Zdumiewający jest fakt, że podczas gdy w Hollywood pracuje tylu aktorów i aktorek, tak często dwójka z nich spotyka się na różnych planach zdjęciowych nawet trzykrotnie w ciągu tego samego roku. O ile grają role różnego kalibru, nie ma w tym nic dziwnego - reżyserzy mają swoje pomysły i nie zamierzają z nich rezygnować tylko dlatego, że ktoś myślał podobnie. Rzadko się jednak zdarza, że w jednym roku wychodzą dwa filmy z dwójką tych samych aktorów, wcielających się w role nie epizodyczne, a główne. I - pech - że są to akurat Nicole Kidman i Colin Firth, którzy na ekranie mnie ostatnio nadzwyczaj męczą. W takich przypadkach uratować film może tylko dobra fabuła. Niestety, w Zanim zasnę takowej nie uświadczy.