora-w-ktorej-zyje-la-piel-que-habito.html' title='Skóra, w której żyję (La piel que habito, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-8707810230888841512</id><published>2011-12-10T19:38:00.005+01:00</published><updated>2012-02-25T22:14:32.796+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Listy do M.'/><title type='text'>Listy do M. (2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/35/10/613510/7403102.3.jpg?l=1318992008000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/35/10/613510/7403102.3.jpg?l=1318992008000" width="223" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Mitja Okorn&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Karolina Szablewska, Marcin Baczyński&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Polska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia romantyczna&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wszyscy o tych "Listach..." mówili. Wszyscy, wszędzie i na okrągło - że rewelacja, że śmiechu po pachy, że chusteczki się przydają, że to, że tamto. I te niebotyczne kolejki do kin - trzeci tydzień film grają, a tu nadal całe sale wypełnione, ciężko o fajne miejsce. Choć naprawdę chciałam zobaczyć, jakoś powoli przestawałam mieć ochotę brać udział w tej masowej ekscytacji. Ale że małżonek sprezentował mi na imieniny bileciki, cóż było zrobić - ruszyliśmy za tłumem i w otoczeniu gimnazjalistów z popcornem i facetów z megaczuprynami (wy też macie tego pecha, że wasze rezerwacje trafiają tuż za miejsce kogoś z bujnym fryzem?) z zamiarem nie denerwowania się zbytnio na niezbyt kameralne warunki seansu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Najpierw mamy Mikołaja (Maciej Stuhr) - znaczy nie tego prawdziwego, tylko tak nazwanego. Mikołaj pracuje w radiu, jest samotnym ojcem Kostka (Jakub Jankiewicz), a za szefową ma zimną jak lód Małgorzatę (Agnieszka Wagner), która nieczuła na błagania Mikołaja wpisuje mu nocny dyżur. W Wigilię. No właśnie - jest Wigilia i jest też dużo innych bohaterów. Na przykład Wojciech&amp;nbsp; (Wojciech Malajkat) - mąż Małgorzaty, który w drodze do domu spotyka małą dziewczynkę - Tosię (Julia Wróblewska), wałęsającą się wzdłuż ulicy. Kiedy zabiera ją do samochodu w celu podwiezienia do domu, jeszcze nie wie, jak wielką rewolucję ta mała dokona w jego życiu. Jest też Szczepan (Piotr Adamczyk) - sfrustrowany ojciec jeszcze bardziej sfrustrowanej Majki (Anna Matysiak) i mąż udającej wszystkomijednyzm Kariny (Agnieszka Dygant). Mamy również Mikołaja (Tomasz Karolak) - tego całkiem już realnego, dla którego bycie Mikołajem jest najgorszym, co go spotyka - czego nie omieszka udowadniać na każdym kroku czyhającym na niego w krzakach bachorom. Jest i Doris (Roma Gąsiorowska) - nieszczęśliwa singielka, która szuka miłości i pod maską obojętności chowa ogromną tęsknotę za miłością i rodziną. No i jej szef - Wladi (Paweł Małaszyński), którego matka Malina (Beata Tyszkiewicz) wciąż umiera z nadmiaru trosk, jakich syn, naturalnie celowo, jej przysparza. A, i jeszcze Betty (Katarzyna Zielińska) - siostra Małgorzaty, która czeka na rozwiązanie wielu swoich życiowych spraw. Dużo bohaterów, dużo historii, które - jasna sprawa - krzyżują się w cudowny sposób i tworzą niepowtarzalną mozaikę emocji i wyborów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Najpierw było chyba "Love Actually", prawda? Świąteczna atmosfera, plejada gwiazd i noc cudów, w której uczestniczą - do dziś w uszach dźwięczą słowa kultowego "Christmas is all around": &lt;i&gt;I feel it in my fingers, I feel it in my toes. Christmas is all around me and so the feeling grows...&lt;/i&gt; Później na fali popularności tej świątecznej komedii romantycznej zaczęły mnożyć się podobne produkcje, bazujące w dużej mierze na ciepłych, wzruszających historiach i znanych nazwiskach w obsadzie. Z ostatnich - choćby ubiegłoroczne, niezbyt zresztą udane, "Walentynki" czy właśnie wchodzący do kin ich sequel "Sylwester w Nowym Jorku". Także i my doczekaliśmy się więc polskiego "Love Actually" - choć u nas akurat błyszczenie Karolakami czy innymi Szycami jest już niemalże cechą rozpoznawczą polskiego kina komediowego w ogóle... Okazało się jednak, że z banalnych historii ze światełkami, choinkami i śniegiem w tle i aktorów, którzy są z nami już tak bardzo wszędzie, że prawie wpadają nam w ręce, gdy otwieramy nasze polskie lodówki, da się zrobić coś nie tylko miłego, ładnego i ciepłego, ale i całkiem dobrego. Bo "Listy do M." są naprawdę niezłym filmem. To dziwi, bo wśród romantycznych komedii ostatnich lat ze świecą szukać czegoś, co dałoby się obejrzeć na trzeźwo i czego schematyzm wcale nie opiera się jedynie na ckliwej historii z chwilowo nieszczęśliwą miłością w tle (najbliżej znalazłoby się chyba dopiero "Nigdy w życiu" i może "Rozmowy nocą"). Są więc "Listy..." filmem bardzo sensownie pomyślanym: nic nie jest w żadną stronę przesadzone, humor (zarówno sytuacyjny, jak i słowny) jest naprawdę na poziomie, żarty nie są wymuszone, historie nie aż tak bardzo naciągane, żaden z aktorów nie rzuca się przed kamerą na wszystkie strony, żeby pokazać, jakim to on jest super-duper aktorem - no wszystko tak z umiarem, że aż się chce oglądać. Może i historie są banalne, może i wszędzie chodzi właściwie o jedno - o miłość, może i product placement wycieka z&amp;nbsp; każdego kąta i może na pewno przez sprzedawanie tej ckliwej, słodkiej, warszawskiej miłosnej mozaiki wigilijnych cudów, producenci będą mieli wypchane konta bankowe w ramach bożonarodzeniowych prezentów. Ale, jak mawia klasyk, walczący z wielbicielkami futer - reguły? who cares,&lt;/span&gt; throw it out the garbage, I don't care. &lt;span style="font-size: small;"&gt;Jest ciepło, jest zabawnie, jest wzruszająco, jest rodzinnie, jest fajnie - czegóż chcieć więcej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A gry aktorskiej na przykład. Proszę - jest i gra. Po pierwsze więc, Maciej Stuhr. Kiedy seans się zaczął i próbowałam zwalczyć awersję do Karolaka, a przy tym przemóc się i wgryźć w klimat filmu, modląc się, żeby było w nim coś więcej poza genialnym jak zwykle Stuhrem (choć on sam w zupełności by mi wystarczył), kiedy więc walczyłam tak ze sobą, on był cały czas, nie potrzebując mnie już nawet zdobywać swym czarem. Jest niesamowity, prawda? Do tego Państwo Reżyserstwo i Scenariuszostwo doskonale skonstruowali i dobrali Stuhrowi rolę. Postać Mikołaja i jego relacja z synem jest rewelacyjna - kipi od ogromnych uczuć, życiowych mądrości i dobrego humoru, którego nie brakuje ani ojcu, ani synowi. Majstersztyk. Po drugie, Agnieszka Wagner. Wspaniała w roli królowej śniegu i otaczających ją ludzi, wyniosła kobieta z klasą - jej wdzięk i emocje, widoczne w kamiennej nawet twarzy, skonfrontowane z równie świetnie jak wyżej pomyślanej postaci i historii uwikłanego w tragiczną grę pozorów małżeństwa, daje jednen z najbardziej przejmujących obrazów filmu. Po trzecie, Wojciech Malajkat, którego pamiętam jeszcze z czasów "Matek, żon i kochanek", bardzo ładnie z kolei odczarował swoje filmowe "ja", bo ostatnio to można go było chyba raczej słyszeć (w dubbingach bajek) niż oglądać. Miłym zaskoczeniem był też Piotr Adamczyk, któremu chyba bardzo posłużyła współpraca z szaloną jak zawsze Agnieszką Dygant. W ogóle historia ich rodzinki i ich wzajemne relacje są jednym z najlepszych elementów komicznych (choć okraszonych mocno dramatyzmem, w gruncie rzeczy) "Listów...". Poza tym krótko: Gąsiorowska, której zbytnio jeszcze nie znam, nie była wcale tak bardzo drażniąca, jak zapowiadał to jej specyficzny styl mówienia, Karolak jest jednak niegłupi w tych swoich wygłupach, a Małaszyński i Zielińska, których niezbyt trawię, szczęśliwie dostali najmniej znaczące i najrzadziej się pojawiające role. Uff więc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mitja Okorn - kimkolwiek jest i skądkolwiek przybył - niechaj pozostanie i tworzy, bo chyba coś mu w głowie świta, że nie samym kolorowym plakatem na jedno kopyto człowiek polskie kino zdobywa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;No popatrzcież, żebym ja aż tak, o polskim filmie, i to romantycznym... Chyba to przez te święta, co?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Pewnie, że polecam - szczególnie w ten przed-, śród- i poświąteczny czas.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-8707810230888841512?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/8707810230888841512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/listy-do-m-2011.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8707810230888841512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8707810230888841512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/listy-do-m-2011.html' title='Listy do M. (2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-191208622300792292</id><published>2011-12-06T20:00:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T22:14:13.369+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Służące'/><title type='text'>Służące (The Help, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/71/27/567127/7404471.3.jpg?l=1319445232000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/71/27/567127/7404471.3.jpg?l=1319445232000" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Tate Taylor&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Tate Taylor&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Strasznie, wiecie, byłam wkurzona tym, że nie mam czasu nawet na obejrzenie filmu. Przecież to tylko, zwykle, półtorej godziny, można gdzieś w przerwie, po drodze czy coś. Można, chyba, że w przerwie od pisania jednego, pisze się drugie, albo jeszcze co innego arcyważnego się czyni. Uporawszy się jednak z różnymi obowiązkami i szczęśliwa, że mam już za sobą te ostatnie, szalone trzy tygodnie, z ogromną przyjemnością zaczęłam nadrabiać zaległości - a nazbierało ich się wiele, oj, wiele. Najlepsze jest to, że na moje wyposzczenie odpowiedziały cztery świetne filmy, i to pod rząd. Nie mogę się doczekać, aż się nimi z Wami podzielę. Na pierwszy ogień "Służące" - film, na który bardzo długo czekałam, o którym słyszałam same dobre rzeczy i na którym, co najważniejsze, absolutnie się nie zawiodłam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Skeeter (Emma Stone) pochodzi z Jackson, stolicy Missisipi. Swoje rodzinne miasteczko opuściła na jakiś czas, by zdobyć gruntowną wiedzę i wykształcenie. Gdy, nieco już wyemancypowana, powraca, otwierają jej się oczy na to, co do tej pory zbywała bezrozumnym milczeniem - zaczyna dostrzegać, jak jej koleżanki, królowe przedmieść, traktują swoje czarnoskóre służące i w jak wielką grę pozorów są uwikłane. Ponieważ ma aspiracje do zostania pisarką lub chociaż dziennikarką, postanawia opisać losy służby domowej z jej perpektywy. Początkowa niechęć dwóch służących - Aibileen (Viola Davis) i Minny (Octavia Spencer) zostaje przełamana przez szereg wypadków i reform, podejmowanych "dla dobra" czarnoskórych "braci". Podczas rozmów ze służącymi Skeeter odkrywa, że nie to złoto, co się świeci, ale to, co bywa wzgardzone...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Co bym tu nie napisała, nie ustrzegę się przed wychwaleniem tego filmu na wszystkie strony. Ale od początku. Myślałam, że będzie źle. Pierwsze pół godziny bardzo mi się dłużyło, jakoś nie mogłam się wdrożyć, choć klimat od razu mi się spodobał - uwielbiam początki II połowy ubiegłego wieku, środowisko gospodyń, amerykańskie przedmieścia, podglądanie i obmawianie sąsiadów, problemy, którą tartę dziś upiec itd. Nie wiem nawet, w którym momencie się przełamałam i kiedy film całkiem mną zawładnął, tak, że zupełnie straciłam poczucie czasu. Historia, którą przedstawia Taylor - a właściwie którą idealnie adaptuje, bo fabuła oparta jest na powieści Kathryn Stockett - jest przejmującą opowieścią o uprzedzeniach (nie tylko rasowych) i próbą odpowiedzi na pytanie, gdzie leży granica między zarządzaniem a rządzeniem i tyranizowaniem. To też opowieść o macierzyństwie, rozumianym nie jako wydawanie na świat dzieci, ale ich realne wychowanie, a także rolach społecznych i oczekiwaniach wobec ich realizacji, jakie tworzy najbliższa społeczność. Oczywiście, że wszystko to jest mocno uproszczone, a postaci skonstruowane dość schematycznie. Ale tu chodzi bardziej o odnalezienie odpowiedzi na pytanie o to, jak krzyczeć, by być usłyszanym i zrozumiałym, jak krzyczeć, by ten krzyk coś zmienił, pozwolił z czymś się uporać. Krzyk o traktowanie mnie jak człowieka, którym też jesteś i jak dziecko, którym też byłeś i które powołałeś na świat. Zainteresuj się mną, zaangażuj się we mnie, zmień mnie, ale nie naginając mnie do świata, ale świat przychylając do mnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;O fantastycznych rolach kobiecych nie trzeba mówić wiele tym, którzy "Służące" widzieli. Absolutny majstersztyk zarówno po stronie pań domów (&lt;/span&gt;Bryce Dallas Howard jako Hilly czy rewelacyjna już w "Drzewie życia" Jessica Chastain), jak i służących (nominowana do Oscara za drugoplanową rolę w "Wątpliwości" Viola Davis i Octavia Spencer). Wszystkie z powodzeniem mogłyby startować po największe nagrody filmowe tego roku. Uwagę szczególną przykuwa Chastain - nie tylko dzięki znakomitej grze, ale także postaci, w którą miała okazję się wcielić. Celia Foote jest zdecydowanie najbardziej naturalną, szczerą, kochaną i wzruszającą bohaterką "Służących", która sprawia, że ukazanie ucisku czarnoskórych Amerykanów w latach 60. XX wieku, nie jest ograniczone do jednej perspektywy.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Jedyne, czego zabrakło - rozpatrując film w kategoriach fabularnych - to może nie jasne zakończenie, ale choćby danie widzowi nadziei - że będzie dobrze, że to wszystko nie pójdzie na marne, że cokolwiek wyjdzie na lepsze. W "Służących" historia się nie kończy, ba!, ona nawet się nie zaczyna. Wkraczamy w nią i wychodzimy z niej, okraszeni zaledwie zapachem siły i nadchodzących, długofalowych przemian. Fakt, rewolucja wybuchła, o zmianach jest głośno, ale przed obywatelami "drugiej kategorii" jeszcze długa droga do uzyskania pełnej autonomii, szczególnie w sferze obyczajowej. Czy jest więc naiwnie? Nie. Jest po prostu do bólu realnie. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Tate Taylor - mówi Wam to coś? Mnie nic. Po buzi typa kojarzę, sprawdzam filmografię i, o, rzeczywiście, jest "Do szpiku kości". Ale to tyle. A reżyseria? Ot, jakiś tam niewielki filmik o pięknych-brzydkich ludziach. I potem te "Służące". Dlaczego? Spójrzcie na jego miejsce urodzenia... W każdym razie - naprawdę fajnie zapowiadająca się kariera. Oby nie zakończyła się zbyt szybko.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? No jakżeby nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-191208622300792292?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/191208622300792292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/suzace-help-2011.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/191208622300792292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/191208622300792292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/12/suzace-help-2011.html' title='Służące (The Help, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-2760378298032227893</id><published>2011-11-12T16:34:00.003+01:00</published><updated>2012-02-25T22:14:08.504+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zamiana ciał'/><title type='text'>Zamiana ciał (The Change-Up, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/61/31/566131/7404472.3.jpg?l=1319446397000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/61/31/566131/7404472.3.jpg?l=1319446397000" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: David Dobkin&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Jon Lucas, Scott Moore&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Miało być ambitniej. W ogóle nie miałam wczoraj nastroju na śmichy-chichy. Raczej coś klimatycznego, głębszego, wiecie - czwartkowy wieczór rozpoczynający długi weekend można uczcić jakoś lepiej. Było coś koło północy, gdy machnęłam ręką, by małżonek włączył "Zamianę ciał". No bo w końcu gra tam moja ukochana Olivia Wilde, więc nie może być bardzo źle, prawda? I nie było, ale nie tylko dzięki niej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mitch (Ryan Reynolds) i Dave (Jason Bateman) są najlepszymi kumplami. Dave - wzięty prawnik, właśnie finalizujący transakcję swojego życia, idealny mąż i ojciec trójki małych dzieci, nie ma czasu nawet porządnie się (jak sam mówi) wysrać. Mitch jest jego totalnym przeciwieństwem: wieczny kawaler ze słomianym zapałem, którego główną atrakcją są panienki, trawka i grywanie małych rólek w hitach bez tytułu. Jeden i drugi oddał by życie za to, by być w skórze drugiego. Gdy nieopatrznie wypowiadają to życzenie podczas mało romantycznej sceny oddawania moczu do miejskiej fontanny, nie zdają sobie sprawy, że zostanie ono potraktowane dosłownie. Mitchowi i Dave'owi przychodzi zmierzyć się z życiem, o którym tak naprawdę nigdy nie marzyli. I, jak nietrudno się domyśleć, wychodzą z tego pojedynku zwycięstwo, nie pragnąc jednak niczego tak bardzo jak wrócić do swojego ciała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Połączenie było obiecujące: Lucas i Moore to scenarzyści bijącego rekordy popularności "Kac Vegas", Dobkin to dość spokojnie pracujący facet, którego propozycje bazują na bezpiecznym filmie familijnym i komediowym. Zapowiadały się więc dobre teksty i gagi naznaczone sporą domieszką głupkowatości, którą reżyser mógł nieco hamować. Nie zawsze mu się to udawało, ale ogólnie cała trójka poradziła sobie bardzo dobrze. Bo "Zamiana ciał" to naprawdę zabawna komedia (i nie jest to wcale w dzisiejszych czasach oksymoron). Jest kilka frazesów, ale jest też dużo naprawdę odjechanych scen, mnóstwo tekstów, po usłyszeniu których chciałoby się zatrzymać film i pośmiać do woli, trochę ciepła i mądrych refleksji. Jest śmiesznie i przyjemnie, nawet aktorzy są całkiem znośni, choć ani Raynolds, ani Bateman, ani, niestety, Olivia nie powalają.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Cóż można więcej prawić o komedii? Bez górnolotnych refleksji, za to z nakazem: idźcie i śmiejcie się, bo jest z czego. W końcu komedia, po zakończeniu której siedzi się z uśmiechem na twarzy, to chyba dobra komedia, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Tak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-2760378298032227893?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/2760378298032227893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/zamiana-cia-change-up-2011.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2760378298032227893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2760378298032227893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/zamiana-cia-change-up-2011.html' title='Zamiana ciał (The Change-Up, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-8425354177605657350</id><published>2011-11-11T16:28:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T22:14:03.681+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kod nieśmiertelności'/><title type='text'>Kod nieśmiertelności (Source Code, 2011)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/89/67/418967/7370853.3.jpg?l=1303294140000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/89/67/418967/7370853.3.jpg?l=1303294140000" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Duncan Jones&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Ben Ripley&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: akcja, sci-fi&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z drżeniem, naprawdę z drżeniem wybierałam kolejny film do obejrzenia. Bo, serio, nie zwróciłam kompletnie uwagi na to, że moje ostatnie wpisy były tak bardzo na "nie". Nie żebym jakoś na siłę szukała teraz arcydzieł (sic!), bo do filmu namówił mnie małżonek, a żeby jeszcze mniej się w sprawę angażować, wyjęłam dechę i żelazko, ale - zdaje się - udało się. Trochę bowiem odetchnęłam w połowie filmu, gdy zorientowałam się, że mnie wciągnęło. Tym milej się zrobiło, że to takie nieoczekiwane. Bo ani science fiction, ani pan Gyllenhaal, którego nazwiska nigdy nie umiem wymówić poprawnie i&amp;nbsp; z pełną świadomością ignorancji nazywam go Dżejkiem Gyle-coś tam, entuzjazmu we mnie raczej nie wywołują.