Zaczęło się od Pająka, którego nieopatrznie przywiozłam do domu i - co rzadko mi się zdarza z filmami, których nie znam i sama nie widziałam - poleciłam tacie. Siedliśmy nawet do tego filmu razem i razem też skonsternowani walczyliśmy przy nim ze snem. To nie było dobre pierwsze wrażenie, a i o dalsze Cronenberg nie dbał. Być może wszystko jeszcze przede mną, być może Cosmopolis (pisałam o tym nieporozumieniu tutaj) było tylko wpadką, a wczorajsze i jutrzejsze filmy tego 71-letniego (!) kanadyjskiego ekscentryka udowodnią mi, że warto z nim zawrzeć bliższą znajomość. Szczególnie, że jego najnowsze Mapy Gwiazd - mimo oczywistych dla reżysera udziwnień - to jednak zaskakująco niezła rzecz.