Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tom wilkinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tom wilkinson. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Grand Budapest Hotel

O tym, jakie właściwie wrażenia pozostawił we mnie Grand Budapest Hotel zastanawiam się odkąd wyszłam z seansu. I chyba wciąż nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, nie popadając w sprzeczności. Kiedyś powiedziałabym, że z Wesem Andersonem mam problem, bo choć bardzo cenię to, co robi w kinie i dla kina, jego filmy nie zachwycają mnie.. Dziś powiem inaczej: to nic złego, że tak się dzieje, bo kino jest jak pudełko czekoladek... a Wy doskonale wiecie, jak kończy się to zdanie.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Hotel Marigold


Czy można być za starym na zmiany? Czy można być tak rozczarowanym, by bać się zacząć od nowa? Ta parafraza kwestii jednej z bohaterek, a zarazem narratorki filmu, jest chyba najważniejszym pytaniem, które Madden i Parker postawili sobie, swoim bohaterom, a potem nam, widzom, w tytułowym filmie. I choć o odpowiedź można pokusić się jeszcze przed rozpoczęciem seansu, goście hotelu Marigold mają swoje życie na ten temat i to życie między wierszami  mniej lub bardziej chętnie nam objaśnią, okraszając tę opowieść garścią cudownych mądrości, o jakie w kinie - w takiej dawce - coraz rzadziej. Czekałam na ten film z wielkimi nadziejami. Jak cudownie rozkoszować się smakiem ich spełnienia.
 

piątek, 27 stycznia 2012

Dług (The Debt)

W dzisiejszym odcinku wystąpią gościnnie moi rodzice i brat, których serdecznie z tego miejsca, naturalnie, pozdrawiam. Ilekroć przyjeżdżam do rodzinnego domu, mam w zanadrzu kilka dobrych tytułów, które proponuję tacie. Tata jest w tym temacie dość oporny - trzeba mu film włączyć, posadzić przed telewizorem, bo inaczej znajdzie tysiąc pięćset rzeczy do zrobienia w domu, zamiast rozrywki i odpoczynku. Taki już cudowny jest, nic nie zrobisz. Co innego mama, ona jest super, otwarta na nowości, zawsze z entuzjazmem podchodząca do rodzinnych seansów, chętnie obejrzy, ale - wiadomo - najlepiej jeśli z mężem. Zgrać to wszystko to nie lada sztuka. Tym razem przypadkowo nie zabrałam ze sobą niczego nowego, co już zdążyliśmy z mężem obejrzeć. Miałam więc do zaproponowania nieoczekiwanie nie broniącemu się przed seansem tacie i bratu, który również przyjechał na weekend do domu, tylko jakieś starocie i kilka tytułów, które nic mi nie mówiły. Jak Dług na przykład.