Pewnie nie tylko ja tak mam, że oglądając w kinie komedie nie raz zastanawiam się, czy na pewno wszystko ze mną w porządku. Nie bawią mnie ekranowe żarty, nie śmieję się wraz z innymi do rozpuku, gagi, na które widzowie reagują entuzjastycznie u mnie wywołują zaledwie podniesienie kącika ust, a wiele nie powoduje w ogóle żadnych emocji. Jeszcze gorzej, gdy to film z tzw. humorem klozetowym, gdzie ilość idiotycznych, zwykle fizjologicznych dowcipów sięga zenitu i trzeba mieć włączony totalny off, by przełknąć to bez żadnej wewnętrznej awarii. Tym bardziej należy docenić filmy, których bazą jest zdrowy, inteligentny humor, komizm sytuacyjny, komedia omyłek. Dziewczyna warta grzechu jest właśnie takim typem komedii.
piątek, 8 maja 2015
piątek, 25 kwietnia 2014
Grand Budapest Hotel
O tym, jakie właściwie wrażenia pozostawił we mnie Grand Budapest Hotel zastanawiam się odkąd wyszłam z seansu. I chyba wciąż nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, nie popadając w sprzeczności. Kiedyś powiedziałabym, że z Wesem Andersonem mam problem, bo choć bardzo cenię to, co robi w kinie i dla kina, jego filmy nie zachwycają mnie.. Dziś powiem inaczej: to nic złego, że tak się dzieje, bo kino jest jak pudełko czekoladek... a Wy doskonale wiecie, jak kończy się to zdanie.
piątek, 30 grudnia 2011
O północy w Paryżu
Setny film w tym roku - okazja specjalna, specjalny powinien być więc wybór. Najlepiej coś może nie tyle gwarantującego dobrze spędzony wieczór, ale choćby dający nadzieję na coś przyjemnego. Padło na Allena, bo - choć naprawdę, wiecie przecież, nie za bardzo z Woody'm się jeszcze lubię - podejrzewałam, że tym razem może być inaczej. Intuicja okazała się dobra, bo mój wieczór (niezupełnie o północy) w Paryżu Allena okazał się niezwykle klimatyczny.