piątek, 27 lipca 2012

Mroczny Rycerz powstaje (The Dark Knight Rises, 2012)

reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Jonathan Nolan, Christopher Nolan
produkcja: USA
gatunek: akcja
dystrybucja polska: Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.

Od nowego Batmana nie uciekniecie przez najbliższy tydzień. Prawdopodobnie na co drugim blogu filmowym pojawi się recenzja, a w wiadomościach będą pojawiać się najnowsze notowania box office'ów, wykazujące kolejne rekordy, jakie film bije (na zmianę z doniesieniami o sprawie tego cholernego freaka, któremu padło na mózg w Denver). Usłyszycie też dużo różnych komentarzy: że nowy film Nolana robi ogromne wrażenie, ale że fabuła ma parę niedociągnięć, że nowy Batman to film epicki, że poprzednia część była dużo lepsza, że nikt nie jest w stanie przebić Ledgera i że Bane to nie Joker (serio?) i dużo innych wypowiedzi ludzi, którzy znają Batmana od podszewki i marudzą, że ktoś nie stworzył filmu zgodnego z ich wyobrażeniami. Ale wiecie co? Nie uciekajcie. Po prostu nadróbcie poprzednie części (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), by znać historię i idźcie do kina, by przekonać się, że Mroczny Rycerz powstaje to arcydzieło, a Christopher Nolan to w świecie kina Messi i Ronaldo w jednym. A może i więcej.

Minęło prawie 8 lat od ostatecznego - jak się wówczas wydawało - rozbicia przestępczości zorganizowanej w Gotham. Walka została okupiona stratami - ktoś musiał zginąć, by mógł żyć inny, ktoś został złoczyńcą, by inny był bohaterem. Dziś władze miasta szczycą się owocem tej trudnej potyczki - ustawą, dzięki której policja ma pełną kontrolę nad szalonymi jednostkami - jedynymi przestępcami, którzy jeszcze tu pozostali. Ale dzień sądu Gotham dopiero nadejdzie. Bane (Tom Hardy) - główny sprawca chaosu, jaki zapanuje w mieście - to inteligentny zawodnik, który wie jak walczyć nie tylko bronią, ale także manipulacją. Przed Bruce'm Waynem (Christian Bale) staje potężne wyzwanie: porzucić ponad 7-letnią żałobę po życiu, które mógł wieść i znów wejść w skórę tego wyklętego i ściganego, ale niezmiennie potrzebnego obrońcy Gotham. To koniec legendy. Czy miasto czeka nowy początek?

Wszystko się wzięło i skomplikowało. Gotham, do którego wkracza Bane, to nie to samo Gotham, do którego wrócił z Ligii Cieni Bruce Wayne. To też nie to samo Gotham, w którym świrował Joker. To Gotham uśpione, Gotham, któremu powiedziano: "śpij spokojnie, ochronimy cię", Gotham, które uwierzyło w to tak samo, jak pewna sprawowania kontroli była policja i władza miasta. Ale to wciąż Gotham. Miasto, w którym żyją normalni ludzie; w którym działa - mniej prężnie niż dawniej, ale zawsze - potężne Wayne Enterprises, wspierające wiele instytucji i organizacji, a w podziemiach swojej siedziby konstruujące w ramach oficjalnej komórki naukowej mniej oficjalne machiny i technologie; które potrzebuje swojego bohatera, kogoś, kto czuwa i jest gotowy walczyć, by ich ocalić. W ostatniej odsłonie historii (słowo "przygody" jakoś zupełnie tu nie pasuje, prawda?) o Batmanie Gotham wciąż jest głównym przedmiotem zainteresowania stron i ważnym bohaterem. Ale pojawiają się też niemal wszystkie postaci, które już poznaliśmy i które zdążyły nas do siebie jakoś ustosunkować. Mamy komisarza Jima Gordona (Gary Oldman), bogatszego o trudną walkę o swoją rodzinę i zmęczonego uwierającym kłamstwem, które musiał obwieścić miastu. Jest Alfred (Michael Caine), dla którego dobro panicza Wayne'a zawsze było ważniejsze niż dobro Gotham i który dziś - przeczuwając, co może się wydarzyć, stawia tę sprawę na ostrzu noża. Wciąż działa także Lucius Fox (Morgan Freeman), sprawujący pieczę nad machinami Batmana, nowymi projektami i WayneCorp w ogóle.

