wtorek, 17 kwietnia 2012

Nietykalni (Intouchables, 2011)

reżyseria: Olivier Nakache, Eric Toledano
scenariusz: Olivier Nakache, Eric Toledano
produkcja: Francja
gatunek: dramat
dystrybucja polska: Gutek Film

Często macie na długo po filmie takie uczucie ciepła, rozlewającego się na duszę, i uśmiech na twarzy na samo wspomnienie dialogów, gestów, spojrzeń, uśmiechu, scen w ogóle? Ja rzadko. Dlatego tak cenię to, co daje mi takie wspaniałe emocje, pozwala bawić się, wzruszyć i zaczerpnąć trochę życiowej mądrości jednocześnie. Tak jak Nietykalni właśnie - francuska [sic! ale tym razem obeszło się bez uprzedzeń - plakat i opis tak mnie zachwyciły, że nie myślałam nawet o tym, jak nie znoszę francuskiego] komediodramat, przy którym wszystko staje się jakby trochę lepsze.

Philippe (François Cluzet) jest sparaliżowany. Ciężar codziennej egzystencji pomaga mu dźwigać liczna służba, w skład której wchodzi m.in. osobisty pielęgniarz i towarzysz w jednym. Ale o dobrego pracownika ciężko - średnio co dwa tygodnie w willi Philippe odbywa się casting. Kandydaci dwoją się i troją, by przekonać pracodawcę, że są tymi najbardziej humanitarnymi i współczującymi i zdecydowanie najlepiej sprawdzą się w nowej roli. Nie wiedzą, że ostatnią rzeczą, jakiej szuka Philippe jest litość. I nie znajduje jej tylko u jednego, dość narwanego, kandydata. Driss (Omar Sy) nie przychodzi po pracę - potrzebuje tylko podpisu na urzędowym papierku. Jeszcze nie wie, że jego luźny styl bycia, szczerość i totalna bezpretensjonalność zagwarantują mu pracę, a on sam stanie się podstawą rewolucji w życiu ogarniętego marazmem Philippe. Przepiękna opowieść o rodzącej się przyjaźni między milionerem-inwalidą a czarnym chłopakiem z ubogiej dzielnicy i starciu się dwóch światów.

Zastanawiam się, co o Nietykalnych powiedzieć, by nie zabrzmiało górnolotnie. Że dawno nie widziałam tak ciepłego filmu? że cudownie jest chodzić z tym filmem w głowie kolejny dzień i uśmiechać się pod nosem? że tyle tu niewymuszonej mądrości, która wydaje się tak oczywista, a jednak taka daleka? i że takie to fajne, że to naprawdę, że to się dzieje, że to obok jest? Mam wrażenie, że cokolwiek bym nie powiedziała, ci, którzy uważają film za przeciętny, nie pozostaną przekonani, ale za to ci, którzy się zachwycili, zrozumieją mnie w lot.

Lubię filmy o przyjaźni. Są obdarte z banalnej czułostkowości, bardzo zgrabnie radzą sobie z konwencją (nie omijają jej, ale potrafią elastycznie ją dopasować do siebie), niosą potężny ładunek emocjonalny i są - jakikolwiek byłby ich finał - bardzo pozytywne. Nietykalni nie miażdżą - nie uginają się pod nadmiarem żartów, tragedii i sentymentalizmu. Humor jest tu nieudawany, naturalny, gagi (i te dialogowe, i sytuacyjne) nie są ani trochę żenujące, wszystko to wywołuje uśmiech na twarzy, a czasem i niepowstrzymany chichot. Z tragedii, których doświadczają bohaterowie, można było zbudować pełnokrwisty melodramat, a tak? twórcy nie pozostawiają widzom czasu na żałowanie niesamodzielnego Philippe i obciążonego trudną  sytuacją rodzinną Drissa. Ludzkie dramaty przerażają i wzbudzają litość tylko wtedy, gdy są czyjeś. Nosząc ciężar na własnych barkach, nie ma miejsca na użalanie się - jest tyle do zrobienia. Philippe radzi sobie z paraliżem, choć absolutne zrozumiałym jest to, że nie może już ze sobą wytrzymać. Driss wnosi w jego życie... życie właśnie. Swobodnie, naturalnie, dla niektórych prymitywnie, prostacko - ale to działa. I daje magiczny efekt.

Cluzet i Sy zaprezentowali fantastyczne aktorstwo. Nie tylko oni zresztą, bo tło (m.in. świetna Anne Le Ny w roli Yvonne) również wypadło świetnie. Cluzet przypomina tu trochę Dustina Hoffmana, nie sądzicie? Takie odnieśliśmy z małżonkiem wrażenie, oglądając jego mimikę - obszar, którym jako jedynym właściwie Cluzet gra. Genialnie zresztą. Zero patosu i maniery. Czy nie o to chodzi?

