Długo, długo tkwiłam w wypracowanym ostatnimi latami przekonaniu, że polskie kino ostatnich lat - z drobnymi wyjątkami - nie nadaje się do niczego. Że w znaczącej mierze chodzi mu po prostu o infantylną rozrywkę dla mas albo powierzchownie traktowaną historię, akcentującą naszą polską, martyrologiczną i paranoiczną duszę. Pojedyncze tytuły, które były warte uwagi, pojawiały się tak niepozornie i przechodziły koło pompowanych marketingiem superprodukcji tak cicho, że pozostawały niemal niezauważone. Tak było (jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie ubiegłoroczny sezon) m.in. z porażającym Wymykiem, szczerym Lękiem wysokości czy odmiennym stylistycznie, komediowym debiutem Anny Wieczur-Bluszcz Być jak Kazimierz Deyna (recenzja wkrótce). I Miłością Fabickiego - filmem, który przemknął przez polskie kina, pozostawiając po sobie jedynie smutną twarz Marcina Dorocińskiego z plakatu i skojarzenie z redystrybuowaną wówczas na fali Oscarów Miłością Hanekego. Dlaczego tylko tyle? Nie wiem. Nowy film Fabickiego to jedna z najciekawszych propozycji polskiej kinematografii ostatnich lat.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marcin dorociński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marcin dorociński. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 kwietnia 2013
Miłość (2013)
Subskrybuj:
Posty (Atom)