Gdy pierwszy raz usłyszałam o Chemii pomyślałam, że to kolejna tvn-owska, ckliwa produkcja inspirowana prawdziwą historią, która bazuje na poruszającej, ale mającej wywołać tanie emocje historii. Ale Chemia nią nie była. A szkoda, bo może wtedy - choć pozbawiona większej wartości artystycznej - poruszyłaby w widzach jakiekolwiek wrażliwe struny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą danuta stenka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą danuta stenka. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 października 2015
sobota, 5 stycznia 2013
Bejbi blues
Nikt nie chciał ze mną na Bejbi blues iść. Nikt. Dobra, nie pytałam wszystkich, ale wiadomo, o co chodzi. Nic nie mam do chodzenia do kina w pojedynkę, ale coś musiało być na rzeczy, że nikt nie miał ochoty na nowy film Rosłaniec pójść, że nikogo nie zachęciły ani zwiastun, ani mocna kampania reklamowa. Każdemu coś by zaświtało, prawda? Ale nie mi, ja pójdę, tak, dowiem się, sprawdzę, ocenię, ogłoszę. Ta. No i wylądowałam w Arsie sama na - uwaga - polskim filmie, czym zgrzeszyłam ostatnio w lutym roku ubiegłego arcydziełem w postaci Big love... Tak to już jakoś się w moim życiu toczy, że polską kinematografię oglądam raczej na dvd niż w kinach, choć zdaję sobie sprawę, że kilka wartościowych tytułów mi tym sposobem umyka (nad czym boleję, ale jeszcze nie tak mocno, by coś z tym zrobić). I gdy już zdecyduję się zrobić wyjątek, to trafiam albo na szit, albo na zwyczajną średniawkę, bazującą na nośnym, kontrowersyjnym temacie, zrealizowanym bez polotu i niewnoszącym niemalże zupełnie nic ani do polskiego kina, ani do świadomości widzów. Jak Bejbi blues właśnie.
środa, 17 października 2012
Nad życie
Pierwszy raz o Agacie Mróz usłyszałam w dniu jej śmierci. Nie czułam się winna. Nigdy nie interesowałam się zbytnio sportem, o siatkówce i polskiej w niej reprezentacji nie miałam bladego pojęcia, nie czułam się więc zupełnie w obowiązku kojarzenia jakichkolwiek nazwisk i związanych z nimi historii. Nie pamiętam, co dokładnie czułam po przeczytaniu nagłówka "Nie żyje Agata Mróz", czy zastanawiałam się głębiej nad jej śmiercią, czy długo rozważałam koleje jej losu. Jedyne, co tkwi mi w głowie, to ówczesne zadumanie nad decyzją, którą podjęła. To "hm...", którym w myślach skwitowałam wówczas jej walkę, towarzyszy mi także dziś, gdy po seansie filmu, opowiadającej jej historię, jakoś nie mogę wziąć się do konstruktywnej roboty i znaleźć sobie miejsca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)