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Facet budzi się w pociągu zupełnie zdezorientowany. Nie dość, że nie wie, jak się w nim znalazł, to jeszcze naprzeciw niego siedzi piękna dziewczyna Christina (Michelle Monaghan) i nie przestaje opowiadać o czymś, o czym powinien doskonale wiedzieć. Sean (Jake Gyllenhaal), bo tak wynika z odnalezionej w marynarce legitymacji, jest nauczycielem, ale to nie pomaga mu w zrozumieniu całej tej sytuacji. Miota się tak ni mniej, ni więcej tylko całe 8 minut, po czym... wybucha. Wraz z pociągiem, w którym podłożono bombę. Budzi się więc Sean-nie-Sean już jako kapitan Colter Stevens w jakiejś dziwnej kapsule, sterowanej przez koleżankę po fachu Colleen Goodwin (Vera Farmiga) i dowiaduje się, że tak naprawdę bierze udział w rządowej misji/eksperymencie o nazwie "Kod nieśmiertelności". Pozwala on na przeniesienie się w czasie i wejście w ciało człowieka o podobnych parametrach różnej maści na ostatnie 8 minut jego życia. Wybór nie jest przypadkowy. Sean jedzie pociągiem, który był pierwszym celem ataku terrorystycznego. Kapitan Stevens ma kilka razy po 8 minut, żeby znaleźć terrorystę i dowiedzieć się, kiedy i gdzie planowany jest następny atak. Zidentyfikowanie zamachowca, początkowo niezwykle trudne w pociągu pełnym ludzi, okazuje się dużo prostsze od odnalezienia siebie i załatwienia spraw, których się nie zdążyło załatwić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lubię bardzo filmy, w których bohaterowie mają szansę przeżyć jeszcze raz ten sam czas. Takie filmowe deja vu - są, potem ich nie ma, a potem znowu przychodzą w to samo miejsce, dotykają tych samych przedmiotów, tyle że spostrzegają i czują coraz to nowe sprawy. I tak w kółko. Nie, nie zawsze miałam do czynienia z dobrymi realizacjami tego pomysłu, ale chyba jednak na tyle często, żeby chętnie to oglądać w nowej odsłonie. Tak więc w "Kodzie..." rzecz ta się całkiem udała. Poza tym bez żadnych cudów: jest skomplikowana aparatura, są zaawansowane technologie, jest wątek miłosny (nawet dwa, z czego jeden, szczęśliwie, dotyczy innego wymiaru miłości niż ta na linii on-ona), jest rozdarcie między moralnością a obowiązkiem, jest tęsknota za tym, czego nie zdążyło się przeżyć, są trudne decyzje. Ale do całego tego smacznego właściwie bigosu, Jones dorzuca jeszcze jeden składnik: pytanie o rzeczywistość, a ściślej - czym ona właściwie jest. Pamiętacie "Wyspę tajemnic" i "Incepcję"? Łączy je nie tylko genialna gra DiCaprio. I Scorsese, i Nolan poszukują odpowiedzi na to samo pytanie. I jedyna odpowiedź, którą wszyscy trzej panowie odnajdują, także jest pytaniem. Takim, które trzeba sobie samemu zadać i się nad nim głowić przez pół życia. Coś jest na rzeczy, nie sądzicie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I właściwie nie ma o czym więcej pisać. Jest to dobrze spędzone 1,5 godziny i nawet jeśli w pewnych odsłonach odkrywamy wtórność, to ta wtórność nam się po prostu przyda. Bo nigdy nie wiadomo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Tak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-8425354177605657350?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/8425354177605657350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/kod-niesmiertelnosci-source-code-2011.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8425354177605657350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8425354177605657350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/kod-niesmiertelnosci-source-code-2011.html' title='Kod nieśmiertelności (Source Code, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-8925530384876245794</id><published>2011-11-06T21:55:00.003+01:00</published><updated>2012-02-25T22:13:57.346+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Podwójne życie'/><title type='text'>Podwójne życie (The Beaver, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/77/76/527776/7404591.3.jpg?l=1319512716000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/77/76/527776/7404591.3.jpg?l=1319512716000" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;reżyseria: Jodie Foster&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;scenariusz: Kyle Killen&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najpierw mnie odrzuciło - no bo sorry, Mel Gibson i bóbr-pacynka? Potem koleżanka bardzo film ociepliła - że ładny, że interesujący, że coś tam. No to się skusiłam. Tylko po to, żeby się przekonać, że pierwsze wrażenie bywa jednak słuszne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Walter (Mel Gibson) cierpi na głęboką depresję. Ma dobrą pracę, choć ostatnio jego firma niezbyt dobrze prosperuje. Ma mądrą, wspierającą żonę, której jednak nerwy nie są na tyle mocne, żeby wytrzymać stan męża. Ma dwóch fajnych synów, z których jeden jest zbyt mały, żeby zrozumieć, co się dzieje, a drugi zbyt duży, żeby się tym nie przejąć - toteż zamyka się w sobie i robi wszystko, by nie być podobnym do ojca. Walter więc nie bardzo sobie z tym wszystkim radzi, próbuje więc rzecz zakończyć. Z opresji ratuje go bóbr, a raczej alter ego Waltera, który odtąd ma stać się jego wizualnym, drugim wcieleniem. Bóbr towarzyszy mu więc w pracy (firma dzięki "nowemu" Walterowi pnie się), w domu, do którego żona - uradowana zmianą męża - pozwala mu wrócić, nawet w łóżku i restauracji. Nieprzejednany i nieprzekonany jest tylko starszy syn, który szuka siebie w przypadkowej konfrontacji ze szkolną cheerleaderką, również zresztą z problemami. Próba odzyskania zdrowia psychicznego przez Waltera kończy się jednak drastycznym uświadomieniem sobie (?), że jego alter ego niekoniecznie jest nastawione na ten sam cel i w efekcie Walter włączył mechanizm autodestrukcji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdzieś w 15. minucie filmu miałam już Mela Gibsona vel. Waltera serdecznie dosyć. Oczy otwierały mi się właściwie tylko wówczas, gdy on i pacynka znikali z ekranu. Szczególnie może, gdy pojawiał się Porter (Anton Yelchin) - gość z raczej banalną rolą zbuntowanego syna, który tak bardzo potrzebuje ojca i normalności, jak bardzo stara się od rodziny, a szczególnie taty-świra, odłączyć, i Norah - rewelacyjna w "Do szpiku kości" Jennifer Lawrence, która tu może nie osiągnęła swoich wyżyn, ale na pewno budziła podczas oglądania zmęczonego życiem i pomarszczonego ze stroskania Mela. Samo studium choroby psychicznej, na którą cierpi Walter, nie jest ani oryginalne (ileż to mieliśmy już bohaterów mających swoje drugie, złe wcielenie?), ani intrygujące (bo psycholów w historii kina mieliśmy dużo bardziej świrniętych i ciekawszych). Dużo ciekawsze wydaje się to, co dzieje się wokół Waltera: desperacko walcząca o małżeństwo Meredith (w tej roli reżyserująca film Jodie Foster, za którą nie przepadam i tu także nie przepadłam), próba wyplewienia z siebie odziedziczonych po ojcu cech w wykonaniu Portera i jego pomoc dla Norah w poradzeniu sobie z bólem po stracie bliskiej osoby (czego zresztą finał jest absolutnie nieudolnym frazesem). No niezbyt to wszystko, niezbyt.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Nie. Szkoda czasu, serio. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-8925530384876245794?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/8925530384876245794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/podwojne-zycie-beaver-2011.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8925530384876245794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8925530384876245794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/podwojne-zycie-beaver-2011.html' title='Podwójne życie (The Beaver, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-5771238201971696357</id><published>2011-11-01T22:48:00.005+01:00</published><updated>2012-02-25T22:13:50.476+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Essential killing'/><title type='text'>Essential Killing (2010)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/63/99/556399/7367486.3.jpg?l=1301884815000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/63/99/556399/7367486.3.jpg?l=1301884815000" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Jerzy Skolimowski&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Jerzy Skolimowski, Ewa Piaskowska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Polska, Norwegia, Irlandia, Węgry&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat wojenny&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tak się zarzekałam, że polskie kino to nie dla mnie, a tu już trzeci rodzimy film pod rząd. Walczę znaczy. Dziś na przykład z filmem Skolimowskiego, którego długo mi się nie chciało i po słyszanych od znajomych recenzjach tylko się pogorszyło. Strasznie bowiem, moi drodzy, nie lubię stawać przed wyzwaniami pt. "Ten film jest arcydziełem". Bo ja jestem wbrew pozorom bardzo płytka i arcydzieł często nie rozumiem. Albo, jak to skomentował jeden z użytkowników Filmwebu, nie jestem z tych, co to potrafią analizować i interpretować, tylko wolą szybką akcję i jatkę. Pewnie to zbyt dalece posunięte insynuacje, aczkolwiek rzeczywiście coś z ignorancji w tych moich filmowych aktach z arcydziełami jest. Bo gdy na samą myśl, że to Takie Dzieło, wysuwają się ze mnie kolce, nie może być dobrze, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mohammed (Vincent Gallo) pochodzi z Afganistanu (czy tam wszyscy mężczyźni noszą jedno i to samo imię?) i w jakiś sposób naraził się Amerykanom. Nie wiadomo, czy - jak prawi bł. Filmweb - jest bojownikiem organizacji terrorystycznej, czy nie, w każdym razie spotkanie z amerykańskimi żołnierzami nie wróży niczego dobrego. I rzeczywiście. Mohammed zostaje przetransportowany do jednego z tajnych więzień Amerykanów w Europie Środkowej. Wskutek (nie)szczęśliwego wypadku udaje mu się z konwoju więziennego zbiec i tak zaczyna się ucieczka przez zaśnieżone tereny - no właśnie - Polski? Tak by się zdawało. Choć zdjęcia kręcone były w Polsce i Norwegii, to nieliczne dialogi prowadzone w naszym języku, wskazywałyby raczej na tę pierwszą opcję, choć zaśnieżonych, lesistych krajobrazów nie powstydziłaby się nawet Syberia. Ucieka więc Mohammed i ucieka, walcząc o przetrwanie i odkrywając w sobie zwierzęce niemal instynkty.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zarówno podczas seansu, jak i podczas "noszenia się" z tym opisem, miałam w pamięci recenzję "Essential Killing" autorstwa Babki filmowej. I tak sobie myślałam: no tak, ma rację: niedocenione postaci kobiet, nietypowo typowy obraz agresji, ciężar wrzucony na barki obserwatora, który na koniec to co, że się go pozbywa, skoro pozostaje pustka i smutek, poetycki obraz, surowość będąca zdecydowanym atutem filmu, niewypowiadający ani słowa główny bohater, który świetnie wpisuje się w tę lodowatą brutalność. Wszystko to prawda. Tylko co w związku z tym? To nie jest film o wojnie. To jest film o łapczywym sięganiu po swoje życie, z którym komuś przyszło do głowy zadzierać, to obłudne i milczące (ale jakże wymownie!) żądanie, by prawo doń respektować, a jak nie, to po tobie. Bo co moje to moje, a twoje nie ma znaczenia. To skowyt zastraszonego zwierzęcia, które instynktownie kąsa, by osłabić przeciwnika - nawet jeśli nie chciał on wyrządzać krzywdy. To szukanie odruchu dobra w sieci zła. To, wreszcie, stąpanie ostatkiem sił, po śladach własnej bezsilności, by podnieść ręce do góry i nie zdążyć nawet skapitulować jak człowiek. Bo człowieka zabrakło tam, gdzie tak bardzo chciało się nim być. Bo tak działa wojna właśnie. Nawet jeśli jest gdzieś daleko hen. Na mnie to, zwyczajnie, nie działa. Nie że banał, nie że kicz. Przejmujące, uderzające w sedno, ale nie uruchamiające we mnie ani jednej emocjonalnej struny. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Mimo fantastycznych opinii krytyków i nagród dla filmu, mimo arcydzielności, mimo w ogóle wszystkiego - zwykle i płytko: nie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-5771238201971696357?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/5771238201971696357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/essential-killing-2010.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5771238201971696357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5771238201971696357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/11/essential-killing-2010.html' title='Essential Killing (2010)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-4901648480166462260</id><published>2011-10-27T23:26:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:13:44.760+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trzy minuty. 21:37'/><title type='text'>Trzy minuty. 21:37 (2010)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/97/30/479730/7360547.3.jpg?l=1298645699000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/97/30/479730/7360547.3.jpg?l=1298645699000" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Maciej Ślesicki&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Maciej Ślesicki&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Polska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie wiem, co ja sobie myślałam, ale byłam święcie przekonana, że to jest film o Smoleńsku. Tak dalece, że - jak durna jakaś - nie omieszkałam nawet zapoznać się z drugim członem tytułu. A tam jak byk cztery cyfry, które w polskim kodzie kulturowym ostatnich lat są dość czytelne. Nic to. Może być i papież.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Papieża jednak w "Trzech minutach" mało, w ogóle właściwie go nie ma. Papież się w trzech minutach zupełnie nie załapał, nie zmieścił, bo w trzech minutach pan Ślesicki chciał pokazać (zbyt) dużo. Papież więc występuje jako cztery cyferki, ułożone pod kątem na tarczy zegara i to by było na tyle papieża w wizji Ślesickiego. Bo Ślesicki&amp;nbsp; próbuje pokazać, że historia jest jedna i że choć jednostki żyją swoim życiem, to te ich życia gdzieś się mogą spotkać. I, naturalnie, spotykają się. W bardzo banalny, wręcz tandetny sposób losy bohaterów Ślesickiego się zazębiają. Cóż więc mamy?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mamy więc pary (prawie jak w "Tańcu z gwiazdami"). Para numer 1 to Pan Reżyser (Krzystof Stroiński) i Pani Lektorka (Agnieszka Grochowska). On jest alkoholikiem, próbującym wykrzesać z siebie resztki sił, by coś ze sobą zrobić w ramach zawodowych planów. Znajduje je dzięki niej i w niej też kumuluje, bo lekcje angielskiego szybko zmieniają się w inne lekcje, też zresztą językowe. Para numer 2 to Malarz (Bogusław Linda) i jego Modelka (Lilia Sadowa), notabene córka Pana Reżysera. On jest wielkim artystą, którego wielkość bardziej mierzy się miarą blokowisk, w których mieszka niż talentem, o którym nic nie wiemy, ona szuka księcia z bajki, który pociągnie ją za włosy, podrapie i będzie traktował jak małą dziewczynkę, której nie docenił w niej wyrodny tatuś. Para numer 3 to Ojciec (Paweł Królikowski) i Syn (Marcin Walewski). I koń. Jest jeszcze samotny Gość z Psem (Modest Ruciński), któremu na skutek przykrych wydarzeń stało się coś z głową i więcej w nim zaburzeń maniakalnych niż depresyjnych. Oj, ciężko te pary połączyć w jednym tańcu. Dużo gimnastyki więc zaserwował sobie Ślesicki. I musiał mieć niezłe zakwasy po niej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I czas jest. Najpierw ostatnie dni marca, pierwszy dzień kwietnia, no i wreszcie ten drugi. Zbliża się wieczór, wybija godzina śmierci Jana Pawła II i dzieje się więcej złych rzeczy, bo przecież jak tu pokazać śmierć i wesele, gdy. No właśnie. Czekamy więc tydzień, by zobaczyć, czy w rytm gaszonych przez Polaków świateł (hołd złożony papieżowi), stanie się cud. Rzec by można - spoiler, ale, rany, czy to naprawdę kogoś zdziwi, że zaiste cud się wydarza? Tak się ten cud wydarza, że wszelka nadzieja na to, że coś dobrego w tym filmie nastanie, gaśnie. Jak te światła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wszystko więc po staremu. Mamy alkohol, mamy romanse, mamy biedę i jej najmłodszą ofiarę, mamy blokowiska, mamy swojego papieża. Polskość mamy. Ślesicką polskość, którą nie jest żadnym nowym punktem widzenia. Nic nowego. Może tylko Linda, może tylko ten stary już, wyczerpany swoim własnym aktorskim blaskiem Linda, który w roli warzywka jest naprawdę przejmujący, przynosi nowe. Nie poruszając się, operując jedynie głosem, daje świeżość. Ale to za mało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Niestety, po polsku znów, nie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-4901648480166462260?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/4901648480166462260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/trzy-minuty-2137.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4901648480166462260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4901648480166462260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/trzy-minuty-2137.html' title='Trzy minuty. 21:37 (2010)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-7446330928136952208</id><published>2011-10-18T16:53:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:13:16.957+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mała matura 1947'/><title type='text'>Mała matura 1947 (2010)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/08/67/480867/7366200.3.jpg?l=1301324817000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/08/67/480867/7366200.3.jpg?l=1301324817000" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Janusz Majewski&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Janusz Majewski&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Polska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rzadko oglądam polskie filmy. Może niepotrzebnie wrzucam do jednego worka produkcje nastawione na szybki zysk, szczycące się znanymi (wciąż tymi samymi) nazwiskami, tematycznie wciąż mocno wtórne. Może tracę wiele i jeszcze więcej przegapiam przez tę ignorancję. A może po prostu każda kolejna próba, każdy krok naprzód, w stronę polskiego kina, pociąga za sobą trzy do tyłu? I choć gdy już zawracam oglądam się za siebie z nadzieją, bo przecież jednak coś, bo nawet, bo w końcu, ale wciąż jeszcze nie to, nie tak, nie tędy, niewielu dotychczas udało się mnie zatrzymać. Majewskiemu również się nie powiodło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ludwik Taschke (Adam Wróblewski) wraz z rodziną zmuszony jest wyjechać z ukochanego Lwowa do powojennego Krakowa i tu rozpocząć nowe życie. Dla Ludwika to nowe życie ma podwójny wymiar: przeżywa właśnie burzliwy okres dojrzewania, podczas którego miłosne i erotyczne zawirowania mieszają się z poszukiwaniem ideałów i działaniami na tle społeczno-politycznym. Te ostatnie trafiają zresztą na podatny grunt. Do władzy dochodzą komuniści, rozpoczynają się tajemnicze aresztowania, strzelaniny w środku miasta, absurdalne rozprawy sądowe, strajki i pochody. Ale Ludwik wcale nie ma zamiaru być drugim Baryką. Bo Ludwik jeszcze nie wie, czego chce i przez 108 minut filmu się nie dowie. I ma Ludwik prawo nie wiedzieć. Gdyż Ludwik dojrzewa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Żadne dojrzewanie nie jest podobne do drugiego. Możemy mówić o młodzieńczych buntach, zamykaniu się w sobie, pierwszych miłościach, erotycznych fantazjach, pociągu do rozrywek i używek. Ale to wszystko nic. Dojrzewamy tak, jak dojrzewać możemy, jak dojrzewać pozwala nam otaczająca nas rzeczywistość. Ta społeczna, polityczna, gospodarcza, kulturowa, religijna. Pamiętam, że od dziecka powtarzano nam (mojemu pokoleniu), że jesteśmy tacy szczęśliwi, że możemy dorastać w normalnych czasach. Normalnych znaczy nie naznaczonych a) wojną, b) międzywojniem, c) kolejną wojną, d) komunizmem, e) PRL-em, wraz z wszystkimi jego absurdami życia codziennego,&amp;nbsp; f) kryzysem nad kryzysy itd. I myśmy tak dorastali, w takim poczuciu, że musimy być szczęśliwi, że nas ten cały koszmar, a później groteska ominęła. To nic, że trochę po kryjomu zazdrościliśmy dzieciom wojny, że mogli być bohaterami, a młodzieży PRL-owskiej, że nie tylko słyszeli i widzieli, ale żyli w centrum tego polskiego surrealizmu (jakkolwiek by się z tym źle nie czuli) - my mieliśmy mieć lepiej. Czy mamy? Każde pokolenie ma własny czas - tak to leciało? Cóż więc, że mamy Kombi zamiast Mieczysława Fogga, że mamy idiotyczne teleturnieje zamiast Dziennika Telewizyjnego, że nie musimy kupować na kartki, tylko polujemy na groupony, że nie stoimy w niebotycznych kolejkach, bo albo zalogujemy się w sklepie internetowym, albo w ostateczności wynajmiemy zawodowego stacza. I my też mamy swój świat, swoje fantazje, swoje cele, swoje rozrywki i używki - nieważne jakie. Dojrzewamy tak samo, ale zupełnie inaczej. Temat się nie zmienia, zmienia się kontekst. I nie patrzmy nań wąsko, nie czujmy się gorsi, bo nasz kontekst nie ocieka krwią czy absurdem. Albo nawet ocieka, ale krew, absurd, cokolwiek definiujemy inaczej. Dojrzewamy tak samo, czasem szybko, czasem (zbyt) długo i jednocześnie dojrzewamy inaczej, bo żyjemy inaczej.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Taschke więc - bo się tu zrobił niechcący manifest pokoleniowy. Taschke więc jeszcze nie do końca wie, kim jest. Szuka inspiracji w kolegach ze szkolnej ławki, m.in. pokazującym mu miasto Romku Szramie (Antoni Królikowski);&amp;nbsp; w nauczycielach, w "pięknej pani", której udziela korepetycji z niemieckiego, wreszcie w starszych licealistach, o których dużo się mówi, którzy wiele dla kraju potajemnie robią, którzy dotkliwie za to zapłacą i którzy są jednak dla szkoły chlubą. Raz więc znajduje się, jak to się mówi, w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze, zaraz na apelu wraz z kolegami porównuje, która koleżanka ma większe piersi, za chwilę ogląda z okien mieszkania strzelaninę, by tuż potem niemo bronić się przed atakiem erotycznej kokieterii Mecenasowej (Sonia Bohosiewicz). Tak to sobie Ludwik Taschke dojrzewa. Tak też my oglądamy Ludwika Taschke dojrzewanie, z którego nic nie wynika, bo - dziś to rozumiem - wyniknąć nic nie musi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdy obejrzałam "Małą maturę 1947" kilka dni temu, nie byłam nią zbyt przejęta. W ogóle niewiele we mnie z filmu pozostało. Ot, Majewski zaprosił mnie na chwilę do powojennego liceum, żeby pokazać, jak odbywały się wtedy lekcje, jakimi niewybrednymi żartami sypała jak z rękawa młodzież (zakładanie kosza na śmieci na głowę nauczyciela siada przy wypisywaniu karteczek z brzydkimi sentencjami łacińskimi i wkładaniu ich do zeszytu kujona), jak żył sobie mój kolega 60 lat temu. Pokazać i nic nie przekazać, zdaje się. Bo historia Ludwika Taschke jest typowa, tak jak typowy jest kontekst historyczny filmu. Wszystko to już było. Warto o tym mówić, warto przypominać, ale to już było: w temacie, w formie, we wszystkim. W plejadzie znanych nazwisk (Żmijewski, Pszoniak, Bohosiewicz, Opania, Zborowski, Łukaszewicz, Segda i , o zgrozo, brak &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Szyca-który-gra-we-wszystkich-polskich-filmach) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;również. I może nie zostałoby we mnie po tygodniu już zupełnie nic, gdyby nie to dojrzewanie i gdyby nie Kraków. Mój ukochany Kraków, do którego tak mi tęskno i którego nie mogę się doczekać. Przyjemny więc to był film, choć nie sięga wyżyn na żadnym poziomie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Mimo wszystko, niespecjalnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-7446330928136952208?