Do skandynawskich filmów mam stosunek mocno ambiwalentny. Wciąż to kino poznaję i wciąż nie umiem patrzeć na nie obiektywnie i używać w jego ocenie lokalnej, europejskiej perspektywy. Cenię bardzo osobliwe podejście Skandynawów do realizmu i odnoszę niedefiniowalne wrażenia w zderzeniu z chłodem i hermetycznością przestrzeni, które tworzą, wciąż jednak czegoś mi w ich kinie brakuje, zupełnie jeszcze nie wiem, czego i jak tego szukać. Babycall wcale mi w tych poszukiwaniach nie pomogło. Więcej nawet: skomplikowało je jeszcze bardziej.