Oryginalny pomysł na projekt i cierpliwość reżysera w walce o niego to dla mnie najcenniejsze wartości filmu. Doprowadzenie realizacji do końca, mimo częstej niewiary, a nawet kpin innych w stosunku do ciężkiej pracy i marzeń twórcy, wymaga niezwykłego samozaparcia, cierpliwości i pokory. To dlatego zawsze będę uważała Boyhooda za film niepowtarzalny, mimo iż fabularnie nie wyróżnia się niczym niezwykłym - poświęcenie 12 lat życia na film przedstawiający dorastanie bohatera, bez gwarancji (dla reżysera i aktorów), że ten odniesie jakikolwiek sukces, to rzecz niebywała i godna ogromnego szacunku. I to dlatego Twój Vincent zachwycił mnie tak bardzo, że o jego formie, ale też treści i pracy nad nim mogłabym mówić godzinami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animacja. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 września 2017
wtorek, 18 sierpnia 2015
Mały książę (2015)
Ekranizowanie klasyki literatury jest zawsze kłopotliwe. Oczekiwania widzów-czytelników, którzy w przypadku pozycji takiej rangi jak Mały książę siłą rzeczy stanowią pokaźną liczbę odbiorców, są ogromne i twórcy muszą się naprawdę porządnie namyślić, co i jak właściwie chcą przekazać. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji wynik pracy może być jednoznacznie dobry lub zły. Tymczasem Mark Osborne, twórca najnowszej interpretacji baśni Antoine'a de Saint-Exupéry'ego, celuje w środek tej prostej zdawałoby się dychotomii, proponując konwencję opowieści w opowieści i w zaskakujący sposób łącząc klasykę z nowoczesnością.
czwartek, 3 stycznia 2013
Frankenweenie (2012)
Na Frankenweenie czekałam niecierpliwie z dwóch powodów. Pierwszy to czysta ciekawość, jaka drogę wybierze Burton w procesie rozszerzania fabuły krótkometrażówki o Sparkym z 1984 roku. Nie miałam wątpliwości, że wizualnie film będzie zachwycający - technologia, do której mają dostęp współcześni filmowcy, daje ogromne możliwości w tworzeniu zarówno efektów specjalnych, jak i animacji, w tym także wskrzeszania bohaterów, którym do tej pory bliżej było do bajki niż komiksu. Co innego zaś fabuła - rozpisać 25-minutowy filmik na kilkaset scen (80 min), przeobrażając jednocześnie żywe postaci w bohaterów animowanych, to już większa sztuka. Druga sprawa jest oczywista - po klęsce Mrocznych cieni wielu fanów Burtona - i ja wraz z nimi - pokładała w kolejnym filmie ogromne nadzieje, wierząc, że groteska z Deepem jako wampirem w roli głównej była tylko wypadkiem przy pracy, małą przerwą w kreowaniu pełnometrażowej historii o psie, który wcale nie jeździł koleją. Okazało się, że tylko jedna z tych kwestii zdołała się obronić. Ku mojemu zdziwieniu, nie była to ta pierwsza.
wtorek, 25 grudnia 2012
Merida Waleczna
Święta to zdecydowanie zły czas na ostrzeżenia. Leniwie płynące świąteczne dni, masa pysznego jedzenia i rodzinna atmosfera aż się proszą o przyjemny, ciepły, mądry film, który spodoba się każdemu pokoleniu zacnej familii. Taki jak Merida Waleczna na przykład.
czwartek, 28 lipca 2011
Horton słyszy Ktosia
Nie wiem, dlaczego, ale bardzo często, gdy przychodzi mi obejrzeć film animowany, mam wątpliwości. Zapominam, że większość dzisiejszych animacji (a więc filmów animowanych na podstawie bajek i scenariuszy własnych) to albo tzw. bajki dla dorosłych (obraz dla dziecka, dialog - a w szczególności podteksty - dla starszych), albo także dla dorosłych. I niemal zawsze czeka mnie miła niespodzianka. Blokada znika, a ze mnie uwalniają się dwie odrębne istoty: dziecko, które żyje w beztroskim świecie fantazji i dorosły, świadomy wagi poruszanych kwestii. Zwykle więc produkcja leży i czeka, aż łaskawie zniżę się z piedestału dramatów, thrillerów i sensacji i odkopię w sobie dziecko. Tak było z Hortonem, który oczekiwał na moje "tak" niemal półtora roku. Dokładnie od czasu, gdy z zapałem słuchałam entuzjastycznej opinii mojej promotorki, która wraz ze swoją córką Hortona oglądała już kilkadziesiąt razy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)