Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczny Rycerz Powstaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczny Rycerz Powstaje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lipca 2012

Mroczny Rycerz powstaje (The Dark Knight Rises, 2012)

reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Jonathan Nolan, Christopher Nolan
produkcja: USA
gatunek: akcja
dystrybucja polska: Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.

Od nowego Batmana nie uciekniecie przez najbliższy tydzień. Prawdopodobnie na co drugim blogu filmowym pojawi się recenzja, a w wiadomościach będą pojawiać się najnowsze notowania box office'ów, wykazujące kolejne rekordy, jakie film bije (na zmianę z doniesieniami o sprawie tego cholernego freaka, któremu padło na mózg w Denver). Usłyszycie też dużo różnych komentarzy: że nowy film Nolana robi ogromne wrażenie, ale że fabuła ma parę niedociągnięć, że nowy Batman to film epicki, że poprzednia część była dużo lepsza, że nikt nie jest w stanie przebić Ledgera i że Bane to nie Joker (serio?) i dużo innych wypowiedzi ludzi, którzy znają Batmana od podszewki i marudzą, że ktoś nie stworzył filmu zgodnego z ich wyobrażeniami. Ale wiecie co? Nie uciekajcie. Po prostu nadróbcie poprzednie części (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), by znać historię i idźcie do kina, by przekonać się, że Mroczny Rycerz powstaje to arcydzieło, a Christopher Nolan to w świecie kina Messi i Ronaldo w jednym. A może i więcej.

Minęło prawie 8 lat od ostatecznego - jak się wówczas wydawało - rozbicia przestępczości zorganizowanej w Gotham. Walka została okupiona stratami - ktoś musiał zginąć, by mógł żyć inny, ktoś został złoczyńcą, by inny był bohaterem. Dziś władze miasta szczycą się owocem tej trudnej potyczki - ustawą, dzięki której policja ma pełną kontrolę nad szalonymi jednostkami - jedynymi przestępcami, którzy jeszcze tu pozostali. Ale dzień sądu Gotham dopiero nadejdzie. Bane (Tom Hardy) - główny sprawca chaosu, jaki zapanuje w mieście - to inteligentny zawodnik, który wie jak walczyć nie tylko bronią, ale także manipulacją. Przed Bruce'm Waynem (Christian Bale) staje potężne wyzwanie: porzucić ponad 7-letnią żałobę po życiu, które mógł wieść i znów wejść w skórę tego wyklętego i ściganego, ale niezmiennie potrzebnego obrońcy Gotham. To koniec legendy. Czy miasto czeka nowy początek?

Wszystko się wzięło i skomplikowało. Gotham, do którego wkracza Bane, to nie to samo Gotham, do którego wrócił z Ligii Cieni Bruce Wayne. To też nie to samo Gotham, w którym świrował Joker. To Gotham uśpione, Gotham, któremu powiedziano: "śpij spokojnie, ochronimy cię", Gotham, które uwierzyło w to tak samo, jak pewna sprawowania kontroli była policja i władza miasta. Ale to wciąż Gotham. Miasto, w którym żyją normalni ludzie; w którym działa - mniej prężnie niż dawniej, ale zawsze - potężne Wayne Enterprises, wspierające wiele instytucji i organizacji, a w podziemiach swojej siedziby konstruujące w ramach oficjalnej komórki naukowej mniej oficjalne machiny i technologie; które potrzebuje swojego bohatera, kogoś, kto czuwa i jest gotowy walczyć, by ich ocalić. W ostatniej odsłonie historii (słowo "przygody" jakoś zupełnie tu nie pasuje, prawda?) o Batmanie Gotham wciąż jest głównym przedmiotem zainteresowania stron i ważnym bohaterem. Ale pojawiają się też niemal wszystkie postaci, które już poznaliśmy i które zdążyły nas do siebie jakoś ustosunkować. Mamy komisarza Jima Gordona (Gary Oldman), bogatszego o trudną walkę o swoją rodzinę i zmęczonego uwierającym kłamstwem, które musiał obwieścić miastu. Jest Alfred (Michael Caine), dla którego dobro panicza Wayne'a zawsze było ważniejsze niż dobro Gotham i który dziś - przeczuwając, co może się wydarzyć, stawia tę sprawę na ostrzu noża. Wciąż działa także Lucius Fox (Morgan Freeman), sprawujący pieczę nad machinami Batmana, nowymi projektami i WayneCorp w ogóle.

