Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojenny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojenny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 stycznia 2015

Niezłomny

Chyba wszyscy drżeli o nowy projekt Angeliny Jolie. Po melodramatycznej, dość patetycznej i przez wielu uważanej za propagandową Krainie miodu i krwi, idąc za tym, co leży jej szczególnie na sercu, znów zajęła się wojną. I choć tym razem swoją fabułę oparła na faktach, negatywne nastawienie do filmu szybko odbiło się na jego recenzjach. Niezłomny nie został dobrze przyjęty przez krytyków, a mimo to wciąż jest wymieniany jako jeden z faworytów do nominacji oscarowych. Ta ambiwalencja Amerykanów prosto przekłada się jednak na jakość filmu. Niezłomnego ogląda się bowiem dobrze, to niezły film, ale nie generuje wielu emocji i szybko ulatuje z głowy.


wtorek, 30 grudnia 2014

Mandarynki

Mogłoby się wydawać, że filmy wojenne nie potrafią już dziś powiedzieć niczego, czego byśmy o wojnie nie wiedzieli. Że krew, że gwałt, że śmierć, a potem wielka, wielka pustka. A przecież gdybyśmy sięgnęli do własnej pamięci, spostrzeglibyśmy, jak często niedowierzamy, widząc lub słysząc, co dzieje się w krajach ogarniętych konfliktem zbrojnym. Przede wszystkim zaś - jak bardzo truchlejemy na widok wojny wkraczającej w codzienność, normalne, powszednie życie, jakie toczy każdy z nas, odpowiadającej złem na dobro, ludzką wolę przetrwania, plan, by żyć, odbierającej to, co najważniejsze - sens istnienia. Właśnie o tym opowiadają estońsko-gruzińskie Mandarynki - jeden z najskromniejszych filmów, jakie powstały o wojnie i jak mało który z nich pokazujący jej prawdziwe, bo widziane z naszej perspektywy oblicze.


wtorek, 11 listopada 2014

Furia

Od kilku lat w gatunku filmów wojennych widoczny jest nowy trend. Wojna - która zawsze miała być w centrum akcji - zaczęła naprawdę nim być. Porzucono tragiczne i poruszające historie w stylu Szeregowca Ryana, zastępując je rzeczowymi rysopisami - o bohaterach mówiąc tylko tyle, ile trzeba, by oddać dominujące cechy ich charakterów. Zrezygnowano z bezpiecznych, rzucających światło na pole bitwy, ale skrywających to, co mogłoby przerazić, wywołać traumę planów ogólnych na rzecz detali, w których krew, pot, łzy i śmierć są obnażone w pełnej krasie (a raczej brzydocie). Taka jest właśnie Furia Davida Ayera - film, który nie oszczędza.


niedziela, 21 września 2014

Miasto 44

Takie filmy jak Miasto 44 są bardzo niewdzięczne do recenzowania. Z jednej strony nie sposób przejść wobec nich obojętnie, bo wzbudzają jednak sporo emocji, z drugiej - niedobrze jest mówić o nich źle, bez wyraźnego, rozsądnego powodu, z trzeciej z kolei - wychwalanie ich tylko z uwagi na ważny temat to prosta droga do oszukania odbiorcy, oczekującego jasnej wskazówki, czy powinien iść do kina, czy raczej film odpuścić. Łatwo tu kogoś skrzywdzić - widzów, dla których taki film to coś więcej niż fabuła i aktorzy, twórców, angażujących w jego powstanie lata pracy i serca, wreszcie tych, dla których temat - nieważne jak realizowany - jest z różnych powodów ważny. Chciałabym powiedzieć, że Miasto 44 to film doskonały, bez wad, ale to nieprawda. Ważniejsze jest jednak co innego: ten film w przedziwny sposób mimo tych usterek wygrywa, bo to, o co mu chodziło najjbardziej, wybrzmiewa zeń z wielką mocą.


