Strony

sobota, 30 czerwca 2012

Chłopięcy świat

Wiecie, jest tyle nowych filmów, że często na pisanie o tym, co już było, i to było było, nie starcza czasu. Czerwiec na szczęście nie obfitował w zbyt wiele fantastycznych premier - szczególnie, że widzów kinom zabrało Euro - udało mi się więc sięgnąć wreszcie po filmy, które z różnych względów czekały w kolejce do obejrzenia. Nie wiem, dlaczego tak długo. Chłopięcy świat to kolejny po Co gryzie Gilberta Grape'a i pośrednio także Sprawie Kramerów film, który opowiada o prowincjonalnych trudnościach i wyborach prowincjonalnych ludzi i kolejny film, który - jak tamte - swoją prostotą rozbił mnie na atomy, żonglując moimi emocjami mimo braku większych zwrotów akcji. A ja to bardzo lubię.
 

Caroline Wolff (Ellen Barkin) nie ma szczęścia do facetów, pracy i małych amerykańskich miasteczek. Mimo to nie poddaje się i po każdej porażce podekscytowana i pełna nowych nadziei wyrusza w podróż w nieznane, by znaleźć szczęście dla siebie i swojego syna, Toby'ego (Leonardo DiCaprio). Wszystko wskazuje na to, że wygrana na loterii czeka w Seattle - jest nią mechanik, Dwight Hansen (Robert De Niro) - czarujący facet, który zdobywa serce Caroline i próbuje wkupić się w łaski wchodzącego w buntowniczy, młodzieńczy wiek Toby'ego. Gdy chłopak okazuje się bardziej niesforny niż sądzono, Dwight zabiera go do swojego rodzinnego miasteczka i za swój główny cel obiera zrobienie z Toby'ego posłusznego i grzecznego chłopca - niekoniecznie w konwencjonalny sposób.
 
Akcja filmu toczy się na przełomie lat 50. i 60. Można wiele pisać o ówczesnej strukturze rodowej, o uwarunkowaniu płciowym w kontekście zajmowania konkretnych pozycji w domu, o problemie pracy i życia w ogóle kobiet samotnie wychowujących dzieci. Można też o ponadczasowych trudnościach, jakimi są samotność, wychowywanie dziecka w pojedynkę, brak ojca w życiu młodego chłopaka, zrzucanie winy na cały świat za swoje niespełnienie, wreszcie - tyranizowanie innych w imię wyższych celów, a w rzeczywistości po to, by nieco podnieść niskie poczucie własnej wartości. To wszystko w Chłopięcym świecie jest podane w prostej i - tym samym - okrutnej formie. Szkoda Caroline, bo jest kolejną samotną matką, która musi borykać się nie tylko z własną samotnością i z niespełnieniem, ale też brakiem pieniędzy na codzienne życie i wybrykami syna, i która marzy, by ktoś po prostu się nimi zajął, uszanował, pokochał. Szkoda Toby'ego, bo brakuje mu silnego autorytetu, jakim mógł być jego ojciec, który wybrał życie z inną rodziną, lub brat, który ułożył sobie życie z dala od nieudanej rodziny. Szkoda, paradoksalnie chyba najbardziej, Dwighta, bo jest cholernie nieszczęśliwym, złamanym przez życie człowiekiem, którego ambicje znacząco przerastają możliwości i który uważa, że pozycja, jaką zajmuje w domu, daje przyzwolenie na tyranizowanie bliskich i traktowanie ich jako remedium na swoje niespełnienia. Szkoda ich wszystkich, bo utknęli na prowincji, w małych miasteczkach, które nie dają żadnych perspektyw na lepsze życie i w których odnajdują się tylko ci, których przodkowie zadbali o byt przyszłych pokoleń lub którzy zaakceptowali te realia, ostudzili swój zapał, zredukowali oczekiwania, pozbyli się marzeń i żyją z dnia dzień, nie myśląc, jak podłe jest to życie i będąc, w konsekwencji, względnie z niego zadowoleni.
 