Oprócz starych znajomych pojawiają się jednak postaci nowe - zwykle bardzo niejednoznaczne, wprowadzające zamęt i przyciągające wzrok jak magnes. Bane - silny, brutalny i piekielnie inteligentny cyborg - nie jest, wbrew pogłoskom, kolejnym Jokerem. On nie niszczy dla przyjemności, dla samego niszczenia - jego działanie jest dokładnie umotywowane, a narzędzia, które obiera zdradzają głęboką znajomość ludzkiej psychiki. Selina Kyle (Anne Hathaway) - kobieta w przebraniu ponętnej kocicy (w filmie ani razu nie pada nazwa Kobieta-Kot) - to wyrafinowana oszustka, specjalizująca się w kradzieży biżuterii; wyszkolona, niezwykle sprawna fizycznie i arogancka piękność, której główną bronią jest ironia i wrodzony spryt. Miranda Tate (Marion Cotillard) to szalenie bystra i inteligentna kobieta, która jest w stanie swoimi drobnymi rękami podźwignąć imperium Wayne'a, dając mu nadzieję na stabilizację. Jedynym wyjątkiem jest tu John Blake (Joseph Gordon-Levitt) - niedwuznaczny policjant o niezbyt przyjemnym dzieciństwie, wierzący mimo to w ludzi, a szczególnie nietoperze, który odegra w całej tej historii bardzo ciekawą rolę...

No i jest on - Bruce Wayne, Człowiek-Nietoperz. Zgaszony, wycofany, ewidentnie złamany utratą osoby, w której widział swoje "jutro", mający w czterech literach Gotham i zupełnie, jak się wydaje, nie tęskniący za swoim alter ego. A w gruncie rzeczy wciąż ten sam mroczny rycerz, na którego Gotham nie zasługuje, ale którego bardzo potrzebuje.

Film Nolana nie jest bajeczką o superbohaterze. Nie jest też żadnym fantasy z latającymi maszynami i ludźmi z mocami, które po prostu nie istnieją. To nowy gatunek z pogranicza dramatu, akcji, thrillera i science fiction (bardziej science niż fiction), w którym historia, motywy, psychologia postaci i cała warstwa merytoryczna zajmują tak samo ważne miejsce jak walka z wykorzystaniem najnowszych technologii, walka ludzi, potęg i - metafizycznie - dobra i zła. Jest tu, siłą rzeczy, sporo pościgów, strzelaniny i zabijania; są wątki kryminalne, śledcze i polityczne; jest nauka, ekonomia i duży biznes; ale jest też dużo życia po prostu - zwykłych i niezwykłych dramatów, humoru na niezwykle wysokim poziomie, a to wszystko okraszone symbolami i intertekstualnymi wycieczkami w znane (komiksowe) i nieznane. Wszystko to połączone ze smakiem, bardzo stylowo, dopracowane niemalże do perfekcji w taki sposób, że nie ma tu scen niepotrzebnych i postaci, które mogłyby zniknąć i nikt by ich nie zauważył. Każdy ma swoje 5 minut (czasem więcej), każdy zapada w pamięć, a niektóre sceny zwyczajnie miażdżą, zwłaszcza gdy zestawione są w zmiennej tonacji. Można się przyczepiać poszczególnych rozwiązań, marudzić, że to i to nie tak jak powinno, ale to, o czym trzeba bezwzględnie pamiętać, to fakt, że Mroczny Rycerz powstaje jest subiektywną interpretacją historii o Batmanie w wykonaniu braci Nolan i spółki. Że to ich głos, ich wyobrażenie, ich realizacja i niemądrym jest zarzucanie im czegokolwiek tylko dlatego, że nie odpowiada naszym oczekiwaniom. Batman to legenda. Zmierzyć się z nią z taką klasą, jak zrobił to Nolan, to tworzenie nowej historii.

