Cicha noc. Film, który zrobił furorę na festiwalu w Gdyni, zdobył jego najważniejszą nagrodę i przez wielu porównywany jest - w kontekście tak jednogłośnie pozytywnego odbioru - do ubiegłorocznej Ostatniej rodziny. Trudno się temu dziwić, bo film debiutującego na dużym ekranie (!) Piotra Domalewskiego faktycznie zachwyca swoją szczerością, bezpretensjonalnością i celnością w portretowaniu polskiej rodziny. To film, który ogląda się z rosnącą ciekawością i jednocześnie trudnym do opanowania uczuciem bliskości - z bohaterami, ich dramatami, rzeczywistością, w której żyją. Rzeczywistości tak bardzo polskiej, a jednocześnie wyjątkowo uniwersalnej.
czwartek, 28 września 2017
Cicha noc [recenzja]
piątek, 22 września 2017
Ptaki śpiewają w Kigali [recenzja]
Ptaki śpiewają w Kigali był jednym z najbardziej oczekiwanych filmów na festiwalu w Gdyni. Nic dziwnego. Nie dość, że film podejmuje niezwykle trudną tematykę, w dodatku wykraczającą poza nasze polskie granice (ludobójstwo w Rwandzie), to jeszcze jego powstanie naznaczyła śmierć dwóch ważnych dla niego osób: reżysera, Krzysztofa Krauzego, i autora zdjęć, Krzysztofa Ptaka. Pozostawionej niejako samej Joannie Kos-Krauze udało się nie tylko doprowadzić projekt do końca, ale i stworzyć film ważny, wyróżniający się na mapie polskiej kinematografii. Czy spełniający pokładane w nim nadzieje widzów? I tak, i nie.
sobota, 25 października 2014
Jeziorak
Myślę i myślę, co by tu napisać o tym Jezioraku i mam w głowie pustkę. Taką samą, z jaką wyszłam z kina po seansie, podczas którego studiowanie z uwagą procesu rozwiązywania kryminalnej zagadki przeplatało się ze znużeniem. Dziś - po kilku dniach od tego momentu - wciąż zastanawiam się, czy ten stan ospałego odrętwienia nie był celowym zabiegiem reżysera, lokującego akcję swojej historii w miejscu, które swą mroczną, tajemniczą i przygnębiającą atmosferą odurza jak najlepszy narkotyk. Bo Jeziorak siedzi we mnie uparcie i świetnie broniąc się przed jakimikolwiek zarzutami, po prostu przekonuje.
środa, 20 listopada 2013
Papusza
Plan był taki: idę na film, wracam i - wiedząc, że czekacie - ogólnie piszę, czy warto, czy nie warto, a kolejnego dnia piszę recenzję. Wszystko poszło nie tak. Seans był, oczywiście, ale od momentu wyjścia z kina, aż do zawieszenia dłoni nad klawiaturą, nie miałam pojęcia, co właściwie mogę o Papuszy powiedzieć. A właściwie wiem, ale bardzo mi przykro z tego powodu, więc wymyśliłam chytry plan, że nic nie napiszę, prześpię się i gdy wstanę, to na pewno będę już wszystko wiedziała. Oczywiście, nic takiego się nie stało i pisząc te słowa wiem niewiele więcej. O Papuszy nie można powiedzieć prawie nic złego. Ale dobrego prawie też nie.