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/7446330928136952208/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/maa-matura-1947-2010.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7446330928136952208'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7446330928136952208'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/maa-matura-1947-2010.html' title='Mała matura 1947 (2010)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-5893941801984842838</id><published>2011-10-07T22:04:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:13:10.718+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Intrygant'/><title type='text'>Intrygant (The Informant!, 2009)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/57/27/465727/7317255.3.jpg?l=1266592662000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/57/27/465727/7317255.3.jpg?l=1266592662000" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Steven Soderbergh&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Scott Z. Burns&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia kryminalna&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie będzie ani treściwie, ani ciekawie, ani... intrygująco. Bo i film żadnej z tych cech nie posiada. Ale ab ovo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mark Whitacre (Matt Damon) jest biochemikiem i pracuje w wielkiej fabryce, produkującej lizynę (to taki aminokwas białkowy, którego nasz organizm nie potrafi produkować, więc musimy go ściągać z innych źródeł, np. z jedzonka). Generalnie robota jest niezła, bo i firma do małych i biednych nie należy. Ale coś zaczyna iść nie tak, produkcja przynosi straty za sprawą podejrzanego wirusa w maszynach, w związku z czym góra postanawia się zająć tym problemem. Mark obiecuje wziąć to na siebie i załatwić sprawę po cichu. A przynajmniej takie deklaracje składa swoim wspólnikom. Tymczasem angażuje w sprawę FBI i tak rozpoczyna się intryga, w której najbardziej zapętli się sam bohater.&amp;nbsp; Przy okazji jednak defraudując miliony dolarów z konta firmy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lizyna, zmowa cenowa, podsłuchy - mniej więcej w tych trzech słowach zamyka się cały film i są to też jedne z niewielu rzeczy, które da się z niego zapamiętać. Wir intryg, w jaki wpędzony zostaje widz, zaczyna nie tyle irytować, co nieziemsko nudzić już po niecałych 20 minutach. Jedyne, co przykuwa jeszcze uwagę, to ciekawość (a może raczej nadzieja?), kiedy i jak tytułowy intrygant wpadnie. Bo to pewnie będzie bardzo, hm, intrygujące rozwikłanie tej pasjonująco wartkiej akcji... Ale nie, bo po co robić wszystko, żeby widz został przy telewizorze, zainteresował się filmem, wgryzł w fabułę? No proszę was, czy po to się robi w ogóle filmy? No właśnie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wszystko więc od samego początku idzie w złym kierunku. Mark-Intrygant kombinuje, kombinuje i wciąż kombinuje, ale w pewnym momencie nie próbuje już przekonać do swoich pomysłów agentów, wspólników, żonę czy, ba!, widzów, ale samego siebie i, może, twórcę filmu. Zakręcenie intrygi staje się bowiem celem samym w sobie. Tyle że po drodze scenarzysta sam się w tę swoją intrygową intrygę zapętla i już naprawdę nie wiadomo, o co chodzi bohaterowi, co jest intrygą, a co prawdziwym jego zamiarem. Nie wiem, czy podobnie działał autor powieści, na podstawie której powstał "Intrygant" - nie czytałam i z pewnością nie sięgnę się, by przekonać. Nuda jak stąd do Chile.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Całość utrzymana jest (a przynajmniej miała być) w klimacie czasu akcji. A są to lata 90. ubiegłego wieku. I, zdaje się, że scenografowie trochę jednak przesadzili - cały wystrój, łącznie ze stylizacjami i charakteryzacją, jest mocno przerysowany. Wygląda mniej więcej tak jak powyższy plakat - niby w stylu kultowego Saula Bassa, ale jednak sto lat świetlnych od niego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Matt Damon, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;piszę to, miejcie na uwadze, z ogromnym bólem:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; ani nie uratował tego filmu, ani nie zagrał jakoś wyjątkowo barwnie. Starał się chłopak bardzo, nawet mu to wychodziło, ale jest za drobniutki, żeby udźwignąć całą fantazję twórców. Strasznie szkoda. To jeden z jego gorszych filmów. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z reżyserem, Stevenem Soderberghiem, jest natomiast inna sprawa. Przed "Intrygantem" zajmował się filmami bardzo różnymi gatunkowo: od kryminałów z domieszką romansu ("Co z oczu, to z serca"), przez dramaty ("Erin Brockovich" z Oscarową w tej roli Roberts), sensacje i s-f ("Traffic", "Solaris"), aż po popularną serię komedii kryminalnej "Ocean's..." i biograficznego "Che". Do większości z nich nie mam specjalnych uwag. Może tyle, że jeśli świecą, to raczej nazwiskami znanych aktorów, na których miło popatrzeć i którzy, och, skądś to znamy, ratują trochę film. Za kilkanaście dosłownie dni do kin wchodzi jego najnowsza propozycja: "Contagion - Epidemia strachu" z całą listą świetnych nazwisk (Winslet, Paltrow, Cotillard, Damon, Law, Hawkes), na który niecierpliwie czekam. Słyszałam, że niezły i dający do myślenia, jakkolwiek do nominacji raczej nie sięga. Niech to będzie pana, panie Soderbergh, ostatnia szansa. Wóz albo przewóz, bo nie tylko dobrymi nazwiskami legendarne filmy są brukowane...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Nie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-5893941801984842838?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/5893941801984842838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/intrygant-informant-2009.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5893941801984842838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5893941801984842838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/intrygant-informant-2009.html' title='Intrygant (The Informant!, 2009)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1073231985067968490</id><published>2011-10-03T23:33:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:13:06.038+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rain Man'/><title type='text'>Rain Man (1988)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/b/b2/Rain_Man_poster.jpg/220px-Rain_Man_poster.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/b/b2/Rain_Man_poster.jpg/220px-Rain_Man_poster.jpg" width="202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span id="goog_1130733917"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1130733918"&gt;&lt;/span&gt;reżyseria: Barry Levinson&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Ronald Bass, Barry Morrow&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I znów myślałam: zbyt daleko, zbyt klasycznie, po co właściwie? Ale gdy już tak chodzę z "Rain Manem" drugi czy trzeci nawet tydzień, a myśli wcale nie ulatują, czy można nie? Krótko więc choćby.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Charlie (Tom Cruise) podczas zwykłego, zabieganego dnia pracy, dowiaduje się, że zmarł jego ojciec. Niezbyt go ta wiadomość rusza - z ojcem nie utrzymywał kontaktów od dawna - miał do niego urazę, której zresztą nie krył, i wolał żyć sobie z nią spokojnie, zamiast naprawiać rodzinne relacje. Pamiętając jednak, że ojciec do biednych nie należał, rychło wyruszył do rodzinnego miasta na odczytanie testamentu, będąc pewnym, że to jemu przypadło odziedziczyć "zaledwie" 3-mln majątek ojca. Nic bardziej mylnego. Na miejscu Charlie dowiaduje się, że nie tylko dostał "ochłapy" (zegarek i starego buicka), ale w dodatku śmierć ojca przyniosła mu inny spadek: brata. O którego istnieniu, dodać warto, nie miał fioletowego pojęcia. Chory na autyzm Raymond&amp;nbsp; (Dustin Hoffman) przebywa w specjalnym ośrodku i nie ma szans zrozumieć, jakie "szczęście" materialne go spotkało. Charlie za to owszem - wykrada więc brata z zakładu i postanawia, jeszcze nie wie, w jaki sposób, ale postanawia należące się jemu pieniądze odzyskać. Podróż w towarzystwie brata zmienia jednak Charlie'go o 180 stopni.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pieniądze szczęścia nie dają? A może jednak. Na przykład w zestawie z bratem, który jest tak samo niesamowity, jak niedomagający. Tak się składa, że miałam kiedyś styczność z osobą autystyczną. To był wprawdzie 8- czy 9-letni chłopiec, ale mechanizmy choroby były takie same. Milion pomysłów na minutę, zupełna nieracjonalność i nielogiczność myślenia, nierozumienie podstaw istnienia, ale przy tym rozkładające na łopatki okazywanie emocji: do bólu proste i szczere. To ogromny trud być blisko takiej osoby, ale jest też ona wielkim skarbem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dustin Hoffman w roli Raymonda jest niesamowicie wzruszający i prawdziwy. Taki nieporadny, taki kochany, taki rozczulający, a przy tym wszystkim mający w sobie jakąś niespotykaną mądrość i szczerość w emocjach. Hoffman, zawsze skrupulatnie przygotowujący się do roli, wielokrotnie spotykał się z osobami autystycznymi, obserwował, uczył się ich - stąd naturalność tej gry. Nie do pobicia i nie do podrobienia.&amp;nbsp; Scen pocałunku w windzie i zamawiania naleśników (już na samym końcu), koniecznie z syropem klonowym, nie sposób nie pokochać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tom Cruise. Cóż, przyznam się - nie znoszę typa. Mam do niego uprzedzenie i nie ukrywam tego. Wygląda mi, prywatnie całkiem, na bubka i jeszcze ta jego scjentologia - szaleństwo jakieś. I z takim oto nastawieniem przysiadłam go oglądać. Scenarzyści wcale mi zadania nie ułatwili - Charlie, którego Cruise gra, jest samolubnym dupkiem i przez mniej więcej połowę filmu nie sposób go polubić. Scena, która odczarowuje Charlie'go (a więc i poniekąd Cruise'a), to rozmowa lekarza z Raymondem, mająca na celu wybadanie, co brat z nim robi i czy Raymond chce wrócić do zakładu. Gdy Charlie, jak na choleryka przystało,&amp;nbsp; wzburzony przerywa lawinę pytań słowami: "Nie musisz go upokarzać", ma już nas wszystkich w garści. Bo okazało się, że ma nie tylko brata, ale też jaja. Naprawdę ładna więc ostatecznie jest ta jego gra.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;O kultowej chyba już muzyce Zimmera nie trzeba wiele mówić. Znałam ją, nie oglądając nawet "Rain Mana" - tak oryginalne kompozycje zaczynają żyją już później własnym życiem. Miło tak połechtać uszy, miło.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Tak jak i "Sprawę Kramerów" - obowiązkowo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1073231985067968490?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1073231985067968490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/rain-man-1988.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1073231985067968490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1073231985067968490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/10/rain-man-1988.html' title='Rain Man (1988)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-3504554657222832078</id><published>2011-09-28T13:23:00.002+02:00</published><updated>2012-02-25T22:13:01.008+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szefowie wrogowie'/><title type='text'>Szefowie wrogowie (Horrible Bosses, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/10/45/541045/7391244.3.jpg?l=1313893651000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/10/45/541045/7391244.3.jpg?l=1313893651000" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Seth Gordon&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: John F. Daley, Jonathan M. Goldstein, Michael Markowitz&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nick (Jason Bateman), Kurt (Jason Sudeikis) i Dale (Charlie Day) wiodą zwyczajne życie. Wkładają dużo pracy w to, by osiągnąć sukces (Nick), spełniają się w związku i planują ślub (Dale), korzystają z uroków stanu kawalerskiego (Kurt), a wieczorami spotykają się w razem w barze. Łączy ich&amp;nbsp; jednak coś więcej - nienawidzą swoich szefów. Nie bez powodu zresztą - kierownictwo uprzykrza im życie na każdym kroku. Harken (Kevin Spacey), szef Nicka, jest zadufanym w sobie psychopatą, który - gdyby mógł - obsadziłby sobą wszystkie stanowiska w firmie. Pellitt (Colin Farell), przełożony Kurta, to wiecznie zajarany i organizujący orgie w swoim biurze idiota, który znalazł się na stołku za sprawą rodzinnego biznesu. Julia, (Jennifer Aniston) szefowa Dale'a, z pozoru niewinnie wyglądająca dentystka, jest bezkompromisową nimfomanką. Pewnego dnia miarka się przebiera - Nick, Dale i Kurt są już tak zdesperowani i sfrustrowani brakiem perspektyw na normalny dzień pracy, że - najpierw w formie żartu i fantazji zastępczej, a później już całkiem poważnie - postanawiają pozbyć się swoich przełożonych. Na zawsze. Za radą MF (Jamie Foxx) sporządzają plan działania. Sytuacja przybiera jednak zaskakujący obrót...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To mogła być naprawdę świetna komedia. Początkowa prezentacja sytuacji wszystkich trzech panów dobrze zrobiona - jest zwięźle i jest zabawnie. Desperacja chłopaków i pierwsze próby zorganizowania "mokrej roboty", łącznie z wizytą w niebezpiecznej dzielnicy - na całkiem dobrym poziomie. Potem kilka&amp;nbsp; fajnych scen, w których plan zostaje wdrażany (szczególnie w domu Pellitta) i... klapa. Od momentu zaangażowania się w sprawę Harkena, film zaczyna iść w bardzo złym kierunku. Jest trochę niedowierzania, jest trochę śmiechu, ale wszystko jakby trochę już wymuszone. Przekombinowano to, oj przekombinowano. Coś jakby chciano pokazać bardzo dużo fajności w bardzo krótkim czasie. Co za dużo, to nie zdrowo, więc chyba nie do końca to wyszło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Film stoi za to świetnymi rolami drugoplanowymi. Kevin Spacey w roli psychopatycznego szefa jest bardzo dobry, choć rola mogła być napisana trochę lepiej (psychopata psychopatą, ale w pierwszej części filmu to jest nawet zabawne, później zbyt duży nacisk położony został na wątek kryminalny, przez co czar tej postaci zupełnie uleciał). Jennifer Aniston jako napalona pani doktor gra właściwie swoim ciałem. A ma je, oj ma. Ciekawa rola, trochę może głupawa, ale Aniston podeszła do tego z dużą swobodą i naturalnością. Colin Farell natomiast to absolutny numer jeden tego filmu. Czasem aż przychodzi do głowy niepoważna myśl, dlaczego on się marnuje w poważnych filmach. Jest rewelacyjny w tej komediowej roli i aż żal, że scen z jego udziałem jest tak mało. Panowie Bateman, Sudeikis i Day zupełnie za to nie przyciągają uwagi, ich role mógłby zagrać chyba każdy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Mimo wszystko tak, bo to zabawny film, dobry na odreagowanie po ciężkim dniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-3504554657222832078?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/3504554657222832078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/szefowie-wrogowie-horrible-bosses-2011.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3504554657222832078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3504554657222832078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/szefowie-wrogowie-horrible-bosses-2011.html' title='Szefowie wrogowie (Horrible Bosses, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-2412928803963648303</id><published>2011-09-24T15:31:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:12:55.616+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Drzewo życia'/><title type='text'>Drzewo życia (The Tree of Life, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/35/84/273584/7379615.3.jpg?l=1307440230000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/35/84/273584/7379615.3.jpg?l=1307440230000" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Terrence Malick&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Terrence Malick&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czekałam na ten film naprawdę bardzo. Słyszałam, że to arcydzieło, że ambitny, że och i ach. I choć obiło mi się o uszy, że widzowie szybko podzielili się na zagorzałych przeciwników, którzy nie mogli dotrwać do końca i równie przejętych zwolenników, dla których obraz ten był absolutnym szczytem kunsztu, wolałam skupić się na tych superlatywach. I skupiłam się. Może za bardzo. Aż tak bardzo, że do teraz nie mogę się po seansie otrząsnąć.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Chciałabym napisać, o czym jest ten film, ale nie potrafię. Nie mam, naprawdę nie mam pojęcia, kto i jakim sposobem zamieścił na Filmwebie tak mądrą notkę na temat fabuły "Drzewa życia". Nie wiem, jakim cudem to z filmu wyczytał. Może to dystrybutor albo producent podał gotowy opis, podejrzewając trudności w przedstawieniu fabuły w pigułce? Fabuły... Czy tu w ogóle można mówić o fabule? Najpierw mamy małżeństwo, jest strata, jest ból, bezradność. Zaraz później mamy duży przeskok czasowy i inną perspektywę. Następnie zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Kosmos, wielki wybuch, prapoczątek, narodziny życia, dinozaury, natura, żywioły - piękności w cudownej oprawie przez, bagatela, dwadzieścia minut, jak żywo przypominające programy z Discovery Channel. A potem rodzina. Jednostki wrzucone w tę ewolucję, uwikłane w historię jako część Wszechświata. I życie. Raz pokazane w zwolnionym tempie, klatka po klatce, a innym razem jakby w trybie przewijania. Jest piękna, mądra i bardzo czuła matka (Jessica Chastain), jest równie piękny, co despotyczny ojciec (Brad Pitt) i są synowie - trzech chłopców, z których najważniejszy, Jack (Hunter McCracken), jest autorem tych wspomnień jako dorosły mężczyzna (Sean Penn). Są toposy, ogrom symboli, metafora goni metaforę. I tak od początku do samego końca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Poetyckość tego filmu jest tak przytłaczająca, że przeciętny (może nawet więcej niż przeciętny) widz może sobie nie dać z tym rady i budzić się właściwie tylko podczas ataków furii pana O'Briena i scen, które - jak się wydaje - wreszcie przyniosą odpowiedź na pytanie, które tak nurtuje od początku: co się stało, jak to się stało, niech no to się wreszcie wyjaśni. Ale - niech to, będzie to spoiler - nic takiego się nie dzieje. 138 minut to dużo, ale nie wiem, czy na tyle dużo, by pokazać w czytelny sposób wszystko, co reżyser sobie umyślił: a więc i cud stworzenia, i bieg historii, i piękno natury, i boski wymiar życia, i dwie natury człowieka (na przykładzie państwa O'Brien), i problem autorytetów, wzorów postępowania, i poszukiwanie pytań na odwieczne pytania ludzkości, tak trudne w dzisiejszym, zabieganym świecie, w którym tak łatwo się zagubić, słowem: wszystkie metafizyczne wibracje i wariacje intelektu twórcy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To film z serii tych, nad którymi się długo zastanawiasz. Podczas oglądania których od początku próbujesz dociec, o co tu właściwie chodzi, dlaczego to się dzieje, do czego to zmierza. I jeśli spodziewasz się, że to się wyjaśni, to musisz wiedzieć, że się nie doczekasz. Bo zakończenie przynosi odpowiedzi, ale na inne pytania, niż te, które sobie stawiasz. To film z serii - zaczęłam. Ale to może bardziej film, rozpoczynający serię - serię filmów o sprawach najistotniejszych, o kwestiach, które są tak ważne, a przy tym tak ulotne z codzienności, że potrzeba dużo zła, by przyszły jako dobro; serię filmów, których nie będzie wiele, a być może po "Drzewie..." długo nie będzie nic; serię filmów, które nie będę miały zbyt wiele widzów, za to świetne oceny krytyków, które będą niezrozumiałe, a w jakiś sposób jednak zdumiewające - jak "Drzewo życia" właśnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bo obraz Malicka ma w sobie magnes. I nie chodzi tylko o zdjęcia. Mimo, że sukcesem jest wytrwanie w tej abstrakcji i metaforze do końca, to jednak nie pozostawia "Drzewo życia" obojętnym. Zmusza do refleksji. Choćby tych najprymitywniejszych - o czym to właściwie było. Bo od tego pytania zaczyna się szereg innych: po co to wszystko jest, po co my jesteśmy, gdzie zmierzamy. I Bóg. Silnie zaakcentowany, jakby był tym głównym bohaterem, ale cały czas bardziej jako adresat niż nadawca - choć i tu tylko w warstwie werbalnej, bo wszystko inne pokazane jest jakby z Jego perspektywy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mam wrażenie, że ile bym tu nie napisała o "Drzewie życia", to wciąż będzie za mało. Albo za dużo. Ten obraz (bo nawet słowo "film" jakoś tu nie pasuje) w pewien sposób wstrząsa, bo trudno określić siebie w stosunku do niego, trudno powiedzieć jednoznacznie, że to było niedobre. Było dobre. Były wspaniałe zdjęcia, dające fantastyczne wrażenia estetyczne, było dobre aktorstwo (Pitt i Penn), była piękna muzyka (Desplate) było wiele innych, dobrych rozwiązań. Ale obraz to nie wszystko, a na to postawił Malick. I to było nie do zniesienia. Mimo tej walki ze sobą, by dotrwać, nie ma w głębi duszy satysfakcji - jest za to niepokój. Coś zostało naruszone. Rozum, ego, dusza, serce? Coś. Komu to odpowiada, niech bierze.