Nie zabieram głosu w dyskusji, która część Batmana była lepsza i dlaczego właśnie druga. Dla mnie to nie ma znaczenia. Istotne jest to, że cała trylogia tworzy spójną całość i w żadnym wypadku nie można Nolanowi zarzucić niekonsekwencji. Wszystko ma tu znaczenie, wszystko ma tu sens, nic nie zostało stworzone tylko po to, by być i to być nierealne. To nie kolejna opowieść z cyklu: "No bez kitu, przecież to nierealne". Cokolwiek możemy myśleć o Gotham i inwazji przestępców pokroju Jokera czy Bane'a, to wszystko ma naprawdę ręce i nogi - zarówno pod względem logicznym, jak i psychologicznym. Nolan nie stworzył po prostu drugiego sequela. On stworzył finał historii, która rozpoczęła się w siedem lat temu, finał, w którym wszystkie poruszone dotychczas wątki krzyżują się i rozwiązują. Majstersztyk.

Jedynym, jedyniusieńkim pytaniem (zarzucać nie śmiem) w temacie fabuły, które nieśmiało wznoszę ku twórcom, jest: "Co, u licha, stało się z Jokerem?!". Ja wszystko rozumiem - Heath i jego tragiczna śmierć, niemożliwość podrobienia postaci czy wypuszczenia niewykorzystanych w dwójce scen z jego udziałem i tak dalej, niezręczność w powiedzeniu "b" po scenie, gdy Joker zawisł na linie pod obstrzałem jednostki specjalnej... Nie chciałam tego. Nie oczekiwałam powrotu, nie wyobrażałam sobie pojawienia się go, nie sądziłam, że zrobi się z tego coś niepowtarzalnego. Być może w tej kompletnej historii nie było na to miejsca, być może nie wiedziano, jak się za to zabrać, być może nie chciano dotykać tematu tak drażliwego. Ale jedna, maluteńka choćby wzmianka o tym, czy gnije w celi śmierci w wariatkowie pod szczególnym nadzorem, co wyczynia, no cokolwiek, co by dało jakiś znak widzowi, że pamięta się o bałaganie, który Joker narobił... Sama nie wiem...

Technicznie rzecz wydaje się być bez zarzutu. Nie jestem specem w zakresie montażu czy efektów specjalnych, nie będę więc bzdurzyła, jakie to wszystko jest perfekcyjne, bo uchybień - oczami laika - nie widzę. Jest to film widowiskowy, magnetyzujący, którego długość nie tylko nie przeraża, ale zachęca, by wyciągnąć ręce po jeszcze, który ogląda się w skupieniu, z otwartymi oczami i rumieńcami od początku do końca, nie nudząc się w żadnej minucie. I do tego z takimi kompozycjami - ale co myślę o Zimmerze doskonale wiecie. Kocham miłością dożywotnią.

Aktorstwo w nowym Batmanie to - czuję - sprawa, która mocno mnie w styczniu poróżni z pewną Akademią. Najchętniej obsadziłabym wszystkie kategorie odpowiednimi nominacjami, bezdyskusyjnie oddając statuetki Nolanowi (at last!) za reżyserię, jego bratu za scenariusz, a technikom za całe piękno, które wypracowali. Nie wierzę, że Bale zostanie doceniony choćby nominacją (bohaterowie serii jakoś rzadko goszczą w tym "zaszczytnym" gronie), ale bardzo chciałabym się mylić, bo aktor - choć jest go w tej części zdecydowanie mniej, szczególnie w masce - wciąż jest w tym fantastyczny. Zresztą, kto widział  (przynajmniej) Mechanika i Fightera nie powinien mieć żadnych wątpliwości co do jego kunsztu. Chciałam tu jeszcze o Michaelu Cainie, o Morganie Freemanie i o Gary'm Oldmanie, ale komu właściwie muszę udowadniać, jak wielkimi są oni aktorami? Mimo podeszłego już w przypadku dwóch pierwszych wieku i ogromnego doświadczenia ich wszystkich, wciąż są w stanie bez kiwnięcia palcem pokazać, kim są. Rewelacyjnym wyborem Nolana było obsadzenie w roli Seliny Anne Hathaway. W którejś zakładce piszę o jej potencjale i po tej roli chyba już nie muszę prorokować jej dalszej, niezwykłej kariery. To się już dzieje. Batmanowi dała świeżość, której bardzo tu brakowało (kobiety w historii o Batmanie to towar deficytowy) - świeżość kobiecości, zmysłowości i seksapilu, a przy tym sprawdzonego gracza. Zaskoczeniem była Marion Cotillard - nie jej dobre aktorstwo, bo tym mnie już dawno przekonała - której, jak to kiedyś czytałam, miało być w filmie raczej mniej niż więcej. A tu się okazuje, że występuje na równi z najrówniejszymi, i to w taki sposób... Absolutnym objawieniem jest, bez dwóch zdań, Tom Hardy w roli Bane'a. Porównywanie go do Heatha Ledgera jest chybionym pomysłem, bo Joker jest postacią nie do podrobienia i żaden inny filmowy bohater nie może się równać ani z samą kreacją, ani z jej realizacją w wykonaniu Ledgera. Joker Ledgera to legenda na wieki wieków i amen. Przed Hardy'm stało ogromne wyzwanie, ale Hardy nie schylił się po tę rękawicę, zapewne z szacunku do kolegi i z pokory przed jego talentem. Nie ujmujmy Hardy'ego i jego Bane'a w tę samą kategorię, co Jokera i Ledgera. A kiedy już nam się to uda, będziemy w stanie ocenić jego grę jako niepowtarzalną. Hardy to jeden z najlepszych aktorów swojego pokolenia. I niech mi ktoś powie, że nie. Zjawiskowe to wszystko, zjawiskowe.

