Jest w 11 minutach Jerzego Skolimowskiego coś, co każe oglądać kolejne, rozsypane w czasie i przestrzeni kadry z uwagą i rosnącym napięciem mimo iż generują więcej pytań niż odpowiedzi. Coś, co sprawia, że gdy te już przychodzą, konsternują - jednych swoją oczywistością, innych symboliką, którą, jak chciał sam reżyser, interpretują przez pryzmat własnej wrażliwości. Przede wszystkim zaś jest w tym przedziwnym, zamkniętym w kokonie metafor filmie akcji coś, co nie pozostawia obojętnym, nawet jeśli opinie o nim lokują się po przeciwnych stronach balustrady.