Nigdy nie rozumiałam filmów, w których główny bohater zabija wszystko, co stanie mu na drodze, bez względu na to, czy się rusza, czy nie, czy przeszkadza, czy nie - zawsze jest przeszkodą. Pozbywając się wszystkich takich przeszkód, Luc Besson stwierdził chyba, że pokonał już wszystko i teraz może zrobić film bez granic. Zrobił. W Lucy jest wszystko. Szkoda tylko, że wszystko to wciąż za mało, by wyszedł z tego sensowny film.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą luc besson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą luc besson. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 sierpnia 2014
sobota, 16 czerwca 2012
Lady
Lady początkowo zupełnie mnie nie pociągała. Słyszałam o filmie bardzo wiele zanim w ogóle dowiedziałam się, o czym on jest. Potem było dużo szumu w związku z przyjazdem Bessona na krakowskie Off Camera i to właśnie wtedy przeczytałam opis fabuły. Historia Aung San Suu Kyi wydała mi się niezwykła, ale jeszcze nie na tyle, by od razu film obejrzeć. Wydawało mi się, że ani klimat, ani miejsce akcji, ani polityczna i krwawa przecież tematyka nie są w stanie zrobić na mnie wrażenia. Rany, jak człowiek potrafi się z takimi uprzedzeniami pomylić.
wtorek, 20 września 2011
Colombiana
To miał być prezent na Dzień Chłopaka. Mąż o filmie mówił dużo i chętnie, spotykając się z absolutną ignorancją, graniczącą ze sceptycyzmem z mojej strony. Ale w akcie niesłychanej dobroci i braku pomysłu na podarunkowe, przesunięte nieco w czasie z racji wyjazdu świętowanie, postanowiłam się poświęcić i kupić bilety na Colombianę. Będąc - trzeba dodać - przekonana, że będzie to nieprzyjemny miks Wanted, Kobiety-Kot i nieszczęsnej Hanny. A tu niespodzianka, miła bardzo, miła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)