To miał być prezent na Dzień Chłopaka. Mąż o filmie mówił dużo i chętnie, spotykając się z absolutną ignorancją, graniczącą ze sceptycyzmem z mojej strony. Ale w akcie niesłychanej dobroci i braku pomysłu na podarunkowe, przesunięte nieco w czasie z racji wyjazdu świętowanie, postanowiłam się poświęcić i kupić bilety na Colombianę. Będąc - trzeba dodać - przekonana, że będzie to nieprzyjemny miks Wanted, Kobiety-Kot i nieszczęsnej Hanny. A tu niespodzianka, miła bardzo, miła.