scenariusz: Juliusz Machulski
produkcja: Polska
gatunek: komedia
dystrybucja polska: Next Film
Jestem od trzech bez mała tygodni w jakimś przedziwnym pędzie. Robię dwa razy więcej niż jeszcze miesiąc temu, energii bez porównania więcej, spotkań, wydarzeń i ludzi całe mnóstwo, planów, pomysłów i myśli ogrom, a czasu, no cóż, jakoś nie przybywa. Tym gorzej, gdy te wykradzione różnym fajniejszym momentom chwile spędza się na rozrywce tak wątpliwej jakości jak seans AmbaSSady. Machulski miał jednak szczęście, bo zdobył mnie zanim pojawił się pierwszy kadr filmu: najpierw nakręcił Kołysankę, która do dziś mnie bawi, potem dał kolejny kontrakt Więckiewiczowi, którego chyba nie da się nie szanować za warsztat, a na koniec - już nie Machulski, tylko ja osobiście - do kina na film zaciągnęłam turystkę, Maję w sensie, Wiecznie zaczytaną, no i było mi serdecznie głupio tak totalnie film zmieszać z błotem. Cała radość jednak w tym, że mam większe szczęście niż Machulski: Maja ma w nosie, że mi głupio i z uśmiechem na ustach daje mi w tej chwili, czuję to, wolną rękę w krytykowaniu. No to ją biorę.
