Strony

czwartek, 8 listopada 2012

Jeszcze dłuższe zaręczyny

Od komedii romantycznych nie wymaga się zwykle wiele. Mają rozśmieszyć, wzruszyć do łez, przejąć się niepowodzeniami w dotarciu się bohaterów, a później cieszyć razem z nimi z happy endu. Nie lubimy, gdy jest smutno wtedy, gdy ma być wesoło, gdy zamiast szczęścia pojawia się dramat, a miejsce miłości zastępuje samotność. Każde złamanie schematu musi być więc precyzyjnie umotywowane. I chociaż Jeszcze dłuższe zaręczyny ostatecznie do konwencji powracają, to zabawa tonacją - choć czasem bardzo doskwiera - sprawdza się tu idealnie.
 

To była miłość od pierwszego wejrzenia, a potem szybki, intensywny związek i skomplikowane, ale efektowne i, co najważniejsze, pomyślne zaręczyny. Tom (Jason Segel) i Violet (Emily Blunt) są bardzo szczęśliwi, ale ich miłość zostaje wystawiona na próbę: ona otrzymuje propozycję stażu doktorskiego w dalekim Michigan, a on się... poświęca. Porzucając świetną pracę w restauracji w Los Angeles, Tom jeszcze nie wie, jak bardzo niespełnienie jednej strony, a sukces drugiej przekłada się na atmosferę w domu i uczucie. Przy braku motywacji, sił i funduszy wymarzony ślub musi poczekać...

 
Dziwny to film. Ani to stuprocentowa komedia, ani stuprocentowy romans. Nastrój zmienia się tu jak w kalejdoskopie - nie zdążysz nacieszyć się mniej lub bardziej śmiesznym dowcipem, bo ton już zmienia się na śmiertelnie (i to dosłownie) poważny. Trochę jak w życiu - nigdy nie jest tak zabawnie, jak mogłoby być, bo w gruncie rzeczy chodzi o nasz los, a tu, ostatecznie, trzeba trochę powagi. Tom zdaje sobie z tego doskonale sprawę i choć przesuwa granice swojej wytrzymałości coraz dalej, wreszcie dociera do ściany i... dziwaczeje. To taka jego reakcja na własną niemoc, brak asertywności, zapędzenie się w źle pojętej ofiarności, lojalności i, tak, też miłości. A Violet? Ona wcale nie jest zapatrzoną w siebie karierowiczką, która nie widzi, co się dzieje z najbliższą jej osobą. Tylko co właściwie ma zrobić? Przecież się zgodził, przecież wiedział, przecież zapewniał, że wszystko jest w porządku... Znajome dylematy, hm? A tych pytań, trudności i lęków z życia wziętych jest tu dużo więcej.
 
Jeszcze dłuższe zaręczyny nie są w gruncie rzeczy ani śmieszne, ani do końca romantyczne. To dobrze, bo wyróżniają się na tle innych propozycji w swoim gatunku. I choć fabuła nie powala, a film trochę się dłuży, warto wytrwać, by wyłowić kilka perełek z dziedziny relacji damsko-męskich. I zobaczyć cudowną, bo naturalną i absolutnie uzdolnioną Emily Blunt. Mnie to wystarczyło.
 
Czy polecam? Na leniwy, jesienny wieczór - tak.
 

Źródło zdj.: thetamnews.org

 

7 komentarzy:

  1. wciąż i wciąż jestem pod wrażeniem tego jak lekko piszesz. każdy tekst jest świetny. aż człowiek wpada w kompleksy.

    OdpowiedzUsuń
  2. a co do filmu,bo co do talentu w pisaniu to sie zgadzam,to może miał to byc film obyczajowy,ale coś nie wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam ten film. Historia dość banalna, a zakończenie przewidywalne, ale nie spodziewałam się czegoś wybitnego po tym filmie i dlatego nie zawiodłam się. Komedie romantyczne mają to do siebie, że zazwyczaj są dość sztampowe. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. zostałaś nominowana do Liebster Award za dobrą robotę w prowadzeniu bloga
    zajrzyj na mój blog i dowiedz się więcej http://thevampire-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj oj, ten film jakoś jednak do mnie nie przemawia. Tyle było już tych motywów zaręczyn i ślubów w komediach, że już żadna do mnie nie przemawia. A i jeszcze raz dzięki za recenzję CAFE DE FLORE - dzięki tobie obejrzałem genialny film! Zapraszam do siebie na jego recenzję, bardzo podobną do twojej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się bardzo, że odebraliśmy Cafe podobnie:) Zerknę na pewno, co tam wypisałeś na jego temat:)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.