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Tylko wytrwałym, cierpliwym i gotowym wziąć odpowiedzialność za to, co zobaczą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-2412928803963648303?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/2412928803963648303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/drzewo-zycia-tree-of-life-2011.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2412928803963648303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2412928803963648303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/drzewo-zycia-tree-of-life-2011.html' title='Drzewo życia (The Tree of Life, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-6288217592716220298</id><published>2011-09-20T13:31:00.002+02:00</published><updated>2012-02-25T22:12:38.915+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Colombiana'/><title type='text'>Colombiana (2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/38/38/573838/7384998.3.jpg?l=1309962737000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/38/38/573838/7384998.3.jpg?l=1309962737000" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Olivier Megaton&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Luc Besson, Robert Mark Kamen&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA, Francja&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: akcja&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To miał być prezent na dzień chłopaka. Mąż o filmie mówił dużo i chętnie, spotykając się z absolutną ignorancją, graniczącą ze sceptycyzmem z mojej strony. Ale w akcie niesłychanej dobroci i braku pomysłu na podarunkowe, przesunięte nieco w czasie z racji wyjazdu świętowanie, postanowiłam się poświęcić i kupić bilety na "Colombianę". Będąc - trzeba dodać - przekonana, że będzie to nieprzyjemny miks "Wanted", "Kobiety-Kot"&amp;nbsp; i nieszczęsnej "Hanny". A tu niespodzianka, miła bardzo, miła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Catalaya (Zoe Saldana) jako mała dziewczynka jest świadkiem zabójstwa - bezlitośni gangsterzy zabijają jej rodziców. Mądry tatuś przed rychłą śmiercią instruuje małą, do kogo ma się zgłosić, żeby przeżyć i tym samym dziewczynka dociera do Chicago, gdzie żyje jej rodzina. Catalaya jak każda mała dziewczynka doskonale wie, kim chce być, gdy będzie duża. Tylko to marzenie nieco różni się od pragnień jej rówieśniczek, aspirujących do miana księżniczek i modelek. Catalaya chce być zabójcą, a wujek - czy tego chce, czy nie - ma jej w tym pomóc. Mija 15 lat, z dziewczynki wyrasta piękna, zwinna kobieta, która jako płatny zabójca zawodowo realizuje zlecenia od wuja - czyli zabija. Przy okazji na własną rękę próbuje rozprawić się z mordercami jej rodziców - pozbywając się innych zabójców i pozostawiając na nich swoją wizytówkę, ma nadzieję dotrzeć do źródła i wywabić z kryjówki tego, który jest odpowiedzialny za śmierć jej bliskich. Choć Catalaya nigdy nie chybi, jest jednak tylko człowiekiem - a tym szargają różne emocje, z miłością na czele. Nietypowy związek z Dannym (&lt;/span&gt;Michael Vartan)&lt;span style="font-size: small;"&gt; sprawia, że na trop kobiety wpada także FBI. Czy z agentami pójdzie równie łatwo, co z płatnymi zabójcami?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A jak! Ale zanim ten mocno przewidywalny scenariusz doprowadzi nas do finału, możemy z lubością oglądać piękną, sprytną i zwinną jak kocica Saldanę, z zimną krwią i niesłychaną lekkością rozprawiającą się ze swoją przeszłością. Tuż przed seansem byłam przekonana, że jest ona jedyną dobrą rzeczą w tym filmie - i to prawda, jest świetna. Ale, szczęśliwie, twórcy nie wpadli na genialny pomysł, by mierny film oświecić jedną, acz dużą gwiazdą. Scenariusz - choć łatwy do odgadnięcia - jest bardzo czytelny i przejrzysty, a mimo to niektóre rozwiązania zaskakują. Może to dzięki dość wartkiej akcji, może odwracającej jednak mocno uwagę Saldanie, ale jednak te elementy zaskoczenia zdecydowanie dodają barw całej produkcji. Do tego wspaniałe zdjęcia meksykańskich i nowoorleańskich rzutów na miasto autorstwa&lt;/span&gt; Romaina Lacourbasa&lt;span style="font-size: small;"&gt; i całkiem dobra muzyka &lt;/span&gt;Nathaniela Méchaly'ego potęgują wrażenia, że to całkiem przyzwoity obraz. Film się nie dłuży, a rzecz ogląda się naprawdę przyjemnie. Nic na siłę, żadnych udziwnień i prób wrzucenia w kadry wszystkiego, co przychodzi twórcom do głowy (i to na raz). To po prostu dobrze zrobiony film.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;O Zoe Saldanie nie trzeba mówić więcej niż to, że jest naprawdę dobra. Może nie wybitna, może nie do nagrodzenia, ale też zarzucić jej wiele nie sposób. Uwagę zwraca w "Colombianie" jeszcze Cliff Curtis w roli Tio, wuja Catalayi. Bardzo dobry aktor, bardzo dobra rola, bardzo dobra gra.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Sama siebie zaskakując - tak.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-6288217592716220298?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/6288217592716220298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/colombiana-2011.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6288217592716220298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/6288217592716220298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/colombiana-2011.html' title='Colombiana (2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1259687961240103777</id><published>2011-09-18T22:06:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:12:34.079+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hanna'/><title type='text'>Hanna (2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3nipples.files.wordpress.com/2011/03/hanna-poster-22.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3nipples.files.wordpress.com/2011/03/hanna-poster-22.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Joe Wright&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: David Farr, Seth Lochhead&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Niemcy, USA, Wielka Brytania&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: akcja&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Najpierw garść frustracji. Przed chwilą zakończył się MFF w Wenecji, za nami nie tak wcale dawne rozdanie nagród w Cannes, przed - najbardziej ekscytujące festiwale, czyli Złote Globy i Oscary, którym po piętach dyskretnie podepczą równie istotne, szczególnie w Europie, a odbywające się zaledwie kilkanaście dni przed wielkimi galami Berlinare, Cezary i BAFTA. Pojawiają się więc pierwsze typy nominacji, pomysły na faworytów i czarne konie, nad którymi debatować będą akademie. Cała Europa mówi o świetnych obrazach Clooney'a ("Idy marcowe"), McQueena ("Wstyd"), Cronenberga ("Niebezpieczna metoda"), Solondza ("Jestem czarnym koniem"), Friedkina ("Killer Joe"), Sokurowa ("Faust"), Sorkina ("Moneyball"), że już nie wspomnieć o "Rzezi" Polańskiego. Zgadnijcie, ile z tych filmów możemy zobaczyć w Polsce? 1. Słownie: jeden. "Niebezpieczna metoda" wchodzi do kin w listopadzie, o premierach innych festiwalowych hitów nie słychać. Nawet, o zgrozo, o "Rzezi". Absolutny dramat, proszę państwa, absolutny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tym grobowym wstępem chciałam rzec o "Hannie". Siadam może do pisania w niezbyt dobrym, wywołanym powyższymi refleksjami, nastroju, ale wcale - naprawdę wcale - moja zła opinia o tej produkcji nie ma związku z niczym innym poza tym, że to po prostu niedobry film. Ale od początku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Hanna (Saoirse Ronan) wychowuje się w środku mroźnej dziczy. Nie wie, co to komputer, telefon, muzyka - no, chyba, że natury. Z roślinkami i zwierzątkami, które notabene potrafi i zabijać, i przyrządzić i ze smakiem zjeść, żyje bardzo dobrze. Taki powrót do natury - sielanka. No, chyba, że wyprawy na polowanie mają cel - na przykład wyszkolić tę niepozorną dziewczyneczkę na rasowego zabójcę. To właśnie czyni jej szanowny tatuś Erik (Eric Bana), dawny agent CIA, co to podpadł szefowej wywiadu. Marissa Wiegler (Cate Blanchett) poluje zresztą także na małą, która jest owocem jej niecnych czynów z przeszłości.&lt;/span&gt; Gdy Hanna jest gotowa, by stawić temu czoła, zostaje wypuszczona (jak zwierzę z klatki) w głąb kontynentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co? Ano właśnie wcale nie po to, żeby zabić Marissę Wiegler. A przynajmniej nie jest to wcale powiedziane i pokazane w sposób jasny, choć najpewniej o to właśnie twórcom chodziło. Dzieje się zupełnie odwrotnie. Hanna po prostu ucieka - wszystkim i wszystkiemu. Najpierw ścigającym ją agentom, potem ojcu, a potem odwraca się na pięcie przed prawdą o sobie i swoim życiu, którą przypadkiem odkrywa. W efekcie przez półtora godziny możemy podziwiać biegnącą (jak łania, rzec by się chciało) blondyneczkę, w której planowany odwrót od strachu i litości wziął i ustąpił miejsca normalnym emocjom rozdygotanej kilkunastolatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie chciałabym coś więcej napisać, ale oprócz tego, że nie rozumiem wprost, jak tacy dobrzy aktorzy jak Eric Bana, Cate Blanchett (której wprost nie znoszę i która mnie napawa jakimś emocjonalnym wstrętem, ale której dobrego rzemiosła odmówić nie można), Tom Hollander i Olivia Williams, mogą grać w takiej miernocie. Grać może i poprawnie, ale ani magnetyzująco, ani zapamiętywalnie. Ronan nawet - choć jeszcze młodziutka - ale przecież pokazała, że potrafi coś więcej niż biegać, kopać i czarować swoimi cudnie niebieskimi oczyma (w "Nostalgii anioła" choćby). A już absolutnym smutkiem napawa mnie fakt, że film ten wyreżyserował Joe Wright - facet, który stworzył "Dumę i uprzedzenie", "Pokutę" i "Solistę". Fabuła przewidywalna, nużąca, nie wnosząca do tego typu akcji żadnego novum. Może więc tylko tyle, że muzyka - tak, muzyka - była całkiem do rzeczy. Ale panowie Ed Simons i Tom Rowlands (od muzyki właśni)e, choćby się bardzo, bardzo starali, filmu tego uratować nie mogli&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Nie, nie, aha, i jeszcze: nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1259687961240103777?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1259687961240103777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/hanna-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1259687961240103777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1259687961240103777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/hanna-2011.html' title='Hanna (2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-9020918106354932218</id><published>2011-09-10T00:08:00.002+02:00</published><updated>2012-02-25T22:12:25.663+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sprawa Kramerów'/><title type='text'>Sprawa Kramerów (Kramer vs. Kramer, 1979)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/12/94/1294/7239140.3.jpg?l=1235013670000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/12/94/1294/7239140.3.jpg?l=1235013670000" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Robert Benton&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Robert Benton&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Założenie było takie: nie piszę o klasykach. Bo cóż nowego moje marne pisanie wnieść może do stosu wspaniałych recenzji, doskonale opisujących film, grę aktorów, pracę reżysera i całego sztabu ludzi za sukces produkcji odpowiedzialnych? Raz więc, że klasyk, dwa, że data. No bo proszę was... 1979 - seriously? Ale nie mogę. Zbyt dużo we mnie świeżych wrażeń, żeby tak po prostu się poddać. W ramach więc poznawania wczesnej twórczości Streep, jest Kramer vs. Kramer.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Film otwiera pożegnanie. To Joanna (Meryl Streep) żegna się ze swoim śpiącym 7-letnim synkiem Billy'm (Justin Henry). Nie, nie wyjeżdża. Porzuca go. Czuje się nieszczęśliwą żoną i wyrodną matką, więc postanawia poszukać gdzieś siebie i swojego indywidualnego szczęścia. Jeszcze tylko czeka w kuchni na wracającego późno z pracy męża - Teda (Dustin Hoffman). Ted nie jest może idealnym mężem i ojcem, ale za to robi świetną karierę w reklamie. Właśnie zresztą dostał awans i nowe wyzwanie. Jest tym tak pochłonięty, że w ogóle nie zauważa walizek żony i puszcza mimo uszu jej słowa o odejściu. Nie dociera to do niego nawet, gdy Joanna wychodzi. Przecież wróci - jak po każdej sprzeczce, pewnie poszła wyżalić się przyjaciółce. Ale Joanna nie wraca, a Ted staje przed dużo większym wyzwaniem niż zatrzymanie nowego klienta firmy - musi wejść w rolę ojca. Rolę, którą dotąd bardzo zaniedbał. A tęskniący za ukochaną mamusią 7-latek nie jest produktem, który można zaprojektować według własnych upodobań... Bycie ojcem Tedowi zaczyna się jednak całkiem podobać. To nic, że zawala pracę i mocno grabi sobie u szefa. Nawiązał niepowtarzalną więź z synem i nic nie jest dla niego już tak ważne. Nawet Joanna, o której powoli zapomina (minęło w końcu półtora roka od jej odejścia). Sielanka trwałaby dłużej, gdyby nie to, że marnotrawna matka wraca upomnieć się o swoje prawa do syna. Zmieniła się. Dojrzała, dotarła do siebie, podbudowała poczucie własnej wartości. Ted ani myśli oddać jej Billy'ego. I tak rozpoczyna się sądowa walka o to, co oboje kochają nad życie - małego, nieświadomego niczego synka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rzecz działa się ponad 30 lat temu. I nic, absolutnie nic się w kwestii ról społecznych związanych z rodziną nie zmieniło. Wciąż to matka jest tym głównym rodzicem, spędzającym z dzieciem najwięcej czasu i wciąż to ojciec jest tym od wrażeń, prezentów i garstki cennego czasu, wydzieranego mu siłą i z wyrzutami sumienia. Zmienił się tylko kontekst, w świadomości wciąż tkwią utarte schematy, które serwuje nam Benton. Jest więc pracujący w pocie czoła na utrzymanie rodziny ojciec, któremu w głowie się nie mieści, że ktoś może wymagać od niego czegoś więcej, skoro wszystko właściwie powinno się mu zawdzięczać (w myśl zasady: "im więcej zarabiam/przynoszę do domu, tym mniej ma się ode mnie wymagać w innych kwestiach). Jest zdesperowana, nieszczęśliwa matka, która rezygnuje z pracy, z samorealizacji, ze swojego indywidualnego szczęścia, by żyć dla męża i dziecka, która utraciła gdzieś w macierzyńskiej drodze swoją kobiecość, która daje się stłumić mężowi i jego irracjonalnym argumentom, która pozwala sobie wydrzeć ostatni gram samoakceptacji i która - ostatecznie - odchodzi z poczuciem klęski i odpowiedzialności za cały ten bajzel. Jest rozwód - tragedia dla ludzi, którzy jeszcze przed chwilą byli sobie bardzo bliscy, a którzy teraz stają naprzeciw siebie jak wrogowie, gotowi użyć najcięższego działa, żeby wygrać; a przy okazji znakomite pole walki dla walczących jak lwy - krwawo i bezkompromisowo - adwokatów. Jest wojna o dziecko, na której najwięcej traci właśnie ono - niewinne, rozdarte pomiędzy dwojga najbliższych mu ludzi. Jest wreszcie genialnie zaprezentowana kulturowo uwarunkowana wyższość męskiego ego nad mizernym światem kobiecych emocji. I tylko jedno odwrócenie schematów: tym razem porzucony zostaje on, nie ona. I wszystko się zmienia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Fantastycznie Benton prowadzi widza po historii Kramerów. Bardzo odważnie przeciąga linę sympatii do bohatera. Najpierw, widząc zachowanie Teda i rozpacz, malującą się na twarzy Joanny, nie sposób nie być po jej stronie. - Co za bydlak... - myślimy, widząc jego kompletną ignorancję w stosunku do żony. I to wcale nie wygasa, gdy Ted zostaje rzucony na głębokie wody ojcostwa i prowadzenia domu. - Dobrze mu tak, nie zobaczy, jak to jest. A potem Ted zyskuje naszą aprobatę. Widzimy, jak się zmienia, jakim staje się facetem, ojcem i... tracimy dla niego głowę. Gdy wraca Joanna jesteśmy gotowi stanąć u boku Teda i walczyć z nim o prawo do syna. Bo my nie jesteśmy jak ta wyrodna matka. I tak aż do momentu rozprawy, gdy widzimy pastwiącego się nad Joanną prawnika i jej reakcję na zeznania Teda, na jego opowieść o ojcostwie. I znów everything changing...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Choć po "Sprawę Kramerów" sięgnęłam dla ukochanej Streep, absolutnie całą moją uwagę przykuł Dustin Hoffman. Ale najpierw o świetnie napisanej roli. Ted Kramer nie jest doskonały - nigdy nie był. Jest porywczy, zadufany w sobie, zupełnie ślepy na to, co codzienne, zafascynowany swoją pasją, zaaferowany pracą. Jest przekonany, że skoro on jest szczęśliwy, szczęśliwy jest cały świat - szczególnie jego żona. Uważa się za dobrego ojca, choć chyba nigdy nie zastanawiał się nad uargumentowaniem tej tezy. Odejście Joanny otwiera w Tedzie całą masę skrywanych lęków i emocji, którym nie dawał ujścia. Jest wściekły, ale ten gniew, ta bezradność, to urażone męskie ego, a przede wszystkim ten 7-letni szkrab o bujnej blond czuprynie, mobilizują go do walki. Do walki o ich wspólny byt, o byt ojca i syna. I w tej gonitwie Ted wygrywa. Wygrywa siebie, swoje ojcostwo, swoją, rozwaloną wprawdzie, ale także odzyskaną rodzinę. Hoffman pokazał to wszystko w 200%. Szaleństwo, które miał w impulsywnych gestach, niespokojnym chodzie, zuchwałym i ciętym języku dało niepojęcie przekonującą postać ojca, który nie ma skrupułów, by zdobyć to, co najważniejsze. Coś wspaniałego. Choć okupione własnym cierpieniem - Hoffman w czasie zdjęć do filmu sam był w trakcie rozwodu - swojego. Świadomość, że dramatyzm, który pokazał, jest absolutnie realny i wypływający z jego prawdziwych emocji, tylko pogłębia ogromne wrażenie jego aktorstwem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Meryl Streep - bo przecież muszę - jako Joanna Kramer była jeszcze bardzo młodziutka. To był jeden z jej pierwszych filmów, ale zagrany już po oddaniu jej hołdu w nominacji do Oscara za "Łowcę jeleni" i w roku, w którym była absolutnie rozchwytywana przez reżyserów (oprócz Kramerów zdążyła obskoczyć jeszcze "Niezwykłe kobiety... i Inni", "Uwiedzenie Joe Tynana" i "Manhattan"). I co z tego, że oprócz Oscarowej powtórki za 3 lata (wygrana za "Wybór Zofii") do dziś w nagrodę za swoją pracę dostaje zaledwie nominacje? Te 30 lat temu była tak samo naturalna, a jej oczy czerwieniły się ze wzruszenia dokładnie w ten sam sposób. Nie można się temu oprzeć. Jest zjawiskowa. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Niby zwykły dramat (sądowy, jak niektórzy dodają), niby życie, niby nic niezwykłego, a jakoś nadzwyczaj porusza. Nie tylko mnie. Akademie też - bo o czym innym świadczy 5 statuetek Oscarowych, 4 doń nominacji, a do tego 4 Globy i tyleż do nich starań?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Obowiązkowo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-9020918106354932218?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/9020918106354932218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/sprawa-kramerow-kramer-vs-kramer-1979.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9020918106354932218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9020918106354932218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/sprawa-kramerow-kramer-vs-kramer-1979.html' title='Sprawa Kramerów (Kramer vs. Kramer, 1979)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-7174513510142375550</id><published>2011-09-09T17:22:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:10:45.577+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malowany welon'/><title type='text'>Malowany welon (The Painted Veil, 2006)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img.interia.pl/rozrywka/nimg/Malowany_welon_welon_PLok_1597732.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://img.interia.pl/rozrywka/nimg/Malowany_welon_welon_PLok_1597732.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;reżyseria: John Curran&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;scenariusz: Ron Nyswaner&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;produkcja: Chiny, USA&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;gatunek: melodramat&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyczytałam gdzieś kiedyś, że wart obejrzenia. Zdobyłam, położyłam i, jak zwykle, przeleżał film kilka miesięcy zanim po niego sięgnęłam. A sięgając nie miałam pojęcia, że znajdę tam Watts i Nortona. W dodatku w Chinach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mamy Chiny właśnie. Mamy Kitty (Naomi Watts) i Waltera (Edward Norton), którzy wędrują ze swojego rodzinnego miasta - Szanghaju - do małej chińskiej wioski, by nieść tam kaganek higieny i walczyć z szalejącą cholerą. Znaczy Walter niesie, a Kitty nie ma wyjścia i musi go w tym wesprzeć - są lata 20., żona musi być ostoją dla męża. Szczególnie, gdy jest niewierna. Między małżonkami jest mnóstwo napięć i niedomówień. Czy życie w nędznej wiosce pomoże im uleczyć zranienia, które sobie zadali? O tym jest właśnie powieść  W. Somerseta Maughama, którą Curran (nie jako pierwszy) zekranizował.