Mogłabym tak długo. Nigdy chyba nie było tu tyle ekscytacji i niekontrolowanej egzaltacji. Mroczny Rycerz powstaje to pierwszy film w moim świadomym filmowo życiu, który w 100% spełnił oczekiwania, które wobec niego miałam (a były, wierzcie, naprawdę duże). To przewspaniałe uczucie siedzieć w kinie, podniecać się każdą sceną, zaspokoić apetyt i jednocześnie wyjść z ogromnym głodem i smakiem na więcej. Chris, wracaj z kolejnym dziełem, nie mogę się doczekać.

Czy polecam? A macie jakieś wątpliwości?


35 komentarzy:

  1. Moją reckę znasz, i jedyne co powiem, na podsumowanie, to Bane kopie tyłki i jest jak Maciej Maleńczuk - ma dziwną twarz i świetny głos.

    OdpowiedzUsuń
  2. Film jest z pewnością dobry i wart obejrzenia, ale zbyt wiele "ale" kołata mi się w głowie. Jestem zawiedziona Bane'em, ale nie przez wzgląd na Jokera. Aktorowi zabrakło charyzmy bym dostrzegła w nim coś więcej niż potężną sylwetkę, groźną maskę i banały letniego anarchisty. Świetnie spisały się Hathaway i Cotillard, wątek JGL był taki... normalny i niewymuszony. A Bale? Cenię go jako aktora i tym razem nie dał się zepchnąć w cień jak to było w "Mrocznym rycerzu". W filmie przeszkadzał mi jeszcze nadmiar patosu.

    Nie nazwałabym TDKR arcydziełem, ale z pewnością do niego wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chyba Pani nie zrozumiała że Bane (protector) robił to z miłości, proste ale jakże fascynujące dla takiej postaci, scalenie jego siły z siłą jego serca, daleko mu od letniego anarchisty, dla mnie ta postać to obłęd tak jak sceny gdy wszystko wychodzi na jaw :).

      Pozdrawiam Panią, Celta.

      Usuń
    2. Czy robił to z miłości czy z innego chwalebnego powodu, problem tkwi w Hardym, a raczej braku charyzmy. Po takiej postaci (w komiksie złamał Batmanowi kręgosłup) spodziewałam się czegoś więcej. Końcowe sceny nie zmieniły mojego zdania, bo nie miały tej mocy.

      Pozdrawiam również.

