Filmy Farhadiego nie są filmami, o których chce się mówić i pisać tuż po seansie. Każdy, kto choć raz dał mu się wciągnąć w konstruowane przez reżysera z najwyższą wirtuozerią ludzie dramaty, wie, że o tych historiach się po prostu myśli. Dużo i długo, bardzo powoli przeżuwając kolejne ich fragmenty, trawiąc tak dyskretnie, by żaden z ich smaków nie uleciał zapomniany. A przecież są to rzeczy do bólu gorzkie, trudne, bolesne, niewygodne. Tyle, że ten dyskomfort to jedno z tych filmowych wrażeń, po które się do kina chodzi, których się wyczekuje jak największej przyjemności, pozwalając ranić i mieszać w głowie. Przeszłość nie jest wyjątkiem. Jakkolwiek by próbować kwestionować przedstawioną tu opowieść, gdzie by nie szukać luk i niekonsekwencji, nie można Farhadiemu odmówić maestrii w budowaniu napięcia z czystej, niepozornej tkanki ludzkiego życia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asghar farhadi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asghar farhadi. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 września 2013
czwartek, 8 marca 2012
Rozstanie
Zawsze mam problem z genialnymi filmami. Staram się za dużo o nich nie czytać, a i tak gdzieś przed oczami błąkają się hasła, że arcydzieło, że poruszające studium, że dojrzały obraz. Staram się nie nastawiać, a i tak spodziewam się nie wiadomo czego. Staram się wreszcie w miarę sprawnie film obejrzeć, a i tak kończy się na łaszeniu się, robieniu podchodów, wątpliwościach. Rozstanie samo siebie nie stawiałoby na piedestał, tę poprzeczkę postawili krytycy z całego świata i jurorzy konkursów, które obsypały irański film mnóstwem nagród, z Oscarem jako wisienką na tym gorzkim torcie włącznie. Czy słusznie? Jeśli oczekujecie jednoznacznej odpowiedzi, spokojnie możecie sobie odpuścić dalszy ciąg mojego grafomaństwa - nie będzie ani odkrywczo, ani specjalnie mądrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)