niedziela, 31 lipca 2011

Bezsenność (Insomnia, 2002)

reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Erik Skjoldbjærg, Nikolaj Frobenius, Hillary Seitz
produkcja: USA, Kanada
gatunek: kryminał, thriller

Nolan - mówcie mi tak jeszcze. Z rozkoszą siadłam do ostatniego już filmu Nolana, którego nie miałam okazji jeszcze zobaczyć. Ciekawa tym bardziej, że, kto jak kto, ale Al Pacino i Hilary Swank w jednym filmie zawieść mnie nie mogli. No i nie zawiedli.

W czym tym razem grzebie Christopher Nolan? Ano, jak zwykle, zajmuje go psychologia postaci, tu szczególnie: motywacje. Doświadczony detektyw Will Dormer (Al Pacino) wraz ze swoim partnerem Hapem Eckhartem (Martin Donovan) zostają oddelegowani do małego miasteczka na Alasce, gdzie mają pomóc w ujęciu mordercy nastoletniej dziewczyny. Sprawa jest intrygująca, bo ciało pobitej na śmierć dziewczyny nosi znamiona czułej pielęgnacji, której dokonał zabójca. Dla alaskańskiej policji zagadka jest niemal nie do rozwiązania. Ale nie dla Dormera, który szybkimi, pewnymi ruchami wydaje polecenia i odkrywa karty gry zabójcy. I wszystko zmierzałoby ku szczęśliwemu roztrzygnięciu, gdyby nie "wypadek przy pracy". Od tej pory Dormer, nękany wspomnieniami przeszłych spraw (które notabene zaczęły wychodzić na światło dzienne i budzić zainteresowanie odpowiednich władz), przestaje sypiać (bo jak tu spać, gdy na zewnątrz przez całą dobę jest jasno? to w końcu północna Alaska). Bezsenność splata go z tym, którego ściga, a który - niech to szlag - miał to szczęście widzieć to, co Dormer próbuje ukryć przed kolegami z pracy. Pomiędzy Dormerem a Walterem Finchem (Robin Williams) zaczyna się bezwzględna, pełna manipulacji gra.

Pytanie, jakie stawia Nolan, dotyczy granicy między świadomym przypadkiem a nieumyślnością. Jak dalece nasze ukryte motywacje mogą przełożyć się na działania i powodować nami podczas przypadkowej sytuacji? Czy potrafimy stawić im czoła, nie ulec, powiedzieć "stop", powstrzymać samych siebie przed uwolnieniem od własnych lęków, kompleksów, błędów?

Jest oczywiste, że konszachty gliniarza z zabójcą nie kończą się dobrze. I wiadomo też, że kwestią czasu jest aż młoda, ambitna pani detektyw Ellie Burr (Hilary Swank) dojdzie prawdy, stając przy okazji przed ogromnym dylematem: co jest ważniejsze: prawda czy prestiż mistrza? Bezsenność Dormera, jego halucynacje, nawet rozmowa z właścicielką hoteliku, będąca swoistym autorozliczeniem, prowadzą do zakończenia, które rozczarowuje. Ma sens, ale rozczarowuje. Daleko mi jednak od stawiania tez, że Bezsenność się Nolanowi nie udała. Są świetne zdjęcia - krajobrazy Alaski, zakrwawione płótno, będące leitmotivem filmu. Jest niepowtarzalny małomiasteczkowy klimat, gdzie zabójstwo staje się obiektem zainteresowania każdego mieszkańca (bo przecież w takim miasteczku normalnie nie dzieje się zupełnie nic), przeplatany z senną atmosferą rojeń Dormera (a przecież cały czas jest jasno). Zresztą: to dopiero trzeci film Nolana - tuż po krótkometrażowym Doodlebug i świetnym Memento, cały czas jednak przed Batmanami, obłędnym Prestiżem i genialną Incepcją.

Czy polecam? Jasne, bo to dobry psychologiczny thriller ze świetną rolą Ala Pacino i całkiem dobrą burzącego stereotyp odnajdowania się jedynie w rolach komików Robina Williamsa.

1 komentarz:

  1. Nie tylko zakończenie mnie rozczarowało. Film oglądałem "jakiś" czas temu i miałem wobec niego bardzo wysokie wymagania. Jak się dowiedziałem, że to w dodatku remake to jeszcze bardziej mnie zniechęcił. Ale tak jak pisałaś, to początkowy Nolan, także można mu wybaczyć.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.