Oprócz starych znajomych pojawiają się jednak postaci nowe - zwykle bardzo niejednoznaczne, wprowadzające zamęt i przyciągające wzrok jak magnes. Bane - silny, brutalny i piekielnie inteligentny cyborg - nie jest, wbrew pogłoskom, kolejnym Jokerem. On nie niszczy dla przyjemności, dla samego niszczenia - jego działanie jest dokładnie umotywowane, a narzędzia, które obiera zdradzają głęboką znajomość ludzkiej psychiki. Selina Kyle (Anne Hathaway) - kobieta w przebraniu ponętnej kocicy (w filmie ani razu nie pada nazwa Kobieta-Kot) - to wyrafinowana oszustka, specjalizująca się w kradzieży biżuterii; wyszkolona, niezwykle sprawna fizycznie i arogancka piękność, której główną bronią jest ironia i wrodzony spryt. Miranda Tate (Marion Cotillard) to szalenie bystra i inteligentna kobieta, która jest w stanie swoimi drobnymi rękami podźwignąć imperium Wayne'a, dając mu nadzieję na stabilizację. Jedynym wyjątkiem jest tu John Blake (Joseph Gordon-Levitt) - niedwuznaczny policjant o niezbyt przyjemnym dzieciństwie, wierzący mimo to w ludzi, a szczególnie nietoperze, który odegra w całej tej historii bardzo ciekawą rolę...

No i jest on - Bruce Wayne, Człowiek-Nietoperz. Zgaszony, wycofany, ewidentnie złamany utratą osoby, w której widział swoje "jutro", mający w czterech literach Gotham i zupełnie, jak się wydaje, nie tęskniący za swoim alter ego. A w gruncie rzeczy wciąż ten sam mroczny rycerz, na którego Gotham nie zasługuje, ale którego bardzo potrzebuje.

Film Nolana nie jest bajeczką o superbohaterze. Nie jest też żadnym fantasy z latającymi maszynami i ludźmi z mocami, które po prostu nie istnieją. To nowy gatunek z pogranicza dramatu, akcji, thrillera i science fiction (bardziej science niż fiction), w którym historia, motywy, psychologia postaci i cała warstwa merytoryczna zajmują tak samo ważne miejsce jak walka z wykorzystaniem najnowszych technologii, walka ludzi, potęg i - metafizycznie - dobra i zła. Jest tu, siłą rzeczy, sporo pościgów, strzelaniny i zabijania; są wątki kryminalne, śledcze i polityczne; jest nauka, ekonomia i duży biznes; ale jest też dużo życia po prostu - zwykłych i niezwykłych dramatów, humoru na niezwykle wysokim poziomie, a to wszystko okraszone symbolami i intertekstualnymi wycieczkami w znane (komiksowe) i nieznane. Wszystko to połączone ze smakiem, bardzo stylowo, dopracowane niemalże do perfekcji w taki sposób, że nie ma tu scen niepotrzebnych i postaci, które mogłyby zniknąć i nikt by ich nie zauważył. Każdy ma swoje 5 minut (czasem więcej), każdy zapada w pamięć, a niektóre sceny zwyczajnie miażdżą, zwłaszcza gdy zestawione są w zmiennej tonacji. Można się przyczepiać poszczególnych rozwiązań, marudzić, że to i to nie tak jak powinno, ale to, o czym trzeba bezwzględnie pamiętać, to fakt, że Mroczny Rycerz powstaje jest subiektywną interpretacją historii o Batmanie w wykonaniu braci Nolan i spółki. Że to ich głos, ich wyobrażenie, ich realizacja i niemądrym jest zarzucanie im czegokolwiek tylko dlatego, że nie odpowiada naszym oczekiwaniom. Batman to legenda. Zmierzyć się z nią z taką klasą, jak zrobił to Nolan, to tworzenie nowej historii.

Nie zabieram głosu w dyskusji, która część Batmana była lepsza i dlaczego właśnie druga. Dla mnie to nie ma znaczenia. Istotne jest to, że cała trylogia tworzy spójną całość i w żadnym wypadku nie można Nolanowi zarzucić niekonsekwencji. Wszystko ma tu znaczenie, wszystko ma tu sens, nic nie zostało stworzone tylko po to, by być i to być nierealne. To nie kolejna opowieść z cyklu: "No bez kitu, przecież to nierealne". Cokolwiek możemy myśleć o Gotham i inwazji przestępców pokroju Jokera czy Bane'a, to wszystko ma naprawdę ręce i nogi - zarówno pod względem logicznym, jak i psychologicznym. Nolan nie stworzył po prostu drugiego sequela. On stworzył finał historii, która rozpoczęła się w siedem lat temu, finał, w którym wszystkie poruszone dotychczas wątki krzyżują się i rozwiązują. Majstersztyk.