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia Kitty i Waltera jest typowa. Ot, niewierność, gniew, desperacja, szantaż, rozczarowanie, głuche pogodzenie się z nędznym losem. Małżeństwo ze ślepej miłości z jednej strony i niezdrowego rozsądku z drugiej aż się prosi o zboczenie z tej dziwnej, nikogo nie satysfakcjonującej drogi.&amp;nbsp; Egocentryczna pani i dumny pan. Schematyczne. Ale to nieważne, bo ich historię w całości przyćmił inny bohater - Chiny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chiny w latach 20. były pogrążone w dwóch chorobach: jedna to cholera, druga - rewolucja. Jedną i drugą leczyć przychodzi tym, którym zależy po prostu na człowieku, m.in. lekarzom i zakonnikom. Mamy więc ogromną liczbą umierających ludzi, mamy biedę, mamy bojowo nastawionych do obcych Chińczyków, mamy migracje mieszkańców w poszukiwaniu czystej wody i życia w ogóle. A tuż obok mamy piękne krajobrazy (rewelacyjne zdjęcia Stuarta Dryburgha), z pozoru kojące, subtelne, a w rzeczywistości tłumiące jakiś niepokój, skrywające tajemnice. A to wszystko pokazywane w rytm pięknej,&amp;nbsp; klasyczno-orientalnej, nagrodzonej Globem muzyki - Desplate, oczywiście.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Naomi Watts przez połowę filmu chodzi z jednym grymasem na twarzy. Kiedy już myślę że nie zdzierżę, pokazuje, że potrafi coś więcej. Jest w porządku, choć po "The Ring" mam do niej tak duże uprzedzenie, że jakoś ciężko mi ją docenić. I chyba nie do końca jednak nadaje postaci Kitty właściwy rys. Można było więcej, można było barwniej. Edward Norton gra po prostu dobrze. Jak wszędzie. Bez rewelacji, ale też bez jakichś specjalnych potknięć. Za to Toby Jones w roli Waddingtona jest cudny. Nie tak może cudny jak w "Infamous", ale sentyment - jak widać - mi pozostał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Nawet tak. Dla Chin choćby.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-7174513510142375550?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/7174513510142375550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/malowany-welon-painted-veil-2006.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7174513510142375550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7174513510142375550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/malowany-welon-painted-veil-2006.html' title='Malowany welon (The Painted Veil, 2006)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-7412264376826387117</id><published>2011-09-05T13:22:00.006+02:00</published><updated>2012-02-25T22:10:39.186+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cudowne dziecko'/><title type='text'>Cudowne dziecko (August Rush, 2007)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/47/26/224726/7185871.3.jpg?l=1203736847000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/47/26/224726/7185871.3.jpg?l=1203736847000" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;reżyseria: Kirsten Sheridan&lt;br /&gt;scenariusz: James V. Hart, Nick Castle&lt;br /&gt;produkcja: USA&lt;br /&gt;gatunek: obyczajowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostałam go od teściowej. Była zachwycona i kazała mi go jak najszybciej oglądnąć. Nie podzielając jej entuzjazmu, film odłożyłam. Leżał i jakoś zupełnie mnie nie nęcił. Aż do dziś. Maluję paznokcie, myślę: a, włączę coś, niech leci. No i poleciało. I się o paznokciach zapomniało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Evan Taylor (Freddie Highmore) jest sierotą. Mieszka w sierocińcu i bardzo tęskni za rodzicami. Nigdy ich nie widział (został oddany do adopcji tuż po narodzinach), ale wierzy, że go słyszą. Bo Evan ma dar: słyszy muzykę. Wszędzie i we wszystkim. Tuż obok jego historii poznajemy losy Layli (Keri Russell) – utalentowanej akordeonistki i Louisa (Jonathan Rhys Meyers), wokalisty i muzyka. Przypadkowe spotkanie przynosi więcej niż oboje mogli sobie wyobrazić. Taki sam przypadek sprawia, że mają się już nie spotkać. Mimo pamiątki z tego spotkania… Po 11 latach losy tej trójki muszą się połączyć. Evan ucieka z ośrodka, by sprawić, że rodzice go usłyszą, Layla poszukuje swojego dziecka, a Louis – ukochanej. Czy ta historia może nie mieć szczęśliwego zakończenia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zanim nastąpił finał, działo się, działo się dużo i bardzo. Wszechogarniająca muzyka, niesamowita zdolność Evana słyszenia najmniejszych szmerów i odnajdowania we wszystkim, co się rusza pięknych dźwięków… Wielki dar, ogromny talent, który… wpada w niewłaściwe ręce. Czarodziej (w tej roli świetny Robin Williams) traktuje Evana tak jak inne dzieciaki ze swojego worka – jak produkt, na którym może dobrze zarobić i jeszcze lepiej sprzedać. Robi chłopakowi papkę z mózgu, żerując na jego marzeniach, grając na emocjach i wykorzystując dziecięcą naiwność. Z drugiej strony kościelna grupa gospel, która robi dokładnie to, co należy zrobić w obliczu takiego talentu: pomaga mu rozwinąć skrzydła, inwestuje weń po to, by jego właściciel robił to, co kocha i robił to jak najlepiej i by inni czerpali z owoców tego daru. Trochę bajka, ale jaka... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sheridan z obsadą, na pierwszy rzut oka, nie poszalała. Ale gdy przyjrzeć się bliżej, ten film aż kipi czarem dobrze zagranych ról. Freddie Highmore, który zagrał Evana, jest naprawdę cudownym dzieckiem. Niesamowicie rozkoszny w swojej grze, o fantastycznej mimice, która potrafi pokazać najmniejszą emocję i oczach, które mówią więcej niż słowo. Szalenie przekonywujący i naturalny. Amazing. Keri Russell jak zwykle piękna. Jako muzyk, jako kobieta, jako matka. Pełna wdzięku i pasji. Bardzo przyjemnie się ją ogląda. Robin Williams w tej nieziemskiej charakteryzacji maga w roli wariata, ale i świetnie węszącego dobry interes cwaniaka i „opiekuna” dzieci (jakkolwiek to brzmi) wypadł naprawdę dobrze. Terrence Howard jako Richard Jeffries w swojej małej roli zdążył pokazać, jak wiele ma w sobie ciepła. I te rozkoszne dzieciaki, jak choćby Jamia Simone Nash w roli Hope. Cudo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;I wielki plus za to, że nie nikt nie pokusił się o dopisanie zakończenia: jak, kto, komu i co tłumaczył i jak rzecz się ułożyła. Bo po co?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt; &lt;br /&gt;Cóż można powiedzieć o muzyce w filmie o muzyce? Że jest piękna? To za mało. Gdy zobaczyłam w czołówce Marka Mancine, zrobiło mi się cieplej, ale muzyka i tak przeszła moja oczekiwania. Aż gdy zobaczyłam w napisach końcowych współautora muzyki. Zimmer. Uśmiałam się. No bo jak inaczej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepłakałam połowę filmu, a przez ostatni kwadrans siedziałam z nosem przyklejonym do ekranu i trzymałam kciuki za nich wszystkich. Jak jakaś głupia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Jak najbardziej tak. Nie tylko wrażliwym.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-7412264376826387117?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/7412264376826387117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/cudowne-dziecko-august-rush-2007.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7412264376826387117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7412264376826387117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/cudowne-dziecko-august-rush-2007.html' title='Cudowne dziecko (August Rush, 2007)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-2198298276270045978</id><published>2011-09-01T10:43:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:10:33.591+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wyjście przez sklep z pamiątkami'/><title type='text'>Wyjście przez sklep z pamiątkami (Exit Through the Gift Shop, 2010)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/96/94/559694/7342969.2.jpg?l=1289187218000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/96/94/559694/7342969.2.jpg?l=1289187218000" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Banksy&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA, Wielka Brytania&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dokument&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Ciekawa byłam tego filmu. Najpierw długie lata zastanawiania się, kim właściwie Banksy jest. Potem jakieś, rzekomo, pewne odkrycie jego tożsamości. Dalej - Oscary: film zostaje nominowany i istnieje poważne ryzyko, że wspaniała gala zostanie zakłócona kolejnymi ekscesami enfant terrible (no bo ktoś nagrodę odebrać musi, a facet, który jest incognito, raczej się garnąć do wystawienia się przed taką publiczność nie będzie). A na koniec ta prowokacja filmowa. Ciągnęło.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Thierry Guetta jest sklepikarzem francuskiego pochodzenia. Ma dom, rodzinę i zwyczajną z pozoru pasję: filmuje wszystko, co się rusza (i nie). Najbardziej fascynuje go street art, dlatego biega za grafficiarzami i nagrywa ich pracę, nierzadko przerywaną przez stróżów prawa. Z czasem coraz bardziej w rzecz wsiąka. Aby dostać się do znaczących ludzi sztuki ulicznej wymyśla historyjkę o kręceniu filmu dokumentalnego o street arcie. Prawda jest jednak taka, że oprócz setek taśm w zawalonym pokoju Thierry nie ma najmniejszego pomysłu, jak taki film zrobić (że nie wspomnieć już o możliwościach). Idzie jednak w zaparte, chcąc dotrzeć do guru artystów graffiti - Banksy'ego. Udaje mu się to. Jednak gdy Banksy po obejrzeniu jego dokumentu i stwierdzeniu w duchu, że większego gówna nie widział, nieopatrznie udziela Thierry'emu rady, by spróbował swoich sił w street arcie. Thierry'emu nie trzeba dwa razy powtarzać. W zatrważającym tempie organizuje swój nowy zawód i równie szybko otwiera w mieście wielką wystawę swoich prac. I zyskuje popularność. Mimo, że jest nieoryginalny, a jego prace są do bólu wtórne.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Taka to historia. Historia, w której sztuka - ta uliczna, dzika, nieujarzmiona - zostaje skomercjalizowana. Można się kłócić. No bo przecież także prace Banksy'ego są przedmiotem aukcji, lądują w Sotheby's, są kupowane przez wielkich (w sensie bogatych) tego świata, i to za niemałe pieniądze. Tylko że Banksy nie robi tego bajzlu dla kasy, a Thierry tak. To jest produkcja na dużą skalę, to są wywiady, to jest reklama, to jest czysty marketing. Czy to znaczy, że Banksy strzelił sobie samobója? I tak, i nie. Choć, zdaje się, o Therry'm i jego karierze mówi trochę z żalem, to jednak w wywiadzie pewnie stwierdza: &lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Nie wiem, czy sztuka z ulicy sprawdza się we wnętrzach. Udomowione zwierzęta z dzikich i wolnych zmieniają się w bezpłodne,   tłuste, i śpiące stworzenia. &lt;/i&gt;(...)&lt;i&gt; Trudno uchwycić adrenalinę towarzyszącą malowaniu na ulicy, pracując w dobrze oświetlonym studiu, z czajnikiem na gazie. &lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Więc jednak moje wciąż pozostaje moje. Tylko że nie sposób nie zadumać się nad inną refleksją Banksy'ego, podsumowującą całą tę produkcję:&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Chcieliśmy, aby nasz film zrobił dla street artu to, co Karate Kid dla sztuk walki. Żeby każde dziecko wyszło na ulice z puszką   sprayu w dłoni. Skończy się tak, że nasz film może zrobić dla street artu to, co Szczęki dla surfingu.. &lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;I może dlatego przez dużą część filmu jest się niejako po stronie Thierry'ego. Dopiero ten finał, dopiero gorzkie słowa Banksy'ego stawiają tę całą historię pod znakiem zapytania. Ale, tak sobie myślę, to bardzo źle, że mówimy tu w ogóle o jakichś stronach. Że w fikcji owszem, że bohaterowie, że dobro, że zło. Tylko że to dokument, to życie, a na bazie czego, jak nie życia, tworzy się ta fikcja?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Tylko zainteresowanym street artem, a i tu pamiętać, że debiut Banksy'ego, to zaledwie promil całego tego świata.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-2198298276270045978?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/2198298276270045978/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/wyjscie-przez-sklep-z-pamiatkami-exit.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2198298276270045978'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/2198298276270045978'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/09/wyjscie-przez-sklep-z-pamiatkami-exit.html' title='Wyjście przez sklep z pamiątkami (Exit Through the Gift Shop, 2010)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1617862540988812317</id><published>2011-08-29T13:31:00.008+02:00</published><updated>2012-02-25T22:09:09.281+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Co gryzie Gilberta Grape&apos;a?'/><title type='text'>Co gryzie Gilberta Grape'a? (What's Eating Gilbert Grape, 1993)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://bi.gazeta.pl/im/9/10056/z10056909Q,Co-gryzie-Gilberta-Grape-a.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://bi.gazeta.pl/im/9/10056/z10056909Q,Co-gryzie-Gilberta-Grape-a.jpg" width="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: &lt;/span&gt;&lt;link href="file:///C:%5CProfile%5CPaula%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}a:link, span.MsoHyperlink {color:green; text-decoration:none; text-underline:single;}a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed {color:grey; text-decoration:none; text-underline:single;}@page Section1 {size:612.0pt 792.0pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lasse Hallström&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Peter Hedges&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wiem, staroć. Ale: Depp i DiCaprio... nie szło się oprzeć. Tak więc w ramach nadrabiania zaległości niech będzie i &lt;/span&gt;&lt;link href="file:///C:%5CProfile%5CPaula%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}a:link, span.MsoHyperlink {color:grey; text-decoration:none; text-underline:single;}a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed {color:grey; text-decoration:none; text-underline:single;}@page Section1 {size:612.0pt 792.0pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;}div.Section1 {page:Section1;}--&gt;&lt;/style&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Hallström.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gilbert Grape (Johnny Depp) mieszka wraz z rodziną w zapadłej, amerykańskiej mieścinie Endora. Nie dzieje się tu kompletnie nic. Życie młodego Gilberta upływa pod znakiem pracy w sklepie, opieki nad bratem i utrzymania jako takiego porządku w rodzinie. Nie jest łatwo. Sklep mocno traci na konkurencyjnym supermarkecie, brat Gilberta - Arnie (Leonardo DiCaprio) jest upośledzony, a więc wymaga mnóstwo uwagi, a rodzina jest wybrakowana - ojciec powiesił się, matka roztyła się do granic (nie)możliwości i wpadła w depresję, a młodsza siostra przechodzi właśnie młodzieńczy bunt. Gdy przez Endorę, jak co roku, przejeżdżają turyści, Gilbert jeszcze nie wie, że to będą inne wakacje niż dotychczas. Podróżującej z babcią Becky (Juliette Lewis) psuje się samochód, obie są zmuszone spędzić w miasteczku jakiś czas. Dla Gilberta to jak wygrana na loterii - w jego życiu wreszcie coś się zaczyna dziać. Ale uciec od codziennych utrapień nie sposób...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Chciałabym o wielu sprawach, ale nie mogę o niczym i nikim poza rolą DiCaprio. Nie, że go tak bardzo cenię (choć naprawdę bardzo cenię), tylko jak on tego Arnie'go zagrał... Miał 19 lat. Za sobą mało znaczącą rolę w "Crittersach 3", rólkę w pierwszej części "Trującego bluszczu" i kilka lat doświadczenia na małym ekranie (3 seriale). Czyli praktycznie nic albo bardzo niewiele. I tu nagle przed młodziutkim chłopakiem otwierają się drzwi kariery: w ciągu jednego roku zdobywa publiczność i uznanie krytyków rolami w "Chłopięcym świecie" i "Co gryzie Gilberta Grape'a". O ile jednak postać zbuntowanego, pochodzącego z rozbitej rodziny Toby'ego w jakiś sposób wpasowała się w okres, wiek, w którym DiCaprio akurat się znajdował, to z Arnie'go Grape'a zrobił DiCaprio coś niesamowitego. Zagrał niepełnosprawnego umysłowo chłopaka tak autentycznie, że trzeba dużego dystansu, żeby pamiętać o fikcji. To strasznie dziwne i strasznie fajne, że tak młody aktor potrafił zagrać tak trudną rolę w tak prawdziwy sposób. Jasne, miał swoje potknięcia. Gdy uzyskał pełnoletniość, stał się z tą swoją delikatną, pełną wrażliwości i dziewczęcości wręcz urodą pokusą dla reżyserów, szukających "chłoptasiów". I choć wybrnął z tego w "Człowieku w żelaznej masce", okropne role w "Romeo i Julii" i "Titanicu" długo odbijały mu się czkawką. Obie przyniosły mu olbrzymią sławę, ale obie były też pokazem absolutnego minimum jego możliwości. Potrzebował włożyć naprawdę dużo wysiłku w to, żeby przekonać do siebie filmowców, pokazać, że potrafi się wznieść ponad Dżaka Dołsona, ratującego biedną Rołs, zagrać faceta, nie chłopaczka. Btw, czy po tak genialnej grze jak w Gilbercie może dziwić fakt, że dziś DiCaprio jest wizytówką świetnych filmów i jednym z najlepiej opłacalnych aktorów amerykańskich? Mnie nie dziwi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Depp w roli Gilberta Grape'a, szczerze, nie wzbudził we mnie większych emocji. To był bardzo blady początek tego, co widzimy w nim dziś. Takie niemowlę przyszłego geniuszu. Dziwne, bo przecież to się działo już po "Edwardzie Nożycorękim".&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I jeszcze krótko o relacji na linii dzieci-matka. Coś pięknego, jak wielki oni wszyscy mieli do biednej Mommy szacunek. Mimo wszystko.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Tak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1617862540988812317?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1617862540988812317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/co-gryzie-gilberta-grapea-whats-eating.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1617862540988812317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1617862540988812317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/co-gryzie-gilberta-grapea-whats-eating.html' title='Co gryzie Gilberta Grape&apos;a? (What&apos;s Eating Gilbert Grape, 1993)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-3357120551084866119</id><published>2011-08-23T18:15:00.002+02:00</published><updated>2012-02-25T22:08:58.672+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dom z piasku i mgły'/><title type='text'>Dom z piasku i mgły (House of Sand and Fog, 2003)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.kdc.pl/pub/mm/img/220/10497279.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.kdc.pl/pub/mm/img/220/10497279.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Vadim Perelman&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Vadim Perelman, Shawn Lawrence Otto&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Ze mną jest coś bardzo nie tak. Znajduję u siebie filmy, których pochodzenie jest kompletną zagadką. W moich tymczasowych i stałych kolekcjach, znajdują się właściwie 4 typy filmów: 1) nowości, 2) filmy bardzo dobre lub ulubione, do których lubię wracać (przy czym "lubię wracać" należy rozumieć jako "wracam, kiedy mam nieprzepartą ochotę sprawę jeszcze raz prześledzić, a nie udaje mi się potrzeby tej zaspokoić czymś innym", bo filmów kolejne razy oglądać nie lubię z prostej przyczyny - szkoda mi czasu, skoro przede mną jeszcze tyle do zobaczenia), 3) dzieła reżyserów, których cenię bądź też takie z dobrymi rolami równie szanowanych aktorów i 4) filmy, o których gdzieś kiedyś było głośno, ciekawie, które mocno nagrodzono, ktoś mi o nich wspominał i polecał lub wyczytałam, że mogą byc warte obejrzenia. "Dom z piasku i mgły" nie należy do żadnej kategorii. Reżyser mi nieznany, Connelly i Kingsley nie wzbudzili we mnie dotąd takich emocji, żeby wybrać film specjalnie z ich przyczyny. Tylko ten podpis pod "music by...". Że to Horner. Że może dlatego? Wolę myśleć, że właśnie tak, bo tylko w ten sposób okaże się, że jednak nie jest ze mną tak zupełnie nie w porządku.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Kathy Nicolo (Jennifer Connelly) przechodzi poważny kryzys. Kilka miesięcy temu zostawił ją mąż, wpadła w alkoholowy ciąg i nienawidzi swojej pracy (jest sprzątaczką). Jedyne, co jej pozostało i co pomaga jej zachować pion, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, to dom. Piękna, nadmorska willa to efekt wieloletniej pracy ojca Kathy - włożył weń mnóstwo pieniędzy, serca i wysiłku, by przekazać go swoim dzieciom. I ten wspaniały dom Kathy po prostu traci wskutek... pomyłki władz. W biurokratycznym chaosie pojawiła się infromacja, że pani Nicolo nie odprowadza podatków z racji prowadzenia działalności podatkowej. Wszystko fajnie, tylko, że biedna dziewczyna żadnej działalności nie prowadziła i nie prowadzi. A że trzymając butelkę w ręku niełatwo otworzyć pocztę, Kathy zostaje zaskoczona nakazem eksmisji i ma zaledwie kilka godzin, żeby zorganizować sobie nowe życie. Pomaga jej w tym nieszczęśliwy w swoim małżeństwie zastępca szeryfa Lester Burdon (Ron Eldard). Tymczasem dom trafia na aukcję i po zawrotnie niskiej cenie kupuje go pułkownik &lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Massoud Amir Behrani (Ben Kingsley), który po rewolucji w Iranie uciekł do USA wraz ze swoją rodziną. To jej właśnie chce zapewnić lepszy byt i luksus, do którego przywykła (pracuje więc w ciągu dnia na autostradzie, a nocą w sklepie). Dom z aukcji jest dla niego jak wygrana na loterii, spełnienie marzenia: kupić nieruchomość po niskiej cenie, sprzedać ją z zyskiem i nabyć coś naprawdę dużego i ładnego, co będzie azylem dla uciekającej wciąż rodziny. Ale Kathy - prawowita właścielka domu - nie zamierza się poddać. Nie mogąc patrzeć na opieszałość władz z przyznaniem się do winy, postanawia załatwić sprawę na własną rękę. Tylko że trafiła na silnego zawodnika, który jest zdolny do wszystkiego, byleby tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. Ale czy i Kathy nie jest wystarczająco zdeterminowana, by walczyć o swoje? Szczególnie, gdy ma u boku stróża prawa, który z prawem zaczyna być trochę na bakier...?