Często wybieracie się do kina bez żadnych oczekiwań co do filmu? Zanim odpowiecie twierdząco, zastanówcie się dobrze. Widzicie? To wcale nie jest takie łatwe. W dzisiejszych czasach kinomani nie mają prawie szans nie wiedzieć nic o tytule, który wybierają, a w przypadku mainstreamu i filmów nagradzanych na całym świecie, to właściwie niemożliwe. A jednak coś takiego przydarzyło mi się z Życiem Pi. Oczywiście, jakąś wiedzę posiadałam - wiedziałam o powieści o tym tytule (do której próbuję się dorwać od lat i jak dotąd nie było nam po drodze), widziałam kilka zwiastunów, ale - wierzcie lub nie - nie miałam pojęcia, kim lub czym jest Pi i o co właściwie w tej historii chodzi. Indie, jakieś zoo, samotny chłopak w obliczu natury - jak to połączyć? I tak nie wiedząc zupełnie, czego się spodziewać, wybrałam się wreszcie do kina, by mieć jakieś wyobrażenie o filmie Lee. I mam. Jakie?