piątek, 23 listopada 2012

Gangster (Lawless, 2012)

reżyseria: John Hillcoat
scenariusz: Nick Cave
produkcja: USA
gatunek: kryminał
dystrybucja polska: Monolith Films

Gangster od początku elektryzował mnie przede wszystkim obsadą. Uwielbiam, gdy hollywoodzka kuchnia pichci smakowicie zapowiadającą się fabularnie potrawę, w której głównymi składnikami są uwielbiane przeze mnie smaki. W przypadku dania Hillcoata ślinka pociekła mi na dwa z nich. Pierwszy to prawdziwy afrodyzjak: ekskluzywny, tajemniczy, męski, niedostępny, ergo bardzo pociągający. To Hardy. Drugi jest słodki, doskonały, pełny i nieprzewidywalny jak wyciągana z bombonierki czekoladka - nie wiesz, na jakie nadzienie trafisz tym razem, ale masz pewność, że każde zaspokoi twój apetyt i okaże się wart swojej ceny. To Chastain. Nie musiałabym nawet jeść, żeby Gangster w ich wykonaniu zdobył mnie dla siebie samym zapachem dobrego aktorstwa i przyznaję, że trudno w obliczu takiego wyznania zdobyć się na obiektywność. Trudno, ale nie niemożliwie, bo Cave pozostawił w swojej historii wystarczająco dużo, by było o czym dyskutować i, z drugiej strony, wystarczająco mało, by ekipa aktorska uzupełniła te braki w 100%. Ale ab ovo.

"Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel..." - mogliby zaśpiewać za Grzegorzem Markowskim bracia Bondurant. Bo i oni, choć pracujący wspólnie i świetnie uzupełniający się w tej pracy, przedstawiają niezwykle różne temperamenty. Forrest (Tom Hardy) to zamknięty w sobie i tak samo nieśmiały, co bezlitosny twardziel; Jack (Shia LaBeouf) to jego totalne przeciwieństwo - swoją emocjonalnością, szczerością i naiwnością sprowadza na siebie (i rodzinę) same kłopoty; Howard z kolei (Jason Clarke) - świetnie uzupełniający i równoważący te dwa bieguny, sam z siebie przedstawia się jednak dość przeciętnie. Nie są gangsterami (damn, dystrybutorze!), ale bezprawie (tytułowe lawless) uprawiają z godnością i, trzeba im przyznać, mają do tego rękę. Kiedy ich biznesem zaczyna interesować się nowy zastępca szeryfa (Guy Pearce), sprawy wymykają się spod kontroli. Czy przekonanie Forresta, że nic nie jest w stanie zabić Bondurantów, sprawdzi się także w tym przypadku?

Nie brzmi bardzo nudno, prawda? A jednak ta nuda czasem się pojawia, w jednym czy dwóch miejscach rozgaszczając się nawet nieco dłużej, niż to przystoi. Małomiasteczkowy interes przemytniczy Bondurantów - ujęty dwufrontowo, z rzutami na nabywców i tzw. stróżów (bez)prawia - okrasza Cave garstką miłostek: pierwsza w wydaniu najmłodszego z braci, skierowana do córki pastora (wreszcie idealnie dobrana do roli Mia Wasikowska), druga, bardzo enigmatyczna i bardzo w swojej niedojrzałości dorosła relacja Forresta z tajemniczo pokruszoną przez życie Maggie (jak zwykle ujmująca Jessica Chastain), i jeszcze trzecia - choć to już nie miłostka, ale spory kawał szczerej przyjaźni (Jack - Cricket). I robi to - Cave - w bardzo przyjemny, niedrażniący tanim sentymentalizmem i zbyt artystyczną stylistyką sposób. Ta historia - mimo drobnych wad i braków - jest w gruncie rzeczy bardzo spójna, naturalna, napisana dobrymi, czasem bardzo zabawnymi dialogami. I trochę w sumie przewrotna (finał) - a to sztuka. Doceniam tym bardziej, że nie stworzona przez długodystansowca.

