środa, 28 września 2011

Szefowie wrogowie (Horrible Bosses, 2011)

reżyseria: Seth Gordon
scenariusz: John F. Daley, Jonathan M. Goldstein, Michael Markowitz
produkcja: USA
gatunek: komedia

Nick (Jason Bateman), Kurt (Jason Sudeikis) i Dale (Charlie Day) wiodą zwyczajne życie. Wkładają dużo pracy w to, by osiągnąć sukces (Nick), spełniają się w związku i planują ślub (Dale), korzystają z uroków stanu kawalerskiego (Kurt), a wieczorami spotykają się w razem w barze. Łączy ich  jednak coś więcej - nienawidzą swoich szefów. Nie bez powodu zresztą - kierownictwo uprzykrza im życie na każdym kroku. Harken (Kevin Spacey), szef Nicka, jest zadufanym w sobie psychopatą, który - gdyby mógł - obsadziłby sobą wszystkie stanowiska w firmie. Pellitt (Colin Farell), przełożony Kurta, to wiecznie zajarany i organizujący orgie w swoim biurze idiota, który znalazł się na stołku za sprawą rodzinnego biznesu. Julia, (Jennifer Aniston) szefowa Dale'a, z pozoru niewinnie wyglądająca dentystka, jest bezkompromisową nimfomanką. Pewnego dnia miarka się przebiera - Nick, Dale i Kurt są już tak zdesperowani i sfrustrowani brakiem perspektyw na normalny dzień pracy, że - najpierw w formie żartu i fantazji zastępczej, a później już całkiem poważnie - postanawiają pozbyć się swoich przełożonych. Na zawsze. Za radą MF (Jamie Foxx) sporządzają plan działania. Sytuacja przybiera jednak zaskakujący obrót...

To mogła być naprawdę świetna komedia. Początkowa prezentacja sytuacji wszystkich trzech panów dobrze zrobiona - jest zwięźle i jest zabawnie. Desperacja chłopaków i pierwsze próby zorganizowania "mokrej roboty", łącznie z wizytą w niebezpiecznej dzielnicy - na całkiem dobrym poziomie. Potem kilka  fajnych scen, w których plan zostaje wdrażany (szczególnie w domu Pellitta) i... klapa. Od momentu zaangażowania się w sprawę Harkena, film zaczyna iść w bardzo złym kierunku. Jest trochę niedowierzania, jest trochę śmiechu, ale wszystko jakby trochę już wymuszone. Przekombinowano to, oj przekombinowano. Coś jakby chciano pokazać bardzo dużo fajności w bardzo krótkim czasie. Co za dużo, to nie zdrowo, więc chyba nie do końca to wyszło.

Film stoi za to świetnymi rolami drugoplanowymi. Kevin Spacey w roli psychopatycznego szefa jest bardzo dobry, choć rola mogła być napisana trochę lepiej (psychopata psychopatą, ale w pierwszej części filmu to jest nawet zabawne, później zbyt duży nacisk położony został na wątek kryminalny, przez co czar tej postaci zupełnie uleciał). Jennifer Aniston jako napalona pani doktor gra właściwie swoim ciałem. A ma je, oj ma. Ciekawa rola, trochę może głupawa, ale Aniston podeszła do tego z dużą swobodą i naturalnością. Colin Farell natomiast to absolutny numer jeden tego filmu. Czasem aż przychodzi do głowy niepoważna myśl, dlaczego on się marnuje w poważnych filmach. Jest rewelacyjny w tej komediowej roli i aż żal, że scen z jego udziałem jest tak mało. Panowie Bateman, Sudeikis i Day zupełnie za to nie przyciągają uwagi, ich role mógłby zagrać chyba każdy.

Czy polecam? Mimo wszystko tak, bo to zabawny film, dobry na odreagowanie po ciężkim dniu.


2 komentarze:

  1. nie cierpię Farella...za to ostatnimi czasy ubóstwiam Jennifer Aniston, więc film na pewno obejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi to pan Day zagrał rewelacyjnie. Z całej trójki prześladowanych na pewno najlepiej. Szkoda, że seniora Sutherlanda było tak mało.

    Film dosyć przyjemny. Nie powala i na pewne rzeczy musowo trzeba przymknąć oko (no bo to komedia...), ale co najważniejsze są momenty śmieszne i to się liczy. Moja ocena w granicach 7 jakbym miał oceniać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.