Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saoirse ronan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saoirse ronan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 września 2017

Twój Vincent [recenzja]

Oryginalny pomysł na projekt i cierpliwość reżysera w walce o niego to dla mnie najcenniejsze wartości filmu. Doprowadzenie realizacji do końca, mimo częstej niewiary, a nawet kpin innych w stosunku do ciężkiej pracy i marzeń twórcy, wymaga niezwykłego samozaparcia, cierpliwości i pokory. To dlatego zawsze będę uważała Boyhooda za film niepowtarzalny, mimo iż fabularnie nie wyróżnia się niczym niezwykłym - poświęcenie 12 lat życia na film przedstawiający dorastanie bohatera, bez gwarancji (dla reżysera i aktorów), że ten odniesie jakikolwiek sukces, to rzecz niebywała i godna ogromnego szacunku. I to dlatego Twój Vincent zachwycił mnie tak bardzo, że o jego formie, ale też treści i pracy nad nim mogłabym mówić godzinami.


wtorek, 23 lutego 2016

Brooklyn

Wywołana do tablicy, jedna z niewielu, których nominowany do Oscara Brooklyn nie urzekł, a wręcz rozczarował, spieszę z wyjaśnieniami. Bo to nie jest wcale tak, że film Johna Crowleya uważam za zły, nudny czy źle zagrany. Wręcz przeciwnie. Problem w tym, że największe atuty filmu przyszły do niego trochę z zewnątrz, a sam reżyser - wbrew pozorom - nie natrudził się tu tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. A już na pewno nie na tyle, by otrzymać za swój film wyróżnienie Akademii.

piątek, 25 kwietnia 2014

Grand Budapest Hotel

O tym, jakie właściwie wrażenia pozostawił we mnie Grand Budapest Hotel zastanawiam się odkąd wyszłam z seansu. I chyba wciąż nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, nie popadając w sprzeczności. Kiedyś powiedziałabym, że z Wesem Andersonem mam problem, bo choć bardzo cenię to, co robi w kinie i dla kina, jego filmy nie zachwycają mnie.. Dziś powiem inaczej: to nic złego, że tak się dzieje, bo kino jest jak pudełko czekoladek... a Wy doskonale wiecie, jak kończy się to zdanie.

niedziela, 18 września 2011

Hanna

Najpierw garść frustracji. Przed chwilą zakończył się MFF w Wenecji, za nami nie tak wcale dawne rozdanie nagród w Cannes, przed - najbardziej ekscytujące festiwale, czyli Złote Globy i Oscary, którym po piętach dyskretnie podepczą równie istotne, szczególnie w Europie, a odbywające się zaledwie kilkanaście dni przed wielkimi galami Berlinare, Cezary i BAFTA. Pojawiają się więc pierwsze typy nominacji, pomysły na faworytów i czarne konie, nad którymi debatować będą akademie. Cała Europa mówi o świetnych obrazach Clooney'a (Idy marcowe), McQueena (Wstyd), Cronenberga (Niebezpieczna metoda), Solondza (Jestem czarnym koniem), Friedkina (Killer Joe), Sokurowa (Faust), Sorkina (Moneyball), że już nie wspomnieć o Rzezi Polańskiego. Zgadnijcie, ile z tych filmów możemy zobaczyć w Polsce? 1. Słownie: jeden. Niebezpieczna metoda wchodzi do kin w listopadzie, o premierach innych festiwalowych hitów nie słychać. Nawet, o zgrozo, o Rzezi. Absolutny dramat, proszę państwa, absolutny.