      Usuń
    3. Hmm, czy myśmy oglądali ten sam film ??? Bo w filmie też łamie Batmanowi kręgosłup po pierwszym jakże elektryzującym widza starciu. To w jaki sposób Bane mówi, jak się denerwuje, jak się wzrusza a także jego dialogi i zmienne, grane na dwa tempa sceny walki w których jego postać też się zmienia zależnie od przeciwnika a także od tego czy wygrywa czy przegrywa, czyni jego postać bardzo trudną do zagrania, ale jak dla mnie Tom poradził sobie w niej znakomicie i razem stworzyli bohatera na miarę moich oczekiwań. Jedyny dla mnie mały mankamencik to właśnie jego końcowa scena w której trochę za łatwo ginie, ale podoba mi się że to nie Batman jest jego zabójcą.

      Usuń
    4. Stawiam Ci piwo. Ba, dwa piwa. Idealnie ujęte.

      Usuń
    5. Tak, ten sam film. Jednak nie zamierzam dalej ciągnąć tego tematu, ponieważ nie znajdziemy płaszczyzny porozumienia. Ciebie Bane zachwycił? To świetnie. Ja nie będę udawała, że nie czuję rozczarowania. A mogę Cię zapewnić, że szukałam w tej postaci pozytywów.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    6. No cóż, każdy ma prawo do swojej opinii. Ja tylko dodam, że patos rzeczywiście był, ale tak umiejętnie wpleciony w akcję i dialogi, że jakoś zupełnie nie przeszkadzał:)

      Usuń
    7. Hardy to jeden z najbardziej charyzmatycznych aktorów,akurat tego zarzucić mu nie można.

      Usuń
  3. Jestem zdruzgotany i naprawdę żałuję, że przeczytałem twoją recenzję, w niczym mi nie pomogła. W moim kinie przesunęli Batmana dopiero na 17 sierpnia (a miał lecieć od dzisiaj). Myślałem, że jak przeczytam coś negatywnego to spadnie mi chętka, a tu kurde jeszcze twoja recenzja no i pozostaje mi chyba tylko się pociąć... Hahahaha :D Powiem tyle, Christopher Nolan każdy filmem potwierdza fakt, że jest mistrzem. A co do nominacji do Oscara dla Christiana Bale'a to myślę, że powinni mu ją dać (chociaż pewnie tak się niestanie), ponieważ wydaje mi się, że mogliby tak na koniec ukoronować postać Batmana, wreszcie pracował nad nią od 2004 roku (biorę pod uwagę zdjęcia do pierwszej części)... A więc naprawdę jeszcze raz dziękuję za twoją recenzję haha :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ps. Po tak pozytywnej, pełnej euforii twojej recenzji, zapraszam do siebie na miażdżącą opinię o "Sponsoringu" (nie biorą pod uwagę jednego atutu) :D
      Przepraszam za usunięcie komentarza ale dodał się za wcześnie :))

      Usuń
    3. Współczuję mocno przesunięcia premiery (niedopuszczalne!) i jeszcze bardziej, że musiałeś koić łzy tak marnym dziełkiem...

      Usuń
  4. Zapraszam do siebie na recenzję nowego Batmana :) Widzę, że się zgadzamy z Klapserką w pewnych sprawach :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebista recenzja, właśnie wróciłem z kina, dokładnie mam takie same odczucia, co do aktorów, scenariusza, efektów, muzyki i też brakowało mi jedynie małej wzmianki o Jokera, choć z tego co wiem to były plany stworzenia z nim epizodu gdyby aktor żył, szkoda że tak się nie stało, ale cóż ... Też uważam że to nowy rodzaj filmu, dla mnie nawet "nienazwalny" choć może tak bym go ujął " Film którego imię trzeba wszędzie wymawiać"

    Ale jak Nolan umie wzbudzać emocja, tak nie umie nikt, ten film jest perfekcyjny także w tej kwestii: scena z meczu (połączenie muzyki ze śpiewem chłopca no majstersztyk, czy scena więziennej wspinaczki, i tak można wyliczać długo), jest zaskoczenie, humor, emocje dobre i złe, genialne aktorstwo i nie jestem w stanie powiedzieć która postać podobała mi się najbardziej, jest wszystko co w najlepszym filmie być powinno.

    Wbijający w fotel, jak cała trylogia. Nolan uczynił z komiksu Sacrum na miara takich arcydzieł jak Lord of ring czy Star Wars !!!

    Także też mam nadzieję że Statuetkę wreszcie dostanie, tak samo jak film, oby jak najwięcej !!!