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;To miał być film do prasowania. Wiecie, z lektorem, nie skupiający całej uwagi, żeby można było przez te 1,5 godzinki jeździć żelazkiem po piętrzących się w szafie po praniu ubraniach. No i chwilę rzeczywiście był. A potem usiadłam, zasłoniłam bezwiednie usta ręką i tak przesiedziałam już do końca. Bo naprawdę - co tam się działo... Dużo bardzo po tym filmie gdybania się włącza. Bo, co gdyby władze się nie pomyliły? Gdyby Kathy interweniowała wcześniej? Behrani nie kupił domu? Burdon nie zaangażował się w sprawę tak mocno? Czy gdyby to wszystko, czy doszłoby do tragedii? W niecny sposób scenarzyści śladem autora powieści Andre Dubusa III prowadzą widza przez pajęczynę tego konfliktu. Kolejne nici pękają pod naporem determinacji bohaterów, aż dochodzimy do gruczołów przędnych, z których nić się rozrasta (u Behranich są to silne więzi rodzinne - są zresztą muzułmaninami, u Kathy silna potrzeba ostoi). One już nie pękają, one eksplodują, pokrywając swym śmiertelnym sokiem wszystkkich. I każdy, absolutnie każdy na tym traci. Wszyscy oni są przeklęcie nieszczęśliwi. I każdy ma rację. Nie sposób trzymać czyjejkolwiek strony.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Przepysznie zagrał Behrani'ego Ben Kingsley. Gdy z zakrwawioną koszulą biegnie ulicami miasta, trzymając się za głowę i krzycząc rozpaczliwym głosem słowa o najgłębszej treści, a potem zawzięcie modli się o cud, nie może pozostawić obojętnym. Nie ważne wobec kogo/czego - czy granej postaci, czy własnego aktorstwa - ale nie może i nie pozostawia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Piękne są też - najbardziej mnie chyba poruszające - sceny, ukazujące kulturowe różnice między bohaterami. Relacje między członkami rodziny Behrani, nakazy płynące z ust rodziców w kierunku syna, niezwykłe metafory i silne przywiązanie do tradycji - tak bogate, choć tylko powierzchownie potraktowane elementy kultury Wschodu serwuje nam Parelman.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Czy polecam? Tak. To z pozoru spokojna, wiedziona trochę klimatem nadmorskiego domu, historia, która nagle wybucha, przysłaniając mgłą rozsądek i wiejąc piaskiem w oczy wszystkim, bez wyjątku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-3357120551084866119?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/3357120551084866119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/dom-z-piasku-i-mgy-house-of-sand-and.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3357120551084866119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/3357120551084866119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/dom-z-piasku-i-mgy-house-of-sand-and.html' title='Dom z piasku i mgły (House of Sand and Fog, 2003)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-9048475751195223802</id><published>2011-08-19T18:07:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:08:51.687+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nie czas na łzy'/><title type='text'>Nie czas na łzy (Boys don't cry, 1999)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.oksklep.pl/829372-16728-thickbox/nie-czas-na-lzy-polski-lektor-dvd.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.oksklep.pl/829372-16728-thickbox/nie-czas-na-lzy-polski-lektor-dvd.jpg" width="227" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Kimberly Peirce&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Kimberly Peirce, Andy Bienen&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Było o gejach, niech będzie i o lesbijkach lub transseksualistach. Film nie nowy, który - znów nie wiem jak - znalazł się jakiś czas temu w mojej kolekcji i czekał cierpliwie na swój czas. I znalazł go, na (nie)szczęście.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Brandon Teena (Hilary Swank) ma problemy z policją. Kradzież aut, podrabianie czeków i inne występki zmuszają go do ucieczki w poszukiwaniu szczęścia. Gdy trafia do małej teksańskiej mieściny Falls City, wydaje się, że wreszcie je znalazł: świetnie odnajduje się w prowincjonalnej rzeczywistości, szybko zdobywa sympatię znajomych i miłość uważanej za miejską piękność Lany (&lt;/span&gt;Chloë Sevigny)&lt;span style="font-size: small;"&gt;. I wszystko prowadziłoby do szczęśliwego zakończenia, gdyby nie to, że Brandon skrywa tajemnicę: jest bowiem dziewczyną. Kłamstwo i odmienność nie może ujść mu na sucho.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tolerancja w kontekście orientacji seksualnej w latach 90. kulała nawet w Ameryce. Szczególnie w stanach,&amp;nbsp; miastach, które oddychają jedynie swoją własną duchotą, w których życie jest zupełnie nie do zniesienia, z których każdy albo chce nawiać, albo zagłusza beznadzieję swojego istnienia używkami. Brandon Teena (lub, jak kto woli, Teena Brandon) nie jest ani lesbijką, ani gejem. Bliżej mu trochę do transwestyty ale że nie ma pieniędzy na operację zmiany płci, pozostaje mu tylko maskować fizyczne oznaki swoje kobiecości. Bo w psychice Brandona wszystko jest jak należy - czuje się mężczyzną, żyje jak mężczyzna, myśli jak mężczyzna, nawet mówi i zachowuje się jak mężczyzna. Akceptuje siebie, swoją inność, swoją tożsamość płciową - inną od tej wrodzonej. Choć zdaje sobie sprawę, że dla innych jest to problemem, próbuje żyć po swojemu, w zgodzie ze sobą. Jest spragniony miłości, szuka jej więc, ukrywając to, co i tak musi wyjść na jaw. A gdy wychodzi, gubi się, bo okazuje się, że jego wybranka kocha naprawdę - bez względu na to, kim jest (świetnie podsumowuje to zresztą Lana, mówiąc, że Brandon może sobie być nawet w połowie małpiszonem, byle wytłumaczył, co robi w areszcie), za to problem mają ci, których rzecz interesuje tylko i wyłącznie z nudy. I to oni Brandona za jego odmienność sądzą. Bardzo dotkliwie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ten film jest nie do zniesienia. Bardzo śmiałe jak na tamten czasy sceny erotyczne pomiędzy, jakby nie było, kobietami, nieludzkie sceny rozprawiania się miejskich opryszków z nieokreślonym płciowo przybyszem, wreszcie brutalny finał, powodują dreszcze obrzydzenia i trwogi. I cały czas ta obłędna Swank, która, nie ukrywajmy, urodę ma specyficzną, bardzo chłopięcą - dlatego tak dobrze odnajduje się w rolach męskich (choćby "Za wszelką cenę") i wykorzystuje ją tu od a do z. Ale to mało. Ona po prostu staje się facetem, jakby od początku nim była, jakby się nim urodziła. Jest w tym odpychająca i genialna zarazem. Gdybym nie wiedziała, że jest kobietą, dałabym sobie rękę uciąć, że to mężczyzna. Serio. Zasłużone były nagrody (Oscar i Glob), oj zasłużone.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Tylko na własne ryzyko, ale... tak!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-9048475751195223802?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/9048475751195223802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/nie-czas-na-zy-boys-dont-cry-1999.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9048475751195223802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9048475751195223802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/nie-czas-na-zy-boys-dont-cry-1999.html' title='Nie czas na łzy (Boys don&apos;t cry, 1999)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-514701184667033991</id><published>2011-08-14T20:14:00.006+02:00</published><updated>2012-02-25T22:08:46.247+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zła kobieta'/><title type='text'>Zła kobieta (Bad Teacher, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.esensja.pl/obrazki/plakaty/129508_zla-kobieta_200.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://www.esensja.pl/obrazki/plakaty/129508_zla-kobieta_200.jpg" width="222" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Jake Kasdan&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Lee Eisenberg, Gene Stupnitsky&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: komedia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie miałam zamiaru chwalić się tym, że "Złą kobietę" (dlaczego kobieta, skoro oryginalna nauczycielka sprzedała by się pewnie równe dobrze?) w ogóle oglądałam. Namówił mnie mąż, który stwierdził, że warto ludzi ostrzec, co to za chłam. No to ostrzegam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Elizabeth Hasley (Cameron Diaz) jest kompletnym zaprzeczeniem porządnej nauczycielki. Oszukuje, kradnie, pali marihuanę na przerwie, przeklina do uczniów, a program szkolny realizuje emitując dzieciakom filmy i podpijając pod biurkiem z flaszki. Może sobie pozwolić na dostatnie życie, bo pasożytuje na bogatym narzeczonym. Ale ten związek postanawia (a raczej postanawia za niego mamusia) zakończyć. Elizabeth musi więc złowić nowego bogacza. A do tego potrzebne jej są nowe... piersi. Młoda nauczycielka zrobi wszystko, by uzbierać na ten kosztowny zabieg.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Zła kobieta" to kolejny film z niziutkiej półeczki produkcji bazujących na znanych nazwiskach. I tylko tym. Bo o tym, że Cameron Diaz nie jest wybitną aktorką, a Justin Timberlake jednak lepiej radzi sobie ze śpiewaniem niż graniem, nie trzeba nikogo przekonywać. Ale Diaz wygląda sobie dobrze, a Timberlake stał się po "Social Network" taaki modny, że warto było spróbować. Do tego niezły nawet punkt wyjścia (seksowna i zdemoralizowana nauczycielka dąży do spełnienia swoich hedonistycznych potrzeb) i może jakoś (baaardzo jakoś) by to wyszło. Ale scenarzyści postaci wymyślali chyba porządnie sobie pociągając, bo to, co zrobili z seksualnego dziwaka Scotta Delacorte (Dżastin właśnie) oraz&amp;nbsp; obleśnej i chorej psychicznie Amy Squirell (Lucy Punch) prosi się o proces sądowy. Jedyny aktor, który - również jakoś - wybrnął z sytuacji i nie dał się upodlić idiotyczną rolą był Jason Segel w roli wuefisty Russela Gettisa. Ale gdy mówiąc "wybrnął" mam na myśli, że był po prostu normalną postacią, nie jestem chyba zbyt przekonująca, prawda?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie ma tu za bardzo o czym pisać. Można było to zrobić dużo lepiej, nie angażując się w wątki poboczne, wyprostować kilka posunięć, popracować nad gagami. I by było. Ale nie jest.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy polecam? Absolutnie nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-514701184667033991?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/514701184667033991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/za-kobieta-bad-teacher-2011_14.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/514701184667033991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/514701184667033991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/za-kobieta-bad-teacher-2011_14.html' title='Zła kobieta (Bad Teacher, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-4191831933582675765</id><published>2011-08-09T21:38:00.009+02:00</published><updated>2012-02-25T22:08:35.592+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Larry Crowne - uśmiech losu'/><title type='text'>Larry Crowne - uśmiech losu (Larry Crowne, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5c3LLL9TDj0/TdmCioRdI1I/AAAAAAAAAnQ/aCqcHq-DmSk/s1600/Larry+Crowne+Movie+Poster.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-5c3LLL9TDj0/TdmCioRdI1I/AAAAAAAAAnQ/aCqcHq-DmSk/s320/Larry+Crowne+Movie+Poster.jpg" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-5c3LLL9TDj0/TdmCioRdI1I/AAAAAAAAAnQ/aCqcHq-DmSk/s1600/Larry+Crowne+Movie+Poster.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/69/34/556934/7379627.2.jpg?l=1307449778000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: Tom Hanks&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: Tom Hanks, Nia Vardalos&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: &lt;/span&gt;USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: komedia obyczajowa&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Na życzenie czytelnika... Nie, poważnie: sama byłam ciekawa, co to za film, bo słyszałam bardzo dobre opinie o nim. A i Hanksa dawno nie oglądałam, więc tym spieszniej na film wybrać się wypadało.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Larry Crowne (Tom Hanks) pracuje w supermarkecie. Jest świetnym pracownikiem, więc gdy zostaje wezwany na dywanik szefa, nie przeczuwa, że za chwilę usłyszy gorzkie słowa o redukcji etatów. Widoków na nową pracę nie ma żadnych,&amp;nbsp; więc za namową przyjaciół Larry postanawia zdobyć to, co rzekomo powstrzymywało szefów przed zakwalifikowaniem Larry'ego do awansu: dyplomu. College, młodsi o 30 lat koledzy z ławki oraz piękna i sfrustrowana pani od retoryki stają się jego całym życiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy, jest totalnie głupawa, więc się podzielę: ale ten Hanks jest już stary! Niby frazes: ludzie się starzeją, ale jakoś po niektórych ten upływ czasu widać trochę bardziej niż po innych niektórych. I to wcale nie jest kwestia makijażu i retuszu. I choć młodszy jest Hanks od także lubiącego grywać w swoich filmach Eastwooda, widać na jego twarzy bardzo dużo życia. I to jest naprawdę ładne.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Sam film jest bardzo dobrą komedią. Z dobrymi dialogami i świetnym komizmem sytuacyjnym, żadna tam głupkowata szmira. Na początku jest trochę dramatu: utrata pracy, włączenie systemu oszczędnościowego, przykrości związane z rozstaniem się z własnym dobytkiem. A potem&amp;nbsp; już jazda (może ze zbyt dużą prędkością i płynnością) z górki. Bo czymże jest brak domu czy&amp;nbsp; dobrej pracy, skoro można pojeździć na motorze z gówniarzami, pośmiać się z profesora od ekonomii (świetny w tej roli&amp;nbsp; George Takei) i pomarzyć o wypalonej zawodowo, acz ślicznej pani profesor? Spłycam, bo to wszystko prowadzi do zakończenia wiadomego, żywcem wyjętego z komedii romantycznej. Ale Hanks w schemacie tylko moczy nogi, nie interesuje go kąpiel. Robi to po swojemu. Robi to dobrze.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Bardzo dobrze pomyślana postać Mercedes Tainot (Julia Roberts) - kompletnie sfrustrowanej swoim życiem i pracą pani profesor, która swój nieudany związek i konieczność użerania się z debilnymi studentami zapija dużą ilością drinków. Roberts dobrze zresztą tę rolą pokierowała, zabarwiając ją swoim czarem. Bo ma Julia Roberts jakiś nieodgadniony wdzięk, który zadziwia mnie w każdym filmie. Niby ani mnie ona ziębi, ani grzeje, ale w każdym filmie (poczynając od kultowego romansidła "Pretty woman", przez naprawdę dobry "Raport Pelikana", aż po jeden z ostatnich, nieco inny niż dotychczas "Jedz, módl się, kochaj") przekonuje mnie do siebie. Właśnie "tym czymś". Nie, żebym mdlała, zachwycała się, gloryfikowała i od razu z zapałem uzupełniała listę ulubionych aktorów. Ale jednak coś jest. I to jest w niej bardzo fajne.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Warto też wspomnieć, że Larry jest dzieckiem (jakby to nie zabrzmiało) Toma Hanksa. To jedna z czterech (czwarty w 2013 roku) produkcji w reżyserii Hanksa. Raczkuje więc dopiero Hanks-reżyser, ale jak przystało na wspaniałego, starzejącego się aktora pewnie wkrótce się rozkręci. Oby tylko dobrze naoliwił maszynę, żeby nie skrzypiała jak u Eastwooda.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Oczywiście. Choć nie jest to arcydzieło, ani nawet film, który będzie rządził w box office'ach, to naprawdę warto zobaczyć, choćby po to, by trochę się pośmiach. W końcu Larry Crownie to uśmiech losu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-4191831933582675765?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/4191831933582675765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/larry-crowne-usmiech-losu-larry-crowne.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4191831933582675765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/4191831933582675765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/larry-crowne-usmiech-losu-larry-crowne.html' title='Larry Crowne - uśmiech losu (Larry Crowne, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5c3LLL9TDj0/TdmCioRdI1I/AAAAAAAAAnQ/aCqcHq-DmSk/s72-c/Larry+Crowne+Movie+Poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-365094479157902500</id><published>2011-08-04T21:15:00.009+02:00</published><updated>2012-02-25T22:08:25.714+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Woda dla słoni'/><title type='text'>Woda dla słoni (Water for Elephants, 2011)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://merlin.pl/Woda-dla-sloni_Sara-Gruen,images_big,21,978-83-7510-732-6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://merlin.pl/Woda-dla-sloni_Sara-Gruen,images_big,21,978-83-7510-732-6.jpg" width="207" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/19/57/561957/7370854.2.jpg?l=1303294665000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Francis Lawrence&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Richard LaGravenese&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: melodramat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Do "Wody do słoni" w ogóle mnie nie ciągnęło. Bo, po pierwsze, słodka Reese: niby nic do niej nie mam, ale że w większości swoich filmów wypada tak samo, nie miałam ochoty na powtórki. Po drugie, Pattinson. Już powoli sobie zdaję sprawę, że wpadam w podobną pułapkę jak z DiCaprio - szufladkuję gościa po jednej roli; ale jeszcze opory mam. No i po trzecie, cyrk. W ogóle jakoś nie. I z takim nastawieniem siadłam przed telewizorem. No bo Waltz przecież.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Jacob Jankowski (Robert Pattinson) jest dobrze zapowiadającym się studentem weterynarii. Ma powodzenie, przed nim świetlana przyszłość. Aż tu wydarza się rzecz tragiczna i zostaje właściwie bez niczego. Kiedy podczas nocnej wędrówki z walizką w ręce wskazuje do pociągu, jeszcze nie wie, że właśnie przekroczył próg nowego życia. Cyrkowego życia. Za arenowymi kulisami poznaje Marlenę (Reese Witherspoon) i jej męża - Augusta (Christoph Waltz) dyrektora cyrku. Jacob dobrze się szefowi sprzedaje i już wkrótce bierze udział w przygotowaniach nowego numeru i spijaniu śmietanki z jego sukcesu. Ale czy młodemu chłopakowi wystarczy sława, gdy obok widzi piękną, szukającą wybawienia od męża-tyrana cyrkówkę?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, jak to się stało, ale naprawdę nie miałam pojęcia o polskich akcentach w "Wodzie dla słoni". Początkowo myślałam, że to tylko taki punkt zaczepienia: rodzice-Polacy, główny bohater ma polskie korzenie - fajnie. Gdy z ust Pattinsona wymyka się z trudem coś na kształt: "Ńe mam ćasu" prawie pękam ze śmiechu, sądząc, że na tym udział Polski w filmie się kończy. A wcale tak nie było. I to było naprawdę miłe. Rany, jak niewiele człowiekowi trzeba - pogłaskać po narodowym łebku, połechtać patriotyzm - i już film ląduje piętro wyżej.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Cyrk, niestety, pokazany z tej najgorszej strony: katowanie zwierząt, dążenie do sukcesu po trupach (dosłownie), wędrowne życie, pociąg za dom i cyrkowcy za rodzinę. Dużo fajnych zwierząt, urocza słonica Rosie, zabawy, hulanki, swawole. To z jednej strony. A z drugiej brud, nędza, wyzysk. Nic nowego, nic fajnego.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;O Reese była już mowa. O Pattinsonie krótko: nie było najgorzej. O Waltzie może trochę więcej, bo uczucia mam, mieszane. Trzeba mu przyznać, że w rolach skur****** jest genialny. Istny majstersztyk. I jasne, pewnie dlatego grywa zwykle czarne charaktery. Czy nie otrzymuje propozycji innych ról, czy po prostu je odrzuca - nie wiem (ale z przyjemnością zobaczyłabym go w roli nawet komediowej). Problem w tym, że - choć jako tyran był genialny - rzeczywiście jako August Rosenbluth jest niemal identyczny jak Hans Landa z "Bękartów wojny". Ta sama mimika, te same skurcze mięśni twarzy, błyski w oku, złowrogie spojrzenia, gesty, tembr głosu, ironia w nim, śmiech, tak samo zimny, bezwzględny, pozbawiony skrupułów i skrzywiony moralnie, choć w rzeczywistości tchórzliwe i złamane emocjonalnie biedaczysko. Świetny więc, ale... to już było...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Ładna muzyka bardzo płodnego autora - Jamesa Newtona Howarda. Gość komponuje ostatnio jak szalony, obstawiając ze 4-5 filmów rocznie. A na koncie ma niezłe soundtracki, np. "Pretty Woman", "Adwokat diabła", oba Batmany Nolana, "Krwawy diament", "Turysta", "Salt" czy najnowsze "Larry Crownie - uśmiech losu", "Gnomeo i Julia", Green Hornet 3D" i "Green Latern".