Strony

niedziela, 16 grudnia 2012

Niewierni (Les Infidèles, 2012)

Pamiętam dobrze, gdy pierwszy raz zobaczyłam zwiastun Niewiernych. Pomyślałam: "O rany, Dujardin! Jak fajnie! Muszę to zobaczyć!". Do głowy mi nie przyszło, że ten czarujący i utalentowany aktor może zagrać w tak kiepskim filmie. Wiedziałam, że lubi eksperymentować ze sztuką i konwencjami filmowymi, ale że ma gust i klasę nie wątpiłam. Wprawdzie oglądając zwiastun nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś z tym filmem jest nie tak, że coś tu nie śmieszy tak, jak chyba miało śmieszyć, ale zrzuciłam to na karb specyfiki tego typu materiałów. W końcu nie da się pokazać wszystkiego w dwóch zaledwie minutach i grunt to zaciekawić - a to się udało. I co? I to, że kolejny raz okazuje się, że pierwsze wrażenie - nawet jeśli chowające się dyskretnie za ciekawość i nadzieję - mówi o filmie najwięcej. Bo Niewierni to gniot nad gnioty i nie ratuje go nawet dobre aktorstwo Dujardina i Lellouche'a.
 

Fred, Olivier, François, Laurent, James (Dujardin) i - z drugiej strony - Greg, Nicolas, Bernard, Antoine, Eric (Lellouche) - to właśnie tytułowi niewierni, mężczyźni, którzy mają mniejszy lub większy, ale w każdym wypadku nierozwiązany, problem z utrzymaniem... no... wiecie... wierności. Ich historie tworzą kalejdoskop zamkniętych w krótkich klatkach epizodów miłosnych, których wspólnym mianownikiem jest niewierność właśnie. W pogoni za spódniczkami dojrzali już bohaterowie jakby mimochodem zastanawiają się nad jakością swoich związków i celowością istnienia cnót, które dla ich partnerek są tak istotne.
 
Jakie to wszystko nudne i męczące, wiecie? Już sam pomysł na fabułę jest, wbrew pozorom, jałowy. Bo czy mówienie dziś w kinie o (nie)wierności i ukazywanie seksu w najróżniejszych jego odmianach i pozycjach jeszcze kogoś szokuje? dziwi? pociąga? Ok, załóżmy, że tak, że znajdą się tacy, którzy chcą sobie pooglądać gołe pośladki (płci obojga) i tematyka seksualnych podbojów w takim wydaniu mu odpowiada. Co twórcy mu oferują? Garść nędznych obrazków, z których nie zapamiętuje się nic poza tym, co pokazano w zwiastunie, czyli wylatującego za okno psa, spacerujących kumpli, szydzących z wierności, jakiegoś kolesia na wózku i, obowiązkowo, typa w szpitalu, który miał być zabawny, a wyszło jak wyszło. Z humorem to tu w ogóle jest okropnie i marnie - napisane ponoć (tak reklamowali) z polotem i zabawną ironią dialogi wypadają płytko i poważnie, a to co mogłoby być śmieszne, raczej obrzydza niż bawi.  Pewnym jest, że te w większości nierówne i nudne nowelki filmowe, które łączy wspólny motyw, nie przekonują, nie zdumiewają, nie odprężają i nie niosą żadnej nowej lub ciekawie podanej prawdy o nas samych.
 

A najbardziej boli świadomość, że z tego materiału można było zrobić naprawdę zabawny film, niosący przy okazji garść poważnych refleksji na temat życia, związków i relacji damsko-męskich. Ten potencjał nie został wykorzystany. Ktoś - z tej olbrzymiej grupy reżyserów i scenarzystów - się po prostu nie przebił, nie przekonał innych, nie dał rady. Przykre.

 
Czy polecam? Nie, nie, nie.

 
Źródło zdj.: wikinoticia.com

 

9 komentarzy:

  1. Oj tak przeczuwałam. Szkoda, czekam na kolejny dobry film z Dujardinem. Bardzo chciałabym, żeby nie był aktorem jednej roli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie nie udało sie obejrzeć tego filmu nawet do połowy....dlatego podziwiam,że dotrwałaś do końca

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam ani jednej dobrej opinii o tym filmie. Nie będę się nawet zmuszała do oglądania.

    OdpowiedzUsuń
  4. To mnie teraz zasmuciłaś. Jak zobaczyłam tytuł "Niewierni" to mi się najpierw skojarzyło z książką Severskiego, ale szybko się ocknęłam z amoku podniety, bo przecież książka nowa, a tu by film już zdążyli nakręcić?;) Filmu nie widziałam, pewnie obejrzę, bo zawsze mam tak, że im mocniej krytykują, tym większą mam chęć sama się z takim filmem rozprawić. Temat ma potencjał, jeśli jednak wyjdę z podobnymi odczuciami do Twoich, rozczarowanie chyba będzie podwójne. Nie bardzo rozumiem, czemu chcę dać temu filmowi szansę... tym bardziej, że z Twojej recenzji wynika, że to totalna strata czasu. Cóż, przekorna natura bywa przekleństwem. Kto wie, może i twórcy "Niewiernych" są zbyt przekorni, żeby temat z iskrą potraktować strażacką pianą?
    Idę się zmierzyć, pozdrawiam! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję serdecznie za poświęcenie się i obejrzenie filmu :-) teraz już ja nie muszę tego robić. Dujardin interesuje mnie mnie we wcześniejszych francuskich produkcjach komediowo sensacyjnych - widziałaś może? Ja mam na liście do obejrzenia.

    Ostatnio w ogóle jakiś "wysyp" filmów dotyczących niewierności i w większości mało to udane produkcje, wyjątkiem był "Take this waltz"

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. A miałam tyle nadziei względem tego tytułu, trudno nie będę sobie już nim zaprzątać głowy :D

    OdpowiedzUsuń
  7. "Niewierni" znaleźli się w moim facebookowym maratonie, więc obejrzeć tak czy inaczej będę ich musiał. Cóż mi Jean Dujardin nie podobał się w "Artyście". Uważam, że zagrał podobnie jak w wielu jego wcześniejszych filmach, natomiast te wszystkie laury poleciały do niego tylko z powodu filmu :> Wiedziałem, że ten film nie prezentuje nic nadzwyczajnego, ale aż tak jest źle? :< No szkoda, bo ostatnio strasznie polubiłem francuskie kino, a tutaj taka niemiła niespodzianka :< Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję filmu "Step Up 4 Revolution" :D www.filmowe-abecadlo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. oj, czyżby ktoś tu bał się swojej drugiej natury? film musowo do obejrzenia - refleksja jest - trzeba tylko samemu na nią wpaść przykro mi;)
    film oceniam na 8/10, muzyka do filmu rewelacja - 10/10!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobry film, polecam. Pamiętajcie, że recenzje pisane powyżej są tylko i wyłącznie subiektywnym odczuciem ;) Film i zabawny i miejscami poważny i gra aktorska całkiem całkiem.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.