piątek, 16 grudnia 2011

Drive (2011)

reżyseria: Nicolas Winding Refn
scenariusz: Hossein Amini
produkcja: USA
gatunek: akcja

Choć naczytałam się sporo recenzji, siadając do Drive'a, nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, skąd wziął się główny bohater, dlaczego robi to, co robi, gdzie właściwie zmierza. Z tymi pytaniami, niestety, pozostałam. Ale poza pewnymi brakami w Drivie jest coś dziwnego, coś magnetyzującego. Chyba wiem co, ale pomału.

Bezimienny driver (Ryan Gosling) pracuje jako kaskader i mechanik samochodowy. Jego domeną są, jak nietrudno się domyśleć, samochody. Swoją pasję realizuje jednak w jeszcze inny, dość nietypowy sposób - nocami robi za kierowcę gangsterów. Nie bierze udziału w samej akcji, nie interesuje się, w czym właściwie rzecz. Jest dla nich przez 5 minut - ani chwili przed, ani chwili po - wtedy muszą radzić sobie sami. Potrzeba adrenaliny czy kuriozalnie pojmowane pomagierstwo? Może to i to. I jeszcze bycie real hero - ale to zarezerwowane jest już tylko dla jednej osoby. Irene (Carey Mulligan) jest uroczą sąsiadką, która samotnie wychowuje synka (mężuś wolny czas spędza w więzieniu). Między driverem i Irene rodzi się, naturalnie, uczucie, którego rozkwit przerywa pan mąż i jego zawikłane sprawy, w które driver (bez)interesownie się angażuje.

Po jaką cholerę? Nie wiadomo. W ogóle mało wiadomo. Nie wiadomo, kim driver do końca jest, skąd się wziął, czy i jaką ma właściwie przeszłość, co skłoniło go do podjęcia takiej, a nie innej pracy, w jakim celu to wszystko i do czego zmierza. Nie wiadomo, co driver myśli, bo mówi niewiele, co czuje, bo emocje na twarzy pojawiają mu się dość rzadko i tylko przy okazji Irene. No nic nie wiadomo. Czy to wkurza? Trochę. Ale nie tak bardzo, gdy się zrozumie, że driver po prostu taki jest - nieco tajemniczy, ale w gruncie rzeczy świadomy swoich potrzeb i oczekiwań, nieco może zbyt spokojny, wręcz anemiczny, ale to może tylko pomaga drzemiącej w nim mocy herosa nie rozlać się lawą na biednych potrzebujących złych. Do czasu jednak. Bo w driverze siedzi kawał drania, bezlitosnego i żądnego krwi. Właśnie dzięki takiej konstrukcji głównego bohatera Drive nie jest zwykłym filmem akcji. Bo że akcji jest dużo i że jest szybko, i że jest krew, i że jest bez litości, to jasne. Tyle że to wszystko jest jakby przepłukane w chłodzie i opanowaniu drivera, a to sprawia, że cała akcja zamiast buchać w nas gorącym oddechem raczej delikatnie podszczypuje i muska, zostawiając tylko wrażenie dotyku czegoś mocnego, czegoś dziwnego, co z jednej strony dziwi, z drugiej intryguje, przyciąga, nie pozwala odejść. Nie driver, nie Irene, nie Gosling i nie Mulligan, ale właśnie ten klimat pełnej finezji akcji tak przyciąga.

Odejść nie pozwala też muzyka (autorstwa Cliffa Martineza), która już niemal dorobiła się w sieci miana jednego z najlepszych soundtracków tego roku. Magnetyczna, podkręcająca napięcie i świetnie dopełniająca zabawę w kontrast zmysłowości z brudem rabunków, intryg i zemsty. A najsmaczniejsze są dźwięki otwierające ("Night call" Kavinsky & Lovefoxxx) i zamykające ("Real hero" College feat. Electric Youth) film. Ależ to wpada w ucho!

