środa, 26 grudnia 2012

360. Połączeni (360, 2012)

reżyseria: Fernando Meireless
scenariusz: Peter Morgan 
produkcja: Austria, Brazylia, Francja, Wielka Brytania
gatunek: dramat
dystrybucja polska: Kino Świat

Słuchajcie. Weźcie mnie oświećcie, co się na tym świecie podziało, że tak wszystkich rajcuje tematyka zdrady? W tym roku nie tylko w kinie, bo i w mediach i - damn! - w życiu również aż kipi od zdrady, i to w najróżniejszych formach. Najgorsze wcale nie jest to, że problem jest obecny - bo był od wieków i na wieki aktualny pozostanie - ale to, że jest obiektem żywego zainteresowania. Zdrada jest trendy. O zdradzie chce się czytać (nie oszukujcie, że nie, bo wiem z pracy, na które artykuły klikacie najczęściej), zdradę chce się oglądać i - co może najważniejsze - zdradę chce się oceniać. I kino o tym doskonale wie, bo średnio raz na kwartał proponuje film w całości tej tematyce poświęcony. Czy Boże Narodzenie jest ku temu dobrą okazją miałabym pewne wątpliwości, ale że dystrybutor przekładał premierę 360 już wielokrotnie, bez zbędnych narzekań - cieszy fakt, że film w ogóle do dystrybucji kinowej trafił. Cieszy może nawet podwójnie, bo nie okazał się najgorszy, a zwiastowany w zapowiedziach rozgardiasz fabularny wypadł zdumiewająco... porządnie.

360 to kalejdoskop historii, które próżno byłoby rozmieniać na drobne. Opowieści te nie układają się bowiem w odrębne całostki, a zataczają kręgi i zazębiają się, tworząc panoramę relacji, emocji i wyborów, które rzutują na życie ich bliskich (i nie tylko). Choć bohaterów różni niemal wszystko - pochodzenie, język, kolor skóry, status majątkowy i społeczny - są przecież tylko ludźmi i wszyscy, jak jeden mąż, stojąc na rozwidleniu dróg, podejmują decyzje. Czasem doskonałe, innym razem chybione, niekiedy krzywdzące (ich samych przede wszystkim), ale zawsze potrzebne, by wyjść z marazmu, w który wpadli wraz ze swoim małym życiem.

Propozycja Meirelessa jest jednym z tych filmów, które nie rozkładając na łopatki, intrygują i zostają w głowie. Znacie to? Dzieje się niby dużo, ale jakoś tak niespiesznie, bohaterowie są na tyle zwyczajni, że aż interesujący, a treść tak prosta, że ostatecznie trafia w dziesiątkę. Takie jest właśnie 360 - film o tym, jak bardzo nie znosimy próżni i jak bardzo potrzebujemy w życiu zmian, które odświeżą codzienność i napędzą nas do działania. I też o tym, że ostrożnie podejmowane decyzje nie zawsze są lepsze od wyborów spontanicznych, a te, na które się w ogóle nie zdecydowano, ciążą jak najgorszy wyrzut sumienia.

To, co w 360 sprawia chyba największą przyjemność, to multikulturowość. Bohaterowie mówią w kilku językach, z których dominują słowiańskie (słowacki i rosyjski), a to tle zachodnioeuropejskiego monumentalizmu brzmi tak blisko i tak przecież znajomo. Tak jak i niektórzy bohaterowie - dwie siostry, szukające szczęścia w niezbyt czystym biznesie, zdradzona, piękna dziewczyna, która jest gotowa postawić wszystko na jedną kartę (tylko ta karta jakoś w losowaniu umyka), czy ojciec, poszukujący swej zaginionej córki (rewelacyjny i niezwykle naturalny Anthony Hopkins, perła całej produkcji). I muzyka. Piękne kompozycje, świetne dobrane utwory, znów w różnych językach. Miłe to.

Czy polecam? Podejrzewam, że lubiący konkrety - akcję, odpowiednie tempo, skondensowaną, mocną treść - mogą się zawieść. Z tym więc zastrzeżeniem - tak.


11 komentarzy:

  1. Ooo, a tak wiele złego słyszałem o tym filmie, z tym że nazwiska grają tylko epizodyczne role (patrz. Hopkins) że nie chciało mi się po niego sięgnąć.

    Ale po Twojej recenzji, spróbuje.

    Pozdrawiam Celta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. miało być "w tym że" :).

      Usuń
    2. To prawda, te role są właściwie epizodyczne, ale nie w takim klasycznym rozumieniu. 360 to zbiór kilku historii, więc siłą rzeczy każda postać ma swoje 5 minut i - z jednym bodajże wyjątkiem - nic więcej. Ale warto może właśnie dlatego:)

      Usuń
  2. A ja już kiedyś widziałem go na internecie i tak myślałem, że świetne kino, trzeba zobaczyć! No, ale im bliżej jakoś odpuszczałem, pojawiały się inne filmy, a z "360" rezygnowałem - i chyba w dalszym ciągu się to nie zmieni. A jak wypadła Rachel Weisz, bo jakoś nie wychwyciłem w recenzji, a chyba to mnie najbardziej ciekawi :> Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję filmu "J. Edgar" ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio dorwałam w kinie ulotkę i przeczytałam opis tego filmu. Fabuła wydała mi się niezwykle interesująca i szczerze mówiąc nawet nie zauważyłam, że dotyczy zdrady. :) Za to zauważyłam Hopkinsa w obsadzie. Wielka szkoda, że produkcja nie jest na tym samym poziomie, co Jego gra aktorska. To już druga opinia z zastrzeżeniami na temat ,,360...", do tego Filmweb dobił mnie pokazując 42% w moim guście, zatem chyba sobie daruję połączenia i wybiorę się jutro na ,,Hobbita". ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, ja jednak film oceniam jako kompletnie przeciętny - próba stworzenia czegoś na kształt "Bliżej" i połączenia tego w ciekawą mozaikę nie wypaliła. Są ciekawe wątki, są też mniej interesujące, a całość oglądałem jakoś tak, bez większego zaangażowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo pozytywna recenzja, nie byłam specjalnie zainteresowana tym filmem, ale po recenzji chyba się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Film dosyć ciekawy, choć spodziewałam się po nim czegoś więcej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero niedawno usłyszałem o tym filmie, miałem się wybrać na niego do kina, ale chyba jednak zrezygnuję, przez wiele negatywnych opinii, które się o nim pojawiły. Może kiedyś w tv nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cały czas zastanawiam się, czy się na to wybrać. Chyba się zdecyduję, zaintrygowała mnie Twoja recenzja :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.