    Wreszcie wydałem porządnie pieniądze ... chyba wydam jeszcze raz i pójdę na ten film znowu.

    Pozdrawiam, jeszcze roztargniony i oszołomiony Celta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może osobiście nie użyłbym słowa arcydzieło (pojedyncze małe zarzuty spisałem na swoim blogu), ale Twoja - absolutnie cudowna, szczera, fanowska, przenikliwa - recenzja tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że mój ogólny zachwyt nie jest odosobniony. Nolan znowu to zrobił. Ja już na pierwszej scenie miałem ciarki na całym ciele. Nie ciarki, dreszcze. Czegoś takiego nigdy nie widziałem. A środkowe sekwencje z Banem, który rzuca sobie u stóp całe Gotham to prostu miazga. Też bym im wszystkim dał Oscary, dodam, że miałem okazję oglądac to widowisko na ekranie IMAX, i obraz oraz dźwięk wraz z demonicznym soundtrackiem Zimmera mnie wysadziły na orbitę ziemską. Warto było czekać na taki finał. 9/10 jeszcze raz- świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IMAX, mówisz. Ja się zastanawiałam, czy nie pójść właśnie na ten seans, ale jakoś nie byłam przekonana. Powiedz, tak na chłopski rozum, na czym polega różnica między "zwykłym" seansem a tym w IMAXie?

      Usuń
    2. przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale akurat wyjechałem na wakacje i byłem odcięty od sieci. IMAX to prostu o wiele (WIELE!) większy ekran i lepsza jakośc dźwięku na seansie. Czasem zwykły film się sztucznie powiększa żeby mozna go było wyświetlić w IMAX, ale Nolan nakręcił ponad 70 minut nowego Batmana (do drugiego było to ok, 25 minut, tyle samo w przypadku nowego Mission Impossible)kamerami stworzonymi przez firmę IMAX, a to daje niesamowitą jakość obrazu (mimo, że nakręcenie materiału tymi kamerami to niezła katorga, są cholernie ciężkie, niewygodne i często się wyłączają za szybko). W IMAXych scenach kadry robią się większe i pokrywają całą powierzchnię ekranu o wysokości 6 pięter (nie ma tych "pasów" jak wszyscy je nazywają) , można się wtedy totalnie zanurzyć w filmie bez żadnych ograniczeń. Przyznam się, że jestem wielkim fanem tej technologii i bywam w IMAX tak często, jak tylko mogę (trzeba się niestety liczyć z nieco droższym biletem, no i z tym, że w całym kraju tylko 5 szczęśliwych miast ma kino IMAX). Bardzo polecam jak tylko masz możliwość!

      Usuń
  7. Czyli Nolan po raz kolejny udowodnił, że jest geniuszem. No cóż, postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę, którą będzie mu ciężko przeskoczyć kolejnym filmem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony mówiło się tak już po "Mrocznym Rycerzu". I powstała "Incepcja" - film, którego absolutnie nie można zestawiać z Batmanami, ale jednak trzymająca maksymalnie poziom. Więc może tak - może nie przeskoczy, ale dlaczego by nie pozostać na tym poziomie, który jest teraz?:)

      Usuń
    2. Akurat poprzeczka w przypadku Nolana jest zbędna :P On i tak stworzy arcydzieło :P

      quentinho

      Usuń
    3. Zgadzam się w zupełności, szkoda że trzeba tak długo czekać na kolejny jego film.

      Celta.

      Usuń
  8. Ja się podpisuję, jestem zachwycona i sama nabazgrałam bardzo chaotyczna pełną uniesień notkę. REWELACJA!

    OdpowiedzUsuń
  9. Co tu dużo pisać - najlepszy film tego roku, doskonały w każdym elemencie. Nolan jest geniuszem, a jak ktoś myśli inaczej, to chyba ma ze soba problemy :D


    quentinho

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połowa akademii ma lub będzie mięć :).