Wszystko jednak to, co fabularnie gdzieś odstaje, jest prostowane przez znakomicie dobranych i znakomicie  wykonujących swoją pracę ludzi. Aktorów przede wszystkim, bo to właśnie w tej warstwie Gangster zachwyca najbardziej. To jeden z niewielu filmów, jakie ostatnio mieliśmy szansę zobaczyć, z których cała obsada - jak jeden mąż - trzyma rezon i nie schodzi poniżej pewnego (bardzo wysokiego) poziomu. Na pochwały zasługują niemal wszyscy, ale to męska część ekipy (która przecież dominuje) porywa najbardziej. Tom Hardy jest trochę jak Refnowski driver - przyciąga jak magnes i totalnie urzeka, a przecież robi takie potworności, że strach takiego w ogóle znać (ach, zimny drań, to lubimy, prawda, dziewczęta?). Przez jakiś czas bardzo od niego zalatuje Bane'm (choć zdjęcia do The Dark Knight Rises rozpoczęły się po zakończeniu zdjęć do Lawless, widocznie etap przygotowań - związany z modulacją głosu i przyrostem masy ciała - do przeciwnika Batmana Hardy miał już za sobą) - i to z jednej strony rozprasza, ale z drugiej dodaje tylko uroku, bo postać, w którą aktor się wciela, właśnie takim głosem z pewnością mówiłaby w wyobraźniach odbiorców. Hardy jest niesamowicie zdolny i ma tę jedną cechę, za którą tak przepadam u aktorów: mówi spojrzeniem więcej, niż językiem, a w jego oczach płonie tyle emocji, ile nie pomieściłaby w swojej ekspresji czołówka amerykańskich wyciskaczy łez. Ekscytujące uczucie móc to oglądać. Ale dobrze, z żalem idźmy dalej. Shia LaBeouf - aktor o twarzy wiecznego chłopca (jestem pewna, że za kilkanaście lat będzie wyglądał niemal identycznie, tyle że przybędzie mu kilka zmarszczek) - wykorzystał tę wypisaną na twarzy prostoduszność, chłopięcą żywiołowość i słodką, choć gorzką w skutkach naiwność. Jacka jest na ekranie dużo i LaBeouf sprawia, że ta obecność nie jest natarczywa. Guy Pearce w teatralnej roli odpychającego, bezdusznego i wyrachowanego pseudointeligenta udowadnia nie po raz pierwszy, że ma niezwykły dryg do kreowania cynicznych przebierańców (maskowanych nie tylko strojem) z  psychopatycznymi skłonnościami. Mogłabym tak długo: Clarke, DeHaan, Van, Temple, wreszcie Oldman, którego, niestety, jest zbyt mało, żeby się nasycić, choć wystarczająco, by ucieszyć. Wszyscy pochłaniają uwagę i trzymają ją w garści do samego końca. Bez nich to z pewnością nie byłoby to samo. Bez nich to może nie byłoby w ogóle to. A może i w ogóle nic by nie było.

Gangster ma swój niepowtarzalny klimat. Ma na niego wpływ specyficzny koloryt prowincjonalnego, oderwanego od świata miasteczka, z ponurymi, zamkniętymi wnętrzami szynków, kontekst polityczno-ekonomiczny, którego, szczęśliwie, nie pokuszono się rozdrabniać, niejednoznacznych bohaterów, których nikt nie każe lubić, ale którzy z łatwością zabierają cię na swoją stronę, choć moralnie raczej byś się z nimi nie porozumiał. Wreszcie wszystko to, o co zadbała ekipa techniczna - zdjęcia (lakonicznie ujmując, bo się na rzeczy nie znam poza tym, że umiem dostrzec, że wartościowe), muzyka (akurat do tego Cave nie potrzebuje szkolenia), scenografia. Dopracowana kompozycja i bardzo konkretna propozycja.

Nie oczekujcie fajerwerków. Gangster nie powala. To średnio napisana, dobrze zrealizowana i wyśmienicie zagrana historia, którą ogląda się dobrze, która ma swój początek i wyraźny koniec (lubię ramowość, to pomaga mi się uporządkować) i która pozostawia po sobie miłe wrażenie. Po prostu.

Czy polecam? Tak.


