Nie sądzę, żebyście uwierzyli, ale to naprawdę kompletny przypadek, że obejrzałam i recenzuję pod rząd dwa filmy o zombie. O zombie, których może jakoś specjalnie nie omijam, ale z którymi w swojej filmowej przygodzie nie spotykam się prawie w ogóle. Przypadek? Tak myślę. Nie mniej jednak zrządzenie losu dość intrygujące, jako że World War Z i Wiecznie żywy to filmy różniące się nie tylko gatunkowo i tematycznie, ale także realizacyjnie. Na zdecydowaną korzyść pierwszego. Zdając sobie sprawę, że - prócz mojego męża, dzielnie towarzyszącego mi podczas tego nużącego seansu - moja ocena filmu jest dwa, czasem trzy razy niższa niż wszystkich znajomych, których obserwuje na Filmwebie, spróbuję się wytłumaczyć, choć z wiarą, że kogoś z nich przekonam, trochę u mnie na bakier.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nicholas hoult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nicholas hoult. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 lipca 2013
Wiecznie żywy
Nie sądzę, żebyście uwierzyli, ale to naprawdę kompletny przypadek, że obejrzałam i recenzuję pod rząd dwa filmy o zombie. O zombie, których może jakoś specjalnie nie omijam, ale z którymi w swojej filmowej przygodzie nie spotykam się prawie w ogóle. Przypadek? Tak myślę. Nie mniej jednak zrządzenie losu dość intrygujące, jako że World War Z i Wiecznie żywy to filmy różniące się nie tylko gatunkowo i tematycznie, ale także realizacyjnie. Na zdecydowaną korzyść pierwszego. Zdając sobie sprawę, że - prócz mojego męża, dzielnie towarzyszącego mi podczas tego nużącego seansu - moja ocena filmu jest dwa, czasem trzy razy niższa niż wszystkich znajomych, których obserwuje na Filmwebie, spróbuję się wytłumaczyć, choć z wiarą, że kogoś z nich przekonam, trochę u mnie na bakier.
Subskrybuj:
Posty (Atom)