Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łowcy głów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łowcy głów. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 sierpnia 2012

Łowcy głów (Hodejegerne, 2011)

reżyseria: Morten Tyldum
scenariusz: Ulf Ryberg, Lars Gudmestad
produkcja: Niemcy, Norwegia
gatunek: kryminał
dystrybucja polska: Kino Świat

Przeglądasz sobie premiery, patrzysz, o, jakiś nowy, skandynawski film. Ba, film - kryminał! Fabuła brzmi całkiem do rzeczy, myślisz sobie, kurczę no, może być niezłe. Potem słyszysz, że autor książki, na podstawie której powstał scenariusz do filmu, to jest jakiś przegość, że nowy Larsson i w ogóle. No nie skusilibyście się? Tak właśnie zaczęło się moje wyglądanie Łowców głów - premiery w moim lubelskim kinie całkowicie nieznanej, po przeprowadzce zaś na wyciągnięcie ręki. Tylko dlatego, że nie znam pozostałej twórczości pana Nesbø, nie przeklnę tu serwisu, w którym te odważne porównania do Stiega Larssona wyczytałam. Ale jeśli jest w dziełach Nesbø tyleż niekonsekwencji i scen, w których traktuje się odbiorcę jak półgłówka, co w ekranizacji Łowców głów, to nie ręczę za siebie.

Gdy spojrzeć na codzienne życie Rogera Browna (Aksel Hennie), do głowy przychodzi jedna myśl: szczęściarz. Jest jednym z najlepszych headhunterów w branży, ma piękną żonę i fantastyczny dom - bajka nie życie. Ale żeby ta bajka trwała, Roger musi sobie gdzieś dorobić. Pada na dzieła sztuki, a konkretnie - ich kradzież. Wszystko idzie jak po maśle, dopóki "klientem" nie zostaje znajomy żony, Diany (Synnøve Macody Lund) - Clas Greve (Nikolaj Coster-Waldau). Warta bezczelnie dużo "transakcja" okaże się wstępem do dużo bardziej wyrafinowanej gry, w której przeciwnikami są zawodowcy...

Wszystko zaczęło się dobrze. Zostajemy wpuszczeni do pięknego, stylowego domu (wiecie: minimalizm, który sam za siebie mówi, ile warty jest każdy drobiazg stanowiący wyposażenie), możemy podejrzeć jego właścicieli i pozazdrościć im życia, a potem przenosimy się do biura, gdzie bohater z istną poker face gościa, który jest w tym, co robi, najlepszy, miażdży kandydata na ważne stanowisko. Pozazdrościć. A potem ta akcja. Dzieje się dużo - z początku nawet dość logicznie, trochę nieprzewidywalnie, zdecydowanie angażująco. I nagle bach - że co? że tak infantylnie? że bez przesady, że tak się nie dzieje... Siłą rzeczy powstaje efekt domina - od tej chwili wszystko zaczyna się sypać i cała historia zwyczajnie przestaje trzymać się kupy. Sceny mocne, wbijające w fotel i wymuszające grymas obrzydzenia czy odwrócenie wzroku, zostają zastąpione zupełnie nieprawdopodobnymi, śmiesznymi zwrotami akcji, ckliwym wątkiem miłosnym i dialogami, które niczego nie wnoszą. Koniec końców, nie otrzymujemy odpowiedzi na podstawowe pytania, a w głowie aż tłucze od niekonsekwencji. Totalny brak spójności.

I teraz pytanie, co tak naprawdę napisał Jo Nesbø. Miałam Łówców głów wielokrotnie w rękach i książka czeka - albo czekała do teraz - w kolejce do przeczytania. Słyszałam wiele dobrego i bardzo też chciałam - na fali głodu, jaki pozostał we mnie po Larssonie - sięgnąć po kolejne skandynawskie kryminały. Ale nie chcę też a) tracić czasu, b) poczuć niesmak, c) mieć do czynienia z historią tak nielogiczną, że aż boli. Jeśli istnieje jakakolwiek szansa, że fabuła książki również jest niespójna i zwyczajnie głupia, to chciałabym spotkać tych, którzy porównują Nesbø do Larssona - tego samego Larssona, u którego roi się od detali i bohaterów, których istnienie - w każdym pojedynczym przypadku - jest tak dobrze umotywowane, że choćby się chciało coś lub kogoś usunąć i określić jako niepotrzebne, to się zwyczajnie, bez powstania uszczerbku w fabule, nie da. Jeśli jest tu jakiś znawca twórczości Nesbø, to niech wybaczy mi płytkie potraktowanie sprawy i - jeśli to możliwe - wyprowadzi mnie z błędu, polecając coś, co pozwoli mi sądzić, że to po prostu wina adaptacji. Będę wdzięczna, bo najnormalniej w świecie mi przykro, że się tak zawiodłam.

To nie tak, że film ogląda się źle. Wręcz przeciwnie. Zdjęcia są na bardzo przyzwoitym poziomie, klimat idealnie dopasowany do historii i osobowości bohaterów, akcja wciąga i nie nuży. Niektóre działania bohaterów bardzo pozytywnie zaskakują - choć to akurat zasługa autora, który odszedł o krok od konwencji i pokazał, że można inaczej. Aktorzy spisują się bardzo dobrze - dawno już nie widziałam filmu z tego regionu, w którym bohaterowie niczym by mnie nie razili, których oglądało by się przyjemnie i którzy byliby tak dobrze do swoich ról dobrani. Ale luki fabularne i kompletne odrealnienie pewnych scen burzą całą realizację. Rozumiem, że to fikcja i że biorąc to kryterium pod uwagę, większość filmów nadawałaby się do kosza, ale różnica polega na tym, że w tej większości brak logiki nie uderza w taki sposób, że odczuwasz dyskomfort, bo ktoś traktuje cię jak kretyna. I tyle.

Czy polecam? Ogląda się dobrze, więc dla rozrywki można sięgnąć, ale jeśli szukacie czegoś więcej, to lepiej sięgnijcie dalej.