Unikałam tego filmu jak ognia. Najpierw strasznie chciałam, bo to przecież głośny von Trier, trzeba w końcu zobaczyć, przekonać się, zweryfikować opinie, coś samemu osądzić. Później nasłuchałam się samych strasznych rzeczy: że nie oglądaj tego, gdy masz dobry nastrój, że dołujący, że przytłacza, że masakra, że w ogóle uważaj. No to mi się odechciało. W końcu jednak stwierdziłam, że stawię temu czoła, ale na wszelki wypadek zabarykadowałam się deską do prasowania i stertą prania i z taką asekuracją zrobiłam podejście numer dwa (podczas pierwszego wytrzymałam 7, słownie: siedem, minut).