piątek, 7 września 2012

Nie ma tego złego (Smukke mennesker, 2010)

reżyseria: Mikkel Munch-Fals
scenariusz: Mikkel Munch-Fals
produkcja: Dania
gatunek: dramat
dystrybucja polska: Vivarto

Chodzę z tym duńskim filmem w głowie już jakiś czas. Parę godzin się zastanawiałam, jaką mu wystawić ocenę, potem ze dwa razy ją zmieniałam, aż wreszcie się określiłam i - więcej - stwierdziłam, że warto o nim tu wspomnieć. Dlaczego? Bo to niezwykle czuły głos w temacie samotności - różnych jej wymiarów, twarzy, czasem bardzo smutnych, ale czasem też bardzo przewrotnych.

Ingeborg (Bodil Jørgensen), Anna (Mille Lehfeldt), Anders (Henrik Prip) i Jonas (Sebastian Jessen) - czworo ludzi i cztery oblicza samotności oraz pragnienia bycia potrzebnym, kochanym. Ich losy w przedziwny sposób splatają się, ale czy więź, utworzona w tak nienaturalnych, odrażających okolicznościach, może być początkiem prawdziwego uczucia? 

Nie ma tego złego..., co by na dobre nie wyszło. Nie wiem, co oznacza duński tytuł filmu, ale polski - o dziwo - całkowicie odpowiada treści. Bo to, co spotyka bohaterów, choć dziwi, przeraża i odrzuca, uczy czegoś bardzo ważnego ich i nas, siedzących bezpiecznie w ciepłym kinie/domu, daleko od problemów, z którymi muszą zmagać się filmowe postaci. Uczy, że marzenia nie muszą być wcale spektakularne, a drodze do ich spełnienia daleko do rajskiej autostrady. Że samotność piecze niemiłosiernie, ale też, że jest uszczypliwa i pełna ironii. Że w gruncie rzeczy ciepło jest blisko i że warto docenić to, co daje los, jakkolwiek pokrętnie by to nie czynił. Samotność w filmie Munch-Falsa to nie tylko ten fizyczny brak drugiej osoby; to przede wszystkim poczucie wyobcowania i samodzielne odizolowanie się od społeczeństwa: autodestrukcyjnym postrzeganiem własnej osoby, nieefektywnym zmaganiem się z własną chorobą, złym pojmowaniem własnej atrakcyjności, wreszcie - kulawym, siłowym wpasowywaniem się w środowisko, które nie odpowiada własnej osobowości. I tego konsekwencje: czasem zabawne i żenujące, niekiedy odpychające i obleśne, innym razem niewiarygodne i przerażające, zawsze jednak intrygujące i ujęte w niesamowicie wrażliwy, szczery sposób.

I pomyśleć, że "Nie ma tego złego" to debiut Mikkela Munch-Falsa... Aż ślinka cieknie po więcej.

Czy polecam? Tu nie trzeba wiele mówić. "Nie ma tego złego" to film niewygodny, odpychający i brzydki, ale ostatecznie zostający w głowie jako rzecz warta uwagi. Bardzo warta. Polecam.


8 komentarzy:

  1. Muszę to zobaczyć! Tylko gdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jeszcze grają w jednym kinie, a na dvd pewnie jeszcze w tym roku będzie:)

      Usuń
  2. Właśnie dlatego, że jest jak to napisałaś "niewygodny, odpychający i brzydki", to chętnie go obejrzę, gdyż czasem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.
    Te filmy w których aktorzy są wymuskani, wypięknieni i taka C. Diaz ma wydłużone nogi są już dla mnie męczące.

    OdpowiedzUsuń
  3. Klapserko chciałem Cię poinformować, że APETYT NA FILM WYGRAŁ KONKURS NA NAJLEPSZY BLOG na Filmowym Abecadle. Chciałbym Cię poprosić o wysłanie na mojego e-maila filmowe.abecadlo@onet.pl reklamy twojego bloga, abym mógł zrealizować nagrodę (miesięczna reklama na moim blogu). Gratuluje ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podejrzewam, że w moim kinie tego filmu nie puszczą, więc będę musiał poczekać na DVD. Twoja recenzja, a szczególnie trzeci akapit zaważył na tym, czy obejrzę tą produkcję. Spotykam się z tym tytułem po raz pierwszy i jestem pewien, że w najbliższym czasie go obejrzę :)) Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. niesamowity film,
    pamietam, ze za mna tez bardzo dlugo chodzil, wrecz wwiercal sie w umysl.
    To kino, które warto jest poznawac, odszukiwac pomiedzy komercyjnymi produkcjami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię "dziwne" duńskie kino. Tych bohaterów, te historie. Zachęcasz, muszę zobaczyć :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Smukke mennesker - Piękni ludzie. Niech żyje cudowne duńskie kino!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.