      Usuń
  10. Jaka pozytywna recenzja;) Aż miło się czyta. Ja również należę do entuzjastów, mimo niewielkich potknięć;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze filmu nie widziałam, dzisiaj będę mieć okazję, oczekiwania mam ogromne, podobnie jak Ty i wiem, że się nie zawiodę. A wiem to z Twojej recenzji, po prostu fantastycznie napisanej, ujętej niezwykle zgrabnie literacko. Na pewno będę stałym gościem na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, zapraszam jak najczęściej;)

      Usuń
  12. No i rzeczywiście - podzielam Twoje zdanie w stu procentach, ten film jest po prostu wspaniały. Uwielbiam Bale'a w głównej roli, jest niesamowicie męski, w taki szorstki sposób, cierpki, rzeczywiście i naprawdę mroczny. Jego klasa i zasadność w roli głównej nie dostarczają wątpliwości.

    Nie będę też wspominać o znakomitym aktorstwie Caine'a, Freeman'a, czy Oldman'a (nie mogę się po prostu nadziwić metamorfozą fizyczną, jaką przechodzi Gary Oldman) - wiadomo, że ich aktorstwo nie może zawieść.

    Przede wszystkim pokornie muszę przyznać, że Anne Hathaway jest wspaniałą kobietą-kot, chociaż bardzo wątpiłam w przyznanie jej tej roli, smęciłam potwornie. Jest fantastycznie niejednoznaczna, a o wiarygodność takich postaci jest chyba najtrudniej.

    Dla mnie jednak prawdziwym odkryciem tego filmu był Bane. Rewelacyjna rola.
    Podobnie Joseph Gordon-Levitt - udowodnił, że obsadzenie w Batmanie nie było przypadkowe.

    Wracam jeszcze do Bane'a. U Nolana czarny charakter jest szczególnie fascynujący. Zarówno Joker, a teraz Bane. Nie chodzi im bowiem o pieniądze same w sobie, tylko o spowodowanie realnego chaosu, jakiś przewrót, rewolucja. Zło, uosobione twarzą jednego człowieka, jest anonimowe - to "jacyś" ludzie, "jakiś" tłum. Bardziej widoczne było to w drugiej części, kiedy sprawcy byli w maskach.

    I, jeżeli ktoś wie - czy Nolan zapewnił, że czwartej części nie będzie? Że zrobi trylogię i koniec z jego wizją Batmana? No, wszyscy wiemy, jak to się skończyło - kontynuacja wydaje się ewidentna - i chcemy jeszcze, po prostu widzowie chcą jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Z tym Oldmanem? Ja za każdym razem, jak widzę Gordona, muszę sobie przypominać, że to Oldman! Taki inny niż np. w niedawnym Szpiegu!:)

      Nolan zdecydowanie zakończył pracę nad Batmanem. Powtarzał to wielokrotnie, bo tych pytań o kontynuację pojawiało się ogromnie dużo. Dla mnie to jest w jego przypadku bardzo logiczne, to mądry facet i nie sądzę, żeby odgrzewał temat zrobiony z taką klasą. Kasy, jak sądzę, nie potrzebuje - zyski z filmów są takie, że mi się w głowie kręci;) Czekamy więc na coś nowego:)

      Usuń
  13. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie mogę się przekonać do tych superbohaterów amerykańskiego kina. Tkwię przy tym tak uparcie, że chyba żadna siła mnie nie zmusi abym poszedł do kina na Batmana. Tylko ja tak mam?

    OdpowiedzUsuń
  14. Naprawdę świetny blog.Nic tylko podziwiać i się uczyć.Nieźle piszesz. Zapraszam na mojego bloga www.one-single-sound.blog.pl Mam nadzieję,że będziesz wpadać i zostawiać komentarze,tak jak ja planuje robić na Twoim.pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. wspaniała recenzja i mam bardzo podobne odczucia co ty - genialny film

    OdpowiedzUsuń
  16. Widać po tej recenzji, że o Nolanie i jego filmach mogłabyś nawijać w nieskończoność. Mi bardziej podobał się Mroczny Rycerz. W jednym z akapitów piszesz, że film ten nie jest bajeczką z super maszynami i nadzwyczajnymi mocami . A latające coś bardzo futurystycznego ? Moim zdaniem bardzo przesadzone. Ale jako tako film był dobry i nie jest to zwykłe kino, ale coś więcej. Zgadłem,że Nolan to Twój numero uno ? Na o wiele krótszą i mniej szczególową recenzję zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.