Nowy film ukochanego reżysera to dla każdego fana nie lada gratka. Śledzenie etapów jego powstawania, zbierania obsady (w tym przypadku było co obserwować, bo ekipa Django zmieniała się jak w kalejdoskopie), kolejnych zdjęć, oglądanie po kilka(naście) razy zwiastunów, a potem sto pytań na minutę: co wymyśli, jak będzie, co nowego, czy sięgnie do dorobku, i to najstraszniejsze: czy będzie dobrze, a przynajmniej: czy nie będzie gorzej? Osobiście projekt pt. Django Unchained nie ekscytował mnie aż tak bardzo. Prosty powód: to miał być western, w dodatku "przerywnik" tudzież "przeszkadzacz" w kręceniu zdjęć do filmu, na który czekam od 10 lat (Kill Bill vol. 3). No więc jakoś nie. Ale przecież obejrzeć musiałam i chciałam. I co? Ano, Tarantino.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samuel l. jackson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samuel l. jackson. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 stycznia 2013
Django
Autor:
Klapserka
o
00:20
12
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
christoph waltz,
dramat,
Filmy,
Filmy zagraniczne,
jamie foxx,
kerry washington,
leonardo dicaprio,
Polecane,
quentin tarantino,
samuel l. jackson,
western
Subskrybuj:
Posty (Atom)