piątek, 11 maja 2012

Projekt X (Project X, 2012)

reżyseria:  Nima Nourizadeh
scenariusz: Matt Drake, Michael Bacall
produkcja: USA
gatunek: komedia
dystrybucja polska: Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o.o.

50? 100? 500? Może 1500? Ile osób powinno przyjść na twoją imprezę, żebyś był cool? Thomasowi - który stanął przed tym problemem - wydaje się, że 50 to zdecydowane maksimum. Costa - sprawca rzeczy, którą oglądamy w Projekcie X, jest realistą i wie, że potrzeba duuużo więcej. Szczególnie, gdy na korytarzu szczycą cię przydomkiem "loser". Desperacka potrzeba akceptacji. Młodość. Zabawa. Albo nie: kontrola i wartość (nie)przekraczania granic. Można tak. Ale po co. Projekt X to nie jest film, w którym trzeba szukać głębi i uniwersalnych problemów ludzkości. Więcej: to nie jest film, nad którym w ogóle trzeba myśleć. Nie popłaczesz ze wzruszenia, nie posikasz się ze śmiechu, nie wyniesiesz z tego zbyt wiele, ale za to naoglądasz się ludzi odjechanych w kosmos i odpałów, których nie powstydziłby się Jackass. W sam raz na odmóżdżenie.

"Thomas to słodki dzieciak, ale to... frajer" - mówi o głównym bohaterze jego ojciec, gdy zatroskana mamusia z niepokojem zostawia swojego syna samego w domu na caaaały... weekend. Thomas (Thomas Mann) może i frajerem jest, ale za to ma fajnych kolegów - Costę (Oliver Cooper) i J.B. (Jonathan Daniel Brown) - którzy postanawiają wreszcie skończyć z byciem pokrakami i urządzić kumplowi najlepszą imprezę urodzinową, o jakiej ktokolwiek słyszał. W kilka godzin zdobywają wszystko, co jest nieodzownym elementem dobrej domówki: jest co wypić, jest co popalić i jest przy czym potańczyć. Do tego odpowiednia reklama, parę gadżetów i... ta impreza nie może skończyć się na potańcówce w ogrodzie. Melanż szybko wymyka się spod kontroli i zaczyna się totalna demolka.

Muszę przyznać, że miałam olbrzymie opory przed obejrzeniem tego filmu. Raz, że bardzo ostrożnie wybieram komedie w ogóle, bojąc się niestrawnych papek i gniotów, po których pozostaje jeden wielki niesmak i złość z powodu straty czasu; dwa, że - no umówmy się - współczesne komedie, szczególnie te bazujące na rozrywkach kategorii wiekowej 16-25, są raczej niskich lotów. Co innego taki Kac Vegas, który jest może infantylny i głupawy, ale te właśnie "wady" w zgrabny sposób zmienia w zalety, sprawiając, że opadają ręce, nogi i wszystko, co jeszcze opaść może, i jest po prostu zabawnie. Informacja, którą podano na plakacie Projektu X - że jest to produkcja twórcy Kac Vegas - była świetnym pomysłem, bo dawała nadzieję, że to będzie coś może nie równie dobrego i kultowego, ale przynajmniej nie odstającego od "normy", tyle że dla trochę młodszej może publiczności (tak żeby z bohaterami utożsamili się nastolatkowie, a nie wieczni chłopcy, na których już przyszedł czas). I, wow, okazało się, że wreszcie coś nie jest reklamą na wyrost. Zarówno ta informacja, jak i hasła reklamowe i trailer, pokazują dokładnie to, co później dostajesz - kompletne i całkiem zabawne odpały i totalną, trochę przerażającą, zadymę. A najlepsze w całej tej demolce jest to, że oglądamy ją sobie z wygodnych, nieobrzyganych foteli i nie musimy się martwić żadnymi konsekwencjami;)

Wszystko to podane w bardzo lekkostrawnej formie, dość zresztą realistycznie, i nawet te cyfrowe, amatorskie kamery jakoś nie drażniły. Nie ma tu wprawdzie nic odkrywczego: pusty dom z basenem i kazanie ojca, by niczego nie ruszać pod jego nieobecność, aż się prosi o publiczne spożytkowanie tak korzystnych do imprezowania warunków. Wszystko też jest tak jak być powinno: jest dużo alkoholu, dragów, seksu i gołych panienek. Może to trochę demoralizujące i nieprzyzwoite, ale ja tam się nie poczułam zgorszona (a i Thomas ostatecznie wcale nie wygląda na nieszczęśliwego). Koniec końców, ani się nie wynudziłam, ani mi się nie dłużyło, trochę się pośmiałam, trochę poniedowierzałam - ogólnie bawiłam się całkiem nieźle i tylko trochę czasem przykro, że się nie jest po tej drugiej stronie ekranu;) 

Czy polecam? W ramach kuracji odmóżdżającej, dla nie takich jeszcze staruszków i na lekki filmowy wieczór z rozrywkowym tytułem - jak najbardziej tak.

PS. Pies i sąsiad z wąsami zdecydowanie wymiatają:)

9 komentarzy:

  1. Fajna analiza filmu, chyba się wybiorę, a potem pójdę na imprezę.

    Celta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Psiaka mi było szkoda - sama posiadam jeden egzemplarz i wiem jaki to stres dla zwierzaka. Na pierwszej połowie się praktycznie wynudziłam, ale jak zaczęła się demolka to wprowadziła nieco ożywienia. Jednak jestem za stara na odmóżdżaniem się takimi filmami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odmóżdżanie jest ekstra ! haha :D No ciekawie brzmi to co napisałaś i wgl moze się skusze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za komediami, a za takimi dla nastolatków w szczególności. Obejrzałem sobie jednak zwiastun. Po twojej recenzji i po opiniach innych oglądających, widzę, że może coś w tym jest i może warto się skusić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chyba nadrobię jednak w domu dopiero. "Dorwać Gringo" i "Avengers" mają peirwszeństwo, a za tydzień pewnie już mi się nie bedzie chciało iść na "Projekt X" :D


    quentinho

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest jakaś akcja na ten film? Czemu go wszyscy nagle recenzują? Jest tak świetny? Tak inny? Piszesz, że odmóżdzający.. więc sama nie wiem ;P Po Twoim opisie mam nieodparte wrażenie że jest to komedia dla nastolatków i nic więcej ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja: premiera:] Ja widziałam chyba tylko dwie recenzje oprócz mojej i gdzieś już komentowałam to zdumienie: u mnie w tym tygodniu nie ma zupełnie alternatywy - przynajmniej niczego, co trafiałoby w mój gust gatunkowy. Także mając do wyboru Avengersów, Battleship i Tulisie, nietrudno się zdecydować:) Nie wiem, jak inni, ja recenzuję filmy nie tylko dlatego, że są świetne i inne, gnioty też się zdarzają:P

      Ostatnio na blogach był wysyp recenzji "Domu w głębi lasu", tak btw:)

      Komedia dla nastolatków - jak najbardziej tak. Może taka kategoria wiekowa 15-25:)

      Usuń
  7. No cóż, czasami taka 'kuracja odmóżdżająca' jak to nazwałaś, się przydaje. Będę pamiętać o tym filmie, jeśli będę takiej potrzebować, bo z tego co piszesz nadaje się w stu procentach :) Dobrze się ciebie czyta. Pozdrawiam.
    M.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.