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż tu dużo gadać. Przyjemny film. Choć, przyznam szczerze, wątek melodramatyczny (a dzieje trudnej miłości być muszą, bo inaczej film by się nie sprzedał) nudny i przewidywalny; właściwie mogłoby go nie być - to właśnie w scenie bijatyki o Marlenę zaczęło się robić mniej ciekawie. Zakończenie przesłodzone bardzo, dobrze więc, że była ta klamra i zamiast rozkosznego obrazka sielanki, możemy spojrzeć w stęsknione, ale dobrze przeżyte oczy dziadunia-narratora.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Tak, bo to przyjemny, choć nieco ckliwy, film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-365094479157902500?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/365094479157902500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/woda-dla-soni-water-for-elephants-2011.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/365094479157902500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/365094479157902500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/woda-dla-soni-water-for-elephants-2011.html' title='Woda dla słoni (Water for Elephants, 2011)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-9010516059607614147</id><published>2011-08-03T12:30:00.006+02:00</published><updated>2012-02-25T22:08:08.748+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hadewijch'/><title type='text'>Hadewijch (2009)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_EQtHBj-z3KM/TO6TY43ZvzI/AAAAAAAAAys/ImmiJfv1dBE/s1600/Hadewijch+%25282009%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_EQtHBj-z3KM/TO6TY43ZvzI/AAAAAAAAAys/ImmiJfv1dBE/s320/Hadewijch+%25282009%2529.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Bruno Dumont&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Bruno Dumont&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: Francja&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Na początek mała uwaga: celowo nie podaję polskiego tytułu, który bywa (na szczęście w niewielu źródłach) przytaczany, bo jest dość nieprecyzyjny - "Wierząca". Nakreśla temat, ale bardzo spłyca znaczenie. I plakat - wyjątkowo nie filmwebowski, czyli zagraniczny, bo mówi więcej.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Doprawdy nie wiem, jak "Hadewijch" się u mnie znalazła. Odkryłam ją jakiś czas temu, obchodziłam wokół, nie wiedząc o filmie zupełnie nic. Wreszcie uległam. Mimo, że to produkcja francuska, a na francuskie filmy mam uczulenie (dlaczego? je ne sais pas). Poirytowana do granic możliwości nawet dotrwałam do końca.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline (Julie Sokolowski) jest - cóż tu dużo mówić - bardzo wierząca (jest, dodajmy, chrześcijanką). Pochodzi z bogatej rodziny (jej ojciec jest ministrem), mieszka w centrum Paryża w domu, który wygląda jak apartament Ludwika XIV. Że żyć w nim nie może - tak mocno ssie ją pragnienie życia w Bogu - postanawia udać się do klasztoru. Ale i tam nie ma dla niej miejsca. &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline, przyjmując imię zakonne Hadewijch, próbuje się nie tyle upodobnić do swojej wielkiej, średniowiecznej imienniczki (a była to belgijsko-holenderska mistyczka), co nawet ją przeskoczyć: uparcie się umartwia (post, wyziębienie itd.) i marzy o tym, by Bóg, który objawia się w jej zakochanej duszy, dał się także poznać w sposób fizyczny, cielesny. Nic dziwnego, że &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline zaczyna przerażać nawet matkę przełożoną. Biedna dziewczyna zostaje z zakonu wydalona, by poszukała powołania w świecie zewnętrznym. Znajduje go w napotkanym islamskim fundamentaliście i jego bracie, którzy sprzedają jej islam i tym samym zachęcają do walki w imię Boga (co oni gorliwie czynią, podkładając w mieście bomby). Poszukiwania &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline ostatecznie prowadzą ją nad brzeg rzeki. Bo po co żyć, skoro Bóg wciąż umyka?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Teraz będzie frazes, ściągnięty z opinii Wielce Poważnych Recenzentów: chodzi tu o zderzenie chrześcijańskiego mistycyzmu (a i przy okazji religijnego fanatyzmu) z islamskim fundamentalizmem. Ale ja nie mam zamiaru wcale powielać schematów w temacie recenzji. Bo - będzie dygresja - do pasji doprowadza mnie, gdy widzę jedną Mądrą Recenzję, która jest mądra dlatego, że autor uznał film za arcydzieło (choć prywatnie uważa go za gniot) i kilkadziesiąt kolejnych Mądrych Recenzji, które są mądre dlatego, że ten pierwszy autor tak film docenił, a pozostali ją powielili. Skoro ten Wielce Poważny Recenzent napisał, że film dobry, to widocznie jest dobry, a ja myślę źle. Enyłej, zmierzam do tego, że Dumont sprawę bardzo mocno spłycił. Coś, na czym warto było się skupić (ekspansja islamu w zlaicyzowanej Francji) on tylko liznął, skupiając się na wyszeptywanych modlitwach Hadewijch, z których nic zupełnie nie wynika.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Żeby nie zagłębiać się w to, co można przeczytać wszędzie, ja o samej Hadewijch. Dziewucha dojrzewa. Ile ona może mieć lat - 20? 21? może 22 (jest studentką teologii). Normalne, że w tym wieku szuka się spełnienia emocjonalnego, miłości. A hormony szaleją, więc przydałoby się też poczuć namacalnie czyjąś bliskość, być z kimś fizycznie (choćby poprzez dotyk). Że jest Hadewijch zakochana w Bogu, to się rozumie, że szuka tej cielesności właśnie w nim. Tylko jak poczuć Boga w taki sposób? Hadewijch też nie wie i bardzo z tego powodu cierpi. Tłumaczyć się nie tłumaczy, bo jak? Rodziców już odpuściła, coś tam jeszcze usiłuje wyjaśnić Yassinowi i Nassirowi. Brzmi to mniej więcej tak: "Kocham Boga, rozumiesz?" - "...". Albo: "Nie potrzebuję mężczyzny, tylko Boga" - "Masz źle w głowie". Ale o tym, że świat nie rozumie mistyków, fanatyków i głęboko wierzących wiadomo nie od dziś. W czym więc tkwi problem? Ano w tym, że &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline potrzebuje kierownika duchowego, a raz, że nie wie, gdzie go szukać, dwa, nikt nie garnie się, by jej pomóc. Najłatwiej uciec w wir pracy (rodzice) albo zrzucić winę na Bogu ducha winną dziewczynę i oskarżyć ją o egoizm (matka przełożona). To, że Nassir jako jedyny próbuje &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline zrozumieć, naświetlić jej swoje (islamskie) widzenie Boga, jest ważne, znaczące. Dlatego tak szkoda, że Dumont nie wyszedł w tym temacie poza sprzedanie islamu w pigułce i wspólną modlitwę. &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Céline domaga się (choć sama tego nie wie) drogowskazu, kogoś, kto powie jej, jak żyć w tym zwariowanym świecie, kochając Boga i akceptując brak jego fizycznej obecności. Nie otrzymuje tego, więc idzie po omacku. Dlatego drażni Yassina swoim dotykiem (dla niej to tylko spełnienie potrzeby bliskości, dla niego - wiadomo). Dlatego wielokrotnie z rozpaczą przybiega do grobu Chrystusa (gdzie może być blisko Jego &lt;u&gt;ciała&lt;/u&gt;). Dlatego rodzi się na nowo w męskich ramionach (ostatnia scena) - ramionach kogoś, kto w daleko idących interpretacjach może być dużą metaforą.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Julie Sokołowski, zdaje się, w roli Hadewijch debiutowała. Wielce Poważni Recenzenci twierdzą, że to udany debiut. Bzdura. Ona zupełnie nie przekonuje. Przez cały film ma jeden i ten sam wyraz twarzy, a w scenie, w której wybucha rozpaczliwym płaczem, jest po prostu niewiarygodna. Jest tak bardzo nieszczęśliwa w tej swoje miłości, że nie dziw później, gdy uważa się wierzących za fanatyków, a miłość do Boga za bolesną karę. Bez wątpienia dowodzi tylko o jednym: jest uduchowioną, dojrzałą duchowo (ale emocjonalnie już nie - nie radzi sobie ze swoimi pragnieniami, wypiera swoją seksualność w sposób skrajny) osobą, która naprawdę kocha Boga. Ale nie wie chyba jeszcze, że może odnaleźć Go też w drugim człowieku, zdobywając przy okazji to, czego potrzebuje dalece więcej: bliskość drugiego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;I jeszcze rzecz krótka o montażu, o tempie w ogóle. Ja wiem, że niektórzy ludzie to mają na wszystko czas. Ale bez przesady. Kiedyś mówiono, że polskie kino ma (&lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;dziś już raczej: miało) &lt;/span&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;to do siebie, że robi się scenę na zasadzie: "Idzie, idzie, idzie, doszedł". A kamera za nim. Przeciwstawiano to amerykańskim produkcjom, gdzie całe to "pomiędzy" jest wycięte: "Idzie, doszedł". Dumont w takim razie chyba nie lubi amerykańskiej kinematografii. Co się dzieje w Paryżu Dumonta? Metro jedzie, jedzie, jedzie, wciąż jedzie, jeszcze chwilę jedzie, o, dojechało. Pada deszcz - pada, pada, coraz bardziej pada, pada, pada, cały czas pada, trochę mniej pada, przestaje. Bohater idzie i idzie, aż się ma ochotę go popchnąć, krzyknąć: "Ruchy, ruchy!". Męczące jak diabli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="filmDescrBg" property="v:summary"&gt;Czy polecam? Miałam jednoznacznie się dziś określić. Że nie, oczywiście. Ale, tak sobie myślę, przecież nie przeszłam obok tego filmu obojętnie. Poirytował mnie mocno, wzbudził parę refleksji, szarpnął emocjonalnie. Więc coś jednak Dumont, szlag by go, we mnie zrobił. Ale to nie są fajne odczucia. Więc jeśli chcecie tego - proszę. Ceniącym spokój - odradzam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-9010516059607614147?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/9010516059607614147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/hadewijch-2009.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9010516059607614147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9010516059607614147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/08/hadewijch-2009.html' title='Hadewijch (2009)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_EQtHBj-z3KM/TO6TY43ZvzI/AAAAAAAAAys/ImmiJfv1dBE/s72-c/Hadewijch+%25282009%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-8603199322799447134</id><published>2011-07-31T21:21:00.004+02:00</published><updated>2012-02-25T22:07:41.483+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samotny mężczyzna'/><title type='text'>Samotny mężczyzna (A Single Man, 2009)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/31/89/493189/7322305.2.jpg?l=1272459121000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/31/89/493189/7322305.2.jpg?l=1272459121000" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Tom Ford&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Tom Ford, David Scearce&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: dramat&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;A, to ten film, w którym Firth zagrał geja. Fu. A właśnie, że nie fu! Z dużym opóźnieniem, ale siadłam w końcu do filmu Forda, bo miłość homoseksualna mnie nie mierzi, a już tym bardziej nie jest wyznacznikiem w ocenie filmu. Poza tym: przecież to na pewno nie jest jakiś chory pornos i więcej będzie tu zmysłowości i czystej erotyki niż brudnego seksu. Nie pomyliłam się.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;George Falconer (Colin Firth) jest profesorem anglistyki. I homoseksualistą. Poznajemy go w trudnym momencie życia - niedawno stracił miłość swojego życia. Jim (Matthew Goode), z którym był 16 lat, zginął w wypadku. George nie może pogodzić się z tą stratą i nie chce mu się już tak żyć. Dosłownie. Jeden dzień z życia George'a pełen jest retrospekcji, wspomnień, ale też ciekawych zwrotów zaplanowanej przez niego od a do z akcji. Czy młodziutki Kenny (Nicholas Hoult), student Falconera, i Charley (Julianne Moore), zakochana w nim przyjaciółka, nieopatrznie odwiodą George'a od powziętego zamiaru i ostatecznej ucieczki od samotności? A nawet jeśli, czy to wystarczy, żeby... żyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, samotność. Kto próbował spędzić kilka dni zupełnie w pojedynkę (nie zamierzając odpocząć od świata) wie, że w pewnym momencie robi się jakoś łyso, jakoś niewygodnie, nieswojo. Że garnie do drugiego. Po cokolwiek, byle by. I tak jest z Falconerem, który traci swojego partnera. To wielka musiała być miłość, skoro odbiera motywację do czegokolwiek, do życia w ogóle. I wielka samotność w tłumie, bo któż zrozumie starego faceta, który - jak świetnie to ujął pan Strunk - "gra w innej drużynie" &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Rany, co to było za miłe uczucie oglądać Firtha w roli innej niż ułożonego elegancika w sweterku i kołnierzyku spod znaku Marka Darcy'ego z dziejów Bridget Jones. Mając szczęście widzieć ten film później niż "Jak zostać królem" jestem zachwycona jak na tle Firtha-króla wypadł Firth-gej. Ponieważ sylwetka Firtha mówi tu niewiele, wszystko dzieje się na jego twarzy, szczególnie w oczach. A te pełne są miłości, czułości, dojrzałej troski, ale też zmysłowości, upojenia, pasji. Tu&amp;nbsp; ujmująca jest scena, w której dowiaduje się o śmierci Jima. Pięknie Ford pokazał, że w takiej chwili niekoniecznie trzeba wybuchać płaczem, cokolwiek mówić. Ten sam Firth jest więc czułym kochankiem, profesorem, który nie boi się stawiać odważnych tez i pełnym humoru przyjacielem. I w każdej z tych ról jest tak samo prawdziwy. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Bardzo miła dla oka była też Julianne Moore. Wciąż mam mieszane uczucia co do jej aktorstwa - czasem całkiem mi się podoba, czasem nie mogę wprost znieść jej osoby. Ostatnio nawet miała szansę pokazać coś więcej w "The kids are all right", niestety Anette Bening przyćmiła ją swoją kreacją. A tu - choć może o nagrodę czy nominację nawet rola nie zakrawa - to pyszne było to jej alkoholowe upojenie kobiety, którą połamało życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Homoseksualizm, o którym mówi Ford, nie jest wulgarną manifestacją inności. Zresztą, to są lata 60., homorewolucja seksualna właściwie dopiero przed nami. Mniejszości seksualne są izolowane. Może nie tak agresywnie, ale jednak - są w innej drużynie, nie są swoi, nie są nasi.&amp;nbsp; Warto docenić u Forda to, że w scenach, które aż proszą się o kontinuum, poprzestaje na wiszących w powietrzu emocjach i wizualnym pożądaniu. Tłamsi to, co jest treścią homoseksualizmu dziś. Mamy atmosferę pełną intymności, wyrafinowania, daleką od krzyku i wołania o jakiekolwiek prawa. Bo trzeba niewiele, trzeba tylko tej garstki ciepła drugiej osoby, tylko tyle.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;A najlepsze w tym wszystkim jest to, że "Samotny mężczyzna" jest debiutem Toma Forda. Debiutem, który od razu wyniósł go na podium. Tylko ręce zacierać, co z tego teksańskiego kreatora mody, wyrośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze zdjęcia. Nasycanie barwami ujęć było absolutnie piękne. I wymowne. Na źródła tego przedsięwzięcia zwrócono już uwagę w recenzjach. I racja: jakie właściwie miałoby być dzieło faceta, który przez lata był projektantem mody? Jest więc wymuskane, estetycznie doskonałe - od pojedynczego krajobrazu, poprzez stylizacje i wizaż postaci, aż po snute w szarościach wizje.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Tak. Kobietom bez uzasadnień. Mężczyznom, bo powinniście przemóc swoją hipokryzję, w rytm której chętnie oglądacie miłość homoseksualną w wydaniu kobiet, a na tę męską puszczcie pawia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-8603199322799447134?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/8603199322799447134/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/samotny-mezczyzna-single-man-2009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8603199322799447134'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/8603199322799447134'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/samotny-mezczyzna-single-man-2009.html' title='Samotny mężczyzna (A Single Man, 2009)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-28174747010612153</id><published>2011-07-31T16:34:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:07:34.852+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medium'/><title type='text'>Medium (Hereafter, 2010)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/39/26/493926/7346912.2.jpg?l=1291692889000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/39/26/493926/7346912.2.jpg?l=1291692889000" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;reżyseria: Clint Eastwood&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;scenariusz: Peter Morgan&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;produkcja: USA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;gatunek: dramat, fantasy&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Siadając przed telewizorem wiedziałam o filmie tylko tyle, że gra w nim Matt Damon. Wystarczyło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Film rozpoczynają piękne zdjęcia azjatyckiego, nadmorskiego miasteczka. Francuska dziennikarka Marie LeLay (&lt;/span&gt;Cécile De France) przebywa tam wraz ze swoim partnerem i współpracownikiem. Gdy wychodzi na pobliski targ, by zakupić pamiątki, a kamera uparcie pokazuje morskie fale, już wiemy, że za chwilę wydarzy się coś złego. Żywioł tsunami przynosi Marie coś, czego istnienia nigdy nie podejrzewała. Klaps. Przenosimy się do Londynu, gdzie dwóch małych chłopców (bliźniaków) próbuje uporać się z nadużywającą narkotyków i alkoholu matką. Opieka społeczna, której usiłują wymknąć się z rąk, nie daje spokoju, ale - wkrótce - już tylko jednemu z nich. Klaps. San Francisco. Do zwykłego z pozoru robotnika przychodzi brat z kolegą, który bardzo potrzebuje skorzystać z usług Georga (Matt Damon). Usług, których ten już nie świadczy, bo dar, jaki wykorzystywał, stał się dla niego przekleństwem. Zanim wszystkie te trzy historie splotą się ze sobą (bo spleść się muszą, o tym wiemy od samego początku), George próbuje ułożyć sobie życie na nowo - pracuje w fabryce, zaczytuje się w Dickensie, wybiera się nawet na kurs gotowania, gdzie poznaje śliczną Melanie (Bryce Dallas Howard). Tylko czy uda mu się uciec od przeznaczenia?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pytanie, które od tysiącleci zajmuje całą ludzkość: czy śmierć jest kresem wszystkiego, czy może coś po niej następuje? a jeśli tak, to co nas czeka? Choćbyśmy udawali obojętnych, rzecz każdego w jakiś sposób interesuje: czy po to, żeby lepiej żyć, gdy ma się świadomość, że to nie wszystko, czy choćby tylko po to, żeby zaspokoić ciekawość. Twórcy "Medium" podejmują to zagadnienie bardzo gwałtownie. Wizje Marie i Georga, badania naukowe, w które wczytuje się dziennikarka, "przypadek", który ratuje życie małemu Marcusowi (Frankie McLaren) - mają być czytelnymi dowodami na to, że coś jednak jest na rzeczy. Problem tylko w tym, że już bardziej powierzchownie tematu tego liznąć się nie da. Nie że banalnie. Nikt nie stara się tu brutalnie oswajać śmierci, sypać frazesami czy głosić prawd wiary. I właśnie może ta powściągliwość odebrała produkcji jakikolwiek głębszy sens. Gdy wreszcie dochodzi do spotkania George'a i Marie, gdy pojawia się ta ulga i poczucie, że od teraz będzie już tylko przyjemne odbieranie wyjaśnień, film... po prostu się kończy. Kiedy zobaczyłam napisy końcowe, oczy mi wyszły z orbit, a z gardła wydobył się pełen zdumienia okrzyk: "Jaja sobie robicie?!". Przerażenie było tym większe, gdy zobaczyłam coś, co jakimś cudem wcześniej mi umknęło: directed by Clint Eastwood. I tak przyszło mi z poczuciem lekkiego niesmaku i ogromnego niedosytu, zgodzić się z zaleceniami filmoznawców, by wielcy reżyserzy na starość nie przedkładali sił nad zamiary...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy polecam? I tak, i nie. Jeśli nie oczekujecie głębszych sensów i zadowolicie się płytkim zaserwowaniem wielkich problemów ludzkości, oglądać się będzie przyjemnie. Lub gdy - jak ja - uwielbiacie Damona i chcecie zobaczyć jego absolutnie rozbrajający uśmiech podczas odczytu prozy Dickensa. Pozostałym, niestety, muszę odradzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-28174747010612153?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/28174747010612153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/medium-hereafter-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/28174747010612153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/28174747010612153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/medium-hereafter-2010.html' title='Medium (Hereafter, 2010)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-5817889746802224085</id><published>2011-07-31T06:38:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:07:29.482+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bezsenność'/><title type='text'>Bezsenność (Insomnia, 2002)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/26/16/32616/6909442.3.jpg?l=1193106233000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/26/16/32616/6909442.3.jpg?l=1193106233000" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Christopher Nolan&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Erik Skjoldbjærg, Nikolaj Frobenius, Hillary Seitz&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA, Kanada&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: kryminał, thriller&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nolan - mówcie mi tak jeszcze. Z rozkoszą siadłam do ostatniego już filmu Nolana, którego nie miałam okazji jeszcze zobaczyć. Ciekawa tym bardziej, że, kto jak kto, ale Al Pacino i Hilary Swank w jednym filmie zawieść mnie nie mogli. No i nie zawiedli.