DiCaprio, nie ukrywam, był bezpośrednią przyczyną sięgnięcia po ten film. Wypadł, naturalnie, wspaniale. Oglądając jego grę tu czy choćby w Co gryzie Gilberta Grape'a, nie ma się absolutnie żadnych wątpliwości, że wyrośnie z niego przynajmniej dobry aktor. Bogatsza o znajomość jego aktualnej filmografii wiem, że "dobry" to wciąż mało. I choć jego ostatnie wybory trącą nienaturalną powagą, a bardzo silna i regularna współpraca z Martinem Scorsese może wyjść mu bokiem, tak jak bokiem wychodzi podobna więź Deppowi i Burtonowi, nie mogę sobie odmówić sięgania po jego filmy. Te wczesne w szczególności. Nie DiCaprio jednak jest gwiazdą tego filmu. Poza nim i Ellen Barkin, która zagrała wspaniale i aż dziw bierze, że jej późniejsza kariera nie zaowocowała intratnymi projektami, mamy tu przecież De Niro, i to w niesamowitym wydaniu. Dwight Hansen, w którego się wciela, to postać niejednoznaczna, choć budząca absolutnie jednoznaczne - negatywne - odczucia. Jest z pozoru ujmującym dżentelmenem, ale lubi rządzić twardą ręką, a więc nietrudno się domyślić, że jest człowiekiem pełnym kompleksów, słabym wewnątrz, szukającym ujścia dla rozsadzających go złych emocji i odnajdującym je najczęściej w tych, którzy odnoszą sukces, ten sam, który omijał go zwykle szerokim łukiem. De Niro gra Dwighta ręką, okiem i głosem, cała mowa ciała skierowana jest na wyakcentowanie tych właśnie cech, które skupiają jak w soczewce zestaw sprzecznych emocji i ambicji. Wiem, na jakim miejscu w świecie aktorów znajduje się De Niro i za jakie role się go ceni, ale dla mnie ta jest absolutnym numerem jeden.
 
Chłopięcy świat to film oparty na faktach i niektórych dziwić może fakt, co takiego zafascynowało Caton-Jonesa w trudnym, ale jednak dość prostym życiu chłopaka z Seattle, by przenieść je na ekran. Dla mnie zupełnie bez znaczenia jest fakt, czyja jest to biografia i czy zasługiwała na kinową wersję - istotne jest to, że Chłopięcy świat to świat wielu z nas, to historia, która nie tylko mogła zdarzyć się każdemu, ale zdarza się wielu, którzy żyją obok nas lub nawet nam samym, historia, która jest tak prosta, że aż bliska, tak trudna, że znajoma. "Prosty i sentymentalny" - napisał ktoś w komentarzach pod filmem na filmwebie. Dodałabym: prosty, sentymentalny i ujmująco szczery.
 
Czy polecam? Jak najbardziej.
 
Źródło zdj.: allmovie.com

 

5 komentarzy:

  1. Bardzo dobry film, obejrzałąm go bardzo wcześnie i po latach wróciłam - wrażenie było takie samo, bardzo dobre. Bardzo lubię De Niro w jego starszych produkcjach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry film. Widziałam go gdzieś pomiędzy falami "Romeo i Julii" i "Titanica". Tak, Leonardo był głównym czynnikiem, ale De Niro i Barkin zawsze lubiłam oglądać. Wiem, że przydałaby mi się powtórka, ale pamiętam, że film mocno wciąga i angażuje szeroką gamę emocji.

    Ps. Zauważyłaś tam Tobey'a Maguire'a?

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałem go jakiś rok temu i niezbyt wiele z niego pamiętam, co niezbyt dobrze o nim świadczy ;) Rozczarował mnie i z pewnością nie zagrał na emocjach, tak jak w twoim przypadku. Sięgnąłem po niego również ze względu na aktora z obsady, ale nie DiCaprio a De Niro. W sumie mało już z filmu pamiętam. W każdym razie na pewno De Niro lał DiCaprio ;D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.