niedziela, 4 maja 2014

Kamienie na szaniec

Ostatni raz polski film recenzowałam cztery miesiące temu. Pokuty nie było, ale i tak ją odmówiłam. Najpierw alkoholowo, u Smarzowskiego, potem konspiracyjnie, u Pasikowskiego. O żadnym, z niewiadomych przyczyn, nie napisałam, choć oba filmy były przecież całkiem do zniesienia. Tymczasem przyszedł maj, a z majem OFF Plus Camera i moje coroczne nadrabianie polskiego kina. Tym razem o wiele mniejsze niż rok temu, bo jestem całkiem na bieżąco, ale wciąż miłe i wyglądane. Czyli zupełnie odwrotnie niż Kamienie na szaniec.

wtorek, 18 marca 2014

Ocalony

Zazwyczaj wybierając się z mężem do kina na "jego" filmy, doskonale wiem, czego się spodziewać i bardzo często moje przewidywania się sprawdzają. Od ostatniej spowiedzi popełniłam dwa grzechy. Pierwszym było niesłuszne i przedwczesne ocenienie filmu o zombie (World War Z), który okazał się całkiem wciągającym kinem akcji. Drugim - bardzo świeżym - zapieranie się rękami i nogami przed seansem Ocalonego, no bo "serio, kolejny film o wojnie?". Dałam się jednak przekonać i - wow - tego się nie spodziewałam...

czwartek, 6 lutego 2014

Złodziejka książek

Gdyby istniał gatunek filmów magicznych, w tym ciepłym, bezpiecznym znaczeniu tego słowa, Złodziejka książek z pewnością by do niego należała. Od pierwszych wersów ta opowieść zapowiada coś niezwykłego, a pojawiające się zupełnie na przekór smutne obrazy ilustrujące tę piękną narrację, tylko dodają jej walorów. Tylko czy ten ślicznie oprawiony obrazek, który pozostawia po sobie tak miłe wrażenie, reprezentuje sobą coś więcej niż tylko elegancką formę?
 

środa, 23 maja 2012

Kraina miodu i krwi


Kiedy usłyszałam o tym filmie w ubiegłym roku, przy okazji ogłoszenia nominacji do Złotych Globów, byłam poruszona. Nie tylko tym, że kino wreszcie zainteresowało się okrutnie zamykającym krwawy XX wiek konfliktem w Bośni i Hercegowinie, ale też tym, że za rzecz zabrała się osoba wyjątkowa, o ogromnej wrażliwości - Angelina Jolie. To, że aktorka za temat swojego reżyserskiego debiutu wzięła właśnie wojnę, która odbija się (a przynajmniej powinna się odbijać - mnie by się odbijała) czkawką wielu rządom i organizacjom niosącym pokój, wydało mi się oczywiste. Tak oczywiste jak to, że ten film rozbije mnie na atomy. Jak dobrze, że - mimo braku dystrybucji kinowej - film wyszedł chociaż na DVD...

środa, 15 lutego 2012

Czas wojny

Moje ostatnie filmowe wybory dały mi jasno do zrozumienia, że nie powinnam się nastawiać, w żaden sposób. Bo albo spodziewam się nie wiadomo czego i okazuje się, że jest naprawdę kiepsko, albo myślę o najgorszym, a zastaję coś całkiem interesującego. Jak Czas wojny na przykład. Zbierałam się na ten film i się zebrać nie mogłam, a każda kolejna miażdżąca go recenzja jeszcze bardziej mnie zniechęcała. No bo, proszę Was, koń? A jednak wcale nie było tak źle.
 

wtorek, 1 listopada 2011

Essential Killing

Tak się zarzekałam, że polskie kino to nie dla mnie, a tu już trzeci rodzimy film pod rząd. Walczę znaczy. Dziś na przykład z filmem Skolimowskiego, którego długo mi się nie chciało i po słyszanych od znajomych recenzjach tylko się pogorszyło. Strasznie bowiem, moi drodzy, nie lubię stawać przed wyzwaniami pt. "Ten film jest arcydziełem". Bo ja jestem wbrew pozorom bardzo płytka i arcydzieł często nie rozumiem. Albo, jak to skomentował jeden z użytkowników Filmwebu, nie jestem z tych, co to potrafią analizować i interpretować, tylko wolą szybką akcję i jatkę. Pewnie to zbyt dalece posunięte insynuacje, aczkolwiek rzeczywiście coś z ignorancji w tych moich filmowych aktach z arcydziełami jest. Bo gdy na samą myśl, że to Takie Dzieło, wysuwają się ze mnie kolce, nie może być dobrze, prawda?