Tak, ja tak na poważnie. W życiu byście nie zgadli, ile energii mój małżonek poświęcił, by namówić mnie na obejrzenie finału serii, którą pamiętam z czasów nastoletnich i o której się poważnie po prostu nie rozmawia. Jak widać, znalazł w końcu wyłom i z uśmiechem zareagował na moje machnięcie ręką na przyrzeczenie nieoglądania głupot. No i wyobraźcie sobie, że nawet całkiem dobrze się na tej głupocie bawiłam.