Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nick cave. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nick cave. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 listopada 2012

Gangster (2012)

Gangster od początku elektryzował mnie przede wszystkim obsadą. Uwielbiam, gdy hollywoodzka kuchnia pichci smakowicie zapowiadającą się fabularnie potrawę, w której głównymi składnikami są uwielbiane przeze mnie smaki. W przypadku dania Hillcoata ślinka pociekła mi na dwa z nich. Pierwszy to prawdziwy afrodyzjak: ekskluzywny, tajemniczy, męski, niedostępny, ergo bardzo pociągający. To Hardy. Drugi jest słodki, doskonały, pełny i nieprzewidywalny jak wyciągana z bombonierki czekoladka - nie wiesz, na jakie nadzienie trafisz tym razem, ale masz pewność, że każde zaspokoi twój apetyt i okaże się wart swojej ceny. To Chastain. Nie musiałabym nawet jeść, żeby Gangster w ich wykonaniu zdobył mnie dla siebie samym zapachem dobrego aktorstwa i przyznaję, że trudno w obliczu takiego wyznania zdobyć się na obiektywność. Trudno, ale nie niemożliwie, bo Cave pozostawił w swojej historii wystarczająco dużo, by było o czym dyskutować i, z drugiej strony, wystarczająco mało, by ekipa aktorska uzupełniła te braki w 100%. Ale ab ovo.