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;W czym tym razem grzebie Christopher Nolan? Ano, jak zwykle, zajmuje go psychologia postaci, tu szczególnie: motywacje. Doświadczony detektyw Will Dormer (Al Pacino) wraz ze swoim partnerem Hapem Eckhartem (Martin Donovan) zostają oddelegowani do małego miasteczka na Alasce, gdzie mają pomóc w ujęciu mordercy nastoletniej dziewczyny. Sprawa jest intrygująca, bo ciało pobitej na śmierć dziewczyny nosi znamiona czułej pielęgnacji, której dokonał zabójca. Dla alaskańskiej policji zagadka jest niemal nie do rozwiązania. Ale nie dla Dormera, który szybkimi, pewnymi ruchami wydaje polecenia i odkrywa karty gry zabójcy. I wszystko zmierzałoby ku szczęśliwemu roztrzygnięciu, gdyby nie "wypadek przy pracy". Od tej pory Dormer, nękany wspomnieniami przeszłych spraw (które notabene zaczęły wychodzić na światło dzienne i budzić zainteresowanie odpowiednich władz), przestaje sypiać (bo jak tu spać, gdy na zewnątrz przez całą dobę jest jasno? to w końcu północna Alaska). Bezsenność splata go z tym, którego ściga, a który - niech to szlag - miał to szczęście widzieć to, co Dormer próbuje ukryć przed kolegami z pracy. Pomiędzy Dormerem a Walterem Finchem (Robin Williams) zaczyna się bezwzględna, pełna manipulacji gra.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Pytanie, jakie stawia Nolan, dotyczy granicy między świadomym przypadkiem a nieumyślnością. Jak dalece nasze ukryte motywacje mogą przełożyć się na działania i powodować nami podczas przypadkowej sytuacji? Czy potrafimy stawić im czoła, nie ulec, powiedzieć "stop", powstrzymać samych siebie przed uwolnieniem od własnych lęków, kompleksów, błędów?&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Jest oczywiste, że konszachty gliniarza z zabójcą nie kończą się dobrze. I wiadomo też, że kwestią czasu jest aż młoda, ambitna pani detektyw Ellie Burr (Hilary Swank) dojdzie prawdy, stając przy okazji przed ogromnym dylematem: co jest ważniejsze: prawda czy prestiż mistrza? Bezsenność Dormera, jego halucynacje, nawet rozmowa z właścicielką hoteliku, będąca swoistym autorozliczeniem, prowadzą do zakończenia, które rozczarowuje. Ma sens, ale rozczarowuje. Daleko mi jednak od stawiania tez, że "Bezsenność" się Nolanowi nie udała. Są świetne zdjęcia - krajobrazy Alaski, zakrwawione płótno, będące leitmotivem filmu. Jest niepowtarzalny małomiasteczkowy klimat, gdzie zabójstwo staje się obiektem zainteresowania każdego mieszkańca (bo przecież w takim miasteczku normalnie nie dzieje się zupełnie nic), przeplatany z senną atmosferą rojeń Dormera (a przecież cały czas jest jasno). Zresztą: to dopiero trzeci film Nolana - tuż po krótkometrażowym "Doodlebug" i świetnym "Memento", cały czas jednak przed Batmanami, obłędnym "Prestiżem" i genialną "Incepcją".&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Jasne, bo to dobry psychologiczny thriller ze świetną rolą Ala Pacino i całkiem dobrą burzącego stereotyp odnajdowania się jedynie w rolach komików Robina Williamsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-5817889746802224085?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/5817889746802224085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/bezsennosc-insomnia-2002.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5817889746802224085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/5817889746802224085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/bezsennosc-insomnia-2002.html' title='Bezsenność (Insomnia, 2002)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-9036515035795559630</id><published>2011-07-31T05:58:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:07:06.250+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mr. Nobody'/><title type='text'>Mr. Nobody (2009)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRvctgbVHAChYcCPZOn-48ZIu9HUq50490-ZtNDl_zq3P4kKPNNnQ" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRvctgbVHAChYcCPZOn-48ZIu9HUq50490-ZtNDl_zq3P4kKPNNnQ" width="234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/91/02/269102/7387143.2.jpg?l=1310956485000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria:&lt;/span&gt; Jaco Van Dormael&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Jaco Van Dormael&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: Belgia, Francja, Kanada, Niemcy&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: melodramat, science fiction&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Zanim usiadłam do napisania tej recenzji upłynęło kilka dni. Nie, nie byłam pod takim wielkim wrażeniem, że musiałam ochłonąć. Ale pochodzić trochę z Nemo Nobody w głowie - to tak. Co z tego chodzenia wynikło? Nic mądrego.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Żeby opowiedzieć, o czym właściwie jest ten film, trzeba by otworzyć przynajmniej trzy wymiary czasoprzestrzenne. Główny bohater Nemo Nobody budzi się w dalekiej przyszłości jako 118-latek. Jest ostatnim żyjącym śmiertelnikiem. Śmierci już nie ma - została wyeliminowana wskutek postępu naukowego. By zrozumieć, co się właściwie stało i czym było jego życie, zanim stracił świadomość, musi cofnąć się o 80 lat i poukładać swoje życie. A nie jest to łatwe, to rozwidla się ono potrójnie. W gruncie rzeczy nic nowego: ot, jeden człowiek i trzy warianty jego losu. Widzieliśmy to już w świetnym "Przypadku" Kieślowskiego, szalałam za tym w "Biegnij, Lola, biegnij" Tykwera. Tyle że Dormael wrzuca w każdy z tych wymiarów wydawałoby się zupełnie przypadkowo związane elementy: jest i galaktyka, i najnowsze badania nad wszechświatem, i rozstrzygnięcia naukowe z przyszłości, i kwestia istnienia Boga, i najnormalniejsze w świecie ludzkie dramaty z rozstaniami (w różnych kontekstach) na czele. I jest to nie do zniesienia. Nie w takiej ilości, w tak krótkim czasie. Aż do momentu, kiedy przychodzi człowiekowi do głowy myśl, że przecież to życie, że tak jest. Dlaczego więc na co dzień nie odczuwamy, że tkwimy w bałaganie emocji, rozterek i wizji pt. "co by było gdyby?". Nemo Nobody odczuwa te emocje i rozterki, daje się tym wizjom porwać. Jakie są tego efekty? Rozstrzyga o nich pośrednio ostatnia scena.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nie znam twórczości Dormaela, nie mogę więc rozstrzygać, jak "Mr. Nobody" ma się do jego dorobku i czy właściwie wróży mi przyszłość autora arcydzieła. Wiem tylko, że do "Incepcji", na którą powołują się producenci na plakacie, mu bardzo daleko. Znam za to Diane Kruger, którą bardzo cenię i z przyjemnością obserwuję jej role. I Jareda Leto, który dzielnie znosi grywanie w takich paranojach jak choćby "Requiem dla snu". I może dlatego coś. Bo w końcu Nemo Nobody - człowiek nikt - człowiek ja - everyman - każdy.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Czy polecam? Nikomu, kogo - jak mnie przed seansem - boli głowa i miał ciężki dzień. Też nie tym, którzy nie mają ochoty wysilać umysłów i lubią czytelne papki z kolorowymi zdjęciami i ładnymi ludźmi. Tym, którzy lubią podumać nad wariacjami ludzkiego losu i pozycją człowieka we wszechświecie, a przy tym są w stanie wytrzymać ponad dwugodzinne balansowanie na granicy snu i jawy, z którego wyjdzie ze sporą dawką frustracji z powodu braku odpowiedzi na jakiekolwiek pytania - to prędzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-9036515035795559630?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/9036515035795559630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/mr-nobody-2009.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9036515035795559630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/9036515035795559630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/mr-nobody-2009.html' title='Mr. Nobody (2009)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-7170244836110786249</id><published>2011-07-28T22:01:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:06:59.652+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Horton słyszy Ktosia'/><title type='text'>Horton słyszy Ktosia (Horton Hears a Who!, 2008)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/09/67/200967/7211107.2.jpg?l=1222340650000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.fwcdn.pl/po/09/67/200967/7211107.2.jpg?l=1222340650000" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;reżyseria: Steve Martino, Jimmy Hayward&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;scenariusz: Cinco Paul, Ken Daurio&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;produkcja: USA&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;gatunek: film animowany, familijny&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Nie wiem, dlaczego, ale bardzo często, gdy przychodzi mi obejrzeć film animowany, mam wątpliwości. Zapominam, że większość dzisiejszych animacji (a więc filmów animowanych na podstawie bajek i scenariuszy własnych) to albo tzw. bajki dla dorosłych (obraz dla dziecka, dialog - a w szczególności podteksty - dla starszych), albo &lt;u&gt;także&lt;/u&gt; dla dorosłych. I niemal zawsze czeka mnie miła niespodzianka. Blokada znika, a ze mnie uwalniają się dwie odrębne istoty: dziecko, które żyje w beztroskim świecie fantazji i dorosły, świadomy wagi poruszanych kwestii.  Zwykle więc produkcja leży i czeka, aż łaskawie zniżę się z piedestału dramatów, thrillerów i sensacji i odkopię w sobie dziecko. Tak było z Hortonem, który oczekiwał na moje "tak" niemal półtora roku. Dokładnie od czasu, gdy z zapałem słuchałam entuzjastycznej opinii mojej promotorki, która wraz ze swoją córką Hortona oglądała już kilkadziesiąt razy.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Horton jest słoniem i mieszka w dżungli Null. Jak przystało na porządną dżunglę, zamieszkują ją przeróżne zwierzęta - te żyjące stadnie i te próbujące przetrwać w pojedynkę. Nad wszystkim czuwa Kangurzyca - poważna matrona, której nie w głowie żarty, psikusy, a już tym bardziej fantazjowanie. Kiedy Horton ratuje przed utopieniem koniczynę, na której żyje mały pyłek, (i tak niezbyt już dobre) relacja słonia i pani kangurowej zostaje mocno nadwyrężona. Kangurzyca bowiem uważa za stek bzdur to, co Horton zaczyna głosić wśród mieszkańców (szczególnie tych najmniejszych) dżungli: że na pyłku istnieje życie. Nie mogąc pozwolić na to, by umysły dzieci zostały skażone takimi historiami, Kangurzyca postanawia zniszczyć koniczynkę. Horton musi uratować przed zagładą całe, nie zdające sobie sprawy z niebezpieczeństwa, Ktosiowo.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Dr Seuss - autor opowiadania, na podstawie którego powstał film - podejmuje w tej krótkiej historii masę arcyważnych kwestii. Trudno wziąć pod uwagę wszystkie, kilka więc, które zasługują na pierwszeństwo.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;1) Fantastyczna, naczelna dychotomia: świat dorosłych i świat dzieci. Pierwszych uosabia Kangurzyca - pełna powagi, majestatu, do bólu zdroworozsądkowa i stąpająca mocno po ziemi matka, która w imię sztywnych reguł życia i przetrwania chce uchronić wszystkie dzieci świata przed niebezpieczeństwem fantazji. Nie wydaje mi się, że należy Kangurzycę szkalować - bo intencje miała, jak każda matka, dobre. Zapomniała tylko, że dzieci mają prawo, że mają nawet obowiązek uciec czasem w świat wyobraźni, bo fantazjowanie to jeden z głównych motorów ich rozwoju. Kangurzyca nie słyszy głosu Burmistrza i nie wierzy, że na pyłku jest życie, bo skostniała w dorosłości, stanowczo odgrodziła się od tego, co pozostaje w każdym z nas naiwne, dziecięce. Wydaje się, że świat dzieci reprezentuje Horton, ale nie do końca tak jest. Trudno zresztą ocenić, czy jest on dorosłym słoniem, czy raczej jeszcze słoniątkiem. W każdym jednak przypadku ma to, czego brakuje Kangurzycy - dziecięcość, naiwność oglądu świata, ogromną wrażliwość. Może właśnie jest dorosłym, który nie zatracił w sobie tej beztroski, który pozostał w głębi serca dzieckiem. To dlatego jest zdolny słyszeć głos Burmistrza Ktosiowa tak jak małe Kangurzątko - dzieci są bardziej otwarte na to, co nierealne, co dla dorosłych jest absurdem. &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;2) Wspaniale zawiązana relacja ojca i syna na przykładzie Burmistrza i Joja to ilustracja powszechnego dziś schematu przeniesienia własnych (rodzicielskich) ambicji na dziecko. Kompletny brak dialogu albo raczej umiejętności wsłuchania się w potrzeby dziecka. I tu także widać ogromną miłość rodzica do dziecka, ale ukierunkowaną na własne aspiracje. Nie sposób winić za to Burmistrza, od pokoleń wychowanego w duchu bycia przywódcą. Sam zresztą jest osowiały i nieszczęśliwy z powodu smutku syna. Tym większego wyrazu nabiera scena, w której Jojo pokazuje ojcu, co tak naprawdę zaprząta jego głowę. Imponujący obraz.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;3) Gdy narrator mówi o tym, że w istocie jedna mała kropla może złamać liść bambusa, a realizator pokazuje nam obraz spadania tej n-tej już kropli, kiwamy tylko głową na znak zgody. Co innego jednak metafora, co innego życie. Dopiero gdy losy Ktosiowa mają się rozstrzygnąć, kiedy życie Ktosiów wisi na włosku, zaczynamy rozumieć, że czasem wystarczy jeden krok, nasz krok, by - jakkolwiek szumnie to zabrzmi - zbawić, uratować świat. I to jest bardzo dobra przenośnia naszych działań - mój głos sam w sobie może nic nie znaczyć, ale gdy jest n-tym głosem w jakiejś sprawie, może być tym rozstrzygającym, może przeważyć o zwycięstwie bądź przegranej. Wyczytałam gdzieś, że opowiadanie Dr Seussa miało być zresztą alegorią rzeczywistości amerykańskiej. Ściśle, chodziło o stosunki amerykańsko-japońskie, gdy Amerykanie okupowali Japonię i jako dominatorzy, okupanci nie potrafili uszanować inności Japończyków, wykorzystywali ich słabość. Kwestia dla Amerykanów pewnie dość czytelna, dla nas - Europejczyków - zupełnie obca. Trudno jednak dziwić się realizatorom, że opowiadanie uprościli, pominęli ten kontekst historyczny - to w końcu film animowany, a nie dokument. A przesłanie jest i tak piękne.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;4) O przyjaźni w kontekście Hortona mówić wiele nie trzeba. Wydaje się, że jest to kwestia najbardziej czytelna. Horton i Burmistrz, przyjazne relacje w niemal całym, utopijnym prawie Ktosiowie, Horton i do końca wierny Morton - to bardzo dobre przykłady prawdziwej przyjaźni, której też zdarzają się potknięcia. I dowód na to, że może uratować naprawdę wiele.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;Niełatwo pominąć takie ciekawe wątki jak odwaga Burmistrza, który robił z siebie wariata przed całym miastem; polityka Rady Miasta, dla której najważniejsze było tuszowanie wszelkich brudów, by dać mieszkańcom rozrywkę, przyjemność; osobowość złego ptaka, pełnego pychy i pragnienia sławy, który - w całym swoim przeroście formy nad treścią - obiecuje wiele, robi mało, ale z dumą pręży muskuły i oczekuje zapłaty; czy wreszcie kluczowe "nie" w wykonaniu Kangurzątka, który jest świetnym zobrazowaniem sprzeciwu dziecka wobec ograniczającego jego dziecięcość dorosłego.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;I, nie sposób nie wspomnieć: przepiękna muzyka Johna Powella, który komponował muzykę dla naprawdę świetnych filmów, a którego kompozycje są rozpoznawalne i bardzo charakterystyczne (choćby trylogia Bourne'a, "Pan i Pani Smith" czy rewelacyjne animacje: "Mrówka Z," "Uciekające kurczaki," "Shrek", "Epoka lodowcowa", "Happy Feet", "Kung Fu Panda" i "Jak wytresować smoka").&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Z czystym sumieniem wręcz każę: oglądajcie!:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-7170244836110786249?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/7170244836110786249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/horton-syszy-ktosia-horton-hears-who.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7170244836110786249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/7170244836110786249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/horton-syszy-ktosia-horton-hears-who.html' title='Horton słyszy Ktosia (Horton Hears a Who!, 2008)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1065445448195620081.post-1501208042085871860</id><published>2011-07-26T12:14:00.003+02:00</published><updated>2012-02-25T22:06:46.530+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Królestwo zwierząt'/><title type='text'>Królestwo zwierząt (Animal Kingdom, 2010)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://opium.org.pl/wp-content/2010/03/animal-kingdom-poster2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://opium.org.pl/wp-content/2010/03/animal-kingdom-poster2.jpg" width="224" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reżyseria: David Michôd&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;scenariusz: David Michôd&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;produkcja: Australia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;gatunek: dramat, kryminał&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Przychodzi mi zacząć klapserską przygodę od filmu o tematyce, za którą specjalnie nie przepadam. Bo to świat, który wydaje się tak odległy od naszego, że aż nierealny. A jednak istnieje i skupia w sobie mnóstwo żyć - i wielkich mafiozów (jak filmowy Papież), i Bogu ducha winnych dzieciaków, których los wrzucił w to bagno przez głupi przypadek czy rodzinne koligacje (J). Świat zbrodni, oszustw, narkotyków, zemsty, w którym rodzina jest ważna tylko do momentu, gdy nie zagraża moim czterem literom.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mamy więc nastoletniego, anemicznego chłopaka - J (James Frecheville) - który po śmierci matki-narkomanki ląduje pod czułą opiekę swojej babci (Jacki Weaver) - koordynatorki akcji swoich synów i dyplomatki, dbającej o interesy swojej przestępczej rodziny. J zostaje wrzucony w świat, który nieco już poznał dzięki uprzejmości wciąż ćpającej matki, niemal jak na pożarcie lwów. Jest niemym kompanem przestępstw, świadkiem negocjacji swoich wujków z handlarzami i ucieczki przed wydziałem antyrabunkowym. Jego prawie nie wyrażająca emocji twarz budzi się jedynie przy Nicky (Laura Wheelwright) - dziewczynie, która daje mu namiastkę normalności. Gdy policja powoli rozprawia się z rodzinną szajką, J staje przed dylematem - musi zdecydować, do którego świata chce należeć. Odpowiedź tylko wydaje się jednoznaczna, bo przeżarta jest krzykiem zrozpaczonego dziecka, któremu odebrano to, co było dla niego najważniejsze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rzadko zastanawiam się nad adekwatnością tytułu do tematyki filmu. Bo i większości produkcjom nadawane są tytuły do bólu banalne. Rodzina Cody może jednak być obrazem zwierzęcości. Janine jako królowa matka, lwica chroniąca swoje młode - pełna miłości, czułości i troski o losy swoich dzieci, ale - gdy przychodzi potrzeba - drapieżna i bez skrupułów walcząca o przetrwanie. Papież - prawdziwy dominator, dyktujący warunki, wypaczony moralnie wilk, pozwalający za siebie umierać, ciągnący za sobą na dno niewinne ofiary, członków własnego stada. Craig, Barry, Darren - marionetki, którym wydaje się, że skoro są w stadzie, są silni. I tu ciekawy kontrast między Barry'm - młodym, najchętniej szukającym pocieszenia u matki, trzęsącym się jak w febrze przy okazji zagrożenia i podejmowania ryzyka - i Darrenem, który jako jedyny zobaczył, że życie poza stadem jest możliwe. Wreszcie J - małe, pogubione zwierzątko, zamknięte w klatce, dojrzewające do tego, by uciec - tylko czy przeżyje na wolności samodzielnie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Coś w tym wszystkim musi być, skoro wśród najważniejszych tegorocznych nominacji do Oscarów znalazły się aż trzy filmy o prowincjonalnej przestępczości (Królestwo zwierząt, Do szpiku kości, Fighter). Musi to być ważny, może coraz bardziej widoczny problem społeczno-polityczny, że coraz chętniej wkracza się w tę tematykę. Mimo, że wszystko to jest szczelnie zamknięte w granicach prowincji, opary przedostają się coraz dalej, zatruwając całe społeczeństwo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I jeszcze, skoro w temacie, nominacja dla Jacki Weaver w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa. Nie rozumiem. Nie w kontekście znakomitych ról Melissy Leo i Amy Adams (jeśli trzymamy się już tego gatunku). Naturalnie - świetnie zagrane wyrachowanie zasługuje na uwagę, ale ani jej gra, ani pozycja w obsadzie nie sięga tej nominacji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy polecam? Trudno powiedzieć. Jeśli ktoś szuka pościgów i brawurowych akcji przestępczych (bo przecież film gangsterski) - będzie zawiedziony. Ale jeżeli chce poczuć niesmak i gorycz, zobaczyć, że można bez skrupułów gryźć swoich - będzie idealnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1065445448195620081-1501208042085871860?l=apetyt-na-film.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/feeds/1501208042085871860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/krolestwo-zwierzat-animal-kingdom-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1501208042085871860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1065445448195620081/posts/default/1501208042085871860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apetyt-na-film.blogspot.com/2011/07/krolestwo-zwierzat-animal-kingdom-2010.html' title='Królestwo zwierząt (Animal Kingdom, 2010)'/><author><name>Klapserka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13762063661936304638</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-O2j24uotx0w/Ti1nVcYYMdI/AAAAAAAAAA0/R9dsQ0RV0a0/s1600/klaps.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