Aktorstwa specjalnie oceniać nie ma po co. Mulligan jest raczej bezpłciowa, Gosling dostał po prostu dobrze napisaną rolę (postać pochodzi zresztą z powieści Jamesa Sallisa o tym tytule), którą dobrze zagrał, a o pozytywną krytykę raczej martwić się nie powinien, jako że ten rok był dla niego wyjątkowo płodny. Jest jeszcze Albert Brooks, który w ogóle nie przykuł mojej uwagi, za to otrzymał świeżutką nominację do Złotego Globa za rolę drugoplanową. Nie jestem przekonana, naprawdę. Uwagę moją bardziej zaprząta reżyser Drive'a - Refn - który spodobał mi się już na filmwebowskim zdjęciu. Jest Duńczykiem, a kino w wydaniu skandynawskim jest zawsze czymś świeżym, czymś trochę zdystansowanym, ale bardzo wyważonym. Będziemy się przyglądać.

Czy polecam? Nie wszystkim. Raczej jedynie tym, którzy są gotowi wraz z Refnem łamać konwencje i mieć z tego parę nowych doznań, do których jeszcze przez jakiś czas po seansie nie będę przekonani.

8 komentarzy:

  1. Dla mnie to jeden z najlepszych filmów tego roku ;) Nastrojowe zdjęcia, odpowiednio dobrana muzyka, wciągający klimat, wszystko dawkowane z umiarem (minimum dialogów, stonowana akcja i fabuła). Gosling jest, moim zdaniem, przekonujący zarówno jako kontrolujący swoje emocje kierowca jak i nieobliczalny i groźny antybohater. „Drive” przypomina mi filmy sensacyjne z lat 70-tych, w których akcja i fabuła były tylko dodatkiem i pretekstem dla wyczynów głównego bohatera – outsidera i samotnika, ceniącego spokój i wolność, walczącego o te cenne dla każdego człowieka wartości (dwa ostatnie zdania skopiowałem ze swojej recenzji filmu).

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja polecam wszystkim, film doskonały. I kompletnie się nie zgodzę że przypomina filmy z lat 70tych. To raczej trochę nowatorski styl pokazania cech bohatera, a fabuła jak najbardziej w tym filmie ma olbrzymie znaczenie. Robi klimat, tajemniczości i powagi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Styl jest nowatorski, ale fabuła i akcja raczej przewidywalne, korzystające ze starych sprawdzonych schematów. Można chociażby wspomnieć o filmie "The Driver" z 1978, w którym główny bohater także był kierowcą gangsterów, pomagał im uciec z miejsca przestępstwa. Mimo wtórności "Drive" Refna mocno wciąga, co jest zasługą reżyserii i wykreowanego klimatu, a nie scenariusza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak można porównywać Kierowce Hilla do tego filmu, ten motyw przewija sie w wielu filmach, nawet współczesnych jak pierwszy Transporter. Co nie znaczy że te filmy są do siebie podobne, jak dla mnie całkiem różne pod wieloma względami. I dalej będę się upierał że fabuła w tym filmie jest dobra, kreuje nam naszego bohatera.

    OdpowiedzUsuń
  5. napisać o Mulligan, że jest bezpłciowa to jakaś zbrodnia. Ona nie musi nic robić, wystarczy, że się pojawi na ekranie. Zauważyłam, że odciągała moją uwagę nawet od Goslinga we wspólnych scenach. Tak aktorka ma przed sobą wielką przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zbrodnia nie zbrodnia, tak ją tu odebrałam. Nie znam wielu jej ról, pamiętam ją właściwie najbardziej z An Education, gdzie była absolutnie czarująca, przede mną jeszcze Never let me go. No i czekam z niecierpliwością na Shame. Będę się zatem przyglądać i wypatrywać tej przyszłości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mulligan w Drive mnie nie przekonała, raczej rolę miała, co tu dużo mówić, "bezpłciową".
    Natomiast sam film, również mogę polecić.

    Nie drażnił mnie brak odpowiedzi na pytania, wręcz przeciwnie. Niedopowiedzenia i niejasności były odświeżające. W końcu film zmusza do refleksji, a nie podaje gotowca na tacy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie film dzieło. Oglądałam trzy razy, obejrzę jeszcze pewnie z dziesięć. Powolność, klimat, akcja z młotkiem, no i soundtrack. Nie chodzi o Ryana Goslinga, chociaż mistrzem aktorstwa jest. Całość obrazu jest powalająca. Uwielbiam takie filmy, można je sączyć, pomału, między palcami, słów niewiele (chociaż kocham przegadane filmy). Ja mu daję 10/10. :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.