I ta muzyka... To musi mieć pozaziemskie źródło. Zresztą, po co tyle mówić. Wyjątkowo (bo nie przepadam za załączaniem stosu materiałów) posłuchajcie sami:


I:


Czy polecam? Obowiązkowo i koniecznie.

20 komentarzy:

  1. piękny film, ale zresztą już wiesz co o nim myślę ;)) oglądajcie nieprzekonani bo pewnego dnia pożałujecie ;)

    ps. mam nadzieje że wyjdzie na DVD w Polsce dość szybko, bo obejrzałabym to jeszcze kilka razy ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o komedie to najlepsze robili Francuzi i Polacy :) różnica między nimi jest jednak taka, że Francuzi nadal robią znakomite komedie, a Polacy niestety już nie. Na pewno wkrótce obejrzę "Nietykalnych", skoro tak polecacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jeśli chodzi o komedie to najlepsze robili Francuzi i Polacy :)"
      Nie zapominaj o Czechach! Wiem, wiem, że nie przepadasz, ale nie można im jednak odmówić tego tytułu. Rzecz jasna wszystko zależy kto jaki humor lubi. :)

      Usuń
    2. Ano właśnie, ja czeskich komedii w ogóle nie chwytam. Ale może nie trafiłam na te dobre:)

      Usuń
    3. Ja też czeskich nie chwytam, z tych starych to jeszcze znajdę jakąś perełkę (np. "Dobry wojak Szwejk"), ale nowsze do mnie nie trafiają. Kiedyś widziałem nawet całkiem niezłą komedię węgierską ("Świadek" z 1969), ale to była moja jednorazowa przygoda z komedią węgierską, więc nie wiem, czy inne by mi przypadły do gustu.

      Usuń
  3. Cluzet też mi przypomina Dustina Hoffmana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna pozytywna opinia, aż wstyd nie obejrzeć;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Musze jak najszybciej obejrzec ten film.. wlasnie tego mi trzeba!:)

    Dzieki za opinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co i witam w moich skromnych progach:)

      Usuń
  6. Choć nie przepadam za francuskim kinem, ten film jest naprawdę świetny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to początek dłuższej przygody z francuskimi produkcjami? Witam, tak w ogóle. Pozdrowienia dla Panny Migotki;)

      Usuń
  7. O ile się nie mylę to ten film ma 9 miejsce w rankingu filmwebu więc już nawet ten fakt wskazuje na to, że jest to genialna produkcja :)) Jak tylko będą go u mnie w kinie grać, od razu się wybiorę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym się tak bardzo nie sugerowała rankingami - są dość subiektywne. Ale akurat w tym wypadku miejsce się należy:)

      Usuń
  8. oglądałam w niedzielę i uważam, że fil jest niesamowity!
    zapraszam Cię serdecznie na mojego nowego bloga:
    http://refleksjefilmowo-ksiazkowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja do niedawna też nie przepadałam za francuskim kinem, ale takie filmy jak ten powoli mieniają moje nastawienie. Do tego po prostu trzeba dojrzeć. Film genialny. No i zgadzam się z opinia, że muzyka pochadzi z niebios chyba, uwiodła mnie od pierwszych taktów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oglądałam kilka dni temu. Rzeczywiście film godny polecenia, bardzo przyjemny, pełen ciepła. Tak jak pisalas "na długo po filmie miałam takie uczucie ciepła, rozlewającego się na duszę..'' świetny film, godny polecenia, jeszcze raz dziękuję za Twoja opinię, zapraszam do siebie, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. wiecie kiedy to wypuszczą do sprzedaży w Polsce? DVD/BR cokolwiek... chcę mieć go w swojej kinotece!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,właśnie jutro wybieram się na ten film.Recenzja-zwłaszcza w Twoim wydaniu-bardzo mi się przyda. Choć wyrażasz swoją ansę do francuszczyzny, to z niecierpliwością czekam na Twoje zdanie w kwestii "Amelii" reż.Jean-Pierre Janet.Pozdrawiam bardzo cieplutko i życzę powodzenia. Twoje recenzje są doskonałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo dziękuję za miłe słowa:)

      Jeśli chodzi o francuskie kino, to powolutku się do niego przekonują, aczkolwiek - tu muszę Cię rozczarować - awersja do niego rozpoczęła się wraz z dawnym seansem "Amelii" właśnie:( Ale to było dawno temu, więc obiecuję sobie film odświeżyć i wydać bardziej obiektywną opinię:)

      Usuń
  13. Uwielbiam ten film. Jest po prostu cudowny. Zachwycił o mnie między innymi to, że mimo różnicy wieku i ludzie zaznali przyjaźni :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.