14 komentarzy:

  1. Piszesz, ze nie powala i ze nie ma sie niczego specjalnego co spodziewac ale Twoja recenzja jest bardzo zachecajaca. Wybrac do kina pewnie i tak bym sie wybral, jak to mam w zwyczaju hurtowo chodzic do kina, a takze ze wzgledu na Jessice Chastain, ktora uwielbiam od Drzewa Zycia i dla ktorej jestem w stanie obejrzec nawet najwieksza szmire. Ale dzieki Twojej opini teraz pojde na ten film nie 'z obowiazku' a z prawdziwej checi. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem do końca wyjaśnić, o czym myślałam, pisząc, że nie powala - obejrzysz, domyślisz się, na co zabrakło mi słów:) Ja nie zbierałam szczęki z podłogi, ale lubię to uczucie, gdy widzę napisy końcowe i mam poczucie, że nie zmarnowałam ani czasu, ani pieniędzy, i że ktoś zaproponował mi dobre kino. Co do Chastain - podzielam zachwyt, uwielbiam ją nawet od tego samego momentu. Nie widziałam jej trzech pierwszych filmów, ale jeden film, w którym zagrała zdecydowanie nie należy do produkcji wysokich lotów - "Teksas - Pola Śmierci" to może nie szmira, ale film z dużymi, widocznymi gołym okiem brakami, znośny tylko dzięki obsadzie (Chastain właśnie + Dean Morgan + Worthington). Bardzo żałuję, że do tej pory Jess nie miała okazji zabłysnąć w roli pierwszoplanowej i wciąż komuś partneruje. Liczę, że "Wilde Salome", w którym, zdaje się, jej się to udało, wejdzie do naszych kin niebawem. A widziałeś "Take Shelter"?

      Usuń
    2. Klapserka pisze, że nie powala i ma rację. "Gangster" to bardzo przyzwoity film o gangsterskim klimacie, ale ani nie dostarcza tak silnych emocji, żeby widz czuł zachwyt, ani nie jest na tyle wciągający/szokujący fabularnie, żeby oczarować.

      Usuń
    3. Pola śmierci widziałem akurat w zeszłym tygodniu, faktycznie nie jest to za genialny obraz, prawde powiedziawszy mocno rozczarowujacy. Wcześniejszych filmów z Chastain też jeszcze nie widziałem, ale zamierzam, bo chciałbym poznać jej początki. O Wilde Salome nie słyszałem, Take Shelter nie widziałem. Czekam za to na horror Mama, bo to zupełnie inny repertuar i jestem ciekawy jak tam się ona sprawdzi. Z reszta sam ten film zapowiada się całkiem interesująco.
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. O "Mamie" nie wspomniałam, bo po pierwsze, mam zawsze wątpliwości z nazewnictwem ról w horrorach "familijnych" (wiesz na pewno co mam na myśli), po drugie zwiastun mnie dość mocno przestraszył i... ten tego... nie bardzo mam ochoty go sobie przypominać;) Ale prawda jest taka, że przez jakieś 40 sekund (40 sekund!!!) nie mogłam skojarzyć, skąd znam tę aktorkę z czarnymi włosami, aż otworzyłam oczy, że to ona:) Niezła metamorfoza, prawda?:) Wczoraj też przyjrzałam się trailerowi nowego filmu Bigelow - "Zero Dark Thirty" - i wygląda na to, że Chastain ma tam całkiem pokaźną rolę, nie sądziłam, więc tym bardziej czekam. Natomiast ze starszych to polecam szczególnie "Dług", bo domyślam się, że jej największy popis - "Służące" - widziałeś lub masz w planach w najbliższym czasie zobaczyć:)

