wtorek, 25 grudnia 2012

Merida Waleczna (Brave, 2012)

reżyseria: Mark Andrews, Brenda Chapman
scenariusz: Brenda Chapman, Irene Mecchi, Mark Andrews, Steve Purcell not
produkcja: USA
gatunek: animowany, familijny
dystrybucja polska: Forum Film Poland Sp. z o.o.

Święta to zdecydowanie zły czas na ostrzeżenia. Leniwie płynące świąteczne dni, masa pysznego jedzenia i rodzinna atmosfera aż się proszą o przyjemny, ciepły, mądry film, który spodoba się każdemu pokoleniu zacnej familii. Taki jak Merida Waleczna na przykład.

Waleczność tytułowej Meridy - młodziutkiej córy królewskiej - przejawia się na pierwszy rzut oka w... buncie. A wszystko to przez oplecioną konwenansami matkę, która chce - zgodnie z tradycją - wydać córkę za mąż za pierworodnego syna przywódcy jednego z klanów królestwa. Młodej, rzecz jasna, pomysł ten się nie podoba, bo nad facetów przekłada wycieczki po lesie i strzelanie łuku, więc z pomocą spotkanej "przypadkowo" wiedźmy ucieka się do niecnego planu i zamierza wybić mamie z głowy jej plany. Co też się dzieje, ale w sposób, jakiego Merida ani sobie wyobrażała, ani właściwie chciała...

Głównym tematem filmu jest konflikt pokoleń na przykładzie relacji matka-córka. Konflikt notabene całkiem nieźle zarysowany, o co w bajce i łatwo, i trudno. Łatwo, bo można w prosty, wręcz naiwny sposób podać poważną i wartościową treść, trudno zaś, bo takie ramy stwarzają pokusę pójścia drogą na skróty, uproszczenia rozwiązań i zapomnienia, że bajki dla dzieci są wspaniałym nośnikiem mądrości także dla dorosłych. W Meridzie... rzeczywista akcja nie tylko nie przysłania treści historii, ale też w zgrabny sposób ją podkreśla. Przemiana, której podlegają obie bohaterki, nie sprawia wrażenia wydumanej, przejaskrawionej, sztucznej, i to mimo że środki, której do niej prowadzają są przecież bardzo drastyczne.  Relacja Elinor i Meridy jest generyczna i sprowadza się do odwiecznego problemu na linii młodzi-starzy: ci pierwsi chcą samodzielnie decydować o swoich losach, krytycznie odnosząc się do rad bardziej doświadczonych, drudzy zaś wielokrotnie przekraczają granice wolności młodych, szafując słowami, które są ważne i potrzebne ("to dla twojego dobra"), ale których znaczenie zależy od punktu widzenia. Uniwersalizm tej opowieści sięga zresztą o wiele dalej, żeby wspomnieć tylko o muśniętej zaledwie relacji małżeńskiej królewskiej pary i faktycznego podziału rządów (w domu i w kraju). A najlepsze jest to, że cała ta opowieść wolna jest od wskazywania elementów nielogicznych, wydumanych, rozbijających konstrukcję, bo to bajka, a tej wolno o wiele więcej niż filmom fabularnym z krwi i kości. Bez zbędnej przesady, siłowych rozwiązań i płytkich dialogów. 

Dobrze zarysowane postaci - i to zarówno charakterologicznie, jak i graficznie (choćby fantastyczny król Fergus) - prezentują bardzo różne postawy, są odrębnymi i bardzo wyraźnymi osobowościami. Jednocześnie jednak tworzą spójną żywiołową (waleczną) społeczność, w której niesnaski są tylko powierzchowne, bo gdy przyszłość staje na ostrzu noża, każdy wie, co do niego należy i co jest najważniejsze. Świetny polski dubbing akcentuje te cechy z ogromnym wyczuciem. Dobra robota.

Jedyne, co w filmie kuleje, to poczucie humoru, a właściwie jego niedostatek. Nic z nim złego się nie dzieje, wręcz przeciwnie - żarty sytuacyjne (rozkoszne trojaczki!), zabawne mono- i dialogi (i to w wykonaniu wielu bohaterów, od Meridy i jej ojca poczynając, na wiedźmie i przedstawicielach klanów kończąc), pozytywne wibracje krążące wokół bohaterów i zabaw, w których uczestniczą, koją i wywołują uśmiech na twarzy. Szkoda, że tylko tyle i tak rzadko, bo postaci miały ogromny potencjał, który został wykorzystany tylko w małym stopniu. 

Nie mniej jednak Merida Waleczna to ciepły, mądry, pięknie wykonany i otulony cudownymi dźwiękami film familijny, który ogląda się z prawdziwą przyjemnością.

Czy polecam? Oczywiście.


9 komentarzy:

  1. Ja z tego filmu uwielbiam muzykę. Nie tylko oryignalny score, ale także piosenki, które
    są znakomite (te w polskiej, jak i oryginalnej wersji językowej).

    No i według mnie, jest to najbardziej klimatyczna produkcja Pixara bijąca nawet WALLEgo
    pod tym względem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ogromną fanką tej bajki, obejrzałam ją już 3 razy i tak samo się wzruszam. Przepiękna historia traktująca o rzeczach ważnych - nie tylko znalezienie księcia z bajki. Przepiękna muzyka - najbardziej podoba mi się kołysanka w wykonaniu Emmy Thompson. Cieszę się, że i Tobie animacja się spodobała :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja ciągle Meridy nie widziałem, choć planuję od dawna. Ale jakoś tak mam z tymi disneyowskimi i pixarowymi animacjami, że nigdy nie mogę się za nie zabrać. Dopiero gdy pojawiają się w tv, to je zaliczam. Tak ostatnio miałem z UP i okazało się, że świetna bajka, a ja tyle zwlekałem. Merida z tego co słyszę i czytam też jest warta zobaczenia, więc myślę, że prędzej czy później to nadrobię.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planie obejrzenie Meridy,pewnie uda sie w Sylewestra...szykuje sie bowiem Noc Filmowa ze znajomymi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachęciłaś mnie tą recenzją i może wkrótce się pokuszę obejrzeć Meridę.

    Zapraszam do mnie: http://inny-wymiar-filmow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie widziałem jeszcze, ale po Twojej recenzji mam ochotę obejrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Imho najfajniejsza bajka tego roku. Jak to dobrze, że "Auta 2" były tylko wypadkiem przy pracy i Pixar nadal potrafi tworzyć tak cudowne animacje. Zaskakująca, emocjonująca, wzruszająca, całkiem zabawna i mądra. A jeśli mnie pamięć jeszcze nie myli nawet ładnie wyglądająca w 3D.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałam iść do kina, ale skończyło się na tym, że nikt nie był chętny, żeby mi w tym towarzyszyć. A teraz żałują :) Muszę nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo przyjemnie się oglądało :) Polecam.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.