poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Co gryzie Gilberta Grape'a? (What's Eating Gilbert Grape, 1993)

reżyseria: Lasse Hallström
scenariusz: Peter Hedges
produkcja: USA
gatunek: dramat

Wiem, staroć. Ale: Depp i DiCaprio... nie szło się oprzeć. Tak więc w ramach nadrabiania zaległości niech będzie i Hallström.

Gilbert Grape (Johnny Depp) mieszka wraz z rodziną w zapadłej, amerykańskiej mieścinie Endora. Nie dzieje się tu kompletnie nic. Życie młodego Gilberta upływa pod znakiem pracy w sklepie, opieki nad bratem i utrzymania jako takiego porządku w rodzinie. Nie jest łatwo. Sklep mocno traci na konkurencyjnym supermarkecie, brat Gilberta - Arnie (Leonardo DiCaprio) jest upośledzony, a więc wymaga mnóstwo uwagi, a rodzina jest wybrakowana - ojciec powiesił się, matka roztyła się do granic (nie)możliwości i wpadła w depresję, a młodsza siostra przechodzi właśnie młodzieńczy bunt. Gdy przez Endorę, jak co roku, przejeżdżają turyści, Gilbert jeszcze nie wie, że to będą inne wakacje niż dotychczas. Podróżującej z babcią Becky (Juliette Lewis) psuje się samochód, obie są zmuszone spędzić w miasteczku jakiś czas. Dla Gilberta to jak wygrana na loterii - w jego życiu wreszcie coś się zaczyna dziać. Ale uciec od codziennych utrapień nie sposób...

Chciałabym o wielu sprawach, ale nie mogę o niczym i nikim poza rolą DiCaprio. Nie, że go tak bardzo cenię (choć naprawdę bardzo cenię), tylko jak on tego Arnie'go zagrał... Miał 19 lat. Za sobą mało znaczącą rolę w Crittersach 3, rólkę w pierwszej części Trującego bluszczu i kilka lat doświadczenia na małym ekranie (3 seriale). Czyli praktycznie nic albo bardzo niewiele. I tu nagle przed młodziutkim chłopakiem otwierają się drzwi kariery: w ciągu jednego roku zdobywa publiczność i uznanie krytyków rolami w Chłopięcym świecie i Co gryzie Gilberta Grape'a. O ile jednak postać zbuntowanego, pochodzącego z rozbitej rodziny Toby'ego w jakiś sposób wpasowała się w okres, wiek, w którym DiCaprio akurat się znajdował, to z Arnie'go Grape'a zrobił DiCaprio coś niesamowitego. Zagrał niepełnosprawnego umysłowo chłopaka tak autentycznie, że trzeba dużego dystansu, żeby pamiętać o fikcji. To strasznie dziwne i strasznie fajne, że tak młody aktor potrafił zagrać tak trudną rolę w tak prawdziwy sposób. Jasne, miał swoje potknięcia. Gdy uzyskał pełnoletniość, stał się z tą swoją delikatną, pełną wrażliwości i dziewczęcości wręcz urodą pokusą dla reżyserów, szukających "chłoptasiów". I choć wybrnął z tego w Człowieku w żelaznej masce, okropne role w Romeo i Julii i Titanicu długo odbijały mu się czkawką. Obie przyniosły mu olbrzymią sławę, ale obie były też pokazem absolutnego minimum jego możliwości. Potrzebował włożyć naprawdę dużo wysiłku w to, żeby przekonać do siebie filmowców, pokazać, że potrafi się wznieść ponad Dżaka Dołsona, ratującego biedną Rołs, zagrać faceta, nie chłopaczka. Btw, czy po tak genialnej grze jak w Gilbercie może dziwić fakt, że dziś DiCaprio jest wizytówką świetnych filmów i jednym z najlepiej opłacalnych aktorów amerykańskich? Mnie nie dziwi.

Depp w roli Gilberta Grape'a, szczerze, nie wzbudził we mnie większych emocji. To był bardzo blady początek tego, co widzimy w nim dziś. Takie niemowlę przyszłego geniuszu. Dziwne, bo przecież to się działo już po Edwardzie Nożycorękim

I jeszcze krótko o relacji na linii dzieci-matka. Coś pięknego, jak wielki oni wszyscy mieli do biednej Mommy szacunek. Mimo wszystko.

Czy polecam? Tak.


4 komentarze:

  1. film wspaniały, pamiętam jak oglądałam go kilka lat temu, byłam zachwycona i zgadzam się że najjaśniejszą postacią filmu jest DtCaprio- wyśmienita rola,

    podobnie jak ty go uwielbiam, chociaż muszę przyznać że swoją przygodę z tym aktorem zaczęłam właśnie od Titanica więc nie mogę się zgodzić że to była zła rola, bo od niej zaczęło się moje uwielbienie, a człowieka z żelaznej masce kocham, widziałam już chyba z milion razy

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, ja też zaczęłam od Titanica, dlatego byłam w tak wielkim szoku, że aktor o takich możliwościach został wykorzystany do tak nieciekawej roli. W kontekście całej twórczości DiCaprio Titanic jednak wypada bardzo blado, ale to wg mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. :) Nie znam złej roli Di Caprio, tak jak nie znam złej roli Deppa, zaznaczam, że nie oglądam go odkąd gra w "Piratach".
    Co do "Co gryzie..." - jeden z czołówki moich ulubionych filmów. Nie znałam jeszcze Di Caprio z wcześniejszych ról i myślałam, że jest naturszczykiem. Zresztą tak samo myślała Agnieszak Holland, które gdy się dowiedziała, że jest normalny aktor, natychmiast zaangażowała go do "Całkowitego zaćmienia".

    OdpowiedzUsuń
  4. Duet DiCaprio i Depp - najlepszy! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie (filmdine.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.