Jedynym, jedyniusieńkim pytaniem (zarzucać nie śmiem) w temacie fabuły, które nieśmiało wznoszę ku twórcom, jest: "Co, u licha, stało się z Jokerem?!". Ja wszystko rozumiem - Heath i jego tragiczna śmierć, niemożliwość podrobienia postaci czy wypuszczenia niewykorzystanych w dwójce scen z jego udziałem i tak dalej, niezręczność w powiedzeniu "b" po scenie, gdy Joker zawisł na linie pod obstrzałem jednostki specjalnej... Nie chciałam tego. Nie oczekiwałam powrotu, nie wyobrażałam sobie pojawienia się go, nie sądziłam, że zrobi się z tego coś niepowtarzalnego. Być może w tej kompletnej historii nie było na to miejsca, być może nie wiedziano, jak się za to zabrać, być może nie chciano dotykać tematu tak drażliwego. Ale jedna, maluteńka choćby wzmianka o tym, czy gnije w celi śmierci w wariatkowie pod szczególnym nadzorem, co wyczynia, no cokolwiek, co by dało jakiś znak widzowi, że pamięta się o bałaganie, który Joker narobił... Sama nie wiem...

Technicznie rzecz wydaje się być bez zarzutu. Nie jestem specem w zakresie montażu czy efektów specjalnych, nie będę więc bzdurzyła, jakie to wszystko jest perfekcyjne, bo uchybień - oczami laika - nie widzę. Jest to film widowiskowy, magnetyzujący, którego długość nie tylko nie przeraża, ale zachęca, by wyciągnąć ręce po jeszcze, który ogląda się w skupieniu, z otwartymi oczami i rumieńcami od początku do końca, nie nudząc się w żadnej minucie. I do tego z takimi kompozycjami - ale co myślę o Zimmerze doskonale wiecie. Kocham miłością dożywotnią.

Aktorstwo w nowym Batmanie to - czuję - sprawa, która mocno mnie w styczniu poróżni z pewną Akademią. Najchętniej obsadziłabym wszystkie kategorie odpowiednimi nominacjami, bezdyskusyjnie oddając statuetki Nolanowi (at last!) za reżyserię, jego bratu za scenariusz, a technikom za całe piękno, które wypracowali. Nie wierzę, że Bale zostanie doceniony choćby nominacją (bohaterowie serii jakoś rzadko goszczą w tym "zaszczytnym" gronie), ale bardzo chciałabym się mylić, bo aktor - choć jest go w tej części zdecydowanie mniej, szczególnie w masce - wciąż jest w tym fantastyczny. Zresztą, kto widział  (przynajmniej) Mechanika i Fightera nie powinien mieć żadnych wątpliwości co do jego kunsztu. Chciałam tu jeszcze o Michaelu Cainie, o Morganie Freemanie i o Gary'm Oldmanie, ale komu właściwie muszę udowadniać, jak wielkimi są oni aktorami? Mimo podeszłego już w przypadku dwóch pierwszych wieku i ogromnego doświadczenia ich wszystkich, wciąż są w stanie bez kiwnięcia palcem pokazać, kim są. Rewelacyjnym wyborem Nolana było obsadzenie w roli Seliny Anne Hathaway. W którejś zakładce piszę o jej potencjale i po tej roli chyba już nie muszę prorokować jej dalszej, niezwykłej kariery. To się już dzieje. Batmanowi dała świeżość, której bardzo tu brakowało (kobiety w historii o Batmanie to towar deficytowy) - świeżość kobiecości, zmysłowości i seksapilu, a przy tym sprawdzonego gracza. Zaskoczeniem była Marion Cotillard - nie jej dobre aktorstwo, bo tym mnie już dawno przekonała - której, jak to kiedyś czytałam, miało być w filmie raczej mniej niż więcej. A tu się okazuje, że występuje na równi z najrówniejszymi, i to w taki sposób... Absolutnym objawieniem jest, bez dwóch zdań, Tom Hardy w roli Bane'a. Porównywanie go do Heatha Ledgera jest chybionym pomysłem, bo Joker jest postacią nie do podrobienia i żaden inny filmowy bohater nie może się równać ani z samą kreacją, ani z jej realizacją w wykonaniu Ledgera. Joker Ledgera to legenda na wieki wieków i amen. Przed Hardy'm stało ogromne wyzwanie, ale Hardy nie schylił się po tę rękawicę, zapewne z szacunku do kolegi i z pokory przed jego talentem. Nie ujmujmy Hardy'ego i jego Bane'a w tę samą kategorię, co Jokera i Ledgera. A kiedy już nam się to uda, będziemy w stanie ocenić jego grę jako niepowtarzalną. Hardy to jeden z najlepszych aktorów swojego pokolenia. I niech mi ktoś powie, że nie. Zjawiskowe to wszystko, zjawiskowe.

Mogłabym tak długo. Nigdy chyba nie było tu tyle ekscytacji i niekontrolowanej egzaltacji. Mroczny Rycerz powstaje to pierwszy film w moim świadomym filmowo życiu, który w 100% spełnił oczekiwania, które wobec niego miałam (a były, wierzcie, naprawdę duże). To przewspaniałe uczucie siedzieć w kinie, podniecać się każdą sceną, zaspokoić apetyt i jednocześnie wyjść z ogromnym głodem i smakiem na więcej. Chris, wracaj z kolejnym dziełem, nie mogę się doczekać.

Czy polecam? A macie jakieś wątpliwości?