      Usuń
    5. Dług widziałem, wchodził jakoś niedługo po Drzewie życia, więc pomimo, że tematyka mnie nie za bardzo interesowała, wybrałem sie by zobaczyć Chastain. Służące oczywiście widziałem i to właśnie po tym filmie się całkowicie w niej zauroczylem. Zdecydowanie jej najlepsza rola, jak różna od wszystkich pozostałych.
      O właśnie! Zapomniałem o filmie Bigelow! Kolejny tytuł na który warto czekać. Bardzo się cieszę, że Chastain ma teraz tak dobry okres, oby trwał jak najdłużej
      A jeszcze co do filmu Mama to mam nadzieję, że będzie to wreszcie jakiś inteligentny, klimatycznych i nieglupi, bo opowiadający jakąś ciekawa historię, horror. Takim niedoscignionym wzorem w tym temacie jest dla mnie The Ring z Naomi Watts (z reszta ta aktorkę również uwielbiam ponad wszystko) i nie obrazilbym się gdyby i Mama dociagnela do podobnego poziomu. Choć zdaje sobie sprawę, że łatwo nie będzie. I tak, metamorfoza niesamowita, ja również z początku jej nie poznałem.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Również uważam seans "Lawless" za udany, a najlepsze jest to, że nawet jeśli momentami się dłużyło,to i tak to wszystko mi pod koniec odpowiadało;p. Nie wiem na czym tak naprawdę polega magia Hardy'ego- bo ja tego wzroku już nie pamiętam, ale ma skurczybyk jakąś dziwną siłę przyciągania.Właśnie przeczytałam, że S. Johansson była brana pod uwagę do roli Maggy i ciesze się,że się tak nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj to chyba jednak zaczekam. Choć na Tomie nigdy filmowo się nie zawiodłem to jakoś specjalnie nie czekam na filmy z jego udziałem - do Warriora zbierałem się chyba kilka miesięcy... Poza Tomem jedynym argumentem za obejrzeniem filmu może być Nick Cave w osobie scenarzysty - ta artystyczna stylistyka, o której piszesz - dla mnie to właśnie to, czego po jego osobie się spodziewam. Ale jeśli dodać do tego epokę (Boardwalk Empire też czasem oglądam po przymuszeniu się do tego) i przede wszystkim LaBeouf'a - to już raczej skłonny jestem odłożyć seans na później :-) więc na razie recenzja w zupełności mi wystarczy :-)

    A tak w ogóle to odrobinę czytając recenzję mam skojarzenia z "Wichrami namiętności" - bracia, miłostki - jakoś tak mi się skojarzyło :-)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi osobiście, bardzo trudno było napisać recenzję tego filmu. Co do twojej, bardzo zachęcająca, chociaż czasami narzekasz na wiele elementów. Oo tak "Gangster" nie powala. Dla mnie to dobry film, z fenomenalną grą aktorską. Ja osobiście zawiodłem się trochę na Oldmanie. Całkowicie mi tutaj nie pasował, no może faktycznie z tego powodu, że było go trochę za mało, no ale. Cóż, zostało mi tylko zaprosić do siebie również na recenzję Gangstera :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Będąc w kinie na "Pokłosiu", widziałam zwiastun "Gangstera" i spodobał mi się, zatem postanowiłam obejrzeć ten film. Nie miałam jeszcze okazji ku temu, ale na pewno niebawem to się zmieni. Jednak nie będę oczekiwać fajerwerków, bo widzę, że film jest przyzwoity, a nawet dobry, jednak nie ma co się nastawiać na kino wciskające w fotel.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również zrecenzowałem ten film zapraszam do porównania :) http://filmyktorewidzialem.wordpress.com/2012/11/28/gangster-lawless-2012/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie naiwna fabuła. Bo klimat, kreacje aktorskie, zdjecia oraz soundtrack są po prostu genialne!

    quentinho

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram zdecydowanie. Ale za grę aktorską i muzykę warto :) !!!

      Celta.

      Usuń
  8. Film widziałam już jakiś czas temu i powiem szczerze, że był to jeden z przyjemniejszych seansów w kinie ostatnich czasów. Film nie jest arcydziełem, ale to dobry, perfekcyjnie zrobiony i rewelacyjnie zagranych filmów. Czysta przyjemność oglądania. Zdarzają się mielizny, ale mi to nie przeszkadzało w cieszeniu się filmem. No i Tom Hardy! ojojoj! Uśmialiśmy się zdrowo kilka razy. Obraz kojarzył mi się trochę z filmem sprzed roku z westernem "Prawdziwe męstwo". Podobny klimat i dynamika. Ja film polecam, rasowe, dobre kino. Dobra niegłupia rozrywka